Reklama

Z życia wypieków

Z życia wypieków

06.06.2016
Czyta się kilka minut
Zważmy, że nazywanie rebeliantami ogółu protestujących na ulicach obywateli jest jednak sygnałem zasadniczego stetryczenia.
Fot. Grażyna Makara
Stanisław Mancewicz / Fot. Grażyna Makara
W

W kraju naszym słowo „rebeliant” jest od pokoleń komplementem: nigdy nie było dla tak nazywanych wyklęciem, a zawsze dumnym uświęceniem. Gdybyśmy tworzyli normalne, propaństwowe społeczeństwo, to owszem, można by zarzutem rebelianctwa jakąś jego część dotknąć. Wziąwszy jednak tutejszą mentalność, której twardym korzeniem jest gruntowna niechęć do państwa i jego instytucji, z parlamentem na czele, temu podobne wyklinanie jest wspaniałym i nieoczekiwanym prezentem. Zapewne wielu ludzi przez ostatnie lata pieszczących czule swą niepokorność kiśnie teraz w beczce zazdrości, że to nie im geniusz ćwierćwiecza zarzuca buntowniczość i kręcenie rebelii – została im rola ptysi ubranych w zrekonstruowane z plastiku zbroje husarskie.

Oderwijmy się jednak od szczegółu i wejdźmy na poziom wyższy, a mianowicie przypatrzmy się powszechnej u polityków naszych skłonności do robienia bliźnim na...

3992

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niewprawny w przemieszczaniu się na wyższym poziomie polityka narodowego dostrzegłem podobieństwo, a jest ono mojego człowieczego oka pewnym złudzeniem, że ów polityk narodowy okrzyknięty geniuszem ćwierćwiecza, choć nie ma powodu dla którego nie nazwać go geniuszem półwiecza lub ćwierćtysiąclecia, przypomina z istoty swojej pewną rzecz, za przeproszeniem nazwaną przez budowlańców betonem, której wcale nie kolorem, lecz kruchością wieku zaawansowanego jest bliski oraz podatnością na jakże wspaniałą katastrofę burzącą przy okazji niewinne ptysie przyobleczone na modłę sarmacką piórami gęsimi. Podobieństwo siłą swej natury oddziałuje nieuchronnie i dla spragnionego, acz trochę już zniecierpliwionego brakiem spektakularnego upadku coraz mniej emocjonujące. Ani złośliwość wrednego duchem starca politycznego, ani mistrzostwo w zadziwianiu świata mimami wprost z twarzy płynącymi nie zmieni faktu, który z lubością muszę powtórzyć, że nie będzie żyletką grającą bułkę. :-)

Ten gościu nie przypomina betonu. On przypomina rozmamłaną sirotę. Pozostaje zagadką, jak ten obleśny w gruncie rzeczy wizerunek zdołał zahipnotyzować niemałą grupkę publiczności.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]