Rumuńscy nacjonaliści mają co najmniej dwóch charyzmatycznych liderów: ekscentrycznego i eleganckiego tiktokera Călina Georgescu oraz wyrywnego trybuna ludowego George Simiona. W pochodzie po władzę zatrzymał ich jednak 55-letni matematyk, któremu przez lata przypisywano wszystkie cechy poza charyzmą.
Zwycięstwo Nicușora Dana zostało odebrane w Europie przede wszystkim jako zwycięstwo liberalnej demokracji nad podsycanym przez Rosję suwerenizmem. Tej interpretacji sprzyjały obrazki z wieczoru wyborczego: flagi UE na ulicach Bukaresztu, skandowane hasła o europejskim wyborze. Sami Rumuni widzą w rezultacie wyborów jednak coś więcej: szansę na odnowę państwa i odsunięcie starej elity od władzy.
Rumunia zawłaszczona przez elity
W wieczór wyborczy wśród rumuńskich użytkowników sieci społecznościowych popularność zdobył jeszcze inny obrazek – zaciemniona siedziba Partii Socjaldemokratycznej (PSD). To postkomunistyczne ugrupowanie miało swego kandydata w drugiej rundzie wszystkich wyborów prezydenckich po 1989 r. Tym razem ich człowiek nie wystartował w wyścigu, a po ogłoszeniu wyników pierwszej tury ustąpił z funkcji premiera.
Po obaleniu dyktatury Nicolae Ceaușescu dynamikę na rumuńskiej scenie politycznej określała rywalizacja między postkomunistami, którzy szybko przybrali szyld socjaldemokracji, oraz centroprawicową Partią Narodowo-Liberalną (PNL). Swoistym wyłomem w tym duopolu była na przykład prezydentura prawicowego solisty Traiana Băsescu, jednak na dłuższą metę to te dwie partie, obrotowo wspierane przez Demokratyczny Związek Węgrów w Rumunii (UDMR), wymieniały się władzą.
Formalna rywalizacja, która jednocześnie miała charakter współdziałania w obronie interesów elity, zakończyła się w 2021 r., gdy pod naciskiem ugrupowań antysystemowych partie te zawarły koalicję.
Anulowane wybory
W pierwszej turze wyborów prezydenta w listopadzie 2024 r. kandydaci PSD i PNL znaleźli się jednak odpowiednio na trzecim i piątym miejscu. Wybory anulowano, gdyż Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Krajowego dopatrzyła się nieprawidłowości i ingerencji siły zewnętrznej w trakcie kampanii wyborczej. Następnie Centralna Komisja Wyborcza i Sąd Konstytucyjny uniemożliwiły start zwycięzcy – Călinowi Georgescu – w powtórzonych wyborach.
Tym razem koalicja wystawiła wspólnego kandydata, który w pierwszej turze zajął dopiero trzecie miejsce. Jak widać, kontrowersyjne decyzje ostatnich miesięcy tylko wzmogły przeświadczenie większości społeczeństwa, że państwo zostało zawłaszczone przez największe partie, służby i elitę wymiaru sprawiedliwości.
W obronie godności społeczeństwa
Po wejściu do UE w 2007 r. Rumunia mogła pochwalić się imponującymi wskaźnikami rozwoju. Jednocześnie jego nierównomierny charakter oraz monopolizowanie dostępu do władzy i prestiżu przez wąską elitę zaczęło uwierać kolejne grupy obywateli. Gospodarka rosła, rozwijała się infrastruktura, jednakże równolegle instytucje państwa oraz splot polityki i biznesu były kojarzone przede wszystkim z korupcją, nepotyzmem i klientelizmem.
Zarówno Nicușor Dan, jak i George Simion, którzy zmierzyli się w drugiej turze majowych wyborów, zdobyli popularność na fali rosnącej od lat frustracji społecznej. Tłumacząc jej charakter, warto przywołać myśl Francisa Fukuyamy, który opisując współczesne emocje polityczne, przywołał Platońskie pojęcie thymos – trzeciej części duszy, która jest siedliskiem zarówno gniewu, jak i dumy. Amerykański politolog zwraca uwagę, że ludzie pragną dla siebie nie tylko dóbr, takich jak luksusowe auta lub kolejne działki narkotyków, ale łakną także pozytywnych ocen swojej wartości lub godności.
Dostęp do dóbr luksusowych był w Rumunii coraz mniejszym problemem, lecz właśnie godność – nieustannie naruszana przez tradycyjne elity – stała się centralnym punktem emocji społecznych. Dan i Simion postawili się w pozycji obrońców rumuńskiego thymos. Przy czym radykalnie różnili się w określaniu podmiotów, których godność została naruszona i w obronie których występują.
Korupcja zabija
Dla nowego prezydenta Rumunii momentem przełomowym w karierze politycznej i życiu osobistym była tragedia w trakcie koncertu w bukaresztańskim klubie Colectiv w 2015 r., gdy w efekcie pożaru zginęły 64 osoby, a ponad 170 zostało rannych [okazało się potem, że wewnątrz klubu brakowało odpowiednich zabezpieczeń, pokaz pirotechniczny wykonano bez zezwolenia, a lokalne władze zaniedbywały prowadzenia kontroli – red.]. Mieszkańcy dużych miast wyszli na ulice pod hasłem „Korupcja zabija!”. Pojawiło się powszechne przekonanie, że przyczyną tragedii były wady systemu społeczno-politycznego, opartego na korupcji.
Ostrze krytyki wymierzone było wtedy przede wszystkim w rządzącą Partię Socjaldemokratyczną (PSD), co doprowadziło do dymisji rządu. Na fali tego ruchu społecznego powstała partia Związek Zbawienia Rumunii (USR), na której czele stanął właśnie Nicușor Dan – znany już działacz miejski w Bukareszcie, walczący z korupcją i patologicznymi praktykami deweloperskimi.
Poglądy polityczne Nicușora Dana
W 2016 r. USR wszedł do parlamentu, uzyskując 16 proc. poparcia w wyborach. Rok później Dan ustąpił z funkcji przewodniczącego partii, jednak w oczach większości społeczeństwa pozostał jednym z liderów ruchu politycznego o charakterze antykorupcyjnym, antyelitarnym, a zarazem proeuropejskim. W 2020 r. z poparciem USR wygrał wybory na burmistrza Bukaresztu.
Przez lata zarzucano mu nazbyt inteligencki ton i swoistą apatyczność, twierdząc przy tym, że nigdy nie będzie w stanie wyjść poza wielkomiejski elektorat. Niemniej Dan pozostał wierny swemu pryncypialnemu stylowi uprawiania polityki, w której centrum stawiał przede wszystkim wspólnotę obywateli. Sposób na obronę obywatelskiego thymos widział zaś w trosce o praworządność i prawa człowieka oraz w przywróceniu mechanizmów kontroli społecznej nad instytucjami państwowymi.
Skąd się wziął George Simion
Działalność polityczna George Simiona od początku wyrastała natomiast z tradycji rumuńskiego nacjonalizmu. Początkowo skupiał się na idei zjednoczenia Rumunii i Mołdawii oraz walce o prawa Rumunów mieszkających w Ukrainie. Przyniosło mu to zresztą zakazy wjazdu na terytoria obu sąsiednich państw.
Odwoływał się – zwłaszcza w wymiarze symbolicznym i wizualnym – do dziedzictwa ruchów nacjonalistycznych i faszystowskich z lat 30. i 40. XX w., czyli Legionów Michała Anioła i Żelaznej Gwardii. Z czasem zawarł sojusz ze środowiskiem konserwatywno-chrześcijańskim, blisko związanym z Rumuńską Cerkwią Prawosławną, które występowało przeciw legalizacji małżeństw jednopłciowych. Wspólnie, w 2019 r., stworzyli partię Związek Jedności Rumunów (AUR).
Wydawało się, że ugrupowanie będzie funkcjonować na marginesie życia politycznego. AUR wykorzystał jednak szansę, którą przyniosła pandemia koronawirusa. Jako jedyni podnieśli otwarty sprzeciw wobec pandemicznych obostrzeń, co przyniosło im ogólnokrajową rozpoznawalność. W 2020 r. AUR wszedł do parlamentu, zdobywając 9 proc. głosów.
Przywiązanie do etniczności
Simion i jego partia przywołały narrację, według której działalność elit uderza w godność i wartości narodu rumuńskiego. Przyczyny frustracji Rumunów powiązano z relacjami międzynarodowymi, wskazując współwinnych sytuacji również wśród liberalnych elit europejskich.
Broniąc thymos narodu, AUR domagał się przywrócenia nadrzędnej roli tradycyjnych wartości w życiu publicznym oraz ograniczenia międzynarodowych współzależności, przede wszystkim ekonomicznych i kulturowych. Przywiązanie do etniczności pobudziło zaś wrogość wobec mniejszości narodowych: Romów, Węgrów oraz Żydów.
Współczesna mitologia Rzymian i Daków
Podobny spór – między obrońcami godności obywatelskiej i narodowej – można znaleźć w wielu innych państwach Europy. Przypadek Rumunii jest jednak wyjątkowy, gdyż oba nurty były reprezentowane przez siły opozycyjne wobec obozu władzy. A co ciekawe, w tym przypadku spór ten wpisuje się zarówno w politykę międzynarodową, jak i krajową mitologię polityczną.
Ruch narodowy, który w XIX w. zjednoczył mieszkańców księstw dunajskich, rozwinął się wokół idei rzymskiego pochodzenia Rumunów. Następnie, w kontrze do niego, rozwinęła się koncepcja wywodząca ich od Daków, czyli miejscowego ludu podbitego przez Rzymian. Z czasem oba nurty łączono, w różnym stopniu podkreślając znaczenie dwóch żywiołów kulturowych.
W okresie międzywojennym, w oparciu o te dwa mity o pochodzeniu narodu, zbudowano odrębne wizje dotyczące modelu rozwojowego państwa oraz jego miejsca w Europie. Mit rzymski zaowocował ideą „bastionu zachodniej cywilizacji” czy też „łacińskiej wyspy w morzu Słowian i Madziarów”. Nakazywała ona czerpać wzorce z Europy Zachodniej.
Z mitu dackiego zrodziła się natomiast idea autochtoniczna, podkreślająca unikatowość narodu rumuńskiego. Wzorce dla modelu rozwojowego widziano przede wszystkim w kulturze ludowej i prawosławiu, nawołując również do politycznego i gospodarczego izolacjonizmu.
Rumunia jako łacińska wyspa na wschodzie
Komuniści, rządzący Rumunią po 1945 r., czerpali przede wszystkim z idei autochtonicznej, jednak Nicolae Ceaușescu, w miarę jak poluźniały się jego relacje z ZSRR, umiejętnie włączał również mit rzymski. W latach 90. XX w. w elicie politycznej pojawił się nowy konsensus. Mit „łacińskiej wyspy” przez następne dekady określał politykę zagraniczną, której celem było umacnianie pozycji w świecie zachodnim, oraz tworzył ramy modelu rozwojowego.
Jak pokazuje popularność współczesnych nacjonalistów, którzy garściami czerpią z idei autochtonicznej, klasa polityczna zdążyła zdyskredytować mit „łacińskiej wyspy” w oczach wielu Rumunów. Na tym polegało zasadnicze wyzwanie, przed którym stanął Nicușor Dan – krytykując tradycyjną elitę, odwoływał się do wartości i idei, które te elita skompromitowała. Musiał więc przekonać wyborców, by dali tej opowieści jeszcze jedną szansę.
Pułapka rumuńskiego systemu władzy
Udało się, przede wszystkim dlatego, że głosować poszły rzesze ludzi, którzy w ostatnich latach wzięli całkowity rozwód z polityką. Frekwencja wyniosła prawie 65 proc. Był to najlepszy rezultat od 2000 r. Okazało się, że większość obywateli postrzega narodowo-autochtoniczną politykę Simiona jako poważne zagrożenie dla ładu społecznego, a jego wizja relacji z europejskim sąsiedztwem jest daleka od ich wartości i ambicji.
Trudno jednak stwierdzić, że to ostateczne zwycięstwo thymos obywatelskiego z narodowym, czy też Rzymian nad Dakami. Simion znacznie umocnił swoją pozycję polityczną, co pozwala mu podważać legalność wyborów i instytucji państwa. Jako silny lider opozycji znalazł się w dogodnym położeniu. Zwłaszcza że nowy prezydent będzie musiał zmierzyć się z pułapką wpisaną w rumuński system polityczny.
Jakie zadania stoją przed prezydentem
Prerogatywy rumuńskiej głowy państwa dotyczą przede wszystkim polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Zwycięstwo Dana ucieszyło więc europejskich sojuszników. Nowy prezydent będzie orędownikiem unijnej jedności i wspierania Ukrainy. Wyzwaniem stanie się dla niego zapewne rosnący rozdźwięk między Europą a USA, które są najważniejszym sojusznikiem Bukaresztu w sferze bezpieczeństwa. W tym dylemacie nie będzie jednak odosobniony.
Oczekiwania wyborców Dana dotyczą wszakże w równym stopniu walki z korupcją i przebudowy systemu politycznego. Możliwości działania prezydenta w tej sferze są o wiele mniejsze. Jego głównym narzędziem będzie tu silny mandat społeczny i nacisk moralny. Jest przy tym skazany na współpracę z siłami, przeciw którym występował.
Prognozy dla rumuńskiej polityki
Po pierwszej turze wyborów prezydenckich rozpadła się koalicja. Rozwiązania parlamentu nie chce nikt poza AUR. Tymczasem Związek Zbawienia Rumunii, który stanowi naturalne zaplecze polityczne Dana, zdobył w ostatnich wyborach jedynie 12,5 proc. głosów. Prezydent elekt już zapowiedział, że chciałby widzieć na czele rządu Ilie Bolojana – tymczasowego przewodniczącego centroprawicowej PNL, który w ostatnich miesiącach pełni obowiązki głowy państwa. Do koalicji dołączy się zapewne reprezentujący rumuńskich Węgrów UDMR, poprą ją również reprezentanci innych mniejszości narodowych.
Tej większości nie da się jednak zbudować bez poparcia największej frakcji, czyli Partii Socjaldemokratycznej. W PSD trwają obecnie dyskusje, czy ugrupowanie powinno wejść do koalicji, czy też poprzeć ewentualny rząd mniejszościowy. Tragizm sytuacji polega na tym, że o powstaniu i kształcie nowego rządu zadecyduje formacja, która będzie dla niego największym obciążeniem wizerunkowym oraz – prawdopodobnie – hamulcowym koniecznych zmian.
Nicușor Dan i jego zwolennicy nie mogą zmniejszać presji na tradycyjne partie polityczne. W przeciwnym wypadku jego prezydentura okaże się tylko przystankiem w pochodzie charyzmatycznych nacjonalistów po władzę.
PIOTR OLEKSY pracuje na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz w Instytucie Europy Środkowej w Lublinie; jest stałym współpracownikiem „TP”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















