Reklama

Wyborcza głusza

Wyborcza głusza

26.06.2020
Czyta się kilka minut
Bartosz Marganiec: Tylko dwóch kandydatów na prezydenta starało się zapewnić tłumacza polskiego języka migowego. Czy reszty nie obchodzą głusi wyborcy?
Bartosz Marganiec / Fot. dostepnytlumaczpjm.pl
A

ANNA GOC: Pana posty na Facebooku z ostatnich dwóch miesięcy to kalendarium wykluczenia około stu, może nawet dwustu tysięcy Polaków.

BARTOSZ MARGANIEC, programista, aktywista, inicjator kampanii informacyjnej #dostępnytłumaczPJM: Jeśli politycy organizują konferencję bez tłumacza polskiego języka migowego (PJM), to większość głuchych nie wie, czego ona dotyczy, bo większość z nas nie zna dobrze języka polskiego, a więc nie czyta ze zrozumieniem dłuższych tekstów.

Ja się nauczyłem polskiego, ale mogę sobie wyobrazić taką sytuację: wybucha wojna, a ja nie wiem, co się dzieje – nie słyszę syren, nie słyszę, co mówią w telewizji, na ulicy, mogę jedynie szukać jakichś informacji w internecie, jeśli jeszcze działa. Wiem, że to przejaskrawiony przykład, ale nie niemożliwy.

Dlatego od wielu tygodni apeluję o dostęp do tłumacza polskiego języka migowego.

Pisane przez Pana kalendarium wygląda tak: 15 maja – „Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, transmisja niedostępna”; 19 maja – „konferencja prezydenta RP bez tłumacza”; 27 maja – „konferencja Kancelarii Premiera bez tłumacza”; 31 maja – „Kancelaria Prezesa Rady Ministrów organizuje e-dzień dziecka. Takie wydarzenie w szczególności powinno być dostępne dla dzieci głuchych i słabosłyszących!”; 1 czerwca – „konferencja MEN bez tłumacza PJM”. To tylko kilka wybranych wpisów. Nie docierają do Was wypowiedzi polityków, komentarze publicystów, opinie ekspertów. Co dociera?

Nazwałbym to wieścią obiegową. Wygląda to zwykle tak: trwa konferencja rządowa, na której nie ma tłumacza. Głusi, którzy potrafią czytać po polsku, czekają, aż ktoś napisze, co mówił premier czy minister. Pierwsze teksty, poza tymi krótkimi na Twitterze czy na Facebooku, pojawiają się zwykle po kilkunastu minutach. Głusi, którzy nie potrafią czytać po polsku, muszą czekać dalej, aż ktoś, kto słuchał konferencji albo czytał na jej temat, nagra vloga i zamieści go w sieci. To trwa zwykle ponad godzinę, jeśli się w ogóle dzieje. Teraz, kiedy mamy media społecznościowe, tworzą się grupy tematyczne. Ale to nie są zorganizowane działania, raczej przypadkowe inicjatywy. Coś na zasadzie: „w telewizji mówili, że nie wolno…” albo „uważajcie na…”. Takich vlogów było sporo zwłaszcza na początku epidemii COVID-19, bo przez pierwsze tygodnie konferencje rządowe nie były tłumaczone na polski język migowy. Sytuacja zmieniała się z dnia na dzień, o wszystkim informowali premier i minister, a my nie wiedzieliśmy, co się dzieje i jakie są zagrożenia. Nie czuliśmy się bezpiecznie.

Dużo instytucji działała w czasie epidemii tylko „na telefon”, a przecież osoby głuche nie mogą zadzwonić.

Choć mówię, podobno całkiem wyraźnie, i czytam po polsku, nie mogę nigdzie zadzwonić. Miesiąc temu potrzebowałem pilnej wizyty u lekarza, ale moja przychodnia oferowała tylko dyżur telefoniczny. Musiałem poprosić o pomoc rodziców, co w wieku 35 lat jest jednak upokarzające.

Powiedział Pan, że są osoby, które migają na różne tematy. Pan miga o prawach człowieka. Widziałam Pana vloga o homoseksualizmie. Jakie były na niego reakcje?

U nas, chyba podobnie jak wśród słyszących, to jest temat trochę ignorowany, wstydliwy. Sporo osób podziękowało mi za to, że go poruszyłem. Ale pojawiło się też dużo nienawistnych komentarzy. „LGBT do kosza” – to jeden z dyskryminujących zwrotów w PJM, ktoś inny napisał, że to, o czym migam, jest obrzydliwe, jeszcze ktoś pisał o grzechu homoseksualizmu, parę osób wstawiło gify wymiotujących ludzi. Usunąłem je.

Czy jest ktoś, działający na podobnej zasadzie jak Pan, kto migałby o polityce?

Z tego co wiem, nie ma takiej osoby. W niektórych miastach są tłumacze albo inne osoby żyjące blisko społeczności głuchych, które tłumaczą na język migowy wystąpienia polityków.

Sam tylko raz nagrałem vloga o tym, jak ważny jest trójpodział władzy.

Przy okazji protestów przed sądami?

Tak. Migałem o tym, dlaczego władza sądownicza jest ważna – podstawowe rzeczy, taka trochę szkolna wiedza. Część głuchych uznała, że jestem przeciwnikiem PiS-u, skoro migam takie rzeczy. Większość osób głuchych w Polsce ma wiedzę o polityce tylko z jednego źródła – z „Wiadomości” TVP albo z „Wydarzeń” Polsat News. Bo tylko one są tłumaczone na język migowy.

Tyle że trzeba je oglądać na żywo, bo w wydaniach dostępnych w internecie nie ma już tłumacza PJM.

Tak, to kolejny paradoks naszej sytuacji.

Z danych KRRiT, która skontrolowała 116 sprawozdań za 2019 r. przygotowanych przez nadawców telewizyjnych, wynika, że średni udział audycji z audiodeskrypcją wyniósł 7,62 proc.; z napisami 22,31 proc.; z językiem migowym 3,89 proc. Ci głusi, którzy nie znają dobrze języka polskiego, nie mogą doczytać, znaleźć informacji z innych źródeł.

Tak. Nie mogą przeczytać opiniotwórczej gazety, nie mogą posłuchać debaty, w której biorą udział politycy różnych opcji, nie mają jak wyrobić sobie własnego zdania. Jedyne co mogą, to liczyć na dwujęzycznych głuchych znajomych albo tłumaczy polskiego języka migowego, którzy przekażą im te informacje. Ale nie widziałem vlogów, w których ktoś migałby o polityce w sposób obiektywny. Widziałem tylko te zgodne z osobistymi przekonaniami politycznymi vlogera.

W jednym z postów napisał Pan: „Wiecie, że program »M jak miłość« jest tłumaczony na język migowy, prawda? A widzieliście, że tłumacz tam jest lepszej wielkości, niż w programach informacyjnych, a nawet niż w debacie prezydenckiej? Czy naprawdę tak powinno być?”.

Brak dostępnej informacji zaburza debatę polityczną wśród głuchych. Sterując informacją, można sterować ludźmi. Jeśli nie mogą zdobyć jej na własną rękę, łatwo jest dać się zmanipulować.

Przy kandydatach na urząd prezydenta coraz częściej pojawiają się tłumacze polskiego języka migowego. Jak Pan ocenia ten przekaz?

Jest grupa tłumaczy polskiego języka migowego w Polsce, których oglądam z przyjemnością. Migają czysto, zrozumiale, nie trzeba się wysilać, żeby zrozumieć, o co chodzi. Większość z nich należy do Stowarzyszenia Tłumaczy Polskiego Języka Migowego. Mają kodeks etyczny. Są też absolwenci studiów podyplomowych „Polski język migowy” ze specjalizacją translatorską. Więc istnieją środowiska profesjonalnie podchodzące do tłumaczeń. Ale wciąż zdarzają się też takie sytuacje, kiedy jako głusi nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co miga osoba podająca się za tłumacza, w rzeczywistości niemająca kompetencji ani kwalifikacji.

W Polsce miga się na kilka sposobów: jest polski język migowy mający własne słownictwo i gramatykę, ale jest też uczony przez wiele lat system językowo-migowy z polską gramatyką. Są osoby, które migają hybrydą – łącząc te dwa sposoby, albo używające regionalizmów.

Jeśli nie ma profesjonalnego tłumacza polskiego języka migowego, zdarza się, że osoba migająca przekazuje dokładnie to, co słyszy – czyli miga spolszczoną wersję wypowiedzi polityków. Jeśli ktoś zna język polski, może się czasem domyślić, o co chodzi. Ale dla większości osób głuchych to są niezrozumiałe tłumaczenia. Ktoś może literować słowa, ktoś inny używać kalk językowych, które są bez sensu, albo migać po prostu niewyraźnie. Tak było przy pierwszym wystąpieniu Szymona Hołowni, które w przypadku tego kandydata jako jedyne było nieudane.

Ma Pan na myśli tłumaczenie wystąpienia, podczas którego Szymon Hołownia ogłosił, że będzie startował w wyborach?

Tak.

Spróbujmy przyjrzeć się temu wystąpieniu razem, żeby na jego przykładzie pokazać, w czym tkwi problem. Ja napiszę, co mówił Szymon Hołownia, a Pana poproszę o zapisanie tego, co migał tłumacz.

Dobrze. Okno jest bardzo małe i trochę przyciemnione – słabo widać. Ale spróbujmy.

GODZINA DOBRZE WIECZÓR BĘDZIE DOBRY WIECZÓR. TAK WŁAŚNIE ZACZYNAĆ KONIEC POTEM DOBRY DZIEŃ DOBRE LATO. DLACZEGO TO CIEPŁO. TEATR SZEKSPIR TU DOM BUDUJE JEST WSPANIAŁE MIEJSCE. KONIEC JEST ALBO NIE JEST. JUTRO NIE JUTRO.

I słowa Szymona Hołowni: „Mam nadzieję, że to będzie dobra godzina. Że to będzie dobry czas, że to będzie dobry wieczór dla nas wszystkich, a później dobra noc, no bo tak to się w naszym języku zaczyna i kończy. A potem będą dobre dni i dobre lata. Moi drodzy, dlaczego Teatr Szekspirowski? Pierwsze »dlaczego«, na które trzeba odpowiedzieć”.

Widzę już, że wersja migana jest bardzo skrócona, niektóre znaki pozamieniane. Rozumiem tylko niektóre znaki, ale one się nie składają w całość. Całość traci sens. Tłumacz nie miga ani systemem językowo-migowym, ani polskim językiem migowym. To jest jakaś hybryda, której ja nie rozumiem.

Co dalej?

DLATEGO NAJPIERW JEST NAJPIERW JEST MIASTO KTÓRE START NOWE NOWE FAKT/TRASA – tu nie mam pewności, co to za znak. Poza tym widzę, że tłumacz Szymona Hołowni inaczej niż my w Warszawie pokazuje znak „kandydować”. Może to jest jakiś regionalizm?

WŁAŚNIE TO MIEJSCE TU POLSKA WYGRAĆ albo WYBRAĆ. DOBRE WSPOMNIENIE ROK TEMU BYŁO MILIONY POLAK 1 PROCENT" (pantomima paraliżu), albo 100 PROCENT, nie widać dokładnie.

Teraz mój spisany fragment: „Teatr Szekspirowski jest znakomitym miejscem, żeby zakończyć hamletyzowanie. To „być albo nie być”, kandyduję czy nie kandyduję. Dlaczego Gdańsk? Gdańsk generalnie jest miastem, w którym bardzo dobrze zaczynać nową rzeczywistość. Ale ja myślę, że to właśnie w tym miejscu zacząć ją trzeba. Dobrze pamiętam, co działo się tutaj rok temu, prawie rok temu, kiedy we mnie, ale też w tysiącach Polaków, coś pękło”.

WIDZI JAK OBSZAR KTÓRY BYŁO ZABIĆ JEDEN JEDEN CZŁOWIEK CZŁOWIEK (tu pokazuje PRZESTRZEŃ) POLAK ZABIŁ OBAJ. WIDAĆ WYBUCHŁO MÓJ KOCHANY KRAJ JUŻ MINĄŁ SMOLEŃSK. 30 LAT BYŁO BUDOWAĆ POLSKA. WIDAĆ ŻE WEWNĄTRZ NIEBIESKIE CAŁY (klasyfikator czegoś poziomego, może chodzi o BLOK?) PODOBNIE_JAK WYBUCH WYBUCH WYBUCH (pantomimicznie) CIĘŻKO BUDOWLA MUSI FUNDAMENT STOI WSPÓLNOT.

I mój zapis: „Kiedy widzieliśmy, jak na scenie, największej fabryki dobra w tym kraju, Polak zabija Polaka. To coś, co wtedy pękło, zaczęło pękać we mnie wcześniej. Bo widziałem to przecież w Polsce, w moim ukochanym kraju, już po Smoleńsku. Już wtedy, co zaczęło się z nami dziać po tej strasznej katastrofie. W budowanym przez 30 lat wieżowcu dobrobytu, jakby okazało się, że ktoś wewnątrz nieustannie wyburzał konstrukcję, wyburzał kręgosłup. To, na czym ten budynek powinien stać, i bez czego stać nie będzie – wspólnota”.

Bez pani transkrypcji nie wiedziałbym, o co chodzi. Szymon Hołownia mówi metaforami, a tłumacz przekładał je wprost. Nawet jeśli ja wiem, co to znaczy „Być, albo nie być”, to w polskim języku migowym takie zdanie nie ma sensu.

Poza tym obejrzeliśmy dopiero trzy minuty wystąpienia, ale okienko z tłumaczem jest tak małe i przyciemnione, że od ekranu bolą mnie już oczy.

Ten przykład pokazuje, że nie mamy nawet możliwości zweryfikowania kompetencji takiej osoby. Od dawna są problemy z certyfikacją tłumaczy, o którą teraz stara się w Polsce kilka środowisk. Ale to, co się wydarzyło w Gdańsku podczas tłumaczenia, było chyba raczej wyjątkiem od reguły profesjonalnych tłumaczeń.

Zdecydowanie. Nie wszyscy tłumacze, z którymi się spotykamy w różnych sytuacjach, mają kompetencje. Ale ci, którzy tłumaczą w telewizji albo pojawiają przy okazji wystąpień niektórych kandydatów na prezydenta, są zwykle profesjonalni.

Na ten moment właściwie tylko dwóch kandydatów – Szymon Hołownia i Rafał Trzaskowski – korzystają często z usługi tłumacza PJM. Poza jedyną wpadką sztabu Hołowni w Gdańsku wszystkie pozostałe tłumaczenia były profesjonalne.

A pozostali kandydaci?

Tłumacze albo pojawiają się jednorazowo, albo wcale. Środowisko się w pewnym sensie do tego przyzwyczaiło. Relacje z różnych ważnych przemów, protestów, marszów – Wolne Sądy, Czarny Czwartek – rzadko do nas do docierają. Nie ma tłumacza, więc jako głusi niewiele możemy z tego, co widzimy, wynieść. Podobnie przebiegały dotąd kampanie prezydenckie – jako wydarzenia zupełnie nietłumaczone na język migowy, a więc niewartościowe. Trudno czuć się obywatelem.

W jednym z postów napisał Pan: „Było orędzie prezydenta… BEZ napisów. Czy naprawdę głuchych i słabosłyszących jest tak mało, że są tak nieistotni i nie zasługują na to, żeby wiedzieć, co się dzieje?”, a potem, że z napisów w TV może korzystać nawet 6-8 mln Polaków, którzy mają problemy ze słuchem, ale znają język polski.

Teraz, kiedy tłumacze pojawiają się coraz częściej przy kandydatach, odbiór jest lepszy. Mogę usiąść, obejrzeć czyjeś wystąpienie i zdecydować, czy chcę na niego głosować. Mam wybór. I myślę, że to jest sedno tego, o co walczymy – żeby mieć wybór, podobnie jak mają go ludzie słyszący.

W ubiegłym tygodniu zorganizował Pan kampanię #dostępnytłumaczPJM. Wśród postulatów są: okna z tłumaczem zajmujące minimum 1/8 ekranu, napisy na żywo dla głuchych/słabosłyszących polskojęzycznych i praca tłumaczy w teamie, żeby jakość tłumaczenia była dobra.

Niestety, wielkość tłumacza języka migowego to kolejna rzecz, która pozostawia wiele do życzenia. Więc nawet jeśli tłumacz się pojawia, to jest tak mały, że dalej niewiele jesteśmy w stanie zrozumieć. Standardowo okno z tłumaczem powinno zajmować minimum 1/8 ekranu.

Pana głusi znajomi zamieszczają też zdjęcia na Pana profilu, m.in. z brytyjskiej czy holenderskiej telewizji, na których postać tłumacza jest wielkości osoby mówiącej. I te z polskiej: gdzie tłumacz zajmuje 1/30 ekranu albo jest zasłonięty belką informacyjną.

Tak, w Polsce zajmuje 1/30 albo 1/16 ekranu. Nie widać, co miga, niewyraźna jest jego mimika, która jest przecież ważna, byśmy mogli odczytać komunikat.

Pisze Pan też o tym, że nawet jeśli udaje się zadbać o tłumacza PJM, to zwykle nie ma go w sytuacjach nagłych, pilnie zwoływanych konferencji.

Tak było w czasie epidemii COVID-19. Po wielu protestach tłumacz zaczął się pojawiać na rządowych konferencjach, ale wystarczyło, że zwołano konferencję niespodziewanie i już tłumacza nie było. To pokazuje, jak brakuje procedur zapewniających dostępność informacyjną dla wszystkich obywateli, jak nikt nie myśli o tym, by przekaz dotarł do wszystkich.

Podobnie robią politycy: rano są w jednym mieście z tłumaczem, po południu w drugim – bez tłumacza. To tak, jakby przychodzili do słyszących wyborców i tylko w niektórych miastach mieli im coś do powiedzenia.

Jak reaguje środowisko na Pana postulaty?

Mam wsparcie bardzo wielu grup, organizacji, stowarzyszeń i fundacji. Głusi chcą walczyć o dostępność tłumacza. Ale są też tacy, którzy się obawiają, że jeśli skrytykują za małe okienko z tłumaczem, to za chwilę go w ogóle nie będzie. Nikt nas nie przyzwyczaił w Polsce do tego, że mamy takie prawo do informacji jak wszyscy inni obywatele.

Jest jeszcze jeden problem: nasza irytacja zwykle do nikogo nie dociera, bo głusi, którzy są wściekli na sytuację, mogą nagrać vloga w polskim języku migowym albo napisać, co o tym myślą – tyle że jeśli nie znają dobrze języka polskiego, to ich wiadomości będą dla słyszących niezrozumiałe.

 

Informacje o kampanii #dostępnytłumaczPJM można znaleźć na stronie: dostepnytlumaczpjm.pl

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Dziennikarka i redaktorka „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Do 2012 r. dziennikarka krakowskiej redakcji „Gazety Wyborczej”....

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]