Reklama

Wstęp

Wstęp

25.01.2007
Czyta się kilka minut
"Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę", modlimy się słowami Psalmu 23. W kolejnym wydaniu naszego dodatku "Historia w Tygodniku" postanowiliśmy przedstawić portrety ludzi Kościoła, mężczyzn i kobiet, którzy na przestrzeni XX wieku szli ciemną doliną, ale nie ulękli się zła. Oczywiście, czuli strach. Jak wszyscy. Ale mimo to postępowali w swym życiu tak, że dziś możemy o nich powiedzieć: ludzie przyzwoici. Ludzie dzielni. Autorytety. Bohaterowie.
D

Dlaczego o nich opowiadamy? Bo czasy są takie, że niebawem przeciętny Polak młodszego pokolenia na pytanie, co robił Kościół w czasach PRL-u, odpowie, że głównie donosił i kolaborował. Oby esbeckie archiwa nie przesłoniły nam horyzontu... Fascynacja złem i ludzką słabością dominuje nad obrazem całości. Nie wiem, jak wyliczono, że 10 procent duchownych kolaborowało z władzą. Nie wierzę w te 10 procent, dlatego że przeżyłem PRL od początku do końca, od lat pięćdziesiątych należąc do stanu duchownego, czyli obracałem się w tym świecie, świecie Kościoła.

Ale nawet jeśli... Jeśli nawet tak było, to nie wystarczy powtarzać ogólnikowo, że "Kościół w tym czasie odegrał pozytywną rolę", że "byli bohaterscy księża", bo obraz i tak pozostanie spaczony tak długo, jak długo będzie się na wszystkie strony prześwietlać negatywne przypadki, przemilczając dzieje wielkich postaci Kościoła lat komunizmu, do dziś bardzo mało znanych. Jan Paweł II w "Tertio millennio adveniente" przypomniał o "nieznanych męczennikach naszego stulecia", świeckich i duchownych, i wzywał, aby ocalić ich pamięć, aby ich "świętość była przez Kościół stwierdzona i stawiana za wzór dla innych chrześcijan". Owocem tego wezwania stała się beatyfikacja (w Warszawie, 13 czerwca 1999 r.) 108 osób, które poniosły śmierć z rąk nazistów w latach 1939-45 oraz beatyfikacja 27 męczenników Kościoła wschodniego (we Lwowie, 27 czerwca 2001 r.), z których 26 zginęło z rąk komunistów.

Beatyfikacja utrwala pamięć, lecz wymaga spełnienia określonych warunków. Tymczasem ta niedawna przecież pamięć o wieku dwóch totalitaryzmów pełna jest także ludzi Kościoła, którzy prawdopodobnie nigdy nie doczekają się wyniesienia na ołtarze, a których wielkość i zasługi stanowią integralną część historii i Polski, i naszej wspólnoty wiernych. Niekoniecznie zamęczeni na śmierć, niekoniecznie polegli na polu walki, po wyjściu z więzienia czy po zakończeniu wojen byli zwykle powściągliwi w opowieściach o swoich przeżyciach.

Dopiero lektura - na przykład dostępnych dziś w archiwach tasiemcowych protokołów z ich przesłuchań przez SB albo archiwaliów dawniejszych, np. gestapo - ukazuje ich wielkość i odwagę. I cenę, którą płacili za swoją postawę. Takimi byli kapelani Armii Krajowej o. Zygmunt Trószyński i Leon Szeląg (marianie); siostra Izabela (Zofia Maria Łuszczkiewicz) szarytka - więzieni i torturowani. Albo ks. Michał Rapacz, skrytobójczo zamordowany przez UB. I bardzo wielu innych w Polsce i na dawnych polskich ziemiach wcielonych do ZSRR.

Pamięć o niektórych jest przechowywana w ich zgromadzeniach zakonnych, jeśli byli zakonnikami; w diecezjach, do których należeli (takim ludziom jest poświęcona np. popularna seria "Kościół w godzinie próby 1945-1989" wydawnictwa Rafael). Ale ślad wielu z nich zasypał czas, świadkowie wymarli i wiele się już o nich nie dowiemy.

Najnowszą historię Kościoła zapełniają również ludzie, którzy chociaż nie przeszli przez więzienia ani tortury, to dawali przykład niezłomnej odwagi i byli świadkami prawdy w czasach trudnych: świeccy i duchowni z różnych środowisk na rozmaite wystawiani próby. Miałem szczęście ich spotkać. Doświadczenie gułagu albo polskiego więzienia nie złamało ich, przeciwnie, było ich siłą.

Nie na wiele się zda idealizowanie ludzkiej twarzy Kościoła, ukrywanie błędów, słabości czy zła popełnionego przez ludzi. Ale zgoda na przemilczanie wielkości tych, którzy sprostali trudnym wyzwaniom swego czasu, jest krzywdą wyrządzoną nie tylko im. Bez wiedzy, bez pamięci o nich, wkrótce sami nie będziemy wiedzieli, kim jesteśmy.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]