Wstęp

"Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę", modlimy się słowami Psalmu 23. W kolejnym wydaniu naszego dodatku "Historia w Tygodniku" postanowiliśmy przedstawić portrety ludzi Kościoła, mężczyzn i kobiet, którzy na przestrzeni XX wieku szli ciemną doliną, ale nie ulękli się zła. Oczywiście, czuli strach. Jak wszyscy. Ale mimo to postępowali w swym życiu tak, że dziś możemy o nich powiedzieć: ludzie przyzwoici. Ludzie dzielni. Autorytety. Bohaterowie.
Czyta się kilka minut

Dlaczego o nich opowiadamy? Bo czasy są takie, że niebawem przeciętny Polak młodszego pokolenia na pytanie, co robił Kościół w czasach PRL-u, odpowie, że głównie donosił i kolaborował. Oby esbeckie archiwa nie przesłoniły nam horyzontu... Fascynacja złem i ludzką słabością dominuje nad obrazem całości. Nie wiem, jak wyliczono, że 10 procent duchownych kolaborowało z władzą. Nie wierzę w te 10 procent, dlatego że przeżyłem PRL od początku do końca, od lat pięćdziesiątych należąc do stanu duchownego, czyli obracałem się w tym świecie, świecie Kościoła.

Ale nawet jeśli... Jeśli nawet tak było, to nie wystarczy powtarzać ogólnikowo, że "Kościół w tym czasie odegrał pozytywną rolę", że "byli bohaterscy księża", bo obraz i tak pozostanie spaczony tak długo, jak długo będzie się na wszystkie strony prześwietlać negatywne przypadki, przemilczając dzieje wielkich postaci Kościoła lat komunizmu, do dziś bardzo mało znanych. Jan Paweł II w "Tertio millennio adveniente" przypomniał o "nieznanych męczennikach naszego stulecia", świeckich i duchownych, i wzywał, aby ocalić ich pamięć, aby ich "świętość była przez Kościół stwierdzona i stawiana za wzór dla innych chrześcijan". Owocem tego wezwania stała się beatyfikacja (w Warszawie, 13 czerwca 1999 r.) 108 osób, które poniosły śmierć z rąk nazistów w latach 1939-45 oraz beatyfikacja 27 męczenników Kościoła wschodniego (we Lwowie, 27 czerwca 2001 r.), z których 26 zginęło z rąk komunistów.

Beatyfikacja utrwala pamięć, lecz wymaga spełnienia określonych warunków. Tymczasem ta niedawna przecież pamięć o wieku dwóch totalitaryzmów pełna jest także ludzi Kościoła, którzy prawdopodobnie nigdy nie doczekają się wyniesienia na ołtarze, a których wielkość i zasługi stanowią integralną część historii i Polski, i naszej wspólnoty wiernych. Niekoniecznie zamęczeni na śmierć, niekoniecznie polegli na polu walki, po wyjściu z więzienia czy po zakończeniu wojen byli zwykle powściągliwi w opowieściach o swoich przeżyciach.

Dopiero lektura - na przykład dostępnych dziś w archiwach tasiemcowych protokołów z ich przesłuchań przez SB albo archiwaliów dawniejszych, np. gestapo - ukazuje ich wielkość i odwagę. I cenę, którą płacili za swoją postawę. Takimi byli kapelani Armii Krajowej o. Zygmunt Trószyński i Leon Szeląg (marianie); siostra Izabela (Zofia Maria Łuszczkiewicz) szarytka - więzieni i torturowani. Albo ks. Michał Rapacz, skrytobójczo zamordowany przez UB. I bardzo wielu innych w Polsce i na dawnych polskich ziemiach wcielonych do ZSRR.

Pamięć o niektórych jest przechowywana w ich zgromadzeniach zakonnych, jeśli byli zakonnikami; w diecezjach, do których należeli (takim ludziom jest poświęcona np. popularna seria "Kościół w godzinie próby 1945-1989" wydawnictwa Rafael). Ale ślad wielu z nich zasypał czas, świadkowie wymarli i wiele się już o nich nie dowiemy.

Najnowszą historię Kościoła zapełniają również ludzie, którzy chociaż nie przeszli przez więzienia ani tortury, to dawali przykład niezłomnej odwagi i byli świadkami prawdy w czasach trudnych: świeccy i duchowni z różnych środowisk na rozmaite wystawiani próby. Miałem szczęście ich spotkać. Doświadczenie gułagu albo polskiego więzienia nie złamało ich, przeciwnie, było ich siłą.

Nie na wiele się zda idealizowanie ludzkiej twarzy Kościoła, ukrywanie błędów, słabości czy zła popełnionego przez ludzi. Ale zgoda na przemilczanie wielkości tych, którzy sprostali trudnym wyzwaniom swego czasu, jest krzywdą wyrządzoną nie tylko im. Bez wiedzy, bez pamięci o nich, wkrótce sami nie będziemy wiedzieli, kim jesteśmy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2007