Reklama

Wspólnie szukając prawdy

Wspólnie szukając prawdy

15.11.2021
Czyta się kilka minut
Nigdy nie była to nagroda gwiazdorska. A jednak jej laureatki i laureaci to prawdziwe gwiazdy: po spotkaniu z nimi chce się mądrzej i pełniej żyć.
N

Nie ma drugiej takiej nagrody. Żadna nie łączy tylu różnych światów. Żadna też nie traktuje ich z równą powagą. Istniejąca od przeszło 20 lat Nagroda Znaku i Hestii imienia ks. Józefa Tischnera sprawiała, że na jednej scenie mogli się spotkać na przykład młody teolog skupiony na precyzyjnym opisaniu wybranego problemu, doświadczona reporterka, która starała się przekazać prawdę o współczesnej Rosji, i zakonnica pomagająca kobietom uciekającym przed przemocą domową lub usiłującym porzucić „pracę na ulicy”.

Nigdy nie była to nagroda gwiazdorska. Jury, któremu od początku przewodniczy ks. Adam Boniecki, nie polowało na „nazwiska”, kierowało się w swoich wyborach wyłącznie merytorycznymi kryteriami. A jednak wszystkie laureatki i laureaci to prawdziwe gwiazdy: ludzie, po spotkaniu z którymi chce się mądrzej i pełniej żyć. Przypominam sobie nagrodzone przed wielu laty siostry Sawickie – Teresę i Martę – które wyróżniono za to, że prowadziły domową kuchnię dla potrzebujących. Równolegle z nimi nagrodę odbierał znany dziennikarz Wiktor Osiatyński, autor przejmującej książki o własnych zmaganiach z alkoholizmem. „Cogito Ergo Hestia” – zażartował, co było ukłonem w stronę fundatora nagrody. Bo piękne jest i to, że nagroda ma wymiar finansowy, nie ogranicza się do wręczenia dyplomu i uścisku ręki.

Powołały ją do życia dwie instytucje – Grupa Ergo Hestia i Społeczny Instytut Wydawniczy Znak (przy czym w powstaniu nagrody udział miały redakcje zarówno wydawnictwa, jak miesięcznika). Każdy z laureatów otrzymuje 33 tys. złotych oraz piękną statuetkę zaprojektowaną i wykonaną przez Mariana Gromadę. Trzy kategorie, które wymyślili twórcy nagrody, odzwierciedlają trzy pola, na których aktywny był jej patron.

Pole pierwsze to wysoka filozofia i teologia, pole drugie – publicystyka i eseistyka reagująca na bieżące wydarzenia, pole trzecie – inicjatywy duszpasterskie i społeczne o charakterze humanitarnym. Każda z kategorii nawiązuje do tytułu jednej z książek ks. Tischnera: „Myślenie według wartości”, „Nieszczęsny dar wolności” i „Polski kształt dialogu”. W tym roku w poszczególnych kategoriach nagrodzono ks. Tomáša Halíka (to pierwszy zagraniczny laureat w historii nagrody!), Łukasza Lamżę oraz Archidiecezjalny Zespół Domowej Opieki Paliatywnej z Warszawy, kierowany przez ks. Władysława Dudę.

Wielkim przeżyciem są zawsze gale, w trakcie których nagroda jest wręczana. Najważniejsze podczas nich nie są efekty specjalne, gra świateł czy głośna muzyka, lecz – słowo. Uroczystość wieńczy rozmowa z laureatkami i laureatami. Rozmowa niespieszna, pozwalająca poznać, co ich w życiu motywuje i inspiruje, a zarazem zrozumieć lepiej, co się dzieje w naszym świecie i jak można zaradzić rozmaitym jego biedom. Głosy ludzi przychodzących z rożnych stron łączą się we wspólną opowieść, pokazując jednocześnie, że – jak pisał Tischner – nie wolno na świat patrzeć tylko z jednego okna, trzeba szukać nowych punktów widzenia.

Lista nagrodzonych jest imponująca. Są na niej m.in. s. Anna Bałchan, Jacek Filek, ks. Michał Heller, Marina Hulia, ks. Józef Krawiec, Michał Łuczewski, Karol Modzelewski, Jan Nowak-Jeziorański, Lidia i Jerzy Owsiakowie, Bogdana Pilichowska, Stefan Swieżawski, Jerzy Szacki, Paweł Śpiewak, Karolina Wigura czy o. Ludwik Wiśniewski. Celowo tak mieszam nazwiska, żeby pokazać, jak bardzo wielowymiarowe były i są poszukiwania jury. Gdyby wszystkie laureatki i laureaci – żywi i umarli – mogli jednocześnie stanąć przed nami, byłby to zaiste imponujący wielogłos. Imponujący także swoim pluralizmem.

Bo pluralizm, jak pisał patron nagrody, polega „nie tylko na tym, że wielu ludzi jedzie na jednym wozie i każdy siedzi na swoim miejscu. Pluralizm to jakby wymiana spojrzeń. Idzie o to, że nikt nie znałby pełnej prawdy o sobie, gdyby jej nie wyczytał z oczu drugiego człowieka. Potrzebujemy nawzajem siebie, abyśmy mogli znać prawdę o sobie. Wierzący potrzebuje oczu niewierzącego, a niewierzący spojrzenia wierzącego. Nie osiągnie się prawdy w samotności”. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]