Reklama

Wspólna droga

Wspólna droga

10.09.2021
Czyta się kilka minut
Jeśli proces synodalny zainicjowany przez Watykan się uda, będzie to w Kościele katolickim rewolucja nie mniejsza niż zmiana związana z Soborem Watykańskim II. Jeśli uda się w Polsce – będzie to równocześnie ogromna zmiana kulturowa.
Papież Franciszek na sesji Synodu o Rodzinie, październik 2015 r. ANDREAS SOLARO AFP/EAST NEWS
W

We wtorek, 7 września, w Watykanie opublikowano pierwszy dokument przygotowawczy do Synodu na temat samej synodalności oraz Vademecum procesu synodalnego.

Pojęcie synodu odnosiło się jak dotąd w pierwszym rzędzie do zgromadzeń biskupów. Od Soboru Watykańskiego takie zgromadzenia odbywały się w miarę regularnie w Rzymie, a ich celem był wspólny namysł hierarchów z różnych stron świata nad ważnymi problemami katolicyzmu. Rezultat tej refleksji miał pomagać papieżowi do podejmowania konkretnych decyzji.

Etymologicznie synod znaczy jednak wspólną drogę (syn-hodos). Papież Franciszek przekonuje więc, że „ścieżka synodalności jest tym, czego Bóg oczekuje od Kościoła w trzecim milenium”, tj. że synodalność należy do istoty chrześcijaństwa. Nie do końca jednak wiadomo, jak ową synodalność rozumieć, a jeszcze mniej - jak ją konkretnie praktykować. Stąd pomysł papieża, by następny Synod Biskupów poświęcić samemu pojęciu synodalności.

Od wydarzenia do procesu

W pomyśle Franciszka szybko nastąpiła jednak radykalna zmiana: doszedł on do wniosku, że zgromadzenie biskupów w Rzymie musi być zwieńczeniem znacznie szerszego procesu, w którym na temat synodalności Kościoła będą mogli się wypowiedzieć wszyscy katolicy. Dlatego biskupi zjadą do Rzymu dopiero w 2023  roku. Przez dwa lata mają zaś trwać rozmowy i konsultacje na wszystkich szczeblach Kościoła.

Ogłoszone właśnie dokumenty precyzują, jak ów proces powinien przebiegać. Po pierwsze, wskazuja  kwestie, które należy podjąć. Po drugie, kreślą zarys procedur, które umożliwiłyby wypowiedzenie się jak najszerszemu gronu osób oraz rzeczywiste wysłuchanie ich głosów.

Kluczowe w tym projekcie jest to, że nie zmierza on tylko do wyprodukowania kolejnego kościelnego dokumentu, lecz stawia sobie za cel umożliwienie jak największej liczbie katoliczek i katolików doświadczenia takiego sposobu funkcjonowania Kościoła, który można by nazwać „wspólnym podążaniem drogą”. Proces bowiem, w którym – w zamyśle papieża – na rozmaitych poziomach wspólnoty (w rozmaitych grupach, w parafiach, diecezjach) każda i każdy będzie się mógł swobodnie wypowiedzieć i – co równie ważne - zostać wysłuchany, już sam w sobie mógłby pozwolić doświadczyć ludziom, czym jest synodalność.

Nie bez znaczenia jest temat, o którym katolicy mieliby rozmawiać. Zasadnicze pytanie zadane przez organizatorów synodalnego procesu brzmi: „W jaki sposób owo „podążanie razem”, które ma miejsce dzisiaj na różnych poziomach (od lokalnego po powszechny), umożliwia Kościołowi głosić Ewangelię zgodnie z powierzoną mu misją; i do jakich kroków zaprasza nas Duch, byśmy wzrastali jako synodalny Kościół”?

Jasna i ciemna strona

Pytanie ma dwie wyraźne części. Pierwsza odnosi się do tego, co już ma miejsce – a więc do pozytywnych doświadczeń wspólnotowego głoszenia Ewangelii. Takie istnieją zapewne w wielu miejscach na świecie. W Polsce najwięcej tego typu doświadczeń mają prawdopodobnie uczestnicy rozmaitych ruchów religijnych, w których istnieją rzeczywiste głębokie więzi międzyludzkie i w których nie tylko każdy głos jest wysłuchany, lecz także w których podejmuje się wspólne dzieła, a każdy członek ma znaczący wpływ na decyzje, co do funkcjonowania grupy.

Nie sądzę jednak, by takie doświadczenie Kościoła było rozpowszechnione wśród polskich katolików na przykład na poziomie parafii. Z jednej strony, czy wielu jest księży, którzy raczej pytają swoich parafian (także tych mniej zaangażowanych), jak ma wyglądać życie parafii, i wysłuchują ich odpowiedzi, niż próbują wcielać w życie własne pomysły duszpasterskie? Z drugiej strony, ilu ludzi wykazuje się inicjatywą i aktywnie próbuje coś zrobić w kościelnej przestrzeni (nie zniechęcając się napotkawszy początkowe niezrozumienie i opór księży)?

Jeszcze trudniej takiej „wspólnej drogi” doświadczyć na poziomie diecezji. Ilu polskich biskupów utrzymuje swobodne, intensywne i szerokie kontakty ze zwykłymi wiernymi? Ilu wiernych zna motywy i racje stojące za zmianami personalnymi w parafiach i diecezjalnych instytucjach (nie mówiąc już o posiadaniu jakiegokolwiek wpływu na tego typu działania)? Czy księża i świeccy mogą swobodnie wyrażać swoje krytyczne zdanie na temat negatywnych aspektów funkcjonowania lokalnego Kościoła? Czy tak wyrażone zdanie jest częściej brane pod uwagę w procesie reformy, czy raczej staje się przyczyną kłopotów dla owych otwarcie krytycznych osób?

Organizatorzy synodu świadomi są, że odpowiedzi na wiele z tych pytań nie dają pozytywnego obrazu Kościoła. Jako na jeden z głównych aspektów wewnątrzkościelnego kontekstu właśnie inicjowanego procesu wskazują na skandale związane z przestępstwami seksualnymi księży i fatalnym zachowaniem w tych sprawach biskupów. Stąd druga część fundamentalnego pytania: o kroki konieczne do podjęcia, by Kościół był synodalny nie tylko w sferze (nierealistycznych) idei.

Rachunek sumienia

By ułatwić rozmowę o takich koniecznych krokach, ogłoszone właśnie watykańskie dokumenty zawierają sporo bardziej szczegółowych pytań, które układają się w przenikliwy rachunek kościelnego sumienia. Dotyczą one m.in. poziomu komunikacji: Jak Bóg mówi przez głosy tych, których czasem ignorujemy? Czy świeccy, zwłaszcza kobiety i młodzi są słuchani? Co umożliwia, a co przeszkadza, byśmy w Kościele odważnie zabierali głos? 

Są też pytania o bardziej „politycznym” charakterze, dotyczące sposobu podejmowania decyzji, przejrzystości działań i procedur, możliwości podejmowania rzeczywistej odpowiedzialności przez świeckich.

Jest wreszcie bardzo ważna obserwacja – synodalność nie jest czymś prostym, ale wymaga wielu interpersonalnych umiejętności: zdolności słuchania bez uprzedzeń, otwartości na zmianę własnych poglądów i postaw w wyniku spotkania z myślącymi i działającymi inaczej, umiejętności współpracy, chęci zaangażowania itp. Dokument przygotowawczy i Vademecum sugerują więc, że potrzebne są nie tylko dyskusje, lecz także głęboka praca formacyjna. 

Dokumenty nie mówią o tym wprost, ale formacji takiej potrzebują zapewne także hierarchowie; na przykład Vademecum stwierdza, że kluczową rolą biskupa w synodalnym procesie jest słuchanie i ułatwianie innym rozmowy – czy rzeczywiście nasi biskupi nie potrzebują znacznie rozwinąć w sobie tych umiejętności? Z drugiej strony, trzeba postawić pytanie, czy umiejętności kluczowe w synodalnym Kościele nie są tymi, których bardzo brak – i bardzo potrzeba – w ogóle w polskim społeczeństwie?

Świadomość, że w wielu lokalnych kościelnych wspólnotach niełatwo będzie prowadzić proces synodalny, spowodowała, iż watykańskie dokumenty zawierają sporo praktycznych sugestii, które w pewnym sensie uprzedzają mogące się pojawić problemy – i to problemy o bardzo różnym charakterze. Wielokrotnie powtarzane jest zalecenie, by dbać, aby wszyscy chętni – także ci, którzy dystansują się obecnie od Kościoła – mieli szansę się wypowiedzieć i by ich głos został wzięty pod uwagę (biskupom zaleca się nawet, by zapewnili środki materialne potrzebne, by dotrzeć do takich ludzi). Możemy jednak przeczytać pozornie oczywistą uwagę, że w konfrontacji z poglądami różnymi od naszych uczymy się więcej, niż gdy tylko rozmawiamy z podobnymi sobie. 

Między projektem a mrzonką

To, że ideał Kościoła synodalnego odległy jest od obecnej rzeczywistości i że zrealizować go będzie niezwykle trudno (jeśli w ogóle to możliwe), ujawnia się jednak także w działaniach samych organizatorów synodu. Widać to zarówno w niektórych konkretnych rozwiązaniach organizacyjnych – np. w pomyśle, by rezultaty półrocznych konsultacji na poziomie diecezji były przekazywane Konferencjom Episkopatów w postaci maksymalnie dziesięciostronicowych syntez. Jak niezwykłych umiejętności wymaga sporządzenie takiej syntezy, która by jednocześnie spełniała inny wymóg: nie pomijała żadnego z pojawiających się głosów!

Równie poważny problem może ujawnić się w gotowości Watykanu do wprowadzenia konkretnych zmian, które mogą pojawiać się jako postulaty do wprowadzenia, by metaforyka „wspólnej drogi” przybrała realne kształty. Próbkę możliwego konfliktu można było dostrzec na watykańskiej konferencji prasowej, na której prezentowano omawiane tu dokumenty. Na pytanie, czy kobiety będą mogły głosować na końcowym synodalnym zgromadzeniu w Rzymie, Sekretarz Generalny Synodu, kard. Grech odpowiedział, że przecież nie głosowania są najważniejsze, i że kobiety będą mogły aktywnie uczestniczyć w procesie synodalnym na wcześniejszych etapach. Niby prawda, ale dochodzimy tu do istotnego problemu: w tak dużej wspólnocie jak Kościół katolicki konieczne są formalne procedury podejmowania decyzji – wiążące się z konkretnym zakresem władzy określonych osób. Przez wieki władza należała do biskupów i księży. Co będzie, jeśli okaże się, że ta właśnie struktura stanowi kluczową przeszkodę na drodze do Kościoła prawdziwie synodalnego? Czy hierarchowie gotowi są przyznać, że święta władza (hiera arche) przynależy jedynie Bogu, a my wszyscy siostrami i braćmi jesteśmy (por. Mt 23, 8-12), i że nie jest to tylko pobożna metafora, lecz coś, co musi znaleźć swój bardzo konkretny wyraz?

 Gdyby synod się udał całkowicie, byłaby to ogromna zmiana charakteru katolicyzmu. Zmiana, tak myślę, zbliżająca tę tradycję do zamysłu Jezusa. Mam więc nadzieję, że uda się choć trochę. 
   

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Osobiście nie wziąłbym udziału w Synodzie. Bo to kolejna nadmuchana bańka. I tak kształt ustaleń synodu narzucą biskupi , kardynałowie i papież. Kościół lubi zrobić dużo szumu. A w rzeczywistości wszystkie ustalenia Synodu narzuci mała garstka ludzi. Dla mnie szkoda na to czasu i pieniędzy. Jest to impreza, która ma jedynie stwarzać pozory demokratyczne. Przełomowych stanowisk znając życie nie będzie. Szkoda na to czasu, wysiłku, środków. Ja właśnie wczoraj byłem w knajpie u znajomego i gadaliśmy o tym całym Synodalnym Cyrku w okuł, którego robi się wielkiego szumu. Ludzie biorący udział w Synodzie, mają jedynie czuć się wysłuchanymi a i tak stanowisko Synodu narzucą biskupi wraz z biskupem Rzymu. To po co się tam fatygować i marnować czas i pieniądze. Znając biskupów będą marnowali czas na rzeczy oczywiste. I dochodzili do oczywistych wniosków. Ameryki raczej nie odkryją. Ja już w Tygodniku Powszechnym i w Kościele, biorę udział w wystarczającym Cyrku do którego zaprosił mnie ten nasz rzekomy Bóg. I raczej bardziej mi się w ten Cyrk nie chciałoby angażować. Wole pójść do knajpy z znajomymi niż angażować się w kolejny Cyrk, który ma zasilić finanse instytucji i wzmocnić stanowisko Rzymu i jego interesy. =====>https://www.youtube.com/watch?v=GimrxP2U0ZE

Osobiście jestem zmęczony tym cyrkiem w kościele jako Piotr. I raczej nie mam ochoty robić za błazna na usługach biskupa Rzymu, czy kardynała, czy biskupa. Ludzie jadący na Synod mają robić jedynie za tło. Zarys problemów poruszanych na Synodzie już dawno powstał i rozwiązania też. Ludzie będą tłukli się do Rzymu, żeby mieć 2 minuty, żeby wpłynąć na jakiegoś starca (którego trawi już demencja zwana Duchem Świętym). Na tego starca większy wpływ mają media niż ludzie na Synodzie. W umyśle biskupa Rzymu już pojawiły się problemy i rozwiązania (raczej papież nie zgodzi się na postanowienie niezgodne z swoim rozumowaniem, to Synod ma być przyklepaniem jego sposobu myślenia). Synod ma być jedynie przyklepaniem jego sposobu myślenia, który wybierze sobie z ludu i poprze tym swoje poglądy. Ludzie mają jedynie robić za sztuczny tłum i robić szum. Na Synodzie będą zadawane głupie pytania, które celowo mają nakierunkowywać rozmówce na określony sposób myślenia. Ludziom ma się jedynie zdawać , że mają na coś wpływ. W Franciszka głowie powstały już pomysły i rozwiązania i poglądy zgodne z jego rozumowaniem mają być dowodem na poparcie myśli Franciszka w kościele. Bo co innego postanowienia Synodu a co innego Franciszka. Mam nadzieje, że Serwer wasz jest bezpieczny (lepiej niż załączonym filmie na dole - użyje filmu żeby pobudzić wyobraźnię). Nie chciałbym żeby moje IP komputera wpadło w niepowołane ręce i zawracali mi kościołem głowę. Raczej jako Piotr wole się nie ujawniać. Zaufałem tygodnikowi i mam nadzieje, że słusznie. ======>https://www.youtube.com/watch?v=VMYqjAfFiMU
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]