– po raz pierwszy ukazała się w 1968 r. w Londynie. Skierowana do dzieci, jest reportażem – rzecz nietypowa dla literatury dziecięcej. Nietypowo też nie kończy się happy endem. Czy dzieciom książka bez szczęśliwego zakończenia może się podobać? „Fajna, ciekawa. Ilustracje super” – zrecenzował ją mój syn Adam. „Ale taka smutna...” – westchnął. Jednak ona musi być smutna; to prawdziwa historia, a one nie zawsze kończą się dobrze i to też dobrze wiedzieć. Właściwie to opowieść uniwersalna: o przyjaźni i wierności, która przekracza nie tylko granice państw, ale i gatunku.
O Wojtku – niedźwiedziu, który przeszedł z żołnierzami Andersa szlak bojowy z Iranu przez Monte Cassino aż do demobilizacji w Wielkiej Brytanii – napisano już mnóstwo artykułów, powstały filmy dokumentalne. Znajomością historii poczciwego niedźwiedzia pochwalił się książę Karol. Książka, którą wznowiło teraz wydawnictwo Muchomor, została napisana na podstawie opowieści żołnierzy, którzy opiekowali się Wojtkiem, ma więc wartość relacji świadków. Opowiada nie tylko o Wojtku, ale i o innych zwierzęcych przyjaciołach polskich żołnierzy: o małpce Kasi i innym niedźwiedziu, Michale. Przez pryzmat Wojtka, osieroconego niedźwiadka, który spędził życie w obcym środowisku, widzimy losy Polaków, którzy również, jak on, mieli po wojnie nie wrócić do domu.
Wojtek dzielił z żołnierzami chwile wytchnienia i trudy walki (w czasie bitwy o Monte Cassino nosił skrzynki z amunicją), po wojnie razem ze swym oddziałem trafił do Szkocji. Tam okazało się, że do Polski nie ma powrotu. Dla żołnierzy to był dramat, dla Wojtka również – trafił do zoo w Edynburgu. „Nigdy nie było mi tak przykro jak wtedy, kiedy widziałem, jak to zwierzę, które zaznało tyle radości i wolności wśród żołnierzy, jest teraz tej wolności pozbawione” – pisał dyrektor ogrodu zoologicznego. Z namiotu, w którym w nocy przytulał się do żołnierzy, trafił za kraty. Przez pewien czas żołnierze mogli go odwiedzać, potem, po demobilizacji, rozjechali się po świecie. Niedźwiedź był atrakcją zoo. Przepadały za nim dzieci. Miał najlepszą opiekę, nigdy nie był głodny. Może nocami gdzieś tam przemykały mu obrazy i zapachy z przeszłości: piwo, które dawali mu żołnierze, zapasy z nimi, zachody słońca na Bliskim Wschodzie, morska bryza na statku.
Można powiedzieć, że miał udane życie. Stracił jednak wolność i umarł w samotności. Dokładnie to samo można powiedzieć o wielu, wielu polskich żołnierzach, którzy nie wrócili do Polski. Mieli niezłe życie, nie chodzili głodni, nie siedzieli w komunistycznym więzieniu jak ich koledzy w kraju. Nie wiem jednak, czy mieli poczucie spełnionej wolności. I czy kiedyś uwolnili się od tęsknoty za przeszłością, za trudnym braterstwem broni.
Opowieść o Wojtku jest opowieścią o marzeniach. Które nie zawsze się spełniają, ale towarzyszą nam w drodze.
WIESŁAW A. LASOCKI „Wojtek spod Monte Cassino”, Wydawnictwo Muchomor 2012.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















