Reklama

Włochy, wielkie piękno

Włochy, wielkie piękno

03.07.2021
Czyta się kilka minut
Niemal pół wieku temu Pier Paolo Pasolini mówił, że obok literatury i miłości to futbol daje mu największą przyjemność. Po takich meczach, jak wczorajszy, słowa wielkiego reżysera nie wydają się jedynie okiem puszczonym do dziennikarza. Zwłaszcza, że jego rodak Roberto Mancini również nie przestaje mówić o przyjemności.
Włoscy piłkarze dziękują Leonardo Spinazzoli za interwencję w meczu z Belgami, 2 lipca 2021 r. / Fot. Shan Yuqi / Xinhua News / East News
N

Naprawdę to zrobiłem. W szesnastej minucie meczu Belgia-Włochy, akurat po tym, jak Giorgio Chiellini rzucił się na ziemię, by zablokować strzał Kevina de Bruyne, podniosłem się z hotelowego łóżka, zaścieliłem je najlepiej jak potrafiłem w tych warunkach, a potem zapiąłem guzik koszuli i włożyłem marynarkę, ba: nawet buty zasznurowałem. Usiadłem ostrożnie na brzegu posłania i oglądałem dalej, spokojniejszy przynajmniej z tego powodu, że chociaż odświętnym strojem spróbowałem wyrazić klimat niecodziennego wydarzenia, które w tamtym momencie mniej już z meczem piłkarskim mi się kojarzyło, a z wizytą w teatrze czy filharmonii. Owszem: zdarzało mi się też zrywać na równe nogi i śledzić boiskowe wydarzenia na stojąco, no bo jak tu siadać, gdy akcja zamiast się skończyć przechodzi w następną, a o przerwie w grze nie może być mowy?

Nie proszę o spokój

Spokój był tak naprawdę ostatnim stanem, jaki można było osiągnąć w trakcie tego ćwierćfinału - wszędzie, może poza włoską ławką, na której zasiadający członkowie sztabu szkoleniowego (z Gianlucą Viallim wśród nich, który walcząc z chorobą nowotworową przeszedł kilka lat temu wielomiesięczną chemioterapię) widzieli naprawdę niejedno. O uspokojeniu gry - w obliczu wściekłego pressingu, błyskawicznych przejść z obrony do ataku, zaskakujących wymian podań na pełnej szybkości w wykonaniu Włochów - nie mogli myśleć Belgowie. O uspokojeniu gry nie zamierzali myśleć Włosi, pewni, że oddanie inicjatywy rywalom będzie proszeniem się o kłopoty - dokładnie tak, jak to się stało w końcówce, kiedy po zejściu z boiska zmęczonego Verrattiego i kontuzji Spinazzoli (jednego z najlepszych piłkarzy nie tylko tego meczu i nie tylko tej drużyny, ale także turnieju) Belgowie zaczęli wreszcie panować nad sytuacją.

Frenetyczny futbol oglądaliśmy od samego początku. Już w pierwszej minucie Lukaku wystartował do piłki, którą spod nóg wygarnął mu Donnarumma. Trzydzieści sekund później prawym skrzydłem Belgów wystartował Chiesa. Po kolejnej minucie zobaczyliśmy długą piłkę do Lukaku, interwencję włoskiego obrońcy i rzut rożny dla Belgii. Jeszcze jedną długą piłkę do Lukaku defensywa Włoch przechwyciła w czwartej minucie. W piątej po raz pierwszy szarpnął Doku, dziewiętnastoletni zaledwie skrzydłowy; tajna broń trenera Belgów Martineza na to spotkanie, faktycznie sprawiająca Włochom dużo problemów, nie tylko w końcówce pierwszej połowy, kiedy po jednej ze swoich szarż został sfaulowany przez Di Lorenzo i przegrywający już 2:0 Belgowie zdobyli bramkę kontaktową z rzutu karnego, ale także w drugiej - kiedy po imponującym dryblingu strzelił nad bramką Donnarummy.

Poświęciłem parę zdań akcjom Belgom, chyba jako alibi i na pożegnanie tak zwanego Złotego Pokolenia, które przy tylu nadziejach na sukces i przy zajmowanym od paru lat pierwszym miejscu w rankingu FIFA będzie musiało się zadowolić jedynie trzecim miejscem na mundialu w Rosji. Bo przecież w gruncie rzeczy miałbym ochotę cały ten tekst od pierwszego do ostatniego zdania poświęcić reprezentacji Włoch. Napisać o tym, jak szybko zaczęła kontrolować środek pola. Jak zaczęła wymieniać piłkę między sobą - początkowo jeszcze bez strzałów, aż do dwunastej minuty, kiedy po rzucie wolnym Chiellini i Bonucci znaleźli się w polu karnym Belgów, ten ostatni wepchnął brzuchem piłkę do bramki Courtois, ale sędzia nie uznał bramki z powodu spalonego. Jak kompletnie jej to nie speszyło - choć parę minut później straciła piłkę, Belgowie wyszli z kontrą czterech na trzech, Lukaku zszedł na prawe skrzydło, a Donnarumma obronił znakomity strzał atakującego środkiem de Bruyne, to przecież do końca pierwszej połowy grała tylko ona.

Cieszy mnie ryzyko

Ależ to się oglądało. Ależ się słuchało hymnu jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Ależ się patrzyło na uśmiech Chiellinego po każdej ofiarnej interwencji swojej czy kolegów. Ależ się patrzyło na Bonucciego, mobilizującego drużynę gestami do jeszcze większej koncentracji. Ależ się podziwiało komunikację między graczami defensywy - i wsparcie, jakiego sobie udzielali, i wdzięczność, jaką okazywali za każde udane zagranie kolegi. Obrazki z sześćdziesiątej minuty, kiedy po podaniu De Bruyne Lukaku powinien z najbliższej odległości wbić piłkę do siatki, ale na jego drodze stanął Spinazzola, udem spychający piłkę na słupek i róg, a chwilę później tonący w objęciach Bonucciego i Chielliniego oraz całowany przez Donnarummę, nie zdarzają się często na boisku, gdzie podobne zachowania bywają zarezerwowane raczej dla strzelców bramek.

Ale Włosi są inni. Włosi nie stronią od fizycznego kontaktu, od dotyku, od emocji wyrażonej gestem. No i Włosi od dziesięcioleci potrafią cenić grę obronną, zdaje się, że w przekonaniu, iż ustępują innym nacjom warunkami fizycznymi. A że potrafią ją nie tylko cenić, ale i wcielić w życie - udowodnili w ciągu ostatnich dziesięciu minut spotkania z Belgami, broniąc się w sposób potwierdzający wszystkie stereotypy na swój temat, czyli kradnąc czas i padając na boisko po rzekomych faulach przeciwnika.

Robienie z tego ostatniego zarzutu wydaje się jednak grubą przesadą, zważywszy na poprzedzające ową końcówkę osiemdziesiąt minut piłki, której jakość w wykonaniu drużyny narodowej - a więc niemającej tyle czasu na zgrywanie się podczas krótkich zgrupowań, ile dostają zawodnicy podczas codziennych treningów w klubach - wydaje się czymś nieprawdopodobnym; jedynym skojarzeniem, jakie przychodzi mi do głowy patrząc na „tiki-talię” w ich wykonaniu, jest tiki-taka z najlepszych czasów Barcelony Guardioli. Nawet bez napastnika potrafią się obyć, bo forma Immobile pozostawia wiele do życzenia.


Polecamy: felietony i analizy pomeczowe Michała Okońskiego w specjalnym serwisie "TP" na mistrzostwa Europy 2020


Prowadząc 2:1 Włosi robili wszystko, żeby strzelić kolejną bramkę. Jakiż był tutaj arsenał zagrań, obejmujący zarówno długie piłki od obrony, jak rajdy lewą flanką Spinazzoli czy błyskawiczne wymiany podań w nieustająco tworzących się trójkątach przed i w obrębie belgijskiego pola karnego. Jakiż był tutaj pressing i kontrpressing, czyli rzucenie się do ataku na rywala natychmiast po stracie piłki. Jakaż swoboda w rozegraniu. Ileż zagrań z klepki, po ziemi, na pełnej szybkości, jakoś mieszczonych pomiędzy nogami belgijskich obrońców. Ileż ryzyka, bo przecież włoska strategia zawiera w sobie możliwość wyprowadzenia przez rywala kontrataku - możliwość, z której Belgowie usiłowali skwapliwie skorzystać.

Przyspiesza mi tętno

Przepisuję sobie notatki z zeszytu, którego używam podczas oglądania meczów: „47: długa piłka od Bonucciego, mijająca całą drugą linię Belgów. Insigne przed polem karnym, zgrywa do Immobile, strzela Chiesa. 48: rozgrywanie w polu karnym na małej przestrzeni, róg. 52: Barella do Immobile, ten znów psuje”. Czy to jest jakiś tekst gnomiczny, mimo najlepszych chęci autora niezrozumiały dla odbiorcy? Czy wystarczy powiedzieć, że kto miał szczęście widzieć ów mecz, będzie wiedział, o co chodzi, bo samo brzmienie wynotowanych tu nazwisk przyspieszy mu tętno?

Tak, czepianie się Włochów za końcówkę jest kompletnie bez sensu. Oni wygrali z Belgami swobodą w utrzymywaniu się przy piłce, nieustającą wolą atakowania i pressingiem, nie sprytem i grą na czas. Pierwszy ich gol padł po szarży Immobile w pole karnym, wybiciu piłki przez Vermaelena i niemal natychmiastowym odbiorze Verattiego, który wyłożył piłkę do Barelli, a trzy kontakty z piłką tego ostatniego pozwoliły zostawić za sobą trzech Belgów i zaskoczyć Courtois przy kontakcie czwartym. Drugi - po wykorzystaniu przestrzeni stworzonej przed polem karnym Belgów przez inteligentnie ściągającego na siebie uwagę przeciwników Spinazzolę i cudownym uderzeniu z dystansu Insigne (był to siedemnasty gol na turnieju, zdobyty po strzale zza pola karnego). Statystyki celnych podań Verrattiego czy Jorginho są doprawdy imponujące, ale warto podkreślić, że w znacznej mierze były to podania do przodu, a oprócz nich zawodnicy ci notowali także rozliczne wślizgi i przechwyty. To była walka, ale nie nastawiona na wytrącanie rywala z uderzenia, tylko na kreację.

Co ważne: gdyby spojrzeć na każdego z włoskich zawodników z osobna, nie wydaje się on geniuszem, jakąś megagwiazdą z gatunku tej Kevina de Bruyne, która od lat świeci na belgijskim firmamencie (wczoraj lider Belgów dał z siebie wszystko, mimo iż - jak wyznał po meczu - zagrał z niezaleczoną kontuzją), a w przypadku Immobile można by nawet narzekać na liczbę strat i zmarnowanych sytuacji. Razem jednak tworzą jakość nieprawdopodobną, swobodnie czując się w ustawieniu 4-3-3, ale w fazie ataku przechodząc często na coś w rodzaju 3-3-4, kiedy Spinazzola rozpoczyna swój pęd lewym skrzydłem i staje się w gruncie rzeczy jeszcze jednym atakującym; ależ go będzie brakowało do końca mistrzostw. Nie ma na tym turnieju lepszego tercetu pomocników, jak Jorginho, Verratti i Barella, ale znowuż: chodzi o sposób, w jaki się dopełniają; oni i cała drużyna, bo Mancini dba o to, by tutaj każdy czuł się ważny, dał zresztą już zagrać wszystkim graczom z pola i nawet jednego z rezerwowych bramkarzy wpuścił na końcówkę trzeciego meczu fazy grupowej. Mówienie o tym, że zobaczyliśmy wczoraj w ich wykonaniu występ kompletny nie wydaje się jedynie dziennikarskim banałem.

Jest mi przyjemnie

A propos dziennikarstwa sportowego, którego święto obchodziliśmy wczoraj: włoska legenda tego fachu, Gianni Brera, lubił powtarzać, że mecz idealny powinien kończyć się wynikiem 0:0. Ciekawe, czy gdyby mógł patrzeć, jak grali wczoraj jego rodacy, zechciałby zrewidować swój pogląd. I ciekawe, czy zrewidowaliby swój pogląd ci, którzy przed rozpoczęciem turnieju głosili, że przepisem na sukces w takiej imprezie jest raczej pragmatyzm w stylu francuskim niż włoska ekspresja.

Zresztą może znalazłoby się tu jeszcze bardziej adekwatne słowo niż ekspresja. Skoro Pier Paolo Pasolini mówił, że w piłce nożnej są drużyny parające się poezją i prozą, w zależności od miejsca, jakie w taktyce przyznają strzelaniu bramek i dryblingowi („Każdy gol jest zawsze wynalazkiem, zawieszeniem kodu: każda bramka jest nieuchronnością, dreszczem, zdumieniem, nieodwracalnością, tak jak słowo poetyckie…” - wywód reżysera cytuję za książką Pawła Mościckiego „Lekcje futbolu”), czy nie należałoby dziś mówić o zwycięstwie poezji?

Niemal pięćdziesiąt lat temu Pasolini wyznawał w wywiadzie dla „La Stampy”, że piłka nożna sprawia mu największą przyjemność obok literatury i miłości. Po takich meczach, jak wczorajszy, deklaracja wielkiego reżysera nie wydaje się jedynie okiem puszczonym do dziennikarza. Zwłaszcza, że jest spójna ze słowami wielkiego trenera.

Kiedy obejmował tę kadrę, Roberto Mancini mówił, że najważniejsze dla niego będzie dopilnowanie, by jego podopieczni mieli frajdę - i powtórzył to zdanie tuż przed rozpoczęciem mistrzostw, osadzając je w kontekście wychodzenia z popandemicznej żałoby. „Przyjemność z tego, co się robi, to podstawa każdej pracy, nie tylko naszej” - przypominał z kolei na przedmeczowej konferencji, mówiąc o reprezentacji Włoch. Z pewnością sprawił, że praca nad tym tekstem była dla mnie przyjemnością.


Eurodostęp 2021 - oferta specjalna
https://www.tygodnikpowszechny.pl/sklep
Eurodostęp 2021 - oferta specjalna

Kup roczny dostęp do strony TygodnikPowszechny.pl i odbierz w prezencie książkę Michała Okońskiego "Światło bramki". Nie czekaj, oferta ograniczona! Sprawdź →

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ja nie potrafię przejść do porządku dziennego widząc Włochów grających nie fair względem przeciwnika, sędziego i mnie-widza. Ich cwaniactwo, symulowanie zawsze mnie będzie do nich zniechęcać. Ich gra czy nawet mistrzostwo spływają po mnie, jak po gęsi!
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]