Wkoło Watykanu: o starych i nowych grzechach Kościoła

Na konferencji prasowej w Watykanie, prezentującej program synodu o synodalności, kardynałowie poinformowali o kolejnych „nowych grzechach Kościoła”, za które biskupi przeproszą Boga i ludzi podczas specjalnego nabożeństwa pokutnego w przeddzień rozpoczęcia obrad.
w cyklu WKOŁO WATYKANU
Czyta się kilka minut
Papież Franciszek na międzyreligijnym spotkaniu z młodzieżą w Singapurze, 13 września 2024 r. // Fot. Vatican Pool / Getty Images
Papież Franciszek na międzyreligijnym spotkaniu z młodzieżą w Singapurze, 13 września 2024 r. // Fot. Vatican Pool / Getty Images

W pierwszy piątek miesiąca, po lekcji religii odbywającej się w salce katechetycznej, szliśmy hurtowo do spowiedzi. Ale zanim ustawiliśmy się w kolejce do konfesjonału, wymienialiśmy się grzechami. Ciekawość, co inni przeskrobali, była silniejsza od wstydu, zresztą niewielkiego, bo nasze listy grzechów były krótkie i przewidywalne. Każdy zatem nietypowy występek był przyjmowany z nieskrywanym podziwem. „Dręczyłem kota” – powiedział pewnego razu kolega. Znęcanie się nad zwierzętami, tak jak krzywdzenie słabszych, nie mieściło się w naszym kodeksie etycznym, więc postępek nie znalazł uznania. Ale doceniliśmy wagę samego zwierzenia. To był konkretny grzech, nie jakieś tam „mówiłem brzydkie słowa” czy „nie słuchałem rodziców”.

O tym, że nie męczy się zwierząt i nie niszczy roślin, uczono nas w domu, w szkole i w kościele, choć nikt nie nazywał tego wtedy – była połowa lat 70. – grzechem ekologicznym. To pojęcie pojawiło się po raz pierwszy w październiku 2019 r. na synodzie amazońskim. Miesiąc później papież Franciszek zapowiedział wpisanie grze­chu ekologicznego do Katechizmu Kościoła Katolickiego (do dziś się nie udało) oraz zaapelował, by wszystkie kraje świata uznały „ekobójstwo” za przestępstwo, które będzie ścigane i karane (również bezskutecznie).

„Grzech ekologiczny” to nazwa niefortunna – jak byśmy zareagowali, gdyby przestępstwa wobec kobiet nazywano „grzechem feministycznym”? Ale nie o słowo tu chodzi, tylko o zmieniającą się świadomość Kościoła, która powoli dojrzewała do odczytania na nowo biblijnych słów „czyńcie sobie ziemię poddaną” – nauczanie Jana Pawła II było w tej kwestii ważnym krokiem. I fundamentem, na którym powstał w 1984 r. Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu (REFA), do którego w pierwszych latach jego istnienia dołączyłem.

O „antyekologicznych grzechach” dyskutowaliśmy już wtedy na spotkaniach, spływach kajakowych, sympozjach. Były to działania pionierskie nie tylko w Kościele – ledwie kilka lat wcześniej powstał Polski Klub Ekologiczny, z którym współpracowaliśmy. Do dziś pamiętam trzytygodniowy spływ Czarną Hańczą z dr. Włodzimierzem Fijałkowskim, pomysłodawcą i twórcą pierwszych „szkół rodzenia”. Albo podwieczorki u prof. Juliana Aleksandrowicza, gdzie dyskutowaliśmy o jego książce „Sumienie ekologiczne”. Poglądy obydwu wybitnych, nieżyjących już lekarzy były zbieżne z tym, co dziś Franciszek nazywa „ekologią integralną”.

Nowe grzechy Kościoła

Ale wróćmy do grzechu antyekologicznego, bo to dobry przykład, jak zmienia się pojmowanie naszych obowiązków moralnych. Historia grzechu to przecież historia człowieka i jego religijnych, moralnych, kulturowych i społecznych uwarunkowań.

Na ubiegłotygodniowej konferencji prasowej w Watykanie, prezentującej program synodu o synodalności, kardynałowie Grech i Hollerich poinformowali o kolejnych „nowych grzechach Kościoła”, za które biskupi przeproszą Boga i ludzi na specjalnym nabożeństwie pokutnym w przeddzień rozpoczęcia obrad. Chodzi nie tylko o przestępstwa seksualne (które też są grzechem – jedno nie wyklucza ani nie zastępuje drugiego), ale także o „wykorzystywanie doktryny do atakowania inaczej myślących” oraz o „grzechy przeciwko pokojowi, stworzeniu, ludom tubylczym, migrantom, kobietom, rodzinie, ludziom młodym, ubóstwu i synodalności”. Za większość z nich przepraszał już 24 lata temu Jan Paweł II. Teraz do tamtej listy doszedł więc grzech antyekologiczny i antysynodalny.

Oczywiście nie łudzę się, że pokutne nabożeństwo potrząśnie sumieniami kardynałów i biskupów, którzy synodu o synodalności nie lubią. Ani że staną się odtąd orędownikami słuchania świeckich i kobiet. Zmiany świadomościowe dokonują się powoli. Ale przecież zachodzą. O tym, kto z polskich hierarchów będzie przepraszał za kościelne grzechy, a kto się z przedsięwzięcia wycofał, pisałem niedawno w tekście o nowym składzie polskiej delegacji na synod.

Równość religii

Jednym z najpospolitszych grzechów dziennikarzy jest natomiast lenistwo. To ono najczęściej stoi za niesprawdzonymi informacjami, powierzchownymi sądami, uproszczonymi opiniami. Nie są od niego wolni także watykańscy korespondenci, którzy nie tracą czasu na czytanie długich dokumentów, pełnych teologicznych, prawnych lub ekonomicznych szczegółów, poprzestając na streszczeniach i komentarzach, przygotowanych przez dykasterię komunikacji, wskazujących kierunek myślenia i interpretacji. Nie zawsze czytają nawet papieskie przemówienia czy homilie (tu problemem nie jest ich długość czy trudność, ale mnogość), czekając na opinię tych, którym chciało się włożyć więcej wysiłku i poświęcić nieco czasu. Bo jest w Sala Stampa wielu pracowitych i rzetelnych dziennikarzy, ale są i tacy, którzy podczas długich, watykańskich ceremonii prowadzą ożywione życie towarzyskie, oglądają filmy albo ucinają sobie drzemkę.

Zdarzają się jednak momenty, gdy wszyscy, jak jeden mąż, zamierają, wpatrzeni w telewizor zawieszony na głównej ścianie biura prasowego. To chwile, w których papież odkłada kartki z przemówieniem na bok i zaczyna mówić „z głowy”.

Za tego pontyfikatu zdarza się to często. Zdarzyło się także podczas ostatniej papieskiej podróży.

„Wszystkie religie są drogami dojścia do Boga. Są, zróbmy porównanie, jak różne języki, różne wyrażenia. Jest tylko jeden Bóg, który jest Bogiem dla wszystkich, wszyscy jesteśmy jego dziećmi – mówił papież podczas międzyreligijnego spotkania z młodzieżą. – Ktoś jest sikhem, ktoś muzułmaninem, ktoś hinduistą, ktoś chrześcijaninem – są to różne ścieżki”.

Przestrzegał też przed postawą „mój Bóg jest większy niż twój”, która uniemożliwia współpracę. „Jeśli zaczynasz się kłócić, mówiąc: »moja religia jest prawdziwsza niż twoja«… dokąd to prowadzi? Niech ktoś odpowie!” (Pada odpowiedź: „Do zniszczenia”).

Doktrynalni puryści natychmiast podnieśli alarm, że papież kwestionuje najważniejszą prawdę o Jezusie, który jest jedyną drogą do Boga. Tradycyjnie powoływano się na zasadę extra Ecclesiam nulla salus (poza Kościołem nie ma zbawienia), nauczanie Soboru Watykańskiego II („Lumen gentium”, 14) i deklarację Benedykta XVI „Dominus Iesus”.

Nie miejsce tu na teologiczne wywody, w dodatku problem nie jest nowy, odsyłam więc do artykułów na ten temat – było ich wiele, także na łamach „Tygodnika”.

Niektórzy tłumaczą słowa Franciszka zmęczeniem, długą podróżą, wiekiem, stanem zdrowia. I oczekują, że Watykan sprostuje je – jak nieraz – i wyjaśni, co naprawdę papież miał na myśli.

Grzechy kandydatów

Momentem sprzyjającym szczerym i spontanicznym wypowiedziom są też samolotowe konferencje prasowe. Obchodzą właśnie 45. urodziny – wszystko zaczęło się podczas pierwszej zagranicznej podróży Jana Pawła II (Irlandia, październik 1979 r.), gdy papież przyszedł do przedziału dziennikarzy, by osobiście z każdym się przywitać, a jeden z nich postanowił złamać obowiązujący zakaz i zapytał o ewentualną pielgrzymkę do USA. Krótka wymiana zdań – bo Jan Paweł II chętnie odpowiedział na pytanie – oburzyła członków papieskiej świty, ale ośmieliła pozostałych dziennikarzy. Podczas kolejnych podróży niemal każdy już zagadywał papieża, co zadecydowało o nadaniu spotkaniom z dziennikarzami formy konferencji prasowej.

Benedykt XVI utrzymał ten zwyczaj, choć ograniczył jego spontaniczny charakter: dziennikarze przekazywali pytania na piśmie o. Federicowi Lombardiemu, rzecznikowi prasowemu Watykanu, który decydował, które odczytać papieżowi.

Franciszek ponownie rozluźnił formułę, zgadzając się, by dziennikarze zadawali pytania na dowolne tematy, co sprawiło, że samolotowe konferencje są barwne, ciekawe i potrafią przykryć wszystko, co papież powiedział podczas pielgrzymki.

Podobnie było tym razem: na zakończenie najdłuższej podróży papieża do Azji i Oceanii dziennikarka CBS News, Anna Matranga, zapytała papieża, jak powinien głosować amerykański katolik, skoro poglądy obojga kandydatów na prezydenta są niezgodne z nauczaniem Kościoła: Donald Trump zapowiada deportację 11 milionów imigrantów, a Kamala Harris opowiada się za prawem kobiet do aborcji.

Franciszek dał się wciągnąć w rozmowę, która sprowadziła prezydencką rywalizację do sporu o aborcję i migrację. Niezadowoleni są zwolennicy Demokratów. To niewątpliwie sprawy ważne – mówią – ale nie jedyne i przy urnie wyborczej należałoby się kierować wieloma innymi, nie mniej istotnymi kryteriami. Z kolei zwolennicy Republikanów oburzają się, że obrona granic państwa zrównana została z „najcięższą zbrodnią”, jaką jest aborcja. Libertarian zaś w konfuzję wprowadziły słowa Franciszka, że katolik nie powinien uchylać się od głosowania, nawet jeśli ma dylematy moralne – uznali to za próbę ograniczania swobód obywatelskich.

Wypowiedź papieża zakończyła się apelem, by podczas głosowania Amerykanie kierowali się zasadą wyboru mniejszego zła. Które jest mniejsze – Franciszek nie powiedział, pozostawiając to osądowi sumienia. Dodał tylko, że obie postawy – proaborcyjna i antyemigrancka – są grzechem przeciwko życiu.

Więcej grzechów nie pamiętam

Wracamy więc znów do grzechu i sumienia. A gdy przebiegam wzrokiem po innych watykańskich wydarzeniach ostatnich dwóch tygodni, widzę, że dzień bez grzechu (lub choćby wspomnienia o nim) jest dniem straconym.

Na konferencji prezentującej nowy dokument Dykasterii Nauki Wiary o objawieniach w Medjugorju kard. Victor Manuel Fernández podkreślał, że żadne grzechy „widzących”, ich obrońców i twórców maryjnego centrum – dawne, obecne i przyszłe – nie powinny przesłaniać i umniejszać dobra, jakie się tam dokonuje. Tak więc bez względu na to, czy „domniemane objawienia” (jak mówi nota Watykanu) są prawdziwe, urojone czy nawet zmyślone, Kościół nie powinien rezygnować z korzyści – oczywiście duchowych – jakie płyną z Medjugorja i miejsc jemu podobnych.

W innym komunikacie Watykanu znajduję z kolei deklarację współpracy z prokuraturą w Perugii w śledztwie dotyczącym kilkukrotnego nieuprawnionego dostępu do baz danych włoskich organów ścigania (m.in. systemów rejestrujących rozmowy telefoniczne). Celem włamania (bo tak należałoby to nazwać) było pozyskanie informacji o czterech osobach, najbliższych współpracownikach kard. Angela Becciu, zaangażowanych w niefortunny i katastrofalny w skutki finansowe zakup nieruchomości w Londynie. Tak się złożyło, że do bezprawnego (a więc bez zgody włoskiego sądu czy prokuratury) przeszukiwania baz danych doszło w lipcu 2019 r., tuż po tym, jak papież Franciszek wyraził zgodę na objęcie inwigilacją pracowników Sekretariatu Stanu podejrzewanych o udział w londyńskiej transakcji. Teraz Watykan deklaruje pomóc prokuraturze w ustaleniu, kto ma na sumieniu grzech nieposkromionej ciekawości.

Cóż, skłonność do złego wszyscy mamy we krwi, co oczywiście żadnego zła, żadnej wyrządzonej krzywdy – kotu czy człowiekowi – i żadnego popełnionego przestępstwa nie usprawiedliwia. Raczej chodzi mi o to – i tą myślą chcę zakończyć ten newsletter – że nowe grzechy często są tylko innymi nazwami starych i dobrze znanych ludzkich skłonności, które w nowych okolicznościach przybierają nową formę. Dlatego konieczne jest ciągłe odświeżanie pojęć i sumień. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”