Wkoło Watykanu: podróż Franciszka i mały Kościół w wielkim świecie

Papież chce, by małe, katolickie wspólnoty Oceanii stały się wzorem dla Kościoła powszechnego, jak być mniejszością religijną w wielokulturowym społeczeństwie, nie grzeszyć pychą i nie czerpać profitów ze swej pozycji społeczno-politycznej.
w cyklu WKOŁO WATYKANU
Czyta się kilka minut
Podróż Franciszka i mały Kościół w wielkim świecie.
Papież Franciszek przed spotkaniem z młodzieżą na stadionie w Port Moresby, Papua-NowaGwinea, 9 września 2024 r. // Fot. Alessandro di Meo / EPA / PAP P ope Francis is traveling from 02 to 13 September to conduct apostolic visits to Indonesia, Papua New Guinea, East Timor, and Singapore. EPA/ALESSANDRO DI MEO Dostawca: PAP/EPA.

Nigdy nie byłem w ekipie dziennikarzy, którzy towarzyszą papieżowi w zagranicznej podróży. Nigdy nie leciałem volo papale. Przyczyna jest bardzo prozaiczna – koszt. Trwającą właśnie pielgrzymkę do Azji Południowej i Oceanii Watykan wycenił na 7,7 tys. euro od osoby (bilet lotniczy 5,9 tys., zakwaterowanie 1,8 tys.). Oczywiście część dziennikarzy – pracownicy mediów watykańskich oraz zaproszeni przez Stolicę Apostolską przedstawiciele mediów narodowych z krajów, które papież odwiedza – leci za darmo, ale cała reszta musi znaleźć środki w budżetach swoich redakcji. 

Odkąd pamiętam, zazdrościłem tym szczęściarzom. Po raz pierwszy spotkałem ich w  czerwcu 1987 r., podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Jak wspominałem w ostatnim newsletterze, byłem wtedy młodym, franciszkańskim zakonnikiem, a w naszym krakowskim seminarium, położonym vis-à-vis kurii metropolitalnej, przygotowano pokoje dla dziennikarzy, którzy przylecieli z papieżem. Klerycy z jako taką znajomością języków obcych wyznaczeni zostali do ich obsługi. Mnie przydzielono papieskiemu fotografowi, Arturo Mariemu, ale nie miałem wiele pracy, bo mój podopieczny opuszczał pokój bladym świtem, a wracał do niego po północy. Udało mi się z nim raz czy dwa porozmawiać, a na pożegnanie dostałem album ze zdjęciami oraz butelkę wina z herbem papieskim i datą pielgrzymki na etykiecie.

Arturo Mariego nie miałem potem okazji spotkać, przeszedł na emeryturę w 2007 r. Z kilkoma innymi uczestnikami tamtej pielgrzymki udało mi się powspominać stare czasy, choć oni też coraz rzadziej zaglądają do Sala Stampa. Ale są ich następcy i z ich pomocą spróbuję opisać Państwu pierwszą część najdłuższej podróży Franciszka. Jesteśmy właśnie w jej połowie. Sięgnę zarówno do relacji kolegów dziennikarzy, jak i do wrażeń, którymi dzielą się w mediach społecznościowych i grupach dyskusyjnych.

Papież Franciszek podróżuje przez cztery światy

Cztery kraje, które odwiedza papież – Indonezja, Papua-Nowa Gwinea, Timor Wschodni i Singapur – to cztery światy, różne zarówno pod względem religijnym (islamski, protestancki, katolicki i zsekularyzowany), jak i narodowościowym, politycznym i ekonomicznym.

Dwa pierwsze mają taką samą dewizę: „Jedność w różnorodności”. Indonezję tworzy blisko 17 tys. wysp, z których większość ma własną kulturę i tradycję. Obywatele Papui-Nowej Gwinei używają 851 języków. Franciszka fascynuje różnorodność, uważa ją za bogactwo – społeczeństwa, państwa, Kościoła. Taki też był kontekst przywołania, podczas przemówienia w katedrze w Dżakarcie, słów „różnimy się od siebie / Jak dwie krople czystej wody” z wiersza Wisławy Szymborskiej (o tym, że papież czyta i poleca literaturę piękną, pisałem niedawno, spodziewając się, że sięgnie podczas podróży po lokalnych twórców, a tu, proszę, pełne zaskoczenie).

Oczywiście, jeśli wgłębimy się w problemy poszczególnych krajów na trasie podróży, zobaczymy, że zapisana w ich konstytucjach równowaga religii, kultur i tradycji jest ideą piękną, ale nie do końca realizowaną. Stąd różne były wobec papieża oczekiwania i różne pojawiają się głosy rozczarowania.

Chrześcijanie z Indonezji, stanowiący dziesięcioprocentową mniejszość w kraju (katolicy trzyprocentową), oczekiwali, że papież dobitnie upomni się o ich prawa – w wielu regionach nie dostają pozwolenia na budowę kościoła (albo muszą na nie czekać latami), świątynie są dewastowane, islamski radykalizm przybiera na sile, zwłaszcza w młodszym pokoleniu.

Mieszkańcy Papui Zachodniej, w 1963 r. zaanektowanej przez Indonezję, którzy z kolei są w większości chrześcijanami, mieli nadzieję usłyszeć od papieża słowo wsparcia dla ich narodowych aspiracji, zdławionych brutalnie przez rząd w Dżakarcie (w wyniku walk i represji życie straciło pół miliona Papuasów). Nic takiego nie nastąpiło. Co więcej: naciski, by symbole narodowe Papui nie pojawiły się podczas papieskich mszy, wywierał nie tylko rząd i jego służby, ale też indonezyjski episkopat – jedynemu papuaskiemu biskupowi, który chciał przekazać papieżowi książkę o sytuacji swego narodu, uniemożliwiono bezpośredni kontakt z Franciszkiem. „Nikt nie będzie mówił inaczej niż ustalono” – zadecydował kard. Ignatius Suharyo Hardjoatmodjo, arcybiskup Dżakarty.

Ludy rdzenne indonezyjskiego archipelagu spodziewały się natomiast, że papież poprze ich starania o odzyskanie ziem zabranych przez Kościół katolicki jeszcze za czasów holenderskich rządów. Na ten temat też nie padło ani słowo.

Z kolei katolicy w Papui-Nowej Gwinei (25 proc.) skarżą się na ekstremizm… protestancki (65 proc.), który wykorzystuje religię do usprawiedliwiania dyskryminacji kobiet, przemocy w rodzinie i polowania na czarownice. Przedstawiciele denominacji protestanckich domagają się też wpisania wyższości religii chrześcijańskiej do konstytucji, co katolicy i pozostałe mniejszości religijne uważają za naruszenie zasady świeckości państwa.

Podróżujący papież po pierwsze chwali

Wiadomo, że papież nie jest w stanie spełnić wszystkich oczekiwań i poruszyć wszystkich problemów. Jego przemówienia są pełne apeli o wzajemny szacunek, tolerancję i braterstwo, ale konkretnych odniesień, jak na razie, nie było zbyt wiele. Choć widać pewną stopniowalność krytyki, charakterystyczną dla Franciszka: tych, z którymi różni się najbardziej, najwięcej chwali, krytykuje zaś tych, do których mu najbliżej (o czym najlepiej wiedzą w Watykanie). W taki sposób rozumie własną rolę – pontifeksa – budowniczego mostów.

To zresztą znana od lat cecha dyplomacji Watykanu: chwalić; a jeśli nie można, to przynajmniej nie krytykować; a jeśli się nie da, to przynajmniej nie robić tego publicznie. Przez papieża Franciszka stosowana zresztą nie tylko w kontaktach z przywódcami krajów, ale też zalecana w duszpasterstwie, wychowaniu dzieci czy wychodzeniu na społeczne i etyczne peryferia. Nie raz z tego powodu zbiera cięgi – ale umizgi do dyktatorów (Rosji, Chin, krajów Ameryki Łacińskiej), które mu się zarzuca, nie wynikają z osobistej sympatii do Putina czy Xi Jinpinga, tylko z przeświadczenia, że skoro od nich zależy życie milionów ludzi i jedna ich decyzja może zmienić los świata, warto ich chwalić (a przynajmniej nie krytykować).

Chwalił więc rząd Indonezji za wprowadzanie w życie idei pancasilla, czyli pięciu najważniejszych zasad tamtejszej konstytucji (wiara w jednego Boga, internacjonalizm, unitaryzm, demokracja i socjalizm). Oraz za to, że świeckie państwo (w teorii, bo w praktyce coraz mocniej odwołujące się do prawa islamskiego) jest gwarantem równowagi społecznej i skutecznie przeciwstawia się wszelkim ekstremizmom.

Inaczej było już w Port Moresby, stolicy Papui-Nowej Gwinei (która należy do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów i jest – przypomnijmy – w większości chrześcijańska), gdzie w przemówieniu do władz państwowych Franciszek pozwolił sobie na ich krytykę, delikatną i zawoalowaną, za niesprawiedliwy podział zysków z gospodarki lasami czy eksploatacji minerałów, podkreślając, że to majątek całego narodu. Wspomniał nawet o konkretnym problemie politycznym, czekającym na rozwiązanie – niepodległościowych aspiracjach mieszkańców wyspy Bougainville’a, którzy po latach walki z rządem (z obu stron krwawej), niemal jednogłośnie opowiedzieli się w referendum za pełną niepodległością.

Jak będzie dalej? Np. w Timorze Wschodnim, niemal całkowicie katolickim, gdzie Kościół ma ogromne wpływy polityczne i uważany jest za gwaranta państwowej niezawisłości (Timorczycy są przekonani, że niepodległość, uzyskaną w 2002 r., zawdzięczają Janowi Pawłowi II), ale katolicyzm wciąż jest płytki, przesiąknięty tradycyjnymi wierzeniami i koniunkturalny?

W komentarzach na temat papieskiej pielgrzymki Timor Wschodni podawany jest za przykład niezwykłej żywotności azjatyckiego Kościoła. Rzeczywiście, przyrost katolików robi wrażenie – od 4 proc. przed II wojną światową, przez 30 proc. w latach 70. XX wieku aż po dzisiejsze 97 proc. Warto jednak pamiętać, że masowe chrzty Timorczyków, wcześniej wyznających lokalne, animistyczne religie, były efektem nie tyle pracy ewangelizacyjnej, co decyzji politycznych – wyrazem sprzeciwu wobec okupującej kraj muzułmańskiej Indonezji i sentymentu do katolickiej Portugalii. I że polityczna siła Kościoła była jedną z przyczyn długoletniego ukrywania przestępstw seksualnych bp. Carlosa Felipe Ximenesa Beli, jednego z ojców niepodległości, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Nawet dziś, po potwierdzeniu zarzutów przez Watykan, pozostaje on dla większości timorskich katolików bohaterem, fałszywie pomówionym i niszczonym przez wrogie narodowi i Kościołowi siły.

Ale o tym, co papież powie mieszkańcom Timoru Wschodniego i Singapuru, dowiemy się dopiero w nadchodzącym tygodniu.

Dlaczego papież Franciszek podróżuje skromnie?

Zresztą nie to, co mówi, jest w tej pielgrzymce najważniejsze (ani nawet to, czego powiedzieć nie chce). Dużo większe znaczenie ma jego sposób bycia i gesty, które nie uszły uwagi także islamskiej większości, niezbyt zainteresowanej papieskimi słowami.

Lokalne media dużo pisały o tym, że zaczął podróż od spotkania z najbiedniejszymi (bezdomnymi, uchodźcami i sierotami), że lata zwykłym samolotem, a nie prywatnym odrzutowcem, jak przywódcy innych państw (albo syn prezydenta Indonezji), że jeździ po kraju zwykłą toyotą, a nie luksusową, opancerzoną limuzyną, że mieszka w skromnym apartamencie w nuncjaturze.

Indonezyjscy muzułmanie może nie wiedzą wiele o katolicyzmie, ale w kraju, którego 10 proc. mieszkańców (czyli jakieś 25 mln ludzi) żyje poniżej granicy ubóstwa, skromność i umiar Franciszka zostały zauważone.

Ważnym gestem był zresztą sam wybór miejsc, które odwiedza. Papież zwraca uwagę na region, w którym katolicyzm jest statystycznie nieistotny, być może przewidując rozwój wydarzeń w innych częściach świata. Chce, by małe, katolickie wspólnoty Oceanii stały się wzorem dla Kościoła powszechnego. To od nich można nauczyć się, jak być mniejszością religijną w wielokulturowym i wielonarodowym społeczeństwie, jak ewangelizować świadectwem, a nie tylko słowem, jak współpracować z innymi religiami, nie grzeszyć pychą, nie czerpać profitów ze swej pozycji społecznej i politycznej.

Ślubny prezent od Watykanu

Butelkę wina, podarowaną mi w 1987 r. przez Arturo Mariego, zawiozłem do rodzinnego domu, gdzie miała czekać na specjalną okazję. Nadarzyła się cztery lata później, gdy przedstawiałem rodzicom moją narzeczoną. Toast watykańskim trunkiem okazał się dla nas wyjątkowo szczęśliwy – żyjemy zgodnie do dziś.

O szczęściu raczej nie może mówić para, o której w ostatnich dniach jest szczególnie głośno za murami kościelnego państwa. Dwoje pracowników Instytutu Dzieł Religijnych (IOR), zwanego watykańskim bankiem, którzy wzięli ślub 31 sierpnia, niemal natychmiast otrzymało od pracodawcy wypowiedzenie, ponieważ – zgodnie z nowymi przepisami – w instytucjach finansowych Watykanu nie mogą pracować osoby ze sobą spokrewnione i spowinowacone. Młodzi małżonkowie zostali poinformowani, że jeśli jedno z nich odejdzie z pracy, to drugie zachowa etat, na co jednak nie wyrazili zgody. Na nic zdały się protesty Stowarzyszenia Świeckich Pracowników Watykanu – władze IOR pozostały niewzruszone, tłumacząc, że nie mogą sobie pozwolić na żadne odstępstwo od przepisów, bo walka z nepotyzmem jest jednym z najważniejszych elementów reformy instytucji i warunkiem odzyskania zaufania klientów i agencji ratingowych.

Zwolnieni pracownicy liczą już tylko na interwencję papieża. I na dziennikarzy, którzy mogą go zapytać, dlaczego Watykan zwalnia pracowników za ślub (i to kościelny). Najbliższa okazja już w piątek, podczas samolotowej, spontanicznej konferencji prasowej dla członków volo papale, która zwykle jest okazją do zadawania pytań na różne tematy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”