Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Witold i Róża

Witold i Róża

20.01.2010
Czyta się kilka minut
Polski oficer i żydowska dziewczyna: dzieliło ich wszystko. Prócz tego, że oboje podjęli walkę na froncie bodaj najtrudniejszym: na terenie obozu zagłady. 27 stycznia mija 65 lat od wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau
Witold Pilecki z żoną / fot. Archiwum MHW
P

Po przyjeździe w nocy z dnia 21 na 22 września 1940 r. do obozu w Oświęcimiu znalazłem się - tak jak zresztą wszyscy nowo przybywający do Oświęcimia - w warunkach, które uderzyły we wszystkie moje dotychczasowe pojęcia. W ciągu paru dni czułem się oszołomiony i jakby przerzucony na inną planetę" - napisał Witold Pilecki w raporcie, sporządzonym w 1943 r., wkrótce po ucieczce z KL Auschwitz.

Przez tych kilka pierwszych dni Pilecki - oficer Związku Walki Zbrojnej (potem AK), który zgłosił się do niemal samobójczej misji: zorganizowania w Auschwitz ruchu oporu - czuł się przytłoczony tym, co zobaczył. Choć przecież wiedział, gdzie jedzie. Ale wkrótce zmobilizował się i zaczął działać. Pisał potem: "Stojąc w szeregach bloku »Krwawego Alojza« i widząc, jak naprzeciwko stojące szeregi karnej kompanii Krankenmann wyrównywał nożem, wbijając takowy w brzuch temu, kto się wysunął niepotrzebnie trochę naprzód, ze zdziwieniem pewnym stwierdziłem, że się nie mylę, iż znalazłem w sobie radość, wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć, a więc kryzys parodniowy minął szczęśliwie, oraz ze świadomości, że nareszcie - tęsknota od roku 1939 - tu zrozumieć może mnie przede wszystkim żołnierz - stoję w szeregach wyrównanych jak naciągnięte struny wśród ustawionych ramię w ramię wściekłych, zjednoczonych wspólnym celem i jedną myślą, zdecydowanych na wszystko Polaków, czyli w zespole doskonałym do pracy organizacyjnej".

Od 1939 r. Pilecki działał energicznie w konspiracji i już to starczyłoby jako powód do dumy. A jednak zrobił coś szczególnego: na ochotnika udał się do Auschwitz, stworzył tam podziemną organizację (planującą m.in. przejęcie kontroli nad obozem), a potem, gdy groziło mu wywiezienie do innego obozu, zdecydował się na ucieczkę. Jego relacje stały się bezcennym dokumentem: źródłem informacji dla podziemnych władz (inna sprawa, że temat był nieco lekceważony). Był żołnierzem od nastolatka - od chwili, gdy jako harcerz jesienią 1918 r. przyłączył się do organizowanych w Wilnie polskich oddziałów. Misję w Auschwitz, choć niewiarygodną, mógł traktować jako żołnierską powinność, od której nie chciał uciec.

***

Róża Robota była młodziutką dziewczyną, Żydówką. Podjęła taką samą decyzję: walczyć. Może wtedy, gdy patrzyła na swą rodzinę idącą do komory gazowej? Może już wcześniej, widząc grozę getta w Ciechanowie? W każdym razie chciała walczyć.

***

Pilecki stworzył w obozie Organizację Wojskową opartą na piątkach: pięcioosobowych grupach, które nie wiedziały nawzajem o swym istnieniu. W ich pracy chodziło głównie o ratowanie zagrożonych kolegów, np. przez organizowanie żywności czy lżejszych prac. Przekazywano też wiadomości: z obozu na zewnątrz i z powrotem. Najważniejsze były jednak przygotowania do opanowania obozu, w odpowiedniej chwili. Jesienią 1942 r. Pilecki podzielił członków konspiracji na kompanie i plutony, co stało się możliwe, gdyż każde komando zaczęło być umieszczane przez Niemców w jednym bloku. Wyznaczono dowódców i rejony działania.

Organizacja Pileckiego przygotowywała się do przejęcia obozu, jednak sprawa Ausch­witz nie znajdowała się w centrum uwagi dowództwa AK. Pilecki wspominał z goryczą: "W jesieni 1942 r. przyjechali [do obozu] znani mi z pracy w Warszawie ppor. rez. Stanisław Wierzbicki, Czesław Sikora, Kiliański oraz kpt. Stanisław Machowski, o którym ppor. rez. Stanisław Wierzbicki mówił, że jest referentem personalnym Komendy Głównej Warszawa. Pomimo, że wszyscy do ostatniej chwili pracowali w Warszawie, wymienieni czterej mało o Oświęcimiu wiedzieli. Ppor. rez. Stanisław Wierzbicki wiedział, że trzeba znaleźć »Witolda«, lecz nic nie słyszał o masowym gazowaniu, o »Kanadzie«, o zastrzykach fenolu, »piramidach«, tajemnicy 10 bloku i o »Ścianie płaczu« w 11 bloku". I dalej: "Na zapytanie, jak się zapatrują ludzie na wolności na ucieczki z Oświęcimia, ppor. rez. Stanisław Wierzbicki odpowiedział »dwojako«. Społeczeństwo potępia, gdyż sądzi, że dotychczas rozstrzeliwują dziesięciu za jednego zbiega, natomiast Komenda Główna w Warszawie odznacza zbiega z Oświęcimia »Virtuti Militari«. Dziś na wolności mogę się tylko śmiać z tego. Biedaczysko bujał nas - widocznie chciał nas namówić na ucieczkę z Oświęcimia razem z nim. Nie przeżył biedak dwóch miesięcy. Wszyscy oni ppor. rez. Stanisław Wierzbicki, Czesław Sikora i Kiliański zgodnie oznajmili, że są zaskoczeni naszym stanem fizycznym (więźniów Polaków, że w Warszawie o nas myślą jak o »kościotrupach«). Przywieźli nam przykre wiadomości o tym, że - zasadniczo - o Oświęcimiu mało kto myśli i nie ma mowy o tym, żeby ratować Oświęcim, bo się nie opłaci, gdyż to są ludzie  »do niczego« - same kościotrupy. I gorzko, i śmiesznie było o tym myśleć, patrząc na tryskające zdrowiem postacie kolegów-Polaków. Nie prosiliśmy przecież nikogo o jakąkolwiek pomoc, czekaliśmy na rozkaz-zezwolenie wszczęcia akcji samodzielnej lub - zakaz takowej".

Czy opanowanie obozu i uwolnienie więźniów było realne? W każdym razie do próby takiej nie doszło. Potrzebne byłoby potężne wsparcie z zewnątrz. W okolicy stacjonowały silne oddziały niemieckie. Nie było też odpowiedzi na pytanie, co zrobić z tysiącami wycieńczonych więźniów, którzy ani do walki, ani do samodzielnej ucieczki nie byliby zdolni. Sam plan pokazuje jednak odporność i wolę walki Pileckiego i jego towarzyszy.

***

Także Róża Robota postanowiła walczyć, do końca.

Róża urodziła się w Ciechanowie w 1921 r. Jeszcze przed wybuchem wojny, jako nastolatka, zaczęła działać w żydowskiej organizacji syjonistycznej Ha-Szomer Ha-Cair. Do Auschwitz trafiła w 1942 r. wraz z całą rodziną - podczas deportacji Żydów z ciechanowskiego getta. Podczas pierwszej selekcji jej bliscy zostali skazani na śmierć. Ją skierowano do pracy w Birkenau, w komandzie sortującym rzeczy zamordowanych.

Róża Robota zorganizowała tam samodzielnie grupę kobiet, które nie chciały pozostać bezbronne w obozie, i skontaktowała się z członkami żydowskiej konspiracji, działającymi w Sonderkomandzie blisko krematorium nr 4.

Plan był śmiały: zniszczenie krematorium za pomocą materiałów wybuchowych. Zdobyć je miała właśnie Róża. Podobno trwało to rok. Podobno, bo informacje, jakimi dysponujemy, są skąpe. Róża skontaktowała się z trójką więźniarek, które pracowały przymusowo w fabryce amunicji Weichsel-

-Union-Metallwerke. Nazywały się Ala Gertner, Regina Safirsztajn i Ester Wajsblum. Pomagały im inne. Wszystkie były Żydówkami, nie miały więcej niż 22 lata.

Jedna z nich, Rose Meth, napisała później: "Zapytano mnie, czy jestem gotowa zaryzykować, że zostanę złapana? Oczywiście, natychmiast się zgodziłam, ponieważ była to dla mnie szansa podjęcia walki. Bardzo dobrze się z tym czułam i zupełnie nie przejmowałam się niebezpieczeństwem".

Kobiety wynosiły małe ilości prochu ukryte w ubraniach, a Róża przekazywała je dalej członkom Sonderkomanda. Po ponad roku przygotowań ładunek był gotowy. 7 października 1944 r. wysadzono w powietrze krematorium nr 4. Niemcy nie zdołali już ponownie go uruchomić. Zdołali jednak dotrzeć do członków konspiracji, przede wszystkim do kobiet, które wynosiły proch z fabryki, i do Róży.

Jej aresztowanie było najgroźniejsze dla ruchu oporu: znała mnóstwo nazwisk. Mimo brutalnego śledztwa, tortur i okaleczenia - nie powiedziała ani słowa. Jeden z członków konspiracji zdołał ją odwiedzić w bloku 11., gdzie czekała na śmierć. Mówił potem, iż nie bała się, prosiła tylko, by przekazać innym, żeby się nie poddawali. Na przemyconej karteczce napisała: "Chazak ve’ematz". "Bądźcie silni i odważni".

Róża i trzy inne kobiety zostały powieszone. Przed śmiercią zdołały krzyknąć: "Zemsta!". Była to ostatnia egzekucja w Ausch­witz. Kilka tygodni później obóz został wyzwolony.

***

Pilecki zdecydował się na ucieczkę, gdy polskich więźniów zaczęto transportować do obozów na terenie Niemiec, co groziło rozerwaniem siatki organizacji. Gdy na początku kwietnia 1943 r. do KL Mauthausen wywieziono 2,5 tys. Polaków, Pilecki wiedział, że musi zniknąć, i to szybko. Uciekł z dwoma kolegami przez piekarnię: "Wyszedłem w nocy - tak samo, jak przyjechałem - byłem więc w tym piekle dziewięćset czterdzieści siedem dni i tyleż nocy".

Już na wolności, nie udało się przekonać dowództwa AK do ataku na Auschwitz (otwarte musi pozostać pytanie: czy taki atak pomógłby więźniom, czy byłby raczej manifestacją, symbolicznym gestem?). Pilecki walczył potem w Powstaniu Warszawskim i II Korpusie gen. Andersa na Zachodzie. Do Polski wrócił w październiku 1945 r. Przez rządzących komunistów został aresztowany i skazany na śmierć; zamordowano go 15 maja 1948 r. W PRL-u nie wolno było o nim pamiętać. Dopiero ostatnie lata przypomniały jego postać: wychodzą o nim książki, powstał spektakl teatru TV, są strony internetowe (np. IPN-u), na internetowych forach toczą się żywe dyskusje o sensie jego misji w Auschwitz.

***

Pilecki i Robota: chodziło im o to samo. O to, żeby się nie poddać, walczyć i ratować, kogo uratować się da. Choćby przez samą wewnętrzną mobilizację.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]