Reklama

Walka kas

Walka kas

15.05.2017
Czyta się kilka minut
Polski klient zachowuje się nie jak pan, ale jak cham – mówią polscy sprzedawcy. Codziennie podczas pracy są obrażani i poniżani.
il. pixabaty.com
M

Marta, 34 lata, kierowniczka sklepu znanej marki odzieżowej
Poziom frustracji (w skali od 1 do 10): 4

– Najgorsze są bogate mamuśki. Takie, które wymagają, żeby wokół nich skakać, bo mają taki kaprys. I nie zrozum mnie źle: nie mam nic przeciwko bogactwu. Nie zazdroszczę ludziom ich sukcesu, pieniędzy, statusu. Nie patrzę z nienawiścią na ich złote zegarki czy złote paski Dolce&Gabbana. Ale nie lubię ich chamstwa, ich pogardy do mnie i do moich pracownic.

Mówię to z własnego doświadczenia: razem z zerami na koncie nie rośnie poziom kultury. A boję się, że jest wprost przeciwnie. W mojej pracy, w środowisku, w którym przebywam – galerii handlowej – odbywa się walka klas. Walka kas, można powiedzieć. Uwierz mi, że są ludzie, którzy przekraczają próg sklepu tylko po to, żeby pomachać mi przed oczami złotą kartą.

Przez takie sytuacje i...

10767

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jeśli ktoś czyta tygodnik musi mieć więcej oleju w głowie i kultury niż opisani klienci. Moim zdaniem takich ludzi można uczyć rozumu tylko w jeden sposób, np. prądem o niskim napięciu :P kasjerom by spadł poziom frustracji

Co do pana, które prowadzi całodobowy sklep monopolowy i jeszcze pracuje głównie w nocy to ja nie wiem, czego się spodziewał. Szczerze mówiąc to ja się dziwię, że mu się opłaca siedzieć w nocy, gdy przychodzi tam tak mało trzeźwych, którym mógłby sprzedać jakiś alkohol.

Gratuluję i pozdrawiam :D

Dziękuję.

Byłam wiele lat kierownikiem różnych sklepów. Tak drastyczną sytuację, jak te opisane wyżej miałam tylko raz, w trakcie rozmowy telefonicznej. Może jest to specyfika dużych miast?

Pamiętam ekspedientów w czasach PRL-u: zwykle nieuprzejmi, aroganccy, traktujący klientów lekceważąco. Teraz role się odwróciły: kapitalizm i ostra konkurencja na rynku wymagają, by ekspedient walczył o klienta, nawet kosztem własnej godności, dobrego samopoczucia.A klient, jeśli jest prymitywnym osobnikiem, zwykle to wykorzystuje. Tak jest w sferze usług, również w oświacie: roszczeniowi, chamscy rodzice poniżający n-li to norma.

Są sklepy, gdzie przed chamskim klientem nikt się nie będzie kładł, a spokojnie sobie na tym krwiożerczym rynku radzą.

To nie tak do końca jest z tym odwróceniem ról - owszem, teraz mniej takich przypadków, ale jeszcze 5 - 10 lat temu trafienie na sprzedawcę/kelnera który pracował za karę albo odrabiał na etacie pańszczyznę nie było trudne. Za nic mieli/mają klienta i jego życie w postaci pieniędzy, które przed nimi kładzie płacąc za towar i obsługę. Brak szacunku, elementarnej uprzejmości dla klienta były powszechne, teraz jeszcze moim zdaniem są zbyt częste. Dobrą robotę w wychowywaniu NAS WSZYSTKICH wykonały sieci handlowe wprowadzając do mocno schamiałej po prl-u społeczności cywilizowane standardy obsługi. Pomogła konkurencja - Lidl, Biedronka, markety budowlane - tam odpowiednio przeszkolona ekipa przy kasach czy półkach wita i żegna nas uśmiechem, poprowadzi przez cały sklep tam, gdzie potrzebujemy. Reakcja klientów jest oczywiście adekwatna najczęściej - uśmiech za uśmiech. Te fragmenty o machaniu pieniędzmi przed nosem kasjerek.... - no to jakaś chyba wyjątkowa patologia, może rzeczywiście w Warszawie itepe?... Ja się nie spotykam, na zakupach jestem często.

Bardzo szanuję pracę sprzedawców. Jestem osobą z wyższym wykształceniem, muzykiem. Mam dorosłych synów, którzy na studiach, pracowali jako sprzedawcy. Po prostu uczyli się dorosłości, niezależności sprzedając buty. Jestem z nich dumna! Wiem, jak ciężki jest to zawód. I strasznie mi przykro, że tak wielu sfrustrowanych,małych ludzi obraża godnych szacunku ludzi.

Niestety nie mogę powiedzieć, żebym był bez winy. Co prawda nigdy (a przynajmniej tak mi się wydaje), nie zachowałem się w sposób nawet zbliżony do najłagodniejszego przypadku z artykułu, ale jednak nie zawsze też moje zachowanie można by określić jako uprzejme. Może nie zawsze wina była tylko po mojej stronie, ale jednak. Tak naprawdę problem jest powszechniejszy, niż się na pierwszy rzut oka wydaje, choć zwykle nie objawia się tak drastycznie, jak w historiach z artykułu. I chyba nie można wszystkiego sprowadzić do prymitywnego odreagowywania kompleksów. Rzecz w tym, że przywykliśmy do ludzkich automatów. Do ludzi, którzy wykonują pewne czynności wokół nas, ale w naszej percepcji nie są ludźmi. Podają towary, przekładają je na kasie, czasem doradzają, ale nie odbieramy ich jak ludzi, lecz jak roboty. Nie świadomie oczywiście, ale zawsze wówczas, gdy nie poświęcamy im ani krztyny uwagi, gdy traktujemy ich jak przedmioty, element dekoracji czy wyposażenia sklepu. I plakietki z imionami niewiele tu zmieniają. Jakiś czas temu zwróciłem uwagę jednemu z kolegów z pracy, młodemu, wykształconemu, świeżo po studiach, względnie dobrze zarabiającemu, że podczas zakupów w piekarni ogranicza się do prostych komunikatów. Brzmiało to jakby wydawał polecenia automatowi: "drożdżówkę", "kartą". To była cała rozmowa ze sprzedawczynią. Tylko te dwa słowa. Żadnego "proszę" czy "dziękuję". Niby nie mówił chamsko, ale też niezbyt uprzejmie. A z pewnością uprzedmiotawiająco dla sprzedawczyni. Od takich drobiazgów się zaczyna. Dalej idą jedynie frustraci. On tego nie widział. Po mojej interwencji się poprawił. Czy to uprzedmiotawiające zachowanie dotyczy również mnie? Pewnie w jakimś stopniu tak. Pewnie nie zawsze to zauważam. Co można z tym zrobić? Nie wiem. Ja się staram przynajmniej na chwilę spojrzeć sprzedawcy w oczy. To chyba pokazuje mu, że widzę w nim człowieka. Mam przynajmniej taką nadzieję.

Podobne teksty

Marcin Buczek, GOA
Krzysztof Kozłowski, O. Maciej Zięba OP, Jan Hartman, Bp Tadeusz Pieronek
Magdalena Nasiłowska, Błażej Strzelczyk

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]