Laik czytający raport „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce – perspektywa 2025-2027” zapewne uniesie brwi ze zdumienia, słysząc o sprawności systemu, bo publiczna ochrona zdrowia absolutnie nie kojarzy się z tym określeniem. A jednak, nawet jeśli oceniamy system surowo, szpitale cały czas działają, do refundacji są dopuszczane nowoczesne terapie lekowe, w pracowniach wykonywane są badania. A pracownicy medyczni zarabiają wyraźnie lepiej niż jeszcze kilka lat temu.
Są więc powody do zadowolenia, a raczej byłyby, gdyby nie przykra konstatacja, że to wszystko już było – za Edwarda Gierka. Historyczne skojarzenia są absolutnie zasadne, choć Gierek finansował względny dobrobyt kredytami z Zachodu, a poprzednia ekipa rządowa zadłużyła się w przyszłości, podejmując decyzje, których konsekwencje spaść mają na następców.
Nakłady na papierze
Polska wydaje na zdrowie niemal najmniej w Unii Europejskiej – realnie w tej chwili ok. 5,2 proc. PKB, przy unijnej średniej oscylującej wokół 8 proc. PKB. Mamy ustawę „7 proc. PKB na zdrowie” (taki poziom wydatków mamy osiągnąć w 2027 roku) i byłoby fantastycznie, gdyby nie była ona skrajnie zafałszowana. Zgodnie z jej zapisami w 2024 roku poziom nakładów wyniesie 6,2 proc. PKB – czyli całkiem sporo, ale ten wskaźnik odnosi się do PKB sprzed dwóch lat.
PiS tak uchwalił ustawę, by na papierze nakłady prezentowały się okazale, a jednocześnie rządzący podejmowali decyzje w taki sposób, jakbyśmy naprawdę wydawali cały punkt procentowy więcej. Nominalnie to ok. 30 mld zł.
Czy godne zarobki pracowników medycznych to rozrzutność? Absolutnie nie! Problemem nie jest poziom płac w ochronie zdrowia, ale poziom finansowania systemu – po prostu wydajemy jako kraj na zdrowie za mało, żeby tyle płacić lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym. Czy finansowanie nowoczesnych terapii to rozrzutność? Absolutnie nie, ale – znów – wydajemy na zdrowie tak mało, że pojawia się znak zapytania i proste pytanie: stać nas, czy jednak nie?
Cisza wokół „sukcesu”
W 2023 roku rządzący zrobili coś, czego żaden odpowiedzialny polityk zrobić nie powinien: gdy po pandemii w funduszu zapasowym NFZ pojawiła się duża rezerwa (ok. 22 mld zł), niemal w całości ją rozdysponowali, zapewniając spokojne funkcjonowanie systemu w roku wyborczym. Patrząc w dane finansowe można było przecierać oczy ze zdumienia – już w ubiegłym roku osiągnęliśmy, stosując zakłamaną ustawową metodologię, poziom 7 proc. PKB, zakładany przecież na 2027 rok.
Czy ktoś się tym chwalił? Czy Mateusz Morawiecki, lubujący się w prezentacjach PowerPoint, przywołał kiedyś te dane? Można sprawdzić: nie. Wokół sukcesu stulecia zapanowała dziwna cisza. Owszem, podkreślano nominalny wzrost nakładów, czyli to, ile miliardów krąży w ochronie zdrowia i jak to się przedstawia w liczbach bezwzględnych.
Drenaż rezerw
Dlaczego przemilczano sukces podstawowy, osiągnięcie celu ustawowego cztery lata przed czasem? Bo to nie sukces, a zapowiedź katastrofy. Anomalia, spowodowana właśnie drenażem rezerw. Rządzący wiedzieli, że przychodów NFZ na tym poziomie utrzymać się nie da, ale wiedzieli również to, że nie da się w prosty (i akceptowalny społecznie) sposób zredukować wydatków. Podejmując takie, a nie inne decyzje, wygenerowali lej, zagrażający w tej chwili względnej stabilności systemu.
Może być gorzej? Oczywiście. Polska może być objęta procedurą nadmiernego deficytu. Czytaj – budżet państwa będzie miał potężne problemy ze znalezieniem pieniędzy dla zdrowia. Będzie musiał rozstrzygać, co ma wyższy priorytet. Edukacja? Obronność? Wydatki na emerytury i renty? Czy może jednak – zdrowie. Diabelnie trudne dylematy.
Autorami opracowania, pt. „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce – perspektywa 2025-2027” są Bernard Waśko (Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny), Sławomir Dudek (Instytut Finansów Publicznych), Wojciech Wiśniewski (Federacja Przedsiębiorców Polskich) i Łukasz Kozłowski (Federacja Przedsiębiorców Polskich).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















