Brakuje pieniędzy na leczenie. Szpitale ograniczają świadczenia

Już w tym roku NFZ nie wystarczy pieniędzy. Szpitale zaczęły przekładać planowe operacje i wstrzymują przyjmowanie pacjentów do programów lekowych.
Czyta się kilka minut
Mural na ścianie szpitala w Łodzi. 7 września 2024 r. // Fot. Piotr Kamionka / Reporter
Mural na ścianie szpitala w Łodzi. 7 września 2024 r. // Fot. Piotr Kamionka / Reporter

Programy lekowe mogą być barometrem stanu finansów Narodowego Funduszu Zdrowia. Stanowią formę farmakoterapii, której potrzebuje wiele osób chorujących przewlekle – np. na choroby reumatologiczne czy neurologiczne. Muszą one korzystać z opieki szpitalnej, ponieważ niezbędne im leki są drogie lub bardzo drogie (nie można otrzymać ich po prostu w aptece). W ten sposób system opieki zdrowotnej powinien łatwo kontrolować wydatki z tytułu programów lekowych. Problem w tym, że w budżecie NFZ brakuje środków

Kto płaci za programy lekowe

Pacjent, aby skorzystać z programu lekowego, musi mieć odpowiednie wyniki badań – nie każdy ma szansę. Teraz niektórzy chorzy, którzy przeszli przez taką kwalifikację, dowiadują się, że leczenia jednak nie rozpoczną. Przynajmniej nie w tym roku. Bo Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci szpitalom za tzw. nadwykonania.

Chodzi o sytuacje, kiedy placówka służby zdrowia musi wykonać więcej badań, zabiegów itp., niż przewiduje limit ustalony w jej kontrakcie z NFZ. Fundusz za uzasadnione nadwykonania jest zobowiązany zapłacić, ale czyni to z opóźnieniem. W przypadku programów lekowych oznacza to, że szpitale musiałyby kredytować kosztowne leczenie z własnego budżetu. A to nie wszystko. 

Ministerstwo Zdrowia ogłosiło właśnie, że od 1 października dopuszcza do finansowania kilkadziesiąt nowych terapii, ale ich faktyczna dostępność staje pod ogromnym znakiem zapytania. Aby pacjenci dostali lek, NFZ musi najpierw ogłosić konkursy dla szpitali, następnie je rozstrzygnąć. Dotychczas ta procedura zajmowała miesiące, a teraz zwłoka się wydłuży: NFZ nie może ogłosić konkursów, bo nie ma na to pieniędzy.

A było już tak pięknie, można by powiedzieć. Pieniędzy w systemie ochrony zdrowia nigdy nie było „w bród” (pamiętajmy, wydajemy na zdrowie 5,2-5,4 proc. PKB, podczas gdy unijna średnia przekracza 8 proc.), ale w 2023 roku było ich wystarczająco dużo, by Fundusz mógł płacić za nadwykonania, szpitalom niemal wystarczyło środków, by wypłacić ustawowe podwyżki wynagrodzeń, nie było słychać skarg na problemy z dostępnością do nowoczesnego leczenia. Ba, nawet uwolniono część świadczeń z limitów. 

– Gdy rządziliśmy, pieniądze na zdrowie były. W osiem miesięcy doprowadziliście NFZ do bankructwa – zarzucają rządowi Donalda Tuska posłowie PiS. 

Mijają się z prawdą o lata świetlne. W 2024 roku nie zapadła ani jedna decyzja, która miałaby przełożenie na fatalny stan budżetu NFZ. Wszystko wydarzyło się wcześniej, w latach 2021-2023. Nie tylko w czasach, gdy rządziło PiS, ale przez decyzje, podejmowane przez PiS-owskich ministrów i posłów.

Dlaczego NFZ brakuje pieniędzy

Po pierwsze, nowelizacja ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia. Obowiązywała już od 2017 roku, ale jej skutki nie były zbytnio odczuwalne dla systemu. I dla pracowników z drugiej strony oczywiście też. Podwyżki nie były imponujące. To zmieniło się na przełomie 2021 i 2022 roku – uchwalone wtedy zmiany (projekt rządowy, odpowiedzialny minister zdrowia Adam Niedzielski) podniosły pensje medyków bardzo wyraźnie, koszty roczne w latach 2022-2023 wynosiły po kilkanaście miliardów złotych. Skąd pieniądze? Ze wzrostu przychodów Funduszu ze składki zdrowotnej, bo dodatkowych pieniędzy na wynagrodzenia nie było. Pieniędzy w systemie było więc coraz więcej, ale niemal wszystkie (w tym roku już wszystkie) dodatkowe środki musiały trafić na pensje. 

Po drugie, nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty z końca 2022 roku. Brzmi tajemniczo, ale sprawa jest prosta i pokazuje, jak rząd Prawa i Sprawiedliwości manipulował z jednej strony opinią publiczną, z drugiej – finansami. Polski Ład zwiększył obciążenie przedsiębiorców składką zdrowotną. Do NFZ dzięki temu co roku miało trafiać (i w 2022 roku trafiło) blisko 10 mld zł. Jesienią rząd przedstawił projekt zmian w przepisach (szczytem „ironii” było wpisanie ich do ustawy o zawodach lekarskich), które przesuwały szereg zadań z zakresu ochrony zdrowia (ratownictwo medyczne, bezpłatne leki dla seniorów, kobiet w ciąży i dzieci, szczepienia itd.) z budżetu ministra zdrowia do budżetu NFZ, jako zadanie do sfinansowania. Ogólna kwota „przesunięcia” była niewiele mniejsza niż zysk NFZ na Polskim Ładzie. Co więcej – z tendencją wzrostową. Do jednej kieszeni włożono, z drugiej – wyjęto. Na operacji zyskał budżet państwa.

Po trzecie, rezerwy NFZ. Narodowy Fundusz Zdrowia byłby, przez dwie powyższe decyzje, w potężnych opałach już w 2023 roku, czyli roku wyborczym. Ale rząd PiS miał asa w rękawie, a konkretnie – w funduszu zapasowym NFZ. Fundusz, zasadniczo, nie powinien oszczędzać, powinien wydawać każdego roku te środki, które ma do dyspozycji. Jednak w latach 2020-2022 wydawać nie był w stanie. Powód? Pandemia, która radykalnie zmniejszyła wydajność szpitali (i nie tylko, również np. AOS). W 2022 roku w funduszu zapasowym było ponad 22 mld zł, zgromadzonych właśnie z powodu COVID-19. I te pieniądze, mówiąc w największym uproszczeniu i kolokwialnie, NFZ – na polecenie ministra zdrowia i ministra finansów rządu PiS, w 2023 roku „przehulał”. Jak mówi młodzież, wydawał, jakby jutra miało nie być. 

NFZ: jaki jest faktyczny stan budżetu

Jutro jednak przyszło. 12 września członkowie Rady NFZ usłyszeli od prezesa Funduszu Filipa Nowaka, jaki jest stan faktyczny budżetu publicznego płatnika. Pieniędzy, które są w dyspozycji Funduszu, nie wystarczy, by zapłacić za wszystkie świadczenia wykonane w drugim kwartale 2024 roku. 

Pieniędzy – około 5 mld zł – na zapłatę za tzw. nadwykonania (w tym za świadczenia, na które w teorii nie ma limitów) nie ma wcale, a szpitale i poradnie będą mogły odzyskać zapewne część zapłaty za wykonaną pracę w pierwszym kwartale 2025 roku. Pod warunkiem, że rząd przekaże NFZ dodatkowe miliardy złotych jeszcze przed końcem roku. 

– W najbliższych kilkunastu miesiącach należy się spodziewać ograniczenia w dostępności do świadczeń – to jeden z wniosków przedstawionych przez prezesa Funduszu, który kieruje tą instytucją od 2020 roku. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”