Macierewicz był wykonawcą, Kaczyński zleceniodawcą. Można nawet zrozumieć dlaczego zależało im, aby katastrofa w Smoleńsku była nie tylko najbardziej tragicznym wypadkiem w dziejach polskiego lotnictwa.
Komisja Macierewicza w służbie mitologii
Gdyby Kaczyński zaakceptował prawdę, że katastrofa smoleńska była wypadkiem komunikacyjnym, wynikającym z bałaganu, łamania procedur i nieszczęśliwego splotu okoliczności – odpowiedzialność za to spadałaby pośrednio na jego brata Lecha, jako głównego dysponenta feralnego lotu. A na to nie mógł się zgodzić.
Lech musiał pozostać w pamięci jako nieskazitelny heros, który został zdradziecko zamordowany, niczym oficerowie w Katyniu (pamięć których chciał uczcić). Bo skoro był prawdziwym polskim patriotą, to nie powinien był zginąć ot tak, przez przypadek. Nie zasługiwał na to. To główna przyczyna, dla której przez całe lata Kaczyński świadomie propagował kłamstwo na temat katastrofy.
Rola Antoniego Macierewicza w kłamstwie smoleńskim
Akceptując działalność fabryki tego kłamstwa, jaką były kolejne ciała, na których czele stał Antoni Macierewicz – najpierw zespół parlamentarny, potem podkomisja MON. Ostatnie ustalenia resortu obrony w sprawie działalności Macierewicza są tylko formalnym potwierdzeniem tego, co od dawna było oczywiste dla uczciwych ludzi. Bo prawda o katastrofie była dostępna dla wszystkich, którzy chcieli ją poznać. Niezależnie od tego, że „Tusk oddał śledztwo Rosjanom”.
Czy jednak politycy, którzy w tak jawny i cyniczny sposób posługują się tak gigantycznym kłamstwem, zasługują na moralną ocenę? Owszem. Są kłamcami. Czy partia, na której czele stoją, a której członkowie takie praktyki akceptują, może być popierana przez ludzi przyzwoitych, kierujących się wartościami? Na to trzeba odpowiedzieć we własnym sumieniu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















