Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

W nie swojej skórze

W nie swojej skórze

19.03.2017
Czyta się kilka minut
Minęło już trochę czasu od mojego pierwszego felietonu, a ja wciąż nie napisałam Państwu, jak bardzo zdumiała mnie reakcja na ten tekst.
Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
P

Podzieliłam się w nim swoimi obawami na temat tego, komu wypada, a komu nie pisać felietony, i co kobiety myślą na temat swoich własnych możliwości oraz ich wykorzystywania w życiu zawodowym. Miałam wrażenie, że opisuję marginalne zjawisko, ale po publikacji przeżyłam potężny szok, kiedy moja skrzynka mailowa zaczęła puchnąć od listów – od kobiet znanych mi i nieznanych, które pisały o tym, że też czują się oszustkami w świecie pełnym profesjonalistów. Impostor syndrome, jak zwą to Amerykanie [dosł. syndrom oszusta – red.], nie okazał się jedynie pustym konstruktem socjologicznym, ale wypełnionym bolesną treścią problemem, z którym borykamy się jak Polska długa i szeroka.

Tymczasem, jakże à propos, w ręce wpadła mi niedawno znakomita książka amerykańskiej pisarki Siri Hustvedt. Niech nie zmyli Państwa jej nordycko brzmiące nazwisko – urodzona w USA córka...

4950

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

dostaje aż tyle (dziesiątki? setki? tysiące?) listów od kobiet sukcesu z mimo wszystko rzadkim "syndromem oszusta", to znaczy, że kobiet sukcesu musi być wśród nas o wiele więcej (dziesiątki, setki tysięcy?). Czyli nie jest źle. A nie były to czasem panie, które sukcesu właśnie odnieść nie mogą i przypisują tę niemożność swojemu (subiektywnie) jedynemu brakowi, jakim jest brak pewności siebie? Może to o wiele pospolitszy "efekt Krugera-Dunninga", czyli skłonność do tym większego przeceniania swoich umiejętności, im mniej się potrafi? Prawdę mówiąc, "impostor syndrome" wydaje mi się wytłumaczalny jako szczególny przypadek wspomnianego efektu. Jeśli ktoś jest kompetentny w danej dziedzinie, to również kompetentnie ocenia przyczyny swojego sukcesu i... cóż, mogą nachodzić go niewesołe myśli, jeśli początek jego kariery ma związek z jakąś oficjalną "akcją afirmacyjną" albo względami u kogoś, kto wtedy, na starcie, mógł pomóc lub zaszkodzić. Syndrom oszusta pojawia się częściej nie tylko u pięknych kobiet sukcesu, ale także u afromerykańskich naukowców. Natomiast opisane niesprawiedliwości wobec pani z Hustvedów Austerowej niekoniecznie muszą wynikać z niesprawiedliwości patriarchalnej kultury. Popełniła błąd, wychodząc za zbyt znanego kolegę po piórze. Łatwo wykazać, że działa to w obie strony - co prawda za pomocą przykładu równie przypadkowego jak ten, którym posłużyła się felietonistka. Taki np. Leonard Woolf to, według Wikipedii "angielski teoretyk polityczny, pisarz i urzędnik służby cywilnej, znany także jako mąż pisarki Virginii Woolf". Będę jeszcze bardziej bezlitosny: dla większości z tych, którzy nazwisko Woolf w ogóle kojarzą, to wyłącznie mąż Virginii. "Dał jej nazwisko" tak skutecznie, że przestało go wyróżniać jako odrębną osobowość. I co? Winien matriarchat?

że komentarz alfath'a przeczytałem z podobnym zainteresowaniem jak komentowany artykuł :) Zauważę tylko, że opisane niesprawiedliwości małżeńskie, moim zdaniem, nie są wynikiem błędu małżonka. To świat błądzi redagując podobne biogramy sławnych osób. Ale domyślam się tutaj zamierzonej metafory :) Pozdrawiam serdecznie.

"Minęło już trochę czasu od mojego pierwszego felietonu, a ja wciąż nie napisałam Państwu, jak bardzo zdumiała mnie reakcja na ten tekst." Jedno zdanie, a trzy razy "ja". To nie skłania do czytania. Mniej często znaczy więcej. Także mniej "mnie".

Jeśli jestem w czymś dobry i jestem fachowcem to muszę mieć zdolność oceny profesjonalizmu w swojej dziedzinie, zatem tzw. "syndrom oszusta" według mnie może mieć tylko oszust lub ktoś kto osiągnął swoje stanowisko niezgodnie z posiadanymi kwalifikacjami (niekoniecznie jest oszustem, strategia decydentów w sprawach rożnych stanowisk bywa czasem zdumiewająca i nieodgadniona). Kobiety jak na mój gust są nastawione do "środka", mężczyźni na "zewnątrz", czyli celem nadrzędnym kobiet jest integracja, a mężczyzn ekspansja. Oczywiście Natura cały czas eksperymentuje i te reguły mają swoje wyjątki. Ma to swoje skutki społeczne. Walka z uwarunkowaniami społecznymi jest jak "kopanie się z koniem", koń generalnie wygrywa, ale konia można ominąć, czasem wręcz należy, niemniej być może faktycznie kobiety miewają na ogół z tym większy problem? One wydają się kochać wszelkie przejawy "ładu społecznego" bo to daje poczucie integracji i bezpieczeństwa. Stąd w kościołach więcej kobiet. Nieważne czy coś jest z sensem czy bez, byle dawało poczucie bezpieczeństwa. Dlatego pozbawione poczucia samorealizacji gdy na drodze do tej samorealizacji staje "ład społeczny" na siłę próbują go zmienić zamiast go po prostu ominąć (hmmm mam wrażenie, że kobiety częściej mają przywarę pod tytułem : "to co dobre dla mnie musi być dobre dla wszystkich", ale oczywiście mogę się mylić). "Ład społeczny" na ogół zmienia się w wyniku ewolucji, zmiany rewolucyjne zawsze są związane z sporymi stratami i niekoniecznie odnoszą skutek na lepsze. Hmmm wojny toczą na ogół mężczyźni, ale to nieraz okazuje się, że to kobiety są odpowiedzialne za ich wywołanie ;p

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]