Reklama

Ładowanie...

W innym czasie, w innym spojrzeniu

W innym czasie, w innym spojrzeniu

18.10.2006
Czyta się kilka minut
W wierszach młodej poetki uderza "nieskończona odległość między bohaterami, brak bliskości między nimi. Uderza to, iż bycie obok innego nie staje się spotkaniem z nim.
1

1.

W głosach nowych poetów łatwiej dosłyszeć to, co już oswojone i nazwane, niż to, co zjawia się w nich po raz pierwszy i wymyka jednoznacznym określeniom. W debiucie Magdaleny Bielskiej (rocznik 1980), czytanym pierwszy, drugi, trzeci raz, najbardziej widoczne wydawało mi się pokrewieństwo z wierszami Bronisława Maja, zwłaszcza tymi, które pochodzą z tomów "Wspólne powietrze" (1981) i "Zmęczenie" (1986). Można to pokrewieństwo odnaleźć na różnych poziomach poetyckiej konstrukcji - od kształtu pojedynczego zdania po całościowy wykrój wiersza i sposób kadrowania świata, zapisywania momentalnych zdarzeń i sytuacji.

Krótko mówiąc: poetycka metoda autora "Wspólnego powietrza" jest podstawowym odniesieniem, fundamentem, na którym Magdalena Bielska buduje własny świat. Nie znaczy to, rzecz jasna, iż zasadniczym celem (czy też punktem dojścia) Bielskiej jest pisanie stylem Maja i patrzenie na świat jego oczyma. Bliższe prawdy wydaje się stwierdzenie, iż autorka "Brzydkich zwierząt" nie tyle naśladuje swego nauczyciela, ile poddaje jego dykcję próbie zabarwionego sceptycyzmem powtórzenia... Że sprawdza przydatność języka Maja do utrwalenia własnego (poetyckiego i egzystencjalnego) doświadczenia. Rezultatem tej próby jest (trudno, by było inaczej) stopniowe oddalanie się od punktów wyjścia, poświadczone już w tytule debiutanckiego tomu Bielskiej. Ten tytuł zaś, jak łatwo zauważyć, odsyła nie do Maja, lecz do wierszy Stanisława Grochowiaka i do jego fascynacji brzydotą. (Dodajmy też od razu, że nazwisko autora "Agrestów" pojawia się w tytułowym wierszu "Brzydkich zwierząt" i że Grochowiak jest jedynym poetą bezpośrednio, z nazwiska, przywołanym w tym tomie. Nie sądzę, by był to pozbawiony znaczenia przypadek.)

2.

Poetyckie światoodczucie Magdaleny Bielskiej można przedstawić nie tylko od strony negacji, a więc: stopniowego odchodzenia od wskazanych przed chwilą punktów wyjścia, lecz także jako konsekwencję jej własnych decyzji i poglądów, ujmowanych poza zewnętrznymi uwikłaniami. Niektóre z tych decyzji warto wskazać i skomentować.

3.

Najprostsza i zarazem najistotniejsza z nich dotyczy sposobów, w jaki podmiot wierszy Bielskiej pojawia się przed oczyma czytelnika. Czasami, co wyda się w pierwszej chwili paradoksem, jedyną formą owego pojawiania się jest ukrycie za wypowiadanymi słowami, a przez to - wrażenie nieobecności i nieuchwytności. Częściej - jest to podmiot męski, zwracający się (w drugiej osobie liczby pojedynczej) do samego siebie, a więc nakierowany bardziej na własne przeżycia niż na świat zewnętrzny.

Wskazane zabiegi budują wyraźny dystans pomiędzy (żeńskim) głosem poetki i głosem mężczyzny, który odzywa się w jej wierszach. Zarazem zaś: sugerują, iż wykreowany przez Bielską podmiot-bohater czuje się obco w świecie, że mówiąc o sobie i do siebie stara się bardziej ukryć niż odsłonić.

4.

Jeden z monologów męskiego podmiotu-bohatera wierszy Bielskiej, opowiadający o "kolejnych świętach" i "kolejnych życzeniach", przekształca się w poruszające wyznanie:

Światełka, lampki migotające, zapach choinki: wszystko ukryło się

w zakamarkach serca i pamięci.

Zostało tylko to potworne zmęczenie

idące gdzieś od nóg.

I wysilanie zmęczonych oczu

coraz mniej niecierpliwe.

Za późno jest na kolędowanie

za późno, żeby bolało.

Teraz boli tylko

ja sam.

Dramatyczność finału tego wiersza, podkreślona oddzieleniem ostatniego wersu i radykalną eliptycznością składni, brzmi jak jedno z prawdopodobnych wyjaśnień strategii mówienia Bielskiej i sposobu zachowania się podmiotu jej wierszy. Odsłonięte ja to ja bolesne, moje ja jest tym, co boli mnie najbardziej - stąd potrzeba dystansu, użycia maski, zasłonięcia się rolą.

5.

Swoiste wycofanie podmiotu wpływa na sposób pokazywania w wierszach Bielskiej innych ludzi. Wiele z tych wierszy po prostu zapisuje patrzenie na innych i ich widzenie. Przy tym: może tu chodzić zarówno o patrzenie/widzenie samego podmiotu, jak i o to, że podmiot ów przygląda się komuś drugiemu, zwracającemu wzrok w stronę trzeciej osoby - jak w tym mikrozdarzeniu:

Niepełnosprawny chłopak uśmiecha się na

widok stojącego nad nim

- normalnego, ładnego, w sportowej,

drogiej kurtce.

Ten uśmiech - rozbawiony, pełen tajemniczej

wyższości.

Albo jak w tej sytuacji (także rozgrywającej się w tramwaju):

Jaka brzydka i smutna twarz

małej dziewczynki wpatrzonej w dwie

koleżanki

pewnie piękne jej zdaniem

wymalowane trzynastolatki

(makabryczne dosyć) słuchające we dwie

muzyki dla nastolatek

albo - innego - homo sapiens

nie podzielą się z nią słuchaniem

nie mają po pierwsze trzeciej słuchawki

przecież

poza tym jej żałosna twarz dosyć jest

odpychająca.

6.

Co uderza w wykreowanym przez Magdalenę Bielską teatrze patrzenia, w uruchomionym przez nią spektaklu oglądania i bycia oglądanym? Uderza (by użyć słów samej poetki) "nieskończona odległość" między bohaterami, brak bliskości między nimi. Uderza to, iż bycie obok innego nie staje się spotkaniem z nim. Jeden z wierszy mówi o tym bezpośrednio, z uogólnionej perspektywy:

Na drodze samochody wypełnione kaleką

muzyką,

pasażerami w skrojonych ubraniach,

w półbutach

z siedmioma dziurkami. Codziennie rano

przeglądają prasę,

są na bieżąco, sumienni, uczciwi wobec czasu.

Nie ma tu konfliktu ani zgody, jest tylko

wzajemne

mijanie się, obojętne, jak tłum przechodniów

nowoczesnego miasta (a nie to chyba miało

być zamiarem).

7.

O ludziach pojawiających w jej poezji mówi Bielska (a może tylko podmiot cytowanego wiersza), że są "jak tłum przechodniów / nowoczesnego miasta". W innym zaś miejscu dopowiada: "Za oknami, z każdą chwilą pulsuje miasto, / nowoczesna symfonia dźwięków". Takie formuły nie tylko przypominają Norwidowskie wersy o tłumie, w którym "wydąża każdy (...) Wśród omijań i krzyków ", ale też zachęcają do długich, socjologicznych i antropologicznych dygresji. Pozostawiając ich zawartość domyślności czytelników, rzekłbym tylko, iż przywoływana w "Brzydkich zwierzętach" przestrzeń - krakowskie mieszkania, podwórka, planty, cmentarze, ulice, tramwaje, autobusy, ogrody w podkrakowskim miasteczku, nadmorskie plaże - to w ujęciu Bielskiej przede wszystkim przestrzeń pozornej albo niemożliwej wspólnoty. Przestrzeń obcości i obojętności.

8.

Równie negatywne jest ujawniane w "Brzydkich zwierzętach" przeżywanie czasu.

Podmiot wierszy Bielskiej nie wierzy w ocalającą (czy choćby pocieszającą) siłę pamięci; to, co przeszłe, jest równoznaczne z tym, co radykalnie oddzielone, niedostępne. W takiej perspektywie wydarzenia dzisiejszego ranka wydają się oślepiająco dawne, to zaś, co było współczesnością Grochowiaka, oddalone jest od nas o pięćset lat...

Przekreślenie przeszłości jest równoznaczne z życiem w teraźniejszości i teraźniejszością, z zanurzeniem w następujących po sobie chwilach. Żadna z nich nie jest jednak chwilą wyróżnioną, afirmującą to, co istnieje i dającą poczucie sensowności. I chociaż podmiot wierszy Bielskiej mówi w kilku miejscach o znanym skądinąd doświadczeniu rozciągania i wydłużania czasu, niewiele to jednak zmienia. Wydłużone, zdające się nie mieć końca momenty pozostają momentami pustymi, jałowymi, "oswojonymi ochłapami czasu".

9.

W wierszach Magdaleny Bielskiej łatwo uchwycić strzępy codziennego, a więc: dającego się sprawdzić doświadczenia. (Widziałem te same miejsca; jeżdżę tramwajem; stykam się z podobnymi ludźmi i sytuacjami.) Ta warstwa dostępnej dla wszystkich codzienności prześwietlona jest jednak indywidualnym przeżywaniem, którego ramy starałem się zasygnalizować. W wyniku tego nakładania perspektyw codzienność przestaje być bezpieczna i oczywista, oddychanie staje się niemożliwe, wkraczamy w przerwę w istnieniu...

Albo inaczej: przed nami zjawia się świat, którego kontury są nieuchwytne; świat, w którym "mrówki na ścieżkach" nadal sąsiadują z "odwiecznym ruchem planet" a "nieustanne pożeranie galaktyk" z "lodami malinowymi ściekającymi po brodzie dziecka". I "jest słodko, słodko, zupełnie obojętnie". I "To jest nam dane - zresztą, nie wiem - może tylko jest".

10.

Dla każdego, kto - jak piszący te słowa - dobrze pamięta poetyckie epifanie Bronisława Maja (i epifanie jego Mistrza), wiersze Magdaleny Bielskiej muszą zabrzmieć mocno. Mocny jest gest nawiązania do dykcji Maja, równie mocny gest zerwania z jasną stroną jego światoodczucia, zapisaną (głównie) we "Wspólnym powietrzu". Czy słowa Bielskiej tak samo jak dla mnie brzmią dla jej rówieśników - mogą powiedzieć tylko oni sami.

Magdalena Bielska, "Brzydkie zwierzęta", Kraków 2006, Wydawnictwo a5.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]