Uważne oko

Zmarł Marek Piasecki, fotografik, jeden z najbardziej intrygujących polskich artystów. Przez wiele lat fotoreporter "Tygodnika Powszechnego".

04.10.2011

Czyta się kilka minut

Marek Piasecki / fot. z archiwum rodzinnego, Galeria Starmach /
Marek Piasecki / fot. z archiwum rodzinnego, Galeria Starmach /

Piasecki urodził się w 1935 r. w Warszawie. Po Powstaniu trafił do Krakowa, gdzie w 1952 r. został przyjęty na historię sztuki. Studiów nie zdążył rozpocząć, z przyczyn politycznych aresztowany i skazany na sześć lat wiezienia. Rok później zwolniony z powodu złego stanu zdrowia, wreszcie trafia na studia, których jednak nigdy nie ukończy: ważniejsza staje się dlań fotografia.

Jako chłopiec dostał aparat Zeiss Ikon i już w liceum pracował w laboratorium fotograficznym. W połowie lat 50. jego zdjęcia trafiają na łamy "Stolicy" i "Świata Młodych", wchodzi też w świat artystyczny. Ma niewiele ponad 20 lat, gdy zostaje członkiem Grupy Krakowskiej, skupiającej artystów tej rangi co Maria Jarema, Tadeusz Kantor, Jerzy Nowosielski czy Jonasz Stern. W latach 1958-1962 jest reporterem "Tygodnika Powszechnego". Prace Piaseckiego pojawiają się na wystawach, dobrze ocenia je krytyka. W 1967 r. wyjeżdża do Szwecji. Jest tam doceniany, ale w Polsce powoli popada w zapomnienie. Dopiero niedawno dzięki staraniom Andrzeja Starmacha twórczość jego zostaje odkryta ponownie. Po wystawach w Krakowie (2007) i Warszawie (2008) nastał dla twórczości Piaseckiego dobry czas.

Malarstwo chemiczne

A twórczość to trudna do określenia - jak zauważyła przed laty wybitna krytyczka Urszula Czartoryska. Piasecki malował, tworzył rzeźby, ale przede wszystkim zajmował się fotografią, ona też wzbudza największe zainteresowanie. Pracował jako fotoreporter, co traktował jako źródło utrzymania, jako twórczość "zewnętrzną", odrębną od tej właściwej - artystycznej. Nie należy jej jednak pomijać. Już przed laty Marek Skwarnicki na łamach "Tygodnika" apelował: "Choć Piasecki fotografii swojej [prasowej - P.K.] nie wystawia i nie uważa jej za sensu stricto działalność »twórczą«, warto i ją włączyć w zakres rozważań nad indywidualnością artysty".

Jest Piasecki w tych zdjęciach wnikliwym obserwatorem otaczającej rzeczywistości. Zwracał uwagę na to, co pomijane, uważane za nieistotne. Portretował przede wszystkim codzienność: ulica, młody mężczyzna składa pocałunek na policzku kobiety, jakiś pijany śpi na chodniku, obojętnie mijany przez przechodniów, znudzony sprzedawca biletów siedzi przed drewnianą budą z napisem "Gabinet śmiechu". Często robił ujęcia z niecodziennej perspektywy, a to z wysoka, z lotu ptaka, innym razem nieomal z poziomu gruntu. Wymuszał na widzu odmienny niż zazwyczaj punkt patrzenia. Fotografował również odrapane mury kamienic, latarnie uliczne, rozmaite zwykłe przedmioty. Wydobywał z nich dziwne piękno. Nie przypadkiem jego prace określano mianem reportażu metaforycznego. Nie opowiada on jakieś historii, raczej pokazuje nam ślady własnych obserwacji, oddaje nastrój chwili. Tych zdjęć nie można traktować jedynie jako dokumentu minionego czasu. To obraz wyimków z ludzkiej egzystencji, ludzkich emocji, wzruszeń. Piasecki także portretował: Zdzisława Beksińskiego, Jerzego Lewczyńskiego, Mirona Białoszewskiego, z którym się zaprzyjaźnił. Bywał w jego Teatrze na Tarczyńskiej i pozostawił - dziś niezwykle ważny - fotograficzny zapis pierwszych spektakli.

Jednak najważniejsza była dla Piaseckiego inna sfera twórczości, ta "artystyczna": "miniatury", ale też kolaże czy konstrukcje przestrzenne nazywane przez artystę "przedmiotami". Wykorzystywał w nich fotografie, ale też rozmaite rzeczy gotowe, znalezione. Wykonywał heliografie, w których obraz jest uzyskiwany bezpośrednio na papierze światłoczułym. Układał skrawki gazy, czasami trudne dziś do zidentyfikowania przedmioty, rozlewał jakieś płyny. Następnie utrwalał pozostawiony ślad. W ten sposób powstawały tajemnicze obrazy. Niektóre przypominają dziwne pejzaże, inne zaś biologiczne formy oglądane pod szkłem mikroskopu. "Malarstwo chemiczne" - tak sam o nich mówił. Innym wątkiem w jego twórczości stały się dziecięce lalki. Fotografował je nagie, ale też odświętnie ubrane. Są smutne, zabawne, groźne, zalotne i obojętne. Ktoś zauważył, że podchodził do nich niczym do żywych istot. Gdy z kolei wykonywał kobiece akty, ciała modelek dzielił, fragmentaryzował. Chwilami nie wiemy, czy oglądamy kobietę czy lalkę. Zatarły się granice między tym, co naturalne i sztuczne.

Swoje zdjęcia oprawiał w specjalne, głębokie kasetony. Powstawały też kompozycje przestrzenne, zbiory różnych obiektów, zamknięte w ramy - pudełka, gablotki, klatki. Później, już po wyjeździe do Szwecji, zaczął tworzyć niewielkich rozmiarów malowane na czarno rzeźby, w których wykorzystywał drewno i szkło. Dyskretne, wręcz eleganckie, niczym tamtejsze wzornictwo. Jest w jego pracach jakaś delikatność, kruchość. Błahość, humor, żart, podkreślana czasami poprzez tytuły, jak "Kotom, które przyfruwają niczym nie przywabione". Ale też niepokojąca tajemniczość, makabryczność, a nawet groza.

Realność w stanie gotowym

Prace Piaseckiego są łączone z tradycją surrealizmu. Piszący o jego twórczości przywołują zarówno słynne lalki Hansa Bellmera, jak i precyzyjne skrzyneczki Amerykanina Josepha Cornella, w których kreował on podobnie tajemnicze i czasami mroczne światy. Inni mówili o doświadczeniach pop-artu czy francuskiego Nowego Realizmu. Rzeczywiście Piasecki wykorzystywał to, co nadrealiści nazywali "realnością w stanie gotowym". Brał gotowe przedmioty i używał ich do tworzenia prac. Rozmaitym rzeczom nadawał nowe znaczenie.

Jednak równie zasadne jest przywołanie praktyki Białoszewskiego, jego zainteresowania mową nieporadną, gadaniną bełkotliwą, przejęzyczeniami i błędami, językiem mówionym, potocznym. Twórca Teatru na Tarczyńskiej zbierał odpadki mowy, a Piasecki odpady obrazów. Obaj dostrzegali inny ich wymiar, to, co w nich pomijane. Wyłapywali możliwości innego opisania rzeczywistości.

Klucz

ma

zapach wody gwoździowej

smak elektryczności

a jako owoc

to on cierpki

niedojrzały

będący cały w sobie

pestką

- pisał poeta w "Studium klucza". Klucz może być cierpkim owocem, niewinna laleczka - zalotnym wampem.

Piasecki był bardzo zawziętym artystą-zbieraczem. Jeszcze w młodości wnętrze krakowskiej pracowni przy Siemiradzkiego 25 obudował półkami i skrzynkami wypełnionymi rozmaitymi obiektami lub ich elementami. Z czasem miejsce to zaczęło przybierać formę żywego, rosnącego organizmu. Hodował przedmioty - mówił o Piaseckim Jerzy Ludwiński. Z kolei Anka Ptaszkowska określała wnętrze jego atelier mianem nadrealistycznej apteki. Podobnie zaczął przekształcać swoją szwedzką pracownię. Obie nie przetrwały do obecnych czasów, chociaż krakowska istniała w niezmienionym stanie jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia.

***

Wszystkie te niewielkie dzieła-przedmioty, kolaże czy asamblaże, ale też spychane przez samego Piaseckiego na margines fotografie prasowe świadczą, że posiadał on rzadką umiejętność dostrzegania atrakcyjności w rzeczach lub sytuacjach pozornie bezwartościowych. Wydobywał ich malarskość, ukryte piękno. Konstruował świat: skromny, bez patosu i blichtru. Świat zasługujący na zapamiętanie.

Czytaj też: Marka Piaseckiego wspomina Marian Warzecha, malarz, współtwórca Grupy Krakowskiej .

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2011