Wielu ekspertów wskazywało na wątpliwe, sprzeczne z konstytucją elementy prezydenckich propozycji, w całej Polsce odbyły się uliczne protesty. Sytuacja jest o tyle osobliwa, iż z pewnością projekty w obecnym, oprotestowanym kształcie nie zostaną przyjęte. Od końca września trwały pracochłonne pertraktacje ludzi Kaczyńskiego z prezydentem, będące częścią szerszego przesilenia na linii partia–prezydent, ale ich wynik w dniu, kiedy Sejm skierował projekty ustaw do komisji, nie był znany nawet posłom PiS, poza ścisłą wierchuszką. Oznacza to, że Sejm głosował nad dokumentami, o których wiedział, iż są tylko „podkładką” pod już zawarty i przypieczętowany układ, nieświadom jego szczegółowej treści, bo nawet krążące w mediach przecieki nie dają jednoznacznego obrazu.
Nawet w dojrzałych demokracjach o ugruntowanym szacunku dla przejrzystości stanowienia prawa gabinetowe ustalenia i poufne pertraktacje nie są niczym niepokojącym, ale tylko do pewnego etapu. Tym razem mamy do czynienia z decyzjami o kapitalnym znaczeniu ustrojowym, gdzie realni uczestnicy rozdania kart – czyli Kaczyński i Duda – nie uznali za stosowne podzielić się wiedzą z opinią publiczną, a nawet z parlamentem: już to stanowi groźny zamach na obyczaj demokratyczny, niezależnie od tego, czy ostateczny kształt dealu, jaki wkrótce przyklepie Sejm, będzie formalnie zgodny lub nie z konstytucją. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















