Uśmiech losu

Czy mali chłopcy studiują jeszcze mapy?
Czyta się kilka minut

Nie sądzę. Kiedy pojawi się jakaś obca nazwa, wpisują ją do wyszukiwarki. I natychmiast dostają obrazek. Jeżeli chcą się dowiedzieć, czy góra jest stroma, nie muszą mozolnie porównywać odcieni czerwieni. Jeżeli miasto jest położone płasko, jak kawałki sera na desce, widać to na zdjęciu. Wyobraźnia nie ma tu nic do roboty.

Jedną z najważniejszych książek mojego dzieciństwa był atlas. Pociągały mnie zwłaszcza te części świata, które miały wypieki, gdzie ziemia była czerwona z wysiłku wypiętrzania. Himalaje, Alpy, Góry Skaliste, czynne i nieczynne wulkany. Kiedy miałem cztery lata, erupcja Etny zniszczyła kolejkę linową i zbudowane na zboczu góry obserwatorium astronomiczne. Niewykluczone, że właśnie ta informacja sprawiła, iż zainteresowałem się Sycylią. W wyobraźni uczyniłem z niej własne państwo, byłem jego królem i prezydentem. I miałem śmiałe plany: Sycylijczycy w koalicji z północnoamerykańskimi Indianami mieli zaatakować ZSRR. Do wojny miały się włączyć Polska i Mongolia (ta ostatnia dlatego, że stamtąd pochodziły najpiękniejsze znaczki). Gdyby plan się powiódł, koniec komunizmu nastąpiłby, zanim polscy siatkarze pokonali radzieckich na olimpiadzie w Montrealu.

Sycylijskie wojska szły i po prostu zajmowały wschodnią Europę kawałek po kawałku. Prawdopodobnie odbywało się to bez jednego wystrzału. Żarty z włoskich żołnierzy, wtedy powszechne, Sycylijczyków jakby nie dotyczyły. Moi żołnierze – rybacy i górale – byli karni i pogodni, wystarczało, że szli naprzód, by przeciwnik ustępował. O istnieniu mafii nie wiedziałem – Sycylia pozostawała górzystą krainą ludzi wolnych o dobrych sercach, którzy wiedli szczęśliwe życie, nawet jeśli od czasu do czasu w podziemiach ich wyspy przewracał się niespokojnie stugłowy Tyfon.

Nigdy nie sprawdziłem, jak moje wczesnodziecięce wyobrażenia mają się do rzeczywistości. Jeżeli wspominam o tym, jak mając kilka lat, objąłem tę wyspę w posiadanie, to dlatego, że właśnie ukazała się moja pierwsza zagraniczna książka – włoskie tłumaczenie tomu „Pełne morze”. Wydawnictwo, które ją opublikowało, mieści się na Sycylii. Mówi się, że istnieje coś takiego jak uśmiech losu. W tym przypadku na pewno – uśmiech, pozdrowienie wysłane małemu chłopcu, który w zimowy wieczór 40 lat temu pochyla się nad atlasem i kładzie palec na największej wyspie Morza Śródziemnego. „Tu”, mówi z dumą, „tu”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2012