Vilseck, nieco ponad sześciotysięczne miasto, leży w Górnym Palatynacie na południu Niemiec. Za nim wyrastają koszary Rose Barracks, gdzie stacjonuje 2. Pułk Kawalerii Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy żołnierze z rodzinami są tu od tak dawna, że stali się po prostu sąsiadami. Jednak niedługo może się to zmienić. Na początku maja Pentagon ogłosił, że w ciągu najbliższych sześciu-dwunastu miesięcy wycofa z Niemiec około 5 tys. żołnierzy. Waszyngton nie podał dotąd, których baz to dotyczy, ale niemieckie media wskazują na Vilseck.
Historia obecności armii USA w Niemczech od 1945 roku
Żeby zrozumieć, co to oznacza dla Bawarii i Niemiec, trzeba cofnąć się do 1985 r. W RFN stacjonowało wówczas blisko 250 tys. żołnierzy USA (i mniej więcej tyle samo członków ich rodzin oraz pracowników cywilnych). To w sumie pół miliona Amerykanów – rozsianych od bawarskich poligonów, przez palatynacki Kaiserslautern, po heskie centra dowodzenia w Wiesbaden – którzy kupowali u lokalnych rzeźników, strzygli włosy u miejscowych fryzjerów, chrzcili dzieci w kościołach, których nazw nie potrafili początkowo poprawnie wymówić. Wrośli.
Po zjednoczeniu liczba amerykańskich żołnierzy systematycznie malała. Obecnie jest ich w całych Niemczech blisko 40 tysięcy.
Historia koszarów w Vilseck zaczęła się na długo przed przybyciem Amerykanów. Teren wojskowy istniał tu od początku XX wieku, a w latach 1937-1938 Wehrmacht rozbudował go do postaci dużego obozu garnizonowego, zwanego Südlager, zaplecza dla jednostek ćwiczących na poligonie w Grafenwöhr. Armia USA przejęła go w kwietniu 1945 r.
Grafenwöhr to dziś jeden z jej największych obiektów szkoleniowych poza Stanami Zjednoczonymi (obok Vilseck w Bawarii działają jeszcze koszary w Hohenfels i Garmisch-Partenkirchen). To właśnie stąd 2. Pułk Kawalerii wyruszał na misje do Polski i krajów bałtyckich, regularnie wspierając wschodnią flankę NATO.
Wpływ baz wojskowych USA na gospodarkę Bawarii
Zależność od stacjonujących w regionie Amerykanów ma konkretną cenę. Thorsten Grädler, niedawno wybrany na burmistrza Vilseck, szacuje, że ich obecność przynosi tamtejszej gospodarce 650-700 mln euro rocznie, daje też około 3 tys. miejsc pracy cywilom.
– Sama obecność amerykańskich żołnierzy ma bardzo ważny wymiar gospodarczy – mówi „Tygodnikowi” dr Karol Janoś, ekspert ds. niemieckiej polityki bezpieczeństwa z Instytutu Zachodniego. – W całym kraju na rzecz sił zbrojnych USA pracuje bezpośrednio około 10 tys. Niemców, a przedsiębiorstwa je obsługujące zapewniają kolejne około 70 tys. miejsc pracy – dodaje.
W regionach słabiej rozwiniętych gospodarczo armia amerykańska bywa głównym pracodawcą i inwestorem. Wyjazd tysięcy żołnierzy może więc mocno uderzyć w lokalną gospodarkę.
Fatmir Fazliji, właściciel pizzerii Friends Pizza w Vilseck, mówi wprost: jeśli wyjedzie 5 tys. żołnierzy, odczuje to każdy. Robert Grassick, który prowadzi salon samochodowy nastawiony na klientów wojskowych, zbudował swój biznes w 90 proc. na Amerykanach.
Premier Bawarii Markus Söder zaapelował do rządu federalnego o działania rekompensujące zapowiadaną redukcję. Minister gospodarki landu Hubert Aiwanger zapewnił, że region ma gotowy plan wsparcia dla dotkniętych gmin.
Rządzący muszą działać szybko. Utrata tysięcy miejsc pracy może przełożyć się na rosnące niezadowolenie społeczne. Na którym najwięcej może zyskać prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD), która już w ostatnich wyborach samorządowych osiągnęła w Bawarii rekordowe wyniki. Paliwem dla AfD jest obecnie stagnacja niemieckiej gospodarki. Rządząca od dziesięcioleci landem chadecka CSU tego trendu nie może lekceważyć.
Ale liczy się nie tylko ekonomia. Żołnierze, pracownicy cywilni i ich rodziny rozsiani są po około 250 miejscowościach regionu. Mieszane małżeństwa, dzieci w tych samych szkołach. Bo to coś więcej niż sąsiedztwo. – Nigdy nie znałem innego Vilseck niż to, które żyje ramię w ramię z Amerykanami – mówi burmistrz Grädler.
Nastroje społeczne w Niemczech wobec polityki USA
Przez dekady Niemcy nie musieli się pytać o sens obecności Amerykanów. Odpowiedź była oczywista: chronią nas. Po II wojnie światowej żołnierze USA mieli dbać o to, by historia się nie powtórzyła. Potem stali na linii potencjalnego sowieckiego natarcia.
Po zjednoczeniu Niemcy stały się jedną z najważniejszych baz logistycznych dla amerykańskich operacji wojskowych, między innymi na Bliskim Wschodzie. Schowane pod waszyngtońskim parasolem, systematycznie ograniczały wydatki na obronność. W 1963 r. RFN przeznaczała na zbrojenia prawie 5 proc. PKB. W 2015 r. było to już tylko 1,1 procent. Teraz Niemcy próbują nadrobić zaległości.
A jak patrzą dziś na Amerykanów? Długoletnią sympatię, którą Joe Biden zdołał odbudować, Donald Trump skutecznie nadwyrężył. Czego pierwsze sygnały było widać już podczas jego pierwszej kadencji. W 2019 r. 41 proc. Niemców uznało Trumpa za największe zagrożenie dla światowego pokoju (przywódcę Korei Północnej Kim Dzong Una wskazało 17 proc., prezydenta Rosji Władimira Putina – 8 proc.). Dziś liczby są inne.
Według Instytutu Allensbacha 65 proc. Niemców postrzega USA jako zagrożenie dla pokoju na świecie. – To historycznie bardzo wysokie wskazania. Tylko niespełna jedna trzecia Niemców wierzy, że w razie ataku lub zagrożenia dla jednego z państw europejskich Stany Zjednoczone przyszłyby mu z pomocą – podkreśla dr Janoś.
Opinie o wyjściu Amerykanów zależą od tego, gdzie o nie pytamy. – A niech się wycofują, nikt ich tu już nie chce – mówi Oliver, sześćdziesięcioletni dyrektor zarządzający jedną z bawarskich firm. – Sami sobie poradzimy.
Inaczej jest tam, gdzie z Amerykanami żyją na co dzień. W Vilseck mało kto patrzy na amerykańskiego żołnierza przez pryzmat działań Trumpa w Wenezueli czy ataku na Iran. Choć skutki tych konfliktów odczuwają wszyscy, choćby płacąc więcej za paliwo na stacji benzynowej.
Czy Niemcy boją się wojny z Rosją? Wyniki badań
W Niemczech strach przed wojną z Rosją jest odczuwalny. Z badań przeprowadzonych na początku roku przez Uniwersytet w Lipsku i Politechnikę Monachijską konfliktu militarnego państw NATO z Rosją obawia się 62 proc. Niemców. 42 proc. jest zaniepokojonych, że konflikt ten mógłby dotyczyć bezpośrednio Niemiec.
Dlatego nie samo wycofanie 5 tys. żołnierzy z Bawarii jest problemem. Bardziej niepokojąca wydaje się rezygnacja z planów rozmieszczenia amerykańskiego batalionu z systemami Typhon, zdolnymi do odpalania rakiet manewrujących Tomahawk.
– Żadne państwo europejskie nie dysponuje dziś porównywalnymi systemami. Odejście od tych planów to sygnał znacznie poważniejszy niż samo ograniczenie liczby żołnierzy – mówi dr Janoś. Europejskie projekty zastępcze, rozwijane między innymi we współpracy Niemiec i Wielkiej Brytanii, mają być gotowe najwcześniej za dziesięć lat.
Modernizacja Bundeswehry: wydatki na zbrojenia i nowa strategia
Berlin nie zamierza jednak czekać. Już w maju 2025 r., w pierwszym przemówieniu w Bundestagu, kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że przeznaczy wszystkie niezbędne środki, by Bundeswehra stała się najsilniejszą konwencjonalną armią w Europie.
– Siła odstrasza agresję, słabość do niej zaprasza – powiedział.
W kwietniu tego roku Ministerstwo Obrony ogłosiło pierwszą w historii Niemiec strategię wojskową, zakładającą rozbudowę sił zbrojnych. Bundeswehra ma docelowo liczyć 260 tys. żołnierzy zawodowych i 200 tys. rezerwistów. Na razie to dość odległe cele. Na początku tego roku aktywnych żołnierzy było niespełna 186 tys., niektóre bataliony obsadzone są w zaledwie 30-50 procentach. Niemcy zobowiązały się też przeznaczać na zbrojenia 3,5 proc. PKB do 2029 r., a do 2035 r. 5 proc., zgodnie z celami NATO.
Wprawdzie nasi zachodni sąsiedzi chcą silnej armii, ale niekoniecznie chcą w niej służyć. Ponad 80 proc. społeczeństwa popiera rozbudowę Bundeswehry i zwiększenie wydatków obronnych, ale tylko 38 proc. deklaruje, że w razie ataku chwyciłoby za broń (w pełni zdecydowanych na to jest jedynie 16 procent).
Rząd próbuje temu zaradzić. Od początku roku wszyscy osiemnastoletni mężczyźni w Niemczech muszą wypełnić ankietę o gotowości do służby wojskowej. Ci, którzy nie odpowiedzą lub podadzą fałszywe dane, mogą zostać ukarani grzywną. Rośnie natomiast liczba młodych Niemców, którzy odmawiają służby w wojsku ze względu na sumienie.
Napięcie wywołane informacjami o prawdopodobnym wycofaniu części amerykańskich wojsk z Vilseck pokazuje, przed jakimi problemami stanęli dziś Niemcy. Przez dziesięciolecia bezpieczeństwo było dla nich kwestią zewnętrzną. Mniejsze zaangażowanie Amerykanów zamyka tę epokę. Teraz najtrudniejsze zadanie: zadbać o bezpieczeństwo przy pomocy własnej armii, na co znaleźć trzeba środki budżetowe oraz – co ważniejsze – polityczną wolę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














