Upokorzenie

Mocno teraz iskrzy na linii Warszawa-Moskwa, a każdy nowy zgrzyt wyzwala całe pokłady dawnych urazów i resentymentów.
Czyta się kilka minut

Co nas najmocniej uwiera? Może ten prawie półwieczny przymus udawania. Wymagano od nas miłości, której nie mogło być i wdzięczności za wyrządzone nam krzywdy. Te wszystkie koncerty, wiersze, piosenki, laurki, okrzyki, te wszystkie defilady, pochody pierwszomajowe, wiernopoddańcze adresy, "spontaniczne" deklaracje, bezwarunkowe poparcia, uściski, całuski usta w usta, obłapiania, pociągi przyjaźni, akademie i pomniki!... Rok po roku, miesiąc po miesiącu, dzień po dniu płacenie haraczu, które podchodziło do gardła. Cała otaczająca rzeczywistość wypełniona tym udawanym uczuciem, tą wymuszoną, lepką wdzięcznością - to przecież najgorsze z upokorzeń.

Najtrudniej zapomina się właśnie upokorzenia.

Szansa

Chciałabym wiedzieć, co się teraz dzieje na terenach zniszczonych przez tsunami. Jak duża jest pomoc, czy wciąż napływa, czy jest w pełni wykorzystywana? Czy mieszkańcy pozbierali się po szoku i uwierzyli w przyszłość? Co o niej myślą ludzie w miastach, w wioskach, a zwłaszcza na izolowanych wyspach? Co już konkretnie odbudowano?

Chciałabym wiedzieć, jak prezydent Saakaszwili mocuje się z kolejnymi wyzwaniami i czy katastrofa gospodarcza, która - jak pisano - lada chwila spadnie na Gruzję, jest zażegnana?

Chciałabym wiedzieć, czy w Ruandzie Tutsi i Hutu znów po sąsiedzku żyją na wzgórzach i czy nienawiść wygasa, czy wciąż się tli, płonie?

Chciałabym to wszystko wiedzieć, ale się nie dowiem. Jedyna szansa, żeby te miejsca - przez parę dni królujące w mediach i zaraz zapomniane - wróciły do obiegu wieści ze świata, to jakiś nowy, wydarzający się tam skandal, zbrodnia, rzeź czy jeszcze jedno dziecko, które kilka rodzin będzie sobie wydzierać przed kamerami telewizyjnymi.

A może?

Gdyby przesłuchania sejmowych komisji śledczych nie były nadawane na żywo, a tylko udostępniane w rzeczowych streszczeniach - nie byłyby nieustannym popisem, a sama sprawa szłaby szybciej, skuteczniej i przyzwoiciej.

A może należałoby zrobić jakiś poważny, odpowiedzialny sondaż, kto jeszcze ogląda te tasiemcowe spektakle? A może to już tylko nieduża grupa, a jej trzon stanowią politycy zajęci, jak zwykle, sami sobą? Warto sprawdzić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2005