Ukraińska europorażka

Ukraiński sen o Europie w ubiegłym tygodniu zamienił się w koszmar.
Czyta się kilka minut

Oto na finiszu negocjacji poprzedzających szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie Kijów wycofał się i ogłosił, że potrzebuje przerwy w zbliżaniu się do Europy. Łatwo zrozumieć irytację europejskich polityków, którzy zaangażowali się w negocjacje z Ukrainą i pielgrzymowali do Kijowa, by przekonać Ukraińców do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią. Aleksander Kwaśniewski i Pat Cox ocierali się już o śmieszność, gdy raz za razem przedłużali swoją misję, licząc, że w końcu uda się rozwiązać problem więzionej Julii Tymoszenko, co było jedną z przeszkód na drodze Ukrainy do stowarzyszenia z Unią.

Okazało się, że władze w Kijowie nie tylko nie zamierzały wypuścić Tymoszenko na leczenie za granicą, ale jeszcze stwierdziły, że zbliżenie z Europą będzie Ukrainę kosztować zbyt dużo. Unia Europejska – usłyszeliśmy z Kijowa – nie zrekompensowałaby Ukrainie strat, jakie ta poniosłaby w handlu z Rosją. Rzeczywiście, Moskwa niejednokrotnie straszyła Ukraińców, że jakiekolwiek zbliżenie do Unii będzie skutkowało pogorszeniem relacji, zwłaszcza handlowych. Ale to tylko część prawdy, bo Zachód był gotów przyznać Ukrainie nowe kredyty, tyle że pod warunkiem wdrożenia reform.

Zazwyczaj Ukraińcy o swoje porażki obwiniali innych, najczęściej imperialną Rosję, ale tym razem całą odpowiedzialność za „techniczną” – jak się wyraził premier Mykoła Azarow – przerwę w integracji z Unią ponoszą politycy znad Dniepru, z prezydentem Wiktorem Janukowyczem na czele. Okazało się, że ma on przed oczyma wyłącznie perspektywę kolejnych wyborów prezydenckich, które chce za wszelką cenę wygrać. Wsparcie Rosji (np. tańszy gaz i przychylność rosyjskich mediów) ceni on więc bardziej od korzyści, jakie jego państwu przyniosłoby zbliżenie z Europą.

Sądząc jednak po licznych głosach oburzenia i demonstracjach, do jakich doszło na Ukrainie, Janukowycz stracił szansę na pozyskanie nowych wyborców. Będzie więc próbował zapewnić sobie zwycięstwo niedemokratycznymi metodami. A to oznaczać może dalsze oddalanie się od Europy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2013