Reklama

Ukraińcy proszą o wybaczenie

Ukraińcy proszą o wybaczenie

06.06.2016
Czyta się kilka minut
Politycy, duchowni, akademicy i literaci z Ukrainy napisali do polskich „pobratymców” z prośbą o przebaczenie zbrodni. Pierwsza reakcja na wyciągniętą dłoń jest wyjątkowo chłodna. 
Fot. Grażyna Makara
Paweł Reszka / Fot. Grażyna Makara
L

List został napisany przed 73. rocznicą obchodów pamięci ofiar rzezi na Wołyniu. „Prosimy o wybaczenie za popełnione zbrodnie i krzywdy – to nasz główny motyw. Prosimy o wybaczenie i tak samo przebaczamy zbrodnie i krzywdy uczynione nam (…)”. Jednocześnie wzywają „polskie władze państwowe i parlamentarzystów, aby nie przyjmowali jakichkolwiek niewyważonych deklaracji politycznych, które nie ukoją bólu, lecz jedynie przysporzą korzyści naszym wspólnym wrogom”.

Pod listem są m.in. nazwiska byłych prezydentów Leonida Krawczuka i Wiktora Juszczenki, a także przywódców Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego i Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

Prawicowe portale związane ze środowiskami kresowymi nazywają list skandalicznym. Jerzy Haszczyński, uznany publicysta „Rzeczpospolitej”, dostrzega „dobre intencje” autorów, ale podkreśla ich brak odwagi (bo nie nazywają rzezi ludobójstwem, a tragedią). „Niepokoi też szantaż, który pobrzmiewa z listu. Tak odczytuję apel do polskich władz, by wstrzymały się od »niewyważonych deklaracji politycznych« – pisze. 

Jeden z nielicznych pozytywnych głosów należy do Roberta Tyszkiewicza (PO), wiceszefa komisji spraw zagranicznych Sejmu. – Jeśli ktoś nas prosi o wybaczenie, trudno mu robić zarzut z tego, że nie prosi tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. List jest bardzo odważny i dobrze by było, gdyby inicjatywę podjęły polskie autorytety świeckie i religijne – mówi Tyszkiewicz w rozmowie z „Tygodnikiem”. 

A w wypowiedzi dla agencji Ukrinform dodaje: „Pomysł wspólnego spojrzenia na wydarzenia z trudnej przeszłości zasługuje na uznanie i poparcie. Czy będzie to możliwe z politycznego punktu widzenia? Tutaj należy poczekać na decyzję większości parlamentarnej”. 

O tym, jak będzie brzmiała uchwała w rocznicę rzezi wołyńskiej, zależy głównie od PiS. Partia z jednej strony chciałaby dobrych relacji z Kijowem, z drugiej – jest pod presją środowisk kresowych i narodowych, które domagają się ostrego potępienia sprawców ludobójstwa z 1943 r.  ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, felietonista i bloger „Tygodnika Powszechnego” do stycznia 2017 r. W latach 2003-06 był korespondentem „Rzeczpospolitej” w Moskwie. W latach 2006-09 szef działu śledczego „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wcześniej można było mieć wrażenie, że dla Ukraińców rzeź wołyńska to tylko wytwór ruskiej propagandy, a jednak niektórzy jak widzę, przyjmują do wiadomości, że to ludobójstwo faktycznie miało miejsce.

Mimo niewątpliwie szlachetnych intencji Autorów listu trafia on po polskiej stronie trochę w pustkę. Dla większości tych Polaków, którzy życzliwie odnoszą się do Ukrainy, ten list nie jest w istocie potrzebny. Oni nie patrzą na Ukrainę przez pryzmat Wołynia i nie żyją wiecznym rozpamiętywaniem ludobójstwa sprzed ponad 70 lat. Z kolei tych, którzy bezustannie odmieniają Wołyń przez wszystkie przypadki, a w stosunkach z Ukrainą za najważniejszą rzecz uważają "upamiętnienia", pomniki i historię, taki list i tak nie przekona, obojętnie jak by nie był sformułowany. Oni swojej optyki już nie zmienią, w czym są zresztą utwierdzani przez jawną i ukrytą putinowską propagandę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że naszemu rządowi zostanie chociaż tyle oleju w głowie, aby pozbawić tę drugą grupę wpływu na politykę zagraniczną. Po początkowych błędach wydaje się, że sytuacja się poprawia - rząd najwyraźniej zaczął poważniej traktować zagrożenie płynące ze strony putinowskich kolaborantów, a i nominacja nowego ambasadora na Ukrainie jest trafiona w dziesiątkę. Problemy w najbliższym czasie mogą się pojawić po premierze filmu "Wołyń", który niechybnie zostanie wykorzystany przez putinowską trollownię i ich polskich kolaborantów do szczucia na Ukraińców. Wreszcie - nie ma się co specjalnie przejmować takim czy innym sformułowaniem w sejmowej rezolucji. To i tak dokument o funkcji czysto deklaratywnej (żeby nie powiedzieć propagandowej), bez jakiejkolwiek mocy prawnej, obliczony na efekt medialny. Ważniejsze są konkretne kroki w stosunkach z Ukrainą - współpraca gospodarcza, stypendia, otwartość na ukraińskich migrantów itd.

Jak widzę, sugeruje pan, że można tylko albo dobrze życzyć Ukraińcom, albo pamiętać o ludobójstwie Wołynia? Kuriozalna logika i co mająca na celu? Czyli co? Zapomnijmy o Auschwitz bo Niemcy to sojusznicy? List jest bardzo ważny, bo pokazuje, że powoli Ukraina godzi się z własną historią, a brak kłamstw w postrzeganiu siebie na ogół dobrze rokuje na przyszłość, a widzenie w sobie wyłącznie "świętego i pokrzywdzonego" nie prowadzi do niczego dobrego, my Polacy sami o tym zaczynamy się o przekonywać, wypadałoby, by i do Ukraińców zaczęło to docierać.

Między "nie pamiętać", a "trąbić w kółko i robić z tego najważniejszy temat w stosunkach PL-UA" jest jeszcze bardzo duża przestrzeń i właśnie w niej ta kwestia powinna się zmieścić. Jestem jak najbardziej za tym, żeby Wołyń był przedmiotem solidnych, finansowanych z publicznych pieniędzy badań historycznych, zwłaszcza mających na celu ustalenie losów indywidualnych ofiar ludobójstwa - z nazwiskami, dokładnymi datami i miejscami. Ale od tego jest IPN (w jednym i drugim kraju), wydziały historii na uczelniach, archiwa, czy takie instytucje jak Ośrodek "Karta". Natomiast ciągła dominacja tematu Wołynia w dyskursie publicznym i nadmierna waga tej kwestii w stosunkach polsko-ukraińskich tylko szkodzi obu stronom. Co zresztą skwapliwie wykorzystuje Rosja - nieprzypadkowo kremlowska płatna trollownia zalewa "wołyńskimi" komentarzami każdy artykuł o Ukrainie na portalu Wyborczej czy Onecie. Ta kwestia nie powinna być priorytetem. W stosunkach polsko-ukraińskich jest mnóstwo o wiele ważniejszych spraw, jak chociażby ucywilizowanie urągających wszelkim standardom przejść granicznych, zrobienie porządku w działach wizowych polskich konsulatów na Ukrainie, zastanowienie się, jak z obopólną korzyścią wykorzystać potencjał ukraińskiej migracji w Polsce, czy wreszcie pomoc Ukrainie w walce z korupcją, która jest najgroźniejszym rakiem toczącym ten kraj.

W 1965 roku polscy biskupi (w imieniu polskiego Kościoła Rzymsko-katolickiego, ale de facto - w imieniu polskiego społeczeństwa) zwrócili się do swych niemieckich kolegów (czyli de facto - do społeczeństwa niemieckiego) ze słowami przebaczenia i prośbą o przebaczenie. Jakże wielką była mądrość ówczesnej hierarchii polskiego Kościoła, skoro rozumieli biskupi, iż nie o to, kto więcej złego uczynił chodzi (mogli przecież wdać się w skazaną na sukces licytację z Niemcami o to, kto ma więcej zbrodni na sumieniu, ale tego nie zrobili), ale o to, że zło tak czy inaczej po obu stronach było, a skoro było, to obie strony potrzebują oczyszczenia. Więc praca nad winami z przeszłości jest wykonywana przede wszystkim dla samych siebie, w swoim własnym interesie. Rozliczenie z własnymi demonami służy temu, abyśmy byli choć trochę lepsi, i abyśmy w przyszłości mieli szansę tych błędów, tych zbrodni czasem, uniknąć. Aby zło w nas się tlące nie zwyciężyło już więcej. Więc naród, którego elita występuje z prośbą o przebaczenie, czyni to nie tyle dla swych ofiar, ile dla siebie, dla dawnych oprawców. Każde społeczeństwo, czy naród, jak kto woli, musi samo zmierzyć się ze swoją przeszłością, ze swymi demonami. I my, Polacy, mamy jeszcze dużo do zrobienia na tym polu, i Ukraińcy, i Rosjanie, i zachodni Europejczycy też mają. Jeśli więc Ukraińska elita jest na tym etapie, że zwraca się do nas, Polaków, o przebaczenie ich win z przeszłości, to najlepszy dowód, że właśnie nad tym teraz toczy się tam wielka praca. Takiej prośbie o przebaczenie nie wolno odmówić. I to dla obopólnego dobra, dla wspólnej przyszłości. Niebezpieczeństwo w tej chwili polega na tym, że w imię ciasno pojętej sprawiedliwości dziejowej obecne elity polskie nie staną na wysokości zadania, nie wzniosą się na poziom mądrości polskich biskupów, tych sprzed pół wieku, i nie otworzą szeroko ramion na proszących o wybaczenie Ukraińców, nad wspólną przyszłość przedkładając filozofię licytacji win i polityczny interes. A ten jest skażony skłonnością do grania na ksenofobicznych lękach i nacjonalistycznym wzmożeniu. Odrzucenie gestu Ukraińców wzmocniłoby te niezdrowe tendencje po obu stronach. A to oznaczałoby niepowetowaną stratę, wspólną zresztą. Oznaczałoby bowiem utratę niezwykłej szansy na prawdziwe, głębokie pojednanie w duchu pozytywnego współdziałania dla przyszłości. Miejmy rzeczywiście nadzieję, że obecnie dominujące w Polsce środowiska narodowo-prawicowe dobrze się zastanowią i przepracują ten temat zanim zajmą stanowisko. A, trzeba przyznać, wymaga to od nich nie lada odwagi - odwagi pójścia nieco pod prąd wiodących tendencji w naszym społeczeństwie.

Niemniej ten apel o unikniecie ze strony polskiej "niewyważonych deklaracji politycznych", mogli se stanowczo darować.

Ukraina potrzebuje zbudować własną niezależność wokół własnych postaci walczących o niepodległość, a tu poza Bohdanem Z. Chmielnickim, Symonem Petlurą, i Stepanem Banderą brak kogokolwiek. A wszyscy oni stosowali politykę antysemicką i antypolską. W wielu krajach (w tym na Ukrainie) w celu konsolidacji narodu stosuje się politykę historyczną, która z historią ma niewiele wspólnego, a służy tylko za pożywkę nacjonalizmu. Jest ona tym silniejsza im biedniejszy jest kraj którego dotyczy. Obawiałbym się, że bezkrytycznie wspieranie Ukrainy (jako przeciwwagi dla FR) tak jak kiedyś przed II Wojną Światową Zachód wspierał Niemcy może się źle skończyć. Ukraina nie jest państwem w pełni demokratycznym i zapewne długo jeszcze nie będzie i FR w odwecie bez problemu będzie tam mogła podsycać odpowiednie nastroje i ugrupowania które Polsce nie są przyjazne. Nikt tak naprawdę nie wie, czy lepsza dla Polski byłaby Ukraina pod wpływem Rosji, czy Ukraina podążająca w kierunku skrajnego nacjonalizmu. Można się tylko odwoływać do podobnych procesów w historii. A przykłady są tragiczne… . Bo innych tradycji na Ukrainie brak, a demokracja to hasło, które mało kto tam rozumie. Potrzeba czasu i jeszcze raz czasu – może nawet okresu dwóch pokoleń. (Nie na darmo po wyjściu z Egiptu Mojżesz wodził swój naród przez 40 lat po pustyni). I to jest właściwy czas po którym można będzie rozmawiać o przyjęciu Ukrainy do EU (o ile jeszcze będzie). Czasy się zmieniają ale procesy historyczne są podobne. Należy także pamiętać, iż każdy biedny zadłużony kraj (dodatkowo w czasie kryzysu) o licznych roszczeniach terytorialnych i niezaspokojonych ambicjach mocarstwowych będzie zapewne podążał w kierunku, który z demokracja ma mało co wspólnego (patrz - lata 30 XX wieku: Niemcy, Włochy - w takich to okolicznościach rodził się faszyzm). Niemożliwe? Wszystko kiedyś powraca - tylko czasy, miejsca i ludzie się zmieniają, ale nie ich mentalność! (Początek już był w centrum Europy – masakra ponad 8 tys. ludzi pomiędzy 12-16 lipca 1995 r. w Srebrenicy). Co zrobiliście aby nie doszło do powtórki?) Dlatego nowe władze Ukrainy winne zdelegalizować ugrupowania faszystowskie, oraz przyjąć plan rekompensaty za morderstwa, grabieże oraz bezprawnie przejęte majątki Żydów i Polaków. To powinien być warunek wejścia w przyszłości Ukrainy w struktury EU. Nie wolno o tym zapominać. To się należy tym którzy tam mieszkali, pracowali i tam zginęli. Kto się o nich upomni i kiedy - jeżeli nie my i nie teraz? Należy pamiętać: 1.W 1648 r. Chmielnicki po bitwie pod Korsuniem - dokonał masowej rzezi polskiej szlachty i Żydów. 2.W 1919 przez Ukrainę przetoczyła się fala pogromów antyżydowskich, w której przy wsparciu miejscowej ludności życie straciło ponad 100tys. Żydów. Straty materialne dotknęły ponad milion osób, a około pół miliona mieszkańców wypędzono z domów. 3.Do powtórki doszło w 1943-1944. Przy wsparciu miejscowej ludności zginęło oprócz Żydów także ponad 100tys. Polaków. A działo się to na terenach Państwa Polskiego zajętego po 1939 roku przez Związek Sowiecki. Nigdy żaden kraj nie zrobi więcej w sprawie innego kraju niż on sam w swojej sprawie własnej. Tezę tą sformułował Carl von Clausewitz i jest znana od dawna. Myślenie, iż inni upomną się o nasze sprawy jest szczytem naiwności. Każdy naród ma prawo do wolności i należy go w tych dążeniach wspierać, o ile on sam tego chce i nie zagraża wolności innym. Czy w imię poprawności politycznej o Wołyniu nie należy mówić jeszcze przez kolejne 20 lat jak to postulują niektórzy, a tych co ratowali Polaków nie uznać za SPRAWIEDLIWYCH? Czy można nie mówić o odradzaniu ugrupowań faszyzujących w Europie!!! Jak długo ci co ocaleli mają jeszcze czekać na prawdę. Podobny problem istniał w Izraelu po 1948 r w stosunku do Niemiec, ale przeważyło zdanie, iż nie można dopuścić aby mordercy naszych bliskich stali się także ich spadkobiercami. Tu powinna być ponadpartyjna zgoda. ©Natin https://www.youtube.com/watch?v=6jSfv8aVgXI

"Ukraina potrzebuje zbudować własną niezależność wokół własnych postaci walczących o niepodległość, a tu poza Bohdanem Z. Chmielnickim, Symonem Petlurą, i Stepanem Banderą brak kogokolwiek. " Iwan Wyhowski, Iwan Mazepa, Pawło Połubotok, Kost Hordijenko, Mykoła Michnowski, Wołdymyr Wynnyczenko, Jewhen Petruszewycz, Mychajło Hruszewski, Dmytro Witowski, Ołeksandr Hrekow, Wsewołod Petriw, Fedir Czernyk, Myron Tarnawski... i tysiące innych "W 1648 r. Chmielnicki po bitwie pod Korsuniem - dokonał masowej rzezi polskiej szlachty i Żydów. " Tak, to prawda. A wymieniany w naszym hymnie Stefan Czarnecki dokonał masowej rzezi ukraińskich chłopów. 2.W 1919 przez Ukrainę przetoczyła się fala pogromów antyżydowskich, w której przy wsparciu miejscowej ludności życie straciło ponad 100tys. Żydów Za pogromy te odpowiada także biała armia Denikina, Armia CZerwona i Wojsko Polskie (pogrom we Lwowie 22 XI 1918 oraz wiele innnych pogromów urządzonych zwłaszcza przez Armię Hallera) Co do faszyzmu, to najpierw zwalczmy go u siebie, bo u nas problem z napadami na tle koloru skóry i wyznawanej religii jest coraz większy.

a "uprzedzenia" ma takie jak każdy (każdy na swoje kopyto), a ja od siebie zapytuję: Znaczy ukraińscy bohaterowie są "święci" bo inni też mordowali? bo taka konkluzja z pana wpisu mi się tu nasuwa.

Kiedyś, przed laty w polskiej polityce pojawiło się określenie "grubej kreski". Chciałbym, aby i tutaj w tej sytuacji miało ono zastosowanie. Choć moja rodzina w większości, pochodzi "ź Wilna", to i w tamtym regionie nie było łatwo Polakom. Patrz, litewskie oddziały SS i kolaboranci. Wracając do Ukrainy, mordowania, czy też ludobójstwa ... nigdzie nie dojdziemy drogą rozgrzebywania ran. Zostawmy już ten temat. Budujmy wspólną przyszłość. Poznawajmy się na nowo. Paradoksalnie, ten trudny, obecny czas dla Ukrainy, wyjazdy za chlebem do Polski, mogą być początkiem dobrej współpracy i przyjaźni między nami.

To się nie uda, bo jakże to jedni mają zapomnieć o tym, że byli mordowani, podczas gdy ci drudzy robią z morderców bohaterów? niech pomyślę, jak w Izraelu zostałby nazwany ktoś kto w imię dobrych relacji izraelsko-niemieckich nawoływał, by w ogóle zapomnieć o Shoah? a Niemcy w tym czasie jeszcze by sobie ss-manom pomniki stawiali? Skala może i nie ta, ale problem bardzo podobny. ps. No i niech no pomyślę, ilu moich przyjaciół czy znajomych zasuwających na różnych robotach w Niemczech, Anglii czy Irlandii pała miłością do swoich pracodawców? Owszem cieszą się, że zarabiają więcej niż w kraju, ale mają świadomość, że na dobrą sprawę, jak na tamtejsze warunki są wyzyskiwani, akceptują to, bo to i tak lepsze niż u nas w kraju, ale miłości do nacji pracodawców to i tak nie buduje. Ktoś kto myśli, że Ukraińcy nas pokochają za to, że u nas zasuwają na budowach, w ogrodach i w ogóle gdziekolwiek, jest zwyczajnym głupcem. Odtwarzamy dawny tragiczny model. Ukrainiec harował na polskiego pana, polscy panowie wykorzystywali nie tylko pracę Ukraińców, ale i co ładniejsze Ukrainki, alternatywy dla Ukraińców nie było, bo obok Stalin fundował jego pobratymcom jeszcze większą nędzę, skończyło się "Wołyniem", czyli niewspółmiernym odwetem i ludobójstwem. Nieliczne elity polskie czy ukraińskie głoszące jakąś tam "miłość polsko-ukraińską" były i w okresie międzywojennym, jak przyszedł czas próby okazało się co ich "gdybania" były warte, bo elity piły sobie miodek z pyszczków, a w "terenie" działo się co się działo. Tym razem wypadałoby, być mądrzejszym i wzajemne relacje budować na mniej fantastycznych przesłankach, jest jak jest. Nie liczmy na jakąkolwiek przyjaźń bo się zawiedziemy, raczej zbudujmy ją racjonalną obopólną współpracą, na tyle na ile to możliwe. Ostrożność wskazana.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]