Ukazała się powieść najważniejszego pisarza języka perskiego

Doulatabadi jest uważany za najważniejszego pisarza języka perskiego. Nigdy nie zaznał państwowych honorów – przeciwnie: był prześladowany, również przez władze przedrewolucyjne.
Czyta się kilka minut
Mahmoud Doulatabadi, "Idąc na rzeź", ArtRage // materały prasowe
Mahmoud Doulatabadi, "Idąc na rzeź", ArtRage // materały prasowe

Decydując się na publikację pierwszej w Polsce książki Mahmuda Doulatabadiego, wydawca nie mógł wiedzieć, w jakich okolicznościach nastąpi jej premiera. „Idąc na rzeź” trafia do nas w momencie, gdy na ekranach telewizorów i telefonów oglądamy płonący Teheran.

To jednak nie tylko – jak reklamuje wydawca – książka antywojenna, w dosadny sposób opisująca brutalność walk w dramatycznie trudnych warunkach. To też opowieść o sile propagandy i historii, którą ludzie piszą wokół wojny, by usprawiedliwić jej prowadzenie.

Wojna, którą nazwano świętą

Bohaterowie Doulatabadiego stoją po dwóch stronach wojny iracko-irańskiej z lat 1980-1988. To zapomniany na Zachodzie rozdział historii najnowszej, a jednocześnie niezbędny element zrozumienia dzisiejszego Iranu i jego polityki. W 1980 r. Saddam Husajn zaatakował osłabiony rewolucją Iran. Irak liczył na poszerzenie terytorium i kontrolę nad strategiczną rzeką Szatt al-Arab, tymczasem został wciągnięty w wieloletnią wojnę.

Iran był wówczas krajem słabszym, technologicznie zacofanym względem sąsiada. Ogromnym kosztem ludzkim – zginęły setki tysięcy żołnierzy – udało mu się jednak obronić. W tych warunkach wykuwała się duża część elity Republiki Islamskiej. Do dziś na ulicach irańskich miast znajdziemy zdjęcia ofiar – w większości młodych mężczyzn – uważanych za męczenników, a wojnę określa się świętą obroną. Mahmud Doulatabadi odziera tę wojnę ze świętości.

Doulatabadi na celowniku władzy

Urodzony w 1940 r. autor jest dziś uważany za najważniejszego współczesnego pisarza języka perskiego. Nie jest jednak, mówiąc eufemistycznie, fetowany przez władze swojego kraju. Nigdy nie zaznał państwowych honorów – przeciwnie: był prześladowany, również przez władze przedrewolucyjne. W latach 80., gdy sceptyczni wobec zmian intelektualiści byli na celowniku państwa, napisał swoją najbardziej znaną na Zachodzie powieść, „Pułkownika”. I schował ją do szuflady. 

Opowiada ona o wojskowym, który musi zidentyfikować i odebrać ciało córki, torturowanej i zabitej przez rewolucjonistów. Dzieło nigdy nie zostało oficjalnie wydane w Iranie. W tłumaczeniu (m.in. na angielski i niemiecki) trafiło szczęśliwie poza granice kraju. Rodacy Doulatabadiego mają ograniczone możliwości, by zapoznać się z dziełami, które krytycznie patrzą na zmiany w Iranie po 1979 r. Do tego rodzaju twórczości zaliczyć można powieść „Idąc na rzeź”.

Front bez bohaterów

Autor zaczyna od uniwersalizacji konfliktu, ale bardzo szybko dowiadujemy się, gdzie jesteśmy i kim są „nasi”. Poznajemy niewielki oddział gdzieś na froncie, blisko irackiej granicy. A właściwie tylko tę jego część, która przetrwała. 

Większość żołnierzy zaginęła, próbując przedostać się do zbiornika z wodą. Pozostało ich dwóch: przełożony i szeregowy. A może trzech, bo mają też jeńca, z którym nie wiadomo, co zrobić. 

Próba zachowania resztek godności w traktowaniu więźnia przysporzy im wielu dylematów i kłopotów. Nie mają żywności ani wody. Jeśli ruszą do zbiornika, najpewniej zestrzeli ich snajper. Jeśli nie, zginą w upale, broniąc wzgórza.

Propaganda pisana na rozkaz

Po drugiej stronie granicy, w również nieprzyjaznym, choć znacznie bardziej komfortowym miejscu – irackim obozie jenieckim – siedzi pisarz. Tamtejszy wojskowy w licznych rozmowach stara się mu wyjaśnić powagę zadania, które przed nim stawia: ma napisać o okrucieństwie przeciwnika tak, jak życzy sobie tego armia. Wojenna propaganda wszędzie działa podobnie.

Powieść szeroko podejmuje temat wspólnej historii obu narodów, sięgając nawet do obrazów kalifatu Abbasydów z pierwszych wieków islamu i wpływowego irańskiego rodu Barmakidów z abbasydzkiego dworu. To nawiązanie do bogatej tradycji regionu jest też widoczne w sposobie opowiadania, licznych impresjonistycznych i magicznych momentach, z wieloma odwołaniami do islamskiej historii i mitologii.

Pisarze nie podsycają wojny

Sam Doulatabadi sporadycznie angażuje się w politykę. W 2009 r. wystąpił na wiecu Mir-Hosejna Musawiego, kandydata obozu reformistycznego w wyborach prezydenckich. „Zagłosuję na tego, kto ma odwagę i siłę stworzyć jedność narodu” – mówił w krótkim przemówieniu. Zielony ruch Musawiego dał dużej części Irańczyków nadzieję, którą rządzący brutalnie zdławili. 

Chociaż nie znamy stanowiska Doulatabadiego wobec aktualnego konfliktu z USA i Izraelem, można założyć, że wielokrotnie wyrażane w dziełach i poza nimi poglądy antywojenne niewiele się zmieniły. „Jestem pisarzem, panie majorze. A pisarze nie mogą podsycać wojny. Zwłaszcza wojny, której sensu wciąż nie rozumiem!” – wykrzykuje na kartach powieści pisarz do wojskowego. W tym przynajmniej miejscu można go utożsamić z Doulatabadim.

Mahmud Doulatabadi, IDĄC NA RZEŹ, tłum. Mateusz Kłagisz, ArtRage 2026

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Pisarze nie mogą podsycać wojny