Decydując się na publikację pierwszej w Polsce książki Mahmuda Doulatabadiego, wydawca nie mógł wiedzieć, w jakich okolicznościach nastąpi jej premiera. „Idąc na rzeź” trafia do nas w momencie, gdy na ekranach telewizorów i telefonów oglądamy płonący Teheran.
To jednak nie tylko – jak reklamuje wydawca – książka antywojenna, w dosadny sposób opisująca brutalność walk w dramatycznie trudnych warunkach. To też opowieść o sile propagandy i historii, którą ludzie piszą wokół wojny, by usprawiedliwić jej prowadzenie.
Wojna, którą nazwano świętą
Bohaterowie Doulatabadiego stoją po dwóch stronach wojny iracko-irańskiej z lat 1980-1988. To zapomniany na Zachodzie rozdział historii najnowszej, a jednocześnie niezbędny element zrozumienia dzisiejszego Iranu i jego polityki. W 1980 r. Saddam Husajn zaatakował osłabiony rewolucją Iran. Irak liczył na poszerzenie terytorium i kontrolę nad strategiczną rzeką Szatt al-Arab, tymczasem został wciągnięty w wieloletnią wojnę.
Iran był wówczas krajem słabszym, technologicznie zacofanym względem sąsiada. Ogromnym kosztem ludzkim – zginęły setki tysięcy żołnierzy – udało mu się jednak obronić. W tych warunkach wykuwała się duża część elity Republiki Islamskiej. Do dziś na ulicach irańskich miast znajdziemy zdjęcia ofiar – w większości młodych mężczyzn – uważanych za męczenników, a wojnę określa się świętą obroną. Mahmud Doulatabadi odziera tę wojnę ze świętości.
Doulatabadi na celowniku władzy
Urodzony w 1940 r. autor jest dziś uważany za najważniejszego współczesnego pisarza języka perskiego. Nie jest jednak, mówiąc eufemistycznie, fetowany przez władze swojego kraju. Nigdy nie zaznał państwowych honorów – przeciwnie: był prześladowany, również przez władze przedrewolucyjne. W latach 80., gdy sceptyczni wobec zmian intelektualiści byli na celowniku państwa, napisał swoją najbardziej znaną na Zachodzie powieść, „Pułkownika”. I schował ją do szuflady.
Opowiada ona o wojskowym, który musi zidentyfikować i odebrać ciało córki, torturowanej i zabitej przez rewolucjonistów. Dzieło nigdy nie zostało oficjalnie wydane w Iranie. W tłumaczeniu (m.in. na angielski i niemiecki) trafiło szczęśliwie poza granice kraju. Rodacy Doulatabadiego mają ograniczone możliwości, by zapoznać się z dziełami, które krytycznie patrzą na zmiany w Iranie po 1979 r. Do tego rodzaju twórczości zaliczyć można powieść „Idąc na rzeź”.
Front bez bohaterów
Autor zaczyna od uniwersalizacji konfliktu, ale bardzo szybko dowiadujemy się, gdzie jesteśmy i kim są „nasi”. Poznajemy niewielki oddział gdzieś na froncie, blisko irackiej granicy. A właściwie tylko tę jego część, która przetrwała.
Większość żołnierzy zaginęła, próbując przedostać się do zbiornika z wodą. Pozostało ich dwóch: przełożony i szeregowy. A może trzech, bo mają też jeńca, z którym nie wiadomo, co zrobić.
Próba zachowania resztek godności w traktowaniu więźnia przysporzy im wielu dylematów i kłopotów. Nie mają żywności ani wody. Jeśli ruszą do zbiornika, najpewniej zestrzeli ich snajper. Jeśli nie, zginą w upale, broniąc wzgórza.
Propaganda pisana na rozkaz
Po drugiej stronie granicy, w również nieprzyjaznym, choć znacznie bardziej komfortowym miejscu – irackim obozie jenieckim – siedzi pisarz. Tamtejszy wojskowy w licznych rozmowach stara się mu wyjaśnić powagę zadania, które przed nim stawia: ma napisać o okrucieństwie przeciwnika tak, jak życzy sobie tego armia. Wojenna propaganda wszędzie działa podobnie.
Powieść szeroko podejmuje temat wspólnej historii obu narodów, sięgając nawet do obrazów kalifatu Abbasydów z pierwszych wieków islamu i wpływowego irańskiego rodu Barmakidów z abbasydzkiego dworu. To nawiązanie do bogatej tradycji regionu jest też widoczne w sposobie opowiadania, licznych impresjonistycznych i magicznych momentach, z wieloma odwołaniami do islamskiej historii i mitologii.
Pisarze nie podsycają wojny
Sam Doulatabadi sporadycznie angażuje się w politykę. W 2009 r. wystąpił na wiecu Mir-Hosejna Musawiego, kandydata obozu reformistycznego w wyborach prezydenckich. „Zagłosuję na tego, kto ma odwagę i siłę stworzyć jedność narodu” – mówił w krótkim przemówieniu. Zielony ruch Musawiego dał dużej części Irańczyków nadzieję, którą rządzący brutalnie zdławili.
Chociaż nie znamy stanowiska Doulatabadiego wobec aktualnego konfliktu z USA i Izraelem, można założyć, że wielokrotnie wyrażane w dziełach i poza nimi poglądy antywojenne niewiele się zmieniły. „Jestem pisarzem, panie majorze. A pisarze nie mogą podsycać wojny. Zwłaszcza wojny, której sensu wciąż nie rozumiem!” – wykrzykuje na kartach powieści pisarz do wojskowego. W tym przynajmniej miejscu można go utożsamić z Doulatabadim.
Mahmud Doulatabadi, IDĄC NA RZEŹ, tłum. Mateusz Kłagisz, ArtRage 2026
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















