Reklama

Nieświęte wojny

Nieświęte wojny

w cyklu STRONA ŚWIATA
12.02.2019
Czyta się kilka minut
Dlaczego ajatollahowie nie cierpią Jankesów, a Jankesi nie znoszą ajatollahów.
Obchody 40. rocznicy rewolucji irańskiej, Teheran, 11 lutego 2019 r. / Fot. Vahid Salemi / AP Photo / East News
Obchody 40. rocznicy rewolucji irańskiej, Teheran, 11 lutego 2019 r. / Fot. Vahid Salemi / AP Photo / East News
S

Słuchając irańskich ajatollahów, wyklinających Stany Zjednoczone jako Wielkiego Szatana, a amerykańskich przywódców zaliczających Iran do „Osi Zła”, trudno uwierzyć, że wcale nie tak dawno w Iranie i na całym Bliskim Wschodzie uważano Amerykę za sprawiedliwą przyjaciółkę.

Na gruzach imperiów

Te złote czasy to okres między dwiema wojnami światowymi, gdy Stany Zjednoczone, choć będące już globalnym mocarstwem, nie angażowały się jeszcze we wszystkich zakątkach świata i nie zaprowadzały tam odpowiadających im porządków. Na Bliskim Wschodzie widziano w Amerykanach alternatywę dla szarogęszących się od lat Wielkiej Brytanii i Francji, imperiów kolonialnych, które dorobiły się na podbojach w Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie. Po zwycięskiej dla nich I wojnie światowej, Londyn i Paryż odebrały Bliski Wschód osmańskiej Turcji i natychmiast przerobiły we własne strefy wpływów, odpowiadające z grubsza biorąc granicom istniejących tam dzisiaj państw. Francuzi i Brytyjczycy traktowali swoje kolonialne posiadłości jak prywatne folwarki, ustanawiali posłusznych sobie władców, a ludność traktowali jako tanią siłę roboczą. Nic dziwnego, że gdy w Europie wybuchła nowa, II wojna światowa nie brakowało na Bliskim Wschodzie polityków, którzy w myśl zasady, że wróg mojego wroga jest moim oczywistym przyjacielem sprzyjali hitlerowskim Niemcom: wrogom Wielkiej Brytanii i Francji.

Ameryka jednak cieszyła się w bliskowschodnich stolicach najlepszą opinią. Nie tylko nie uczestniczyła w kolonialnych podbojach świata, ale sama powstała w wyniku zwycięskiej, wyzwoleńczej wojny przeciwko europejskiemu hegemonowi. Nie tylko wywalczyła sobie wolność, ale zaprowadziła u siebie demokratyczne, sprawiedliwe porządki, o jakich marzyły podbite ludy bliskowschodnie. W Amerykanach widziano inspirację, a także alternatywę i przeciwwagę dla Wielkiej Brytanii, Francji, ale również Rosji/Związku Radzieckiego, zaangażowanego w kolonialne podboje na pobliskim Kaukazie i w Azji Środkowej. W czasie II wojny światowej Amerykanie wykorzystywali Iran, by przez jego terytorium słać do Związku Radzieckiego pomoc wojskową, natomiast Moskwa i Londyn, niezadowolone z oficjalnej neutralności Iranu, najechały nań, podzieliły między siebie i okupowały aż do 1946 r., Brytyjczycy – irańskie południe, Rosjanie – północ.

Rosjanie i Brytyjczycy odsunęli też od władzy panującego od 1925 r. szacha Rezę Shaha Pahlaviego, byłego wojskowego, który odebrał rządy dynastii Kadżarów i ustanowił własną. Szach Reza starał się unowocześnić Iran i wywalczyć dla niego jak największą niezależność od mocarstw wschodnich i zachodnich. Te zaś, karząc go za niepokorność, odebrały mu tron i osadziły na nim jego syna, słabego i bezwolnego, 21-letniego Mohammeda Rezę, który zamiast rządzić, wolał podróżować po Europie i bawić się na salonach Paryża, Nicei i Bazylei.

Sponsorzy szacha

Amerykanie pojawili się w Iranie dopiero na początku lat 50., zresztą na prośbę Brytyjczyków, którzy nie potrafili poradzić sobie z kolejnym niezależnym przywódcą w Teheranie, premierem Mohammadem Mosaddeghiem, pierwszym i jedynym dotąd prawdziwie wybranym (w 1951 r.) szefem irańskiego rządu. Mosaddegh, doktor praw i perski szlachcic, naraził się Brytyjczykom, gdy próbując wprowadzać postępowe reformy i uwolnić Iran spod postkolonialnej zależności od Londynu zapowiedział nacjonalizację irańskich pól naftowych, należących do Anglo-Irańskiej Kompanii Naftowej (poprzedniczki koncernu British Petroleum). Brytyjczycy, nie umiejąc samodzielnie usunąć Mosaddegha, poprosili o pomoc sojuszników. Harry Truman (1945-53) nie chciał się zgodzić na interwencję w Iranie, ale Dwight Eisenhower (1953-61) posłał do akcji specjalistów z CIA.

Spisek zawiązany przez Kermita Roosevelta-juniora, wnuka Theodore’a, prezydenta i spokrewnionego z innym prezydentem, Franklinem wywołał w Teheranie uliczne zamieszki i doprowadził do dymisji Mosaddegha. Całą władzę w Iranie przejął szach Mohammed Reza. Do powrotu do kraju namówił go w Szwajcarii amerykański emisariusz Norman Schwarzkopf, ojciec generała, który 40 lat później dowodzić będzie amerykańską inwazją na Irak. Brytyjczycy wycofali się z Iranu i całego Bliskiego Wschodu, a w roli jedynego, zachodniego hegemona i właściciela tamtejszej ropy zastąpili ich Amerykanie. Amerykanie stali się też patronami irańskiego szacha oraz obrońcami Izraela, utworzonego w 1948 r. na terenie Palestyny. Zwłaszcza ta druga rola sprawiła, że w oczach Arabów i muzułmanów z Bliskiego Wschodu Amerykanie ze sprzymierzeńca stali się wrogami.

Umocniwszy się na tronie i pewny opieki Amerykanów, Mohammed Reza Pahlavi zaczął rządy jako modernizator, autor „białej rewolucji”, która miała uczynić Iran państwem nowoczesnym, na wzór Zachodu. Z każdym rokiem absolutnych rządów coraz bardziej przeradzał się w dyktatora, a w latach 70. panował już jak brutalny tyran, którego władzy broniła krwawa policja polityczna SAVAK. Irańczycy nigdy nie zapomnieli mu, że doszedł do władzy dzięki spiskowi Amerykanów i służył im za żandarma Bliskiego Wschodu, spełniającego ich wszystkie polecenia, pilnującego bezpieczeństwa pól naftowych i strzegących Bliskiego Wschodu przed zakusami Rosjan.

Rewolucja ajatollaha

Brutalne rządy szacha (krytykowany w końcu przez samych Amerykanów za łamanie praw człowieka, pod koniec panowania zaczął coraz przyjaźniej odnosić się do komunistycznego Wschodu; w 1977 r. gościł z wizytą w Polsce), jego narastająca z każdym rokiem megalomania, korupcja, dekretowana westernizacja życia społecznego i ostentacyjny sojusz z Izraelem sprawiał, że do buntów i ulicznych powstań przeciwko jego panowaniu dochodziło zarówno w latach 60., jak 70. Frontowi oporu przewodził muzułmański kler (potem dołączył do niego również bazar i akademie), spośród którego niezłomnością najbardziej wyróżniał się ajatollah Ruhollah Chomejni.


Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "TP" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego


Wygnany w 1964 r. z kraju za wrogie szachowi i Zachodowi kazania, Chomejni także na obczyźnie, w Turcji, a potem w Iraku i we Francji nie przestawał wyklinać irańskiego władcę jako bezbożnika i marionetkę Amerykanów. Głosił potrzebę obalenia szacha i zaprowadzenia w Iranie rządów Uczonych W Piśmie, ajatollahów, którzy dostosują obowiązuje prawo do koranicznego i pilnować będą jego przestrzegania. Kasety z kazaniami Chomejniego, nielegalnie rozprowadzane w Iranie, wzywały do buntu przeciwko szachowi i stały się wezwaniem bojowym rewolucji, do której w końcu doprowadził.

Przez cały 1978 r. w Iranie trwały antyrządowe demonstracje i rozruchy, a w połowie stycznia 1979 r. chory na raka szach wyruszył w zagraniczną podróż, z której miał już nigdy nie wrócić. Na wieść o jego wyjeździe w Teheranie wybuchła uliczna rewolucja, a 1 lutego z wygnania powrócił Chomejni. 10 dni później upadł rząd szacha, a władzę w Iranie przejęli Chomejni i rewolucjoniści.

Śmigłowiec na pustyni

Chomejni i ajatollahowie zawsze odnosili się nieufnie do Ameryki i Zachodu. Amerykanie wspierali szacha i kontrolowali irańską ropę, a dla konserwatywnych muzułmańskich duchownych zachodnia demokracja i swoboda obyczajowa kojarzyły się z bezbożnictwem i zepsuciem moralnym. Amerykanie także przyglądali się podejrzliwie nowym władcom w Teheranie, pogromcom ich protegowanego szacha.

Nieufność przemieniła się w otwartą wrogość, gdy w Iranie rozeszły się pogłoski, że Amerykanie zamierzają udzielić gościny szachowi. W rzeczywistości prezydent Jimmy Carter zgodził się – choć wyjątkowo niechętnie – wpuścić jesienią szacha na chirurgiczny zabieg do Nowego Jorku, ale kiepskie zdrowie monarchy sprawiło, że jego pobyt przedłużył się do kilku tygodni. Chomejni zażądał od Amerykanów, by wydali monarchę Iranowi i wyznaczył nagrodę za jego głowę. Czwartego listopada 1979 r. dowodzony przez grupę stołecznych studentów tłum zaatakował i zdobył szturmem ambasadę USA w Teheranie. Napastnicy przejęli ambasadzkie archiwa i wzięli 52 dyplomatów jako zakładników, których zamierzali wymienić na szacha. Ten wyjechał z Ameryki już w grudniu, ale niewola Amerykanów w Teheranie trwała 444 dni (podjęta przez komandosów próba ich odbicia zakończyła się katastrofą – 8 amerykańskich żołnierzy zginęło w awarii śmigłowca na pustyni) przyczyniła się do porażki Cartera w wyborach prezydenckich w 1980 r.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Ajatollahowie i czadory


Upokorzenie, jakiego doznali w Iranie, sprawiło, że Amerykanie już zawsze uważali Chomejniego i ajatollahów za najgorszych wrogów. Ajatollahowie zaś dostrzegli, że podsycając wrogość do Ameryki nie tylko udaje im się jednoczyć Irańczyków w patriotycznym uniesieniu (pomogło im to pokonać rewolucyjnych towarzyszy broni i rywali do władzy, komunistów i zwolenników irańskiej lewicy), ale także odwraca uwagę od niepowodzeń i błędów nowych władz.

Za przykładem Teheranu

Muzułmańska rewolucja w Iranie okazała się najważniejszym wydarzeniem na Bliskim Wschodzie i w świecie islamu od odrodzenia nacjonalizmu arabskiego oraz rządów Gamala Abdela Nasera (1954-70) i Wolnych Oficerów w Egipcie (1954-70). Wydarzenia w Iranie były inspiracją dla całego Bliskiego Wschodu, rozczarowanego czasem niepodległości i rządzonego przez skorumpowanych satrapów, podporządkowanych Zachodowi lub Wschodowi.

Dla arabskich rewolucjonistów Chomejni i buntownicy z Teheranu byli przykładem, że możliwe jest obalenie najgorszych tyranów i ustanowienie nowych porządków, niebędących jedynie kopią zachodniego kapitalizmu lub wschodniego komunizmu. Dla irańskich ajatollahów udane przeniesienie rewolucji do innych krajów Bliskiego Wschodu byłoby najlepszym zabezpieczeniem przed izolacją, obcą, zbrojną inwazją. Wygląda też na to, że Chomejni rzeczywiście zamierzał pod sztandarem islamu zburzyć na Bliskim Wschodzie postkolonialny porządek. Wezwał braci w wierze, by nie zważając na zagraniczne uwarunkowania poobalali władców i porządki, ustanowione wskutek zimnowojennej rywalizacji między Wschodem i Zachodem. „Mam nadzieję, że inni pójdą za naszym przykładem” – powiedział w 1980 r. Chomejni.

Na irańskiej rewolucji wzorował się młody egipski porucznik Chalid al-Islambuli, zwolennik ruchu Braci Muzułmanów, który w 1981 r. zastrzelił egipskiego prezydenta Anwara Sadata za to, że dwa lata wcześniej podpisał pokój z Izraelem, a wcześniej przyjął w Kairze irańskiego szacha i pozwolił mu tam umrzeć (ajatollahowie nazwali jedną z ulic w Teheranie imieniem zabójcy Sadata).

Do inspiracji irańską rewolucją przyznawali się także wspierani przez ajatollahów przywódcy palestyńskiego Hamasu (po cichu pomagali im też Izraelczycy, którzy chcieli stworzyć w palestyńskim ruchu konkurentów dla Jasera Arafata i w ten sposób pomniejszyć jego znaczenie). Dzięki ajatollahom powstał i wzrósł w siłę libański Hezbollah, choć i on swoją karierę zawdzięcza w sporej mierze również Izraelczykom – zdobył znaczenie i rozgłos walcząc z armią izraelską, która najechała na Liban w 1982 r. Partyzanci Hezbollahu sięgnęli po terroryzm i dokonali krwawych zamachów bombowych przeciwko żołnierzom USA w Bejrucie w 1983 r. (ponad 240 zabitych Amerykanów i prawie 60 Francuzów) i saudyjskim Chobar w 1996 r. (19 zabitych). Na irańskiej rewolucji wzorowali się buntownicy, którzy próbowali dokonać przewrotu w Bahrajnie (1981) i zabić emira Kuwejtu (1985). Przykład z teherańskich rewolucjonistów, brali także saudyjscy zamachowcy, którzy pod koniec 1979 r. zajęli Wielki Meczet w Mekce, wezwali do obalenia saudyjskiej monarchii. Saudyjczycy potrzebowali dwóch tygodni, zanim odbili świątynię, a w walkach zginęło prawie tysiąc pielgrzymów i żołnierzy.

Burze Saddama

Saudowie, przywiązani do tytułu strażników świętych miejsc islamu, Mekki i Medyny, poczuli się zagrożeni przez irańskich ajatollahów, podburzających muzułmanów i roszczących sobie prawo do ich przywództwa. Aby powstrzymać Chomejniego rozniecili stare konflikty między Arabami i Persami (ok. dwóch trzecich ludności Iranu) oraz sunnitami i szyitami stanowiącymi piątą część wszystkich  muzułmanów, ale 90 proc. ludności Iranu. Przede wszystkim zaś namówili dyktatora Iraku Saddama Husajna, by najechał zbrojnie Iran, sąsiada za miedzą. Obiecali Saddamowi broń i pieniądze na wojnę, a także wsparcie Zachodu, sojusznika Saudów. Przekonywali, że irańska armia, osłabiona wskutek rewolucyjnego chaosu i pozbawiona dostaw części zamiennych z USA nie będzie w stanie stawić czoła Irakijczykom, a Saddam odniesie wspaniałe zwycięstwo i zagarnie przygraniczne irańskie ziemie. Saudowie, a także Amerykanie, Francuzi i cały Zachód liczyli, że wskutek wojennej przegranej ajatollahowie zostaną odsunięci od władzy, albo przynajmniej ich państwo zostanie tak wykrwawione, że dalszy eksport rewolucji nie będzie im w głowie.


Czytaj także: Krzysztof Strachota: Marzenie o kontrrewolucji


Saddam dał się skusić i we wrześniu 1980 r. zaatakował Iran. Przeliczył się jednak i zamiast przynieść błyskawiczny triumf, wojna z Iranem przerodziła się w długotrwałą, pozycyjną, toczoną w okopach na pustyni. Irakijczykom nie pomogły ani saudyjskie petrodolary, ani polityczne i wojskowe wsparcie Zachodu (amerykańska marynarka wojenna wkroczyła do Zatoki Perskiej, blokowała irańskie tankowce i pola naftowe, by pozbawić Iran dochodów; w 1988 r. amerykański okręt zestrzelił irański samolot pasażerski, zabijając prawie 300 osób). Na nic nie zdały się też ataki trującymi gazami, bronią masowego rażenia, której Irak używał bez skrupułów (Amerykanie i Zachód od tym wiedzieli). Iran odparł wszystkie ataki, a nawet sam przeszedł do kontruderzenia, ale zabrakło mu pieniędzy na dalszą walkę.

W 1988 r. wojna, w której wyniku zginęło milion ludzi została przerwana nierozstrzygniętym rozejmem. Iran, i tak już karany przez resztę świata ostracyzmem, wyniszczony wojną, politycznymi zawieruchami i terrorem, popadł w ruinę, ale zamiast obalić rządy ajatollahów, najazd tylko umocnił ich władzę. Saddam zaś, rozczarowany wojennym niepowodzeniem i brakiem łupów, postanowił powetować sobie straty i w 1990 r. najechał na obfitujący w ropę naftową Kuwejt, by włączyć go do Iraku jako kolejną prowincję. Kto wie, czy po zdobyciu Kuwejtu nie ruszyłby dalej, na saudyjskie pola naftowe, gdyby na wezwanie Rijadu na Półwyspie Arabskim nie wylądowali Amerykanie i odparli iracką inwazję.

W 1991 r. amerykański prezydent George Bush oszczędził jednak Saddama. Obawiał się, że jego upadek wyniesie do władzy w Iraku tamtejszych szyitów (dwie trzecie ludności) i zwiększy wpływy Iranu. W 2003 r. syn Busha, George, najechał Irak ponownie, tym razem, by odebrać Saddamowi władzę i ustanowić w Bagdadzie prozachodnie porządki, które miały być wzorem dla całego Bliskiego Wschodu i zapewnić Zachodowi przychylność tego regionu. Ponowna inwazja zakończyła się jednak niepowodzeniem. Po obaleniu Saddama władzę w Iraku przejęli życzliwi Iranowi szyici, a po ewakuacji Amerykanów w 2011 r. sunniccy radykałowie skrzyknęli się w partyzancką armię Państwa Islamskiego i ogłosili powstanie samozwańczego kalifatu na obszarze Iraku i Syrii.

Skutki uboczne

Zanim jeszcze doszło do obu amerykańsko-irackich wojen, zagrożeni przez irańskich ajatollahów Saudowie wpadli na pomysł, że rewolucyjnemu islamowi z Teheranu przeciwstawią się wspierając najbardziej konserwatywny, kontrrewolucyjny islam z Półwyspu Arabskiego, wahabizm, który wynieśli do rangi oficjalnej religii królestwa. Eksportowi irańskiej rewolucji przeciwstawili eksport własnego islamu. Wydali miliardy petrodolarów na budowę i trzymanie meczetów na całym świecie, pensje posyłanych do nich imamów, stypendia dla studentów i badaczy Koranu. W latach 80. finansowali wojnę Iraku z Iranem, ale także wojnę mudżahedinów przeciwko Armii Radzieckiej w Afganistanie.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Trump i Bliski Wschód: odejść, by zostać


Afgańska wojna, ogłoszona świętą, udział w niej setek tysięcy muzułmańskich ochotników z całego świata i duchowy patronat, jaki rozciągnęli nad nią (za aprobatą Amerykanów) Saudowie, miał im przynieść ostateczne zwycięstwo nad ajatollahami w rywalizacji o rząd dusz muzułmanów. Skutkiem ubocznym okazały się jednak także narodziny Al-Kaidy, Terrorystycznej Międzynarodówki, która wkrótce miała zagrozić zarówno Arabii Saudyjskiej, jak Ameryce.

Rywalizacja irańskich ajatollahów i saudyjskich szejków ogarnęła cały Bliski Wschód – Teheran i Rijad ścierają się o wpływy w Iraku, Syrii, Libanie, Jemenie, Katarze. Ajatollahowie brali w tej rywalizacji górę. Nie tyle dzięki swojej wojskowej czy politycznej przewadze, ile słabościom przeciwnika. Nie potrafiąc powstrzymać ajatollahów, Saudowie na pomoc znów wezwali Amerykanów, podejrzewających dodatkowo ajatollahów, że mimo zawartej w 2015 r. z zachodnimi mocarstwami, a także z Rosją i Chinami umowy, wciąż usiłują zbudować sobie bombę atomową.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tekst ogólnie jest ciekawy i wniósł dla mnie kilka rzeczy o których wcześniej nie wiedziałem (wsparcie krajów arabskich dla Amerykanów podczas II WŚ, walki o Wielki Meczet w Mekce i wsparcie finansowe Arabii Saudyjskiej dla Iraku), ale jest w nim także kilka błędów. Po pierwsze, żaden z krajów arabskich nie marzył i nie marzy o "sprawiedliwych, demokratycznych porządkach". Widać to po tym, kto obejmuje tam władzę w wyniku wyborów: albo dyktatorzy, albo islamiści. Następnie, to że niby dobrze układała się współpraca USA z Iranem przed najazdem ZSRR i Wielkiej Brytanii w 1941 r. to daleko idące uproszczenie. Idąc dalej, przewodnictwo "studentów" w ataku na ambasadę USA w Iranie to chwyt propagandowy podobny do prowokacji gliwickiej i dziwne, że jakikolwiek zachodni dziennikarz naprawdę wciąż w to wierzy. A oszczędzenie Saddama w 1991 r. nie wynikało z pobudek politycznych, tylko militarnych. Oficjalnie Amerykanie tego nie przyznają, ale Operacja Pustynna Burza zakończyła się porażką (a raczej remisem), gdyż jej celem było całkowite zniszczenie irackiej armii w Kuwejcie, ale w decydującym starciu elitarnym dywizjom irackim udało się rozbić broniącą kluczowej pozycji pancerną jednostkę amerykańską, wybić się z okrążenia i wycofać w głąb kraju. Amerykanie wtedy nie chcieli ryzykować walki z przeciwnikiem o tak wysokim morale na jego własnym terytorium (Irakijczycy udowodnili swoją wartość bojową nie przerywając natarcia pomimo stosunku strat 25:1 na swoją niekorzyść). Odpuścili sobie obalenie Saddama Husseina poprzestając na samym wyzwoleniu Kuwejtu, a podczas drugiej wojny w Zatoce Perskiej zmienili taktykę, nie dopuszczając do bezpośrednich walk wojsk lądowych.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]