Tu jest darmowo

W czytelni, skwar, okno otwarte na Krakowskie Przedmieście. „Pszepani, co to za muzeum?”. Z ulicy zagląda przez okno gość i wskazuje na gablotki: „Z jakiej ery?”. „Pisma, hehe, tu jest biblioteka”. Cień zawodu na twarzy. „Mam jeszcze godzinę do pociągu, chciałem coś dzieckom pokazać, byśmy se weszli. W sumie stary budynek”. Zawahał się: „Ale jakby co: tu jest darmowo?”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Autobus 172, jazda powolna, marazmowa, opłotkami generalnego remontu miasta. Odbieram w końcu połączenie i niedyskretnie narzekam. Środowisko, kultura, edukacja, no i rozkopy. Przysłuchuje mi się czujnie staruszka z sąsiedniej pakamery. Ja w kolejną replikę, a ta na cały autobus: „Polska jest w pierwszej piątce”. Zamarliśmy. Skończyłam gadkę. „Względem czego?” – pytam. „Polska jest w pierwszej piątce”. Drążę: „No, ale że jakiej?”. Staruszka na wkurzeniu: „Wszystko od Boga zależy”. Gość spod okna: „Ale niech pani powie...”. Staruszka zniecierpliwiona: „Po prostu, w piątce”. „Nie ma czegoś takiego”. Staruszka nachyla się ku niemu, konspiracyjnie: „Dowie się pan po śmierci”.

Plac Unii, czekam na autobus. Warszawa w budowie, rozkopana, koczuje się bez gwarancji. Siedzę z plecakiem pełnym książek. Tuż za mną przystaje para. On, wskazując na mnie: „Idziemy, ta czeka na dalekobieżny”. Ona: „Skąd wiesz?”. „To widać”. Pokręcili się, ona przycupnęła przy mnie. On: „Idziemy, to stary przystanek”. „Zawsze tu był”. „Nie mów »zawsze« w tym mieście”. Włącza się staruszka z wiaty: „A co się panu nie podoba?”. „Niech pani lepiej powie, czy coś tu jeździ”. „Ja mam czas”. „Ale po co pani tu siedzi?”. „Bo tu jest przystanek”. „Ale jeździ tu coś?”. „Zawsze”. „Jak »zawsze«, jak nic nie jedzie?”. „Zawsze tu czekam”.

Instytut Onkologii, konsultacje. Dosiadam się do matki z dziewczynką na oko siedmioletnią. „Może książeczkę pooglądaj” – podtyka dziecku. „Nie”. „Mam flamastry. Te, co je ostatnio kupiłaś. I pisak z brokatem. Przyniosę krzesełko, będziesz mogła sobie rysować”. Mała nie reaguje. Uśmiecham się do matki porozumiewawczo. Ta nie ustaje: „Maniaaa, a może byś mamie narysowała coś ładnego?”. Mania wstaje, podchodzi do okna. Matka: „No, jak chcesz”. Do mnie: „Pani ma dzieci?”. „Aha”. „No to pani wie, jakie to trudne”. „Uhm”. „I tak jest ciężko, a ta nie współpracuje”. Podchodzę do małej. „Nie udaje mi się” – mówi. „Jasne”. „Mama jest zła, ale obrazki sobie poszły”. „?”. „Uciekły, jak zaczęłam chorować”. „Wiesz, gdzie zwiały?”. Wyciąga rączkę: „Widzi pani? Tam, między blokami, przez chwilę była sowa”. „Jej!”. Posmutniała: „Pani udaje. Pani nie może widzieć moich rysunków. Tylko ja mogę je zobaczyć”. Cofnęła się na krzesło.

Rozmowa z Rudą na czacie. „Chcę zobaczyć Kopenhagę” – pisze. Uśmiecham się: „No, mam nadzieję”. Właśnie jej napisałam, że tam mamy przesiadkę. „Chcę zobaczyć centrum Kopenhagi”. „Tak, układam trasę”. „Tylko nie zbaczaj”. Płoszę się: „Wiesz, mamy cztery godziny… Nie da się zboczyć”. Milczy czatowo. Po chwili: „Dlaczego się nie da?”. „No, w tak krótkim czasie i tak niewiele zobaczymy”. Ruda: „Bo ty zboczysz”. Panikuję: „Co masz na myśli?”. Milczy długo. „Chodzi o to, że zgubię drogę?”. Odpisuje: „Nie. Jak masz mało czasu, to tracisz”. „Aha”. „A ja chcę zobaczyć, co trzeba”. „No dobra”. „Postaraj się tym razem”. Milczę. Pytam w końcu: „Masz radę dla mnie?”. Myśli, wstukuje: „Nie bój się miejsca, a dostaniesz czas”. Proste.

Dzwoni staruszka od ciśnienia: „Pani Elizo, żyje pani?”. „Bodaj”. „Bo jakoś tak pani nie spotykam”. „A wychodzi pani?!”. „Ja?! Nie”. „Hm, no to jak miałyśmy się spotkać?”. „Dobra, dobra, jednak częściej na panią wpadałam”. „?”. Milczymy obie. Po chwili ona z wyrzutem: „Spałam, gadałam do siebie – i co chwilę pani… A teraz nic”. „Przepraszam”. „Proszę się poprawić”.

Biblioteka Instytutu Badań Literackich. Sama w czytelni, skwar, okno otwarte na Krakowskie Przedmieście. „Pszepani, ej!” – słyszę, ale nie dopuszczam. „Ej, ej, pszepani” – tym razem dociera. Podnoszę oczy: „Pszepani, co to za muzeum?”. Z ulicy zagląda przez okno gość z grubsza w moim wieku. „Muzeum?”. Wskazuje na gablotki: „No to”. „A, to wystawka”. „Z jakiej ery?”. „Pisma, hehe, tu jest biblioteka”. Cień zawodu na twarzy. „Mam jeszcze godzinę do pociągu, chciałem coś dzieckom pokazać”. „Ech”. Odchodzi. Po chwili znów słyszę: „Pst, pszepani!”. Podchodzę. Stoi z synkiem na barana: „Wie pani co, ja bym może synka podsadził, byśmy se weszli. W sumie stary budynek”. „No, niemłody”. Zawahał się: „Ale jakby co: tu jest darmowo?”.

Dzwoni przyjaciółka: „Pozdrowienia z rejsu z butelką!”. „O, na spacerze?”. „Tak, siedzimy sobie na ławce i ciągniemy”. „Jest impreza”. „A jak! Pierwsze pół roku za nami”. „Ano”. „Toastujcie”. „Toastujemy w miłym towarzystwie” – chichra się. „?”. „Mamy na lewej burcie panów z butelką”. „Aaa”. „I tak: my butelka – oni butelka, my łyczek – oni łyczek. To jak pływanie synchroniczne, wiesz”. „Haha”. „A przed nami morze piasku”. „Y?”. „Piaskownica czyli. Ale wiesz, na takim rejsie to się włączają skojarzenia… I tak jakby kontemplujemy”. Melancholia stepów osiedlowych.

Noc późna, telefon. Numer matki, odbieram z lękiem. „Cześć” – ojciec w słuchawce. „Co się dzieje?”. „Gdzie?” – pyta przejęty. „Myślałam, że u was”. „U nas? A gdzie my jesteśmy?”. „W Lidzbarku. A jestem w Warszawie, tato”. „Możliwe”. Pauza, szuranie, pogłos podwórka. Na Warmii lepiej słychać interior. „Wy mi tak ciągle mówicie – spoważniał – ale to nie tak”. „Aha”. „Zapamiętaj: wszyscy siedzimy tu przy stole”. „Dobrze”. „Ty też. Zapamiętaj, bo ja zaraz zapomnę”. Zapłakał.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Tu jest darmowo