Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Trump, czyli zgaduj zgadula

Trump, czyli zgaduj zgadula

16.07.2018
Czyta się kilka minut
Tournée prezydenta USA po Europie – od Brukseli przez Londyn do Helsinek – pokazało polityka w pełni świadomego swych celów, słów i czynów.
Prezydenci Donald Trump i Władimir Putin w Helsinkach, 16 lipca 2018 r. / FOT. BRENDAN SMIALOWSKI / AFP / EAST NEWS
Prezydenci Donald Trump i Władimir Putin w Helsinkach, 16 lipca 2018 r. / FOT. BRENDAN SMIALOWSKI / AFP / EAST NEWS
P

Państwa NATO muszą płacić więcej, USA muszą płacić mniej” – grzmiał na Twitterze Donald Trump przed szczytem NATO w Brukseli, aby parę dni później ogłosić swój sukces: „NATO jest silne i bogate”. Z kolei w drodze do Helsinek na spotkanie z prezydentem Wladimirem Putinem obarczył odpowiedzialnością za zły stan stosunków z Rosją „wieloletnią bezmyślność i głupotę polityki amerykańskiej”, czyli administrację Obamy, która bezmyślnie i głupio razem z Kanadą i sojusznikami z NATO i UE nałożyła sankcje na Rosję na agresję na Ukrainę… W międzyczasie prowadził rozmowy i udzielał wywiadów, w których na przemian straszył, ganił lub chwalił swoich europejskich „wrogo-partnerów”.

Prosty język i równie proste komunikaty Trumpa są niekiedy traktowane jako przejaw jego oderwania od rzeczywistości, politycznej niedojrzałości i triumfu charakteru nad zdrowym rozsądkiem. Nic bardziej zgubnego. Tournee prezydenta USA po Europie – od Brukseli przez Londyn do Helsinek – pokazało polityka w pełni świadomego swych celów, słów i czynów. 

Po pierwsze, Trump prowadzi nieustającą komunikację ze swoimi wyborcami, a nie z partnerami zagranicznymi. Tych drugich traktuje jako przeciwników, dla których jedynym zbawieniem jest oddanie pieniędzy lub zostanie klientem amerykańskich firm: producentów uzbrojenia lub energii. Podczas konferencji prasowej na zakończenie szczytu NATO Trump jak mantrę powtarzał, że zmusił sojuszników do płacenia miliardów więcej na obronę, traktując pytania o strategiczne przesłania Sojuszu zdawkowo.

Po drugie, dla Trumpa wydatki na obronę, polityka energetyczna i handel są jednym pakietem spraw, których wspólnym mianownikiem jest wroga interesom amerykańskim polityka Europy, zwłaszcza Niemiec. Taka strategia dobrze wygląda w mediach, ale jest całkowicie pozbawiona szans na sukces. NATO jest paktem obronnym, nie ma narzędzi do kształtowania polityki energetycznej sojuszników – tak jak kwestie wymiany handlowej przynależą do Unii, która z kolei ma niewiele wspólnego z budżetami obronnymi swych członków.

I tu dochodzimy do kolejnego elementu: Trump doskonale wie, że wiele jego słów i gróźb jest mocno na wyrost, gdyż wymaga długich i skomplikowanych negocjacji na różnych forach. Wie też, że bez zgody Kongresu nie wycofa się z NATO, czym miał grozić, ani nie nałoży sankcji na firmy zaangażowane w budowę Nord Stream 2. Wie też, że sojusznicy nie zwiększą wydatków na obronę w żądanym przez niego czasie, a pułap 2 proc. jest dziś nierealny. Wystarczy zresztą przeczytać tekst podpisanej przez niego deklaracji na zakończenie szczytu.

Dlaczego więc to robi? Optymiści powiedzą, że jest to brutalna, ale nie pozbawiona racjonalności taktyka negocjacyjna, która wstrząśnie Europą, przyczyni się do oczyszczenia atmosfery i przyniesie poprawę w stosunkach USA-Europa. Patrząc na szczyt NATO od strony deklaracji i decyzji, a nie narracji Trumpa, nie ma rzeczy niepokojących. Zaangażowanie na wschodniej flance zostało potwierdzone, tak jak zgoda, że Rosja prowadzi agresywną politykę i trzeba mieć na to odpowiedź. I jest to dobra wiadomość dla Polski. 

Pesymiści będą (nie bez racji) dowodzić, że strategią Trumpa jest rozbijanie współpracy atlantyckiej, a jego niespójność jest pozorna, bo konsekwentnie buduje on pretekst dla wycofywania USA z sojuszniczych zobowiązań. Ale do tego potrzebuje on więcej sojuszników w samych Stanach, zwłaszcza pozbawionego atlantyckiego sentymentu Kongresu oraz twardego Brexitu i upokorzonych Niemiec. Oraz porozumienia z Rosją, na którym zależy mu chyba bardziej niż na porozumieniu z sojusznikami.

Taki płynie wniosek z konferencji prasowej po spotkaniu z Putinem w Helsinkach. W porównaniu z tym, co mogli usłyszeć na swój temat europejscy sojusznicy, Rosja i jej włodarz są traktowani wyjątkowo dyplomatycznie przez lubiącego dosadne określenia Trumpa. Co więcej, i co gorsza, obywatele amerykańscy, a wraz z nimi cały świat, mogli natomiast usłyszeć, że prezydent największego mocarstwa na świecie ma większe zaufanie do byłego oficera KGB, niż do FBI. Swoimi wypowiedziami na konferencji z Putinem Trump po raz pierwszy pokazał z taką siłą, że pytania o rolę putinowskiej Rosji w jego krucjacie przeciwko Zachodowi, nie są fake newsami wyssanymi z palca przez niechętne mu media. I że niechęć do kanclerz Angeli Merkel i premier Theresy May, które z różnych powodów stanęły mu na drodze, może mieć inne źródła niż marzenie o świecie wolnego handlu i uczciwej współpracy. 

Jeśli Trump miałby się okazać amerykańską inkarnacją Gerharda Schroedera to konsekwencje jego podróży do Europy nie powinny nikomu – także w Polsce – pozwolić poczuć się bardziej komfortowo i bardziej bezpiecznie. Na szczęście Ameryka to o wiele więcej niż Donald Trump.


CZYTAJ TAKŻE

SZPAGAT NAD ATLANTYKIEM: Bilans dwóch lat Trumpa jest dotąd dla Polski pozytywny. Czy więc po raz kolejny udało nam się znaleźć niszę, w której przetrwamy polityczną zawieruchę? Niekoniecznie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

gdyby nie trąciło trupim jadem sprzed niewielu jeszcze dekad

Rosja jest słaba. Może być jednak doraźnie przydatna do szachowania i sojuszników i przeciwników.

sterowane zza kulis przez cwanego gracza - czy w Stanach ktoś kontroluje rządzącego pajaca?

zadałem też to pytanie znajomej w Stanach - odpowiedziała krótko i bez wahania - tak, Putin

Tez tak twierdze, choć nie mieszkam w Stanach:))) Facet na odległość sygnalizuje relacje miedzy nim a Putinem. Co tam konferencja prasowa....Przedtem obaj panowie konferowali w cztery oczy przez dwie i pół godziny i tylko sekretarze (tłumacze?) robili notatki. Świat nie ma pojęcia, co tam postanowiono

Pewien mój znajomy, też z USA twierdzi, że światem żądzą kosmici :P Kiedyś na 4-chanie poszła taka zmyłka, że telefony komórkowe po aktualizacji można ładować w mikrofalówce, czy muszę pisać w jakim kraju najwięcej osób w to uwierzyło? W USA bodajże około 10% ludzi wierzy w płaską ziemię. W USA w różne dziwne rzeczy wierzą. Czy ktoś stoi za Trumpem? Pewnie tak, jak na mój gust za Trumpem stoi lobby wojskowe i parę innych grup wpływów dotychczas będących w odstawce, zatem nie ma dziwne, że dotychczasowe elity by to osłabić obrzucają Trumpa każdym możliwym szambem. Jeśli USA z kimś przegrają to z Chinami, a nie Rosją. Chiny są największym wrogiem USA, a nie Rosja (wbrew pozorom wojskowi swój rozum mają i lepiej rozpoznają zagrożenia niż cywile). Nie jest to dla nas najszczęśliwsza okoliczność , wolelibyśmy by jedynym wrogiem USA była Rosja, a my amerykańskim przedmurzem, ale powoli ta koncepcja traci na znaczeniu i nic na to nie poradzimy, myślenie życzeniowe sprawdza się w religii, a nie polityce.

to moja, lewicowa artystka, dla której już w Ameryce Busha było tak duszno, że woli większą część roku spędzać w Europie, spodziewa się drugiej kadencji i mówi, że lepiej tego nie dożyć. Podsumowujemy, czy jeszcze na kogoś czekamy? Tymczasem odniosę się do powszechnej u nas opinii o Amerykanach jako o narodzie o wyjątkowo ciasnych horyzontach. Nie wydaje mi się to sprawiedliwe. Kiedyś będąc w pewnym mieście w stanie Kentucky (liznęło się świata, co nie? ;) patrzyłem przez rzekę Ohio na miasteczko położone dokładnie naprzeciwko na drugim brzegu, właściwie w granicach tej samej aglomeracji, ale należące już do stanu Indiana. I nagle uświadomiłem sobie, że nie umiałbym odpowiedzieć na pytanie, z jakimi stanami graniczy Kentucky poza Indianą. Od tamtej pory nie dziwuję się Jankesom nie umiejącym znaleźć na mapie powiedzmy Chorwacji. A "płaskoziemcy", jak podejrzewam, są w przytłaczającej większości takimi samymi zwolennikami teorii płaskiej Ziemi, jak członkowie Kościoła Latającego Potwora Spaghetti wyznawcami onegoż Potwora. To że płaskoziemców nieraz przywołuje się w polemikach z klimatosceptykami, antyszczepionkowcami czy "birthersami" to zupełnie inna sprawa. Aha, wtedy, w Kentucky, sprawdziłem na mapie zaraz po powrocie do hotelu, jak zawsze robię, gdy dopadają mnie geograficzne rozterki.

W Stanach wprawdzie nigdy nie byłam, niemniej mam o nich swoje prowincjonalne wyobrażenia. Zwazywszy, ze to głównie Amerykanie inkasują Noble, a uniwersytety amerykańskie przodują, chyba jest na rzeczy domniemywać, ze istnieja tam przepaściste różnice w poziomie intelektualnym i kulturalnym. Widac to nawet na filmach i reportażach telewizyjnych. Podejrzewam, ze Trump został wybrany przez ten rzeczywiście gorszy sort, który nawet nie jest w stanie ocenic i zweryfikować tego, co wyprawia ten pajac

USA to zróżnicowany kraj i naród, zatem wszystko tam odnajdziemy, i geniusz, i bezgraniczną głupotę, wszystko. Tu nie chodzi o "ciasne horyzonty" chodzi o to, że powoływać się na to "że coś tam w USA" to tak jakby powoływać się na internet. Niemniej nie o tym mowa, wydaje mi się, że tak jak zasady bajora nie opisują oceanu, tak przenoszenie naszych polskich fobii na opisywanie tego co w USA jest zabiegiem totalnie chybionym i najzwyklej w świecie kłamliwym. No i na logikę, gdyby pan prezydent Trump był "agentem" Putina a służby specjalne USA to tolerowałyby i nie zafundowały mu w trybie ekspresowym przejścia w "inny wymiar" to oznaczałoby, że te Imperium jest tak beznadziejnie głupie i nieporadne, że jest po prostu niemożliwym, by było niepodległym krajem, a cóż dopiero mocarstwem. Reasumując, mimo wszystko wierzę w USA i uważam, że wiązanie Trumpa z rosyjskimi wpływami jest po prostu podłym kłamliwym zabiegiem tzw. "Demokratów" dążących do tego by pozycja aktualnego prezydenta była jak najsłabsza.

w Stanach temat jest boleśnie aktualny, o wiele bardziej niż u nas pytania o rosyjskie powiązania Macierewicza &Co na przykład - i dlatego ją pytałem a nie znajomych z Polski - nie muszę robić testów by wiedzieć, że wszystkie moje znajome w Polsce mają Trumpa i to, kto za nim stoi głęboko w radiumaryja - a odpowiedź, choć może nie odkrywcza, to jednak w kontekście pajacowania rządzących elegancko mi pasuje do polskich realiów

Trump właśnie zorientował się, że nie najlepiej zagrał, i swoim zwyczajem zrobił zawrotkę, solidaryzując się ze swoimi służbami przeciw Putinowi. Co jest zresztą w zgodzie z faktycznymi wcześniejszymi posunięciami (sankcje itd.). Ja go w pewnym sensie rozumiem. Czy ktoś oczekiwał, że na zaprzeczenia Putina odpowie: "No co ty, Wołodia? Oczywiście, że się mieszałeś, a ja jestem tego najlepszym dowodem!"?. Przy okazji spostrzeżenie dotyczące języka. Jedno, to nowe słowo w języku przeciwników Trumpa: "zdrada". Drugie, to stara, ale dotąd niezbyt często używana nazwa: Intelligence Community - konglomerat różnych służb wywiadowczych USA. To brzmi inaczej niż CIA, NSA albo FBI, czyli nigdzie nie cieszące się wielką sympatią służby specjalne, albo "deep state", działające w ukryciu (jak sama nazwa wskazuje) i zupełnie niezależne od nieprzewidywalnej woli wyborców. "Community" brzmi prawie jak "we, people". Szlachetnie i mocno. Ataki "głębokiego państwa" prezydentowi wypada odpierać odwołując się do społeczeństwa; ze "społecznością" tak się nie da. Czego skutki obserwujemy.

Tu chodzi o to, że próbuje się ubezwłasnowolnić prezydenta USA. Nawet jeśli Rosjanie się mieszali, to zemsta powinna być cicha, nagła, i taka żeby tylko Ruskie o tym wiedziały, i by byli tak tym wystraszeni by nigdy więcej nie mieli zamiaru tego powtórzyć. Publiczne nagłaśnianie, że Ruskie niby pomogły Trumpowi ma na celu tylko i wyłącznie to, by sparaliżować jego jakiekolwiek próby porozumienia się z Ruskimi, by jedyne co mógł to eskalować konflikt, takie coś jest tylko i wyłącznie na rękę Chinom i absolutnie Ameryce nie służy. Takie coś coraz mocniej wpycha Rosję w pozycję wasala Chin i daje Chinom darmowy parasol militarny przed jakimkolwiek starciem z USA. Jeśli USA chcą pozostać mocarstwem muszą za wszelką cenę rozbić chińsko ruski tandem. Czas działa na ich niekorzyść (Ameryki). USA straciły dynamikę, na dłuższą perspektywę Chiny wygrywają, bo są bardziej dynamiczne, bardziej atrakcyjne, dla biznesu, dla rozwoju nowych technologii. To, że Chiny są mocne tylko w produkcji badziewia to już bardzo odległy mit. Potęga Chin jest coraz groźniejsza, Rosja przy nich to tylko "horda barbarzyńców", póki co jeszcze lepiej uzbrojonych barbarzyńców, ale to też już coraz bardziej się zmienia. Trudno wyczuć kto tam jest większym zdrajcą, ale w Chinach zapewne piją z tej okazji szampana.

Jako jednak element "wojny kulturowej" z tym, co reprezentuje Trump, a co niespodziewanie dla establishmentu doszło do głosu. Niedawno czytałem całkiem trzeźwą refleksję nad kardynalnym błędem liberalno-lewicowych elit: jak się tryumfalnie obwieszcza znienawidzonym grupom, że ich czas mija i w następnych wyborach demografia nie da im cienia szansy, to one się konsolidują np. wokół Trumpa i tę ostatnią szansę wykorzystują. Ale oczywiście jest całkiem możliwe, że "inni szatani byli tam czynni"... Co do Ruskich, można w ciemno założyć, że się mieszali - w zasadzie na pewno nie mieszali się tylko w wybory parlamentarne w Polsce w 2011 roku ;)

Jak na mój gust czas liberalno-lewicowych grup też mija. Ci którzy mają najsilniejszą demografię przeżują ich i wyplują, jak pozbawioną smaku balonówkę. Niemniej i oni zapragną utrzymać mocarstwową pozycję Ameryki. Zdumiewającym jest, że przy tak niewyparzonej retoryce Trumpa i nagonce medialnej przeciw niemu jednak prawie 30% Azjatów i Latynosów w USA właśnie jego poparło. Zastanawiam się po co Rosja miałaby mieszać się w wybory w USA? Przecież wiedzieli (wbrew bredniom Demokratów), że z Trumpem łatwo nie będzie. Może "pocałunek Judasza"? kto za Ruskimi nadąży? a może wiedzieli, że u pani Clinton są już tak "spaleni" za ogranie jej i wyssaniu dzięki jej wsparciu elektroniki do swoich systemów wojskowych, że już lepsze cokolwiek byle nie ona? (zemstliwa kobieta potrafi "świat" spalić, byle odreagować, może i dobrze, że zaingerowali? ryzyko było zbyt duże). ps. Bardzo intryguje mniej jak skończyło się starcie rakietowe w Syrii? Izraelskie F-35 wygląda na to, że z ruskimi Pancyrami robią co chcą, przecież to nie o broń chemiczną chodziło, a o "przygotowanie" do negocjacji. Myślę, że jednak Chiny nie do końca mogą spać spokojnie, gra w toku.

Otóż to. Prezydent USA ma wielka władzę, niemniej nawet taki pajac musi się liczyć i z "community", i z "deep state", a także z areopagiem własnej partii. Nie mówiąc o "czwartej władzy", która może zrobić z niego miazgę, co już się zdarzało. Dlatego USA nie stanie się nic złego, wszyscy czuwają. Gorzej z Europą, a najgorzej z Polska

Taka jest gorzka prawda o realnej demokracji. To tak jak z cyrkulacją oceaniczną. Na powierzchni prądy płyną szybko, ale w abisalnych głębiach woda przemieszcza się w tempie jednego cyklu na tysiąclecie. Cyrkulacja w deep state też jest bardzo, chociaż nie aż tak powolna. Jeśli o partyjny areopag chodzi, to dziś widziałem taki tytuł: "Republikanie zdecydowali się runąć za Trumpem z klifu zdrady". Jak widać, i tam, cytując Klasyka: "w miarę postępów rewolucji walka klasowa zaostrza się". Pozdrawiam.

O amerykański Ciemny Lud tez byłabym spokojna. Jest taki sam ja Ciemny Lud w Polsce, UK i gdzie indziej. Wystarczy mu ochłap:)))

Ano to ze gdy uplynie kadencja rzadow Gerharda Schroedera tzn po ukonczeniu tzw nord stream wroci on do swojej ojczyzny i obejmie schede po zelaznej P Kanclerz, a powstale puste miejsce obejmie P Donald /bowiem jego kadencja nie bedzie dluga/. Zapisano tam tez zdanie "skoro nasi hakerzy cie wybrali nie masz juz mozliwosci ucieczki, jestes nasz zreszta jak i tez inny piekny Gerard ale Depardieu.

amerykańskie instytucje, niezależnie od tego co on wygaduje czy wyprawia, dalej działają zgodnie z amerykańskim prawem, z konstytucją - my niestety nie mamy tak komfortowej sytuacji

Prezydent Trump ma dwie podstawowe cechy- narcyzm i glupote. Natomiast na mysl o Putinie pojawiaja sie dwie niebezpieczne cechy, takie jak zadza wladzy i pozbawienie skrupulow. I w jednym i drugim przypadku niebezpieczna mieszanka. Czolowi politycy i eksperci w USA klasyfikuja pojawienie sie Trumpa z Putinem w Helsinkach jako katastrofe a New York Times pisze – czy Rosja ma cos przeciwko niemu? Zarzut polega na tym, ze Trump zabiegal o autorytarna glowe panstwa i co gorsza, nadal Putinowi wieksza wage niz jego wlasna sluzba wywiadowcza.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]