Trofea Lance’a

Został pozbawiony orderów i dystynkcji, zdegradowany, a jego heroiczne czyny na wieki wieków wymazane z annałów.
Czyta się kilka minut

Został pozbawiony orderów i dystynkcji, zdegradowany, a jego heroiczne czyny na wieki wieków wymazane z annałów. Nadludzki wysiłek poszedł na marne i został uznany za niebyły. Opiewające go pieśni pójdą w zapomnienie. Morderczy wysiłek całego życia poświęcony na marne. Kto to był? Były Lance Armstrong – mistrz nad mistrze.

Teraz to po prostu patologicznie nadambitny, nieprzystosowany do życia w społeczeństwie osobnik z Teksasu, półsierota wyszkolona przez matkę do wygrywania za każdą cenę.

Już nie heros alfa, który zstąpił do piekieł śmiertelnej choroby, by powrócić na niebotyczne szczyty niewyobrażalnego mistrzostwa Tour de France. Powołany do tego, by na oczach milionów tryumfować wielokrotnie nad rakiem, rywalami i sobą.

Nadszedł czas, gdy gladiator dobrowolnie oddaje ekwipunek, znużony ucieczką przed wieloletnim pościgiem. Nawet on nie może ani chwili dłużej ukrywać, że wielka pętla zacisnęła się na jego gardle, sam musi pośrednio przyznać, że oszukiwał od samego początku – oszukiwał najlepiej z wszystkich oszukujących, ale jednak nie doskonale. Przyznaje się pośrednio, idzie na ugodę, aby zachować resztki dobrego samopoczucia, którego mu nigdy nie brakowało, resztki nieprawdopodobnej ambicji napędzanej gniewem mogącym przenosić Alpy pod kołami roweru. To było jego paliwo. Doping biorą wszyscy katorżnicy, on był katorżnikiem nad katorżnikami, niewiarygodnie seryjnym tryumfatorem cierpienia nad cierpieniami.

Z piętnem hańby Armstrong schodzi z roweru w niebyt. Jak każdy śmiertelnik-mistrz kolarstwa. Miał nadzieję, że będzie wyjątkiem. Nic z tego. Był zbyt wybitny, by prześlizgnąć się niepostrzeżenie i pozostać legendą. Zaciężna armia prawników tylko odwlekła nieuchronne.

W domu w Austin, Lance patrzy na puchary. Trofea nikną w oczach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2012