Trener

Wiosną 1994 r. obok biura LOT-u przy ulicy Basztowej w Krakowie spotkałem Tadeusza Różewicza. Czekał na tramwaj. Wyglądał dokładnie tak, jak na zdjęciach w wydanym trzy lata wcześniej tomie "Płaskorzeźba": miał na sobie jasny płaszcz, a w prawej ręce trzymał puste wiaderko, jakby przed chwilą wyrzucił śmieci.
Czyta się kilka minut

Podszedłem i przedstawiłem się, powiedziałem, że czytam "Płaskorzeźbę" już po raz nie wiem który, że jestem nią zafascynowany i że nie spodziewałem się, iż kiedykolwiek się spotkamy. Różewicz powoli przełożył wiaderko do drugiej ręki i podał mi dłoń: - Nazywam się Marciniak - przedstawił się. - Pan mnie pomylił - dodał i popatrzył na mnie wyczekująco, czy odejdę, czy jeszcze coś powiem. Zrobiło mi się głupio: spodziewałem się tak bardzo Tadeusza Różewicza, że nie miałem nic do powiedzenia Marciniakowi.

W ubiegłym tygodniu kilkadziesiąt metrów od tego miejsca odbyło się spotkanie z Tadeuszem Różewiczem zorganizowane przez Wydawnictwo Literackie. Poeta był zmęczony. - Przed przyjściem tutaj czułem się, jak trener naszej reprezentacji po meczu z Amerykanami - powiedział. Na pytanie prowadzącego spotkanie Krzysztofa Lisowskiego, co ważnego zdarzyło się w jego życiu w ciągu ostatnich dwóch lat, Różewicz odparł:

- Okulałem na lewą nogę. A potem zaczęły się bóle reumatyczne w prawej ręce. A to jest przecież moje narzędzie pracy.

Chociaż wieść gminna niosła, że poeta w ostatnim czasie nic nie pisze, przeczytał dwa nowe wiersze (w tym jeden niedokończony). Zapytany, jakiej rady - jako stary mistrz - udzieliłby młodym poetom (na sali przeważała młodzież), uśmiechnął się: - Żeby nigdy uczeń nie był nad mistrza. To jest zdrowe. Potem się rozgadał: o tym, że dziś wielu młodych ludzi wybiera kierunki humanistyczne, bo matematyka jest dla nich za trudna. I o tym, że także uczony - fizyk, astronom, matematyk - może być wspaniałym poetą. Jako przykład wskazał teksty ks. prof. Michała Hellera. - Bo poezję niekoniecznie trzeba pisać wierszem. Wiersz czasami nie ma wiele wspólnego z poezją.

Tłumaczył też, jakby usprawiedliwiając własne wybory poetyckie, że droga ironii jest w poezji drogą trudniejszą niż droga liryki: - Na ogół nie chce się rozumieć ironii. Ma się jej za złe... - i tu urwał, żeby wrócić do czytania wierszy.

Spotkanie trwało niespełna godzinę. Drugie tyle zajęło poecie podpisywanie książek przyniesionych przez czytelników. Jedna z czytelniczek zagadnęła: - To wielkie szczęście widzieć pana. Przez całe studia słyszałam, że nie lubi pan spotkań ani ludzi. - Spotkań nie lubię - przytaknął Różewicz - ale ludzi lubię. Chociaż są też i tacy, których nie lubię.

Dałem poecie do podpisu "Płaskorzeźbę". Nie wspomniałem o naszym spotkaniu/niespotkaniu sprzed lat. Potem w tramwaju, w drodze do domu, jeszcze raz przeczytałem:

Wygaśnięcie Absolutu niszczy

sferę jego przejawiania się

marnieje religia filozofia sztuka

maleją naturalne zasoby języka

to co zostało wystarczy jeszcze

dla felietonistów z "Tygodnika Powszechnego" i "Polityki"

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2008