Reklama

Towarzysze broni

Towarzysze broni

28.03.2007
Czyta się kilka minut
Salę obrad niższej izby czeskiego parlamentu zalały w połowie marca czerwone ulotki, przedstawiające Lenina z Jiřím Paroubkiem, przewodniczącym opozycyjnej partii socjaldemokratycznej. Ulotki wniósł do parlamentu starszy pan, chowając je w bieliźnie. Kiedy potem zatrzymała go ochrona, wyznał, że bardzo mu ulżyło.
P

Powodem zdenerwowania starszego pana była dyskusja o stworzeniu Instytutu Pamięci Narodu, w której uczestniczyli też oczywiście posłowie lewicy. Tyle że w Czechach są to nie tylko socjaldemokraci, ale też komuniści - i to twardogłowi. Tych z kolei zdenerwował incydent z ulotkami: przewodniczący klubu poselskiego komunistów Pavel Kováčik z nerwów zwrócił się do posłów per... "towarzysze".

Czechy podawane są czasem za modelowy przykład uporania się z komunistyczną przeszłością. Powodem jest pierwsza w regionie (przyjęta w 1991 r.) i jedna z najsurowszych ustaw lustracyjnych, a także ustawa o nielegalności ustroju komunistycznego. Ale zarazem faktem jest, że ciągle jeszcze w Czechach i na Słowacji wybuchają skandale lustracyjne, archiwa bezpieki dopiero od niedawna naprawdę stoją otworem, a ludzie odpowiedzialni za zbrodnie komunizmu nie zostali ukarani. Stan ten nie powinien budzić jednak zdziwienia - tak jest we wszystkich państwach dawnego "bloku". Może więc inaczej się nie da?

Jak zatem ma się komunizm i komuniści w Czechach i na Słowacji?

W obu krajach istnieją partie komunistyczne, które nie odcięły się jasno od dawnego reżimu. Komunistyczna Partia Czech i Moraw (KSČM) od lat zajmuje drugie lub - w najgorszym wypadku - trzecie miejsce w sondażach, z poparciem sięgającym nawet 18 proc. W przeszłości, w czasach prezydentury Václava Havla, była izolowana przez inne ugrupowania. Teraz, choć nawet socjaldemokraci nie odważyli się wejść z komunistami w oficjalną koalicję, to jednak współpraca między nimi a posłami innych partii istnieje. Z ich poparcia skorzystał nawet obecny prezydent Václav Klaus. Przez lata budowany wizerunek zażartego antykomunisty nie przeszkodził mu w wykorzystaniu głosów komunistów podczas starań o elekcję na stanowisko głowy państwa w 2003 r.

Na Słowacji komuniści też są, ale cieszą się mniejszym poparciem. Zasiadali w parlamencie w latach 2002-2006, ale w ostatnich wyborach, gdy nie przekroczyli progu 5 proc., "zastąpili" ich nacjonaliści. Teraz poparcie dla nich spadło do 2 proc., choć nie jest wykluczone, że kiedyś jeszcze uda im się wrócić do ław poselskich.

W obu krajach podjęto kilka prób postawienia przed sądem wysokich komunistycznych funkcjonariuszy. Podobnie jak w innych krajach "bloku", okazało się to zbyt skomplikowane. Poza tym większość z przywódców już nie żyła. W Czechach najwyżej postawionym urzędnikiem, skazanym za działalność przed 1989 r., był Karel Hoffman. W 1968 r. był szefem Centralnego Zarządu Łączności i w noc inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację wydał polecenie przerwania nadawania programu radiowego. W 2004 r. skazano go w Czechach na cztery lata więzienia za sabotaż, choć początkowo mówiono o zarzucie zdrady kraju. Hoffman do dziś przekonany jest zresztą, że uczynił słusznie. Do więzienia odprowadzał go tłum śpiewający "Międzynarodówkę". Wyszedł z niego szybko, po niespełna miesiącu - ze względu na stan zdrowia (miał wtedy już 80 lat).

Na Słowacji próbowano osądzić Vasila Biľaka, ostatniego z żyjących autorów listu do Breżniewa z 1968 r., w którym prosili o "bratnią pomoc" w zwalczaniu kontrrewolucji. Oskarżano go o zdradę państwa oraz przestępstwa finansowe, jednak jego sprawa wciąż wędruje między sądami różnych instancji, a prokuraturą. Złośliwi mówią, że słowacki wymiar sprawiedliwości czeka, aż problem 90-letniego dziś Biľaka rozwiąże się w sposób "naturalny". On sam nie czuje się winny; wręcz nie rozumie, dlaczego się go oskarża.

W obu krajach archiwa Służby Bezpieczeństwa są dziś coraz szerzej otwierane. Na Słowacji opracowuje je Instytut Pamięci Narodu, w Czechach podobna instytucja ma dopiero powstać. W jednym i drugim kraju co chwila na światło dzienne wychodzą informacje, których nikt się nie spodziewał. Niektóre przykre, niektóre zabawne. Ostatnio np. prawicowy minister spraw wewnętrznych w Czechach Ivan Langer, który zapowiadał twardą rozprawę z byłymi esbekami, ze zgrozą dowiedział się, że kantynę w jego departamencie prowadzi dawny wieloletni pracownik StB. To akurat - jak powiedziałby Polak - sytuacja typowo "czeska". Ale to nie jedyny przypadek; byłych esbeków w demokratycznych instytucjach jest więcej.

I w Czechach, i na Słowacji dla większości społeczeństwa "rewolucyjny żar" polityków i publicystów, którzy chcą sprawiedliwości i rozliczenia przeszłości, nie zawsze jest zrozumiały. Trochę dlatego, że przeszłość zawsze idealizujemy, niejako eksternalizując zło poza naszą świadomość. Trochę dlatego, że wielu ludziom żyło się przed 1989 r. prościej - nie lepiej, ale właśnie prościej - i nowa rzeczywistość okazała się dla nich zaskakująca (np. na Słowacji w 1999 r. ok. 60 proc. obywateli uważało, że żyje im się gorzej niż przed 1989 r.; w ubiegłym roku odsetek ten zmalał do 40 proc.).

Poza tym zwykli ludzie nie chcą dziś wyrzekać się części życia. "Może i był to syf, może i chciało się rzygać, ale byliśmy młodzi, to było nasze życie". A że upłynęło ono w takim a nie innym ustroju... Cóż, to temat dla historyków, dziennikarzy i pisarzy.

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]