Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Tony wyciszone

Tony wyciszone

10.06.2014
Czyta się kilka minut
Młodzi artyści wracają do tradycji, przetwarzając je w sposób ukształtowany przez nowe technologie i nową rzeczywistość.
Marta Kłyszejko, „Obraz przestrzenny” (fragment)
K

Kiedy przegląda się prace finalistów tegorocznej edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii, uwagę zwraca kilka prawidłowości. Zauważamy, że młodzi artyści (i jurorzy) nie udają, że urodzili się na wypalonej ziemi, nie uciekają od tradycji artystycznych (przede wszystkim XX-wiecznych), ale starają się je przetworzyć na własny sposób, ukształtowany przez nowe technologie i nową rzeczywistość.
Dobrze czują się w klasycznych gatunkach sztuki: wśród nominowanych znaleźli się malarze mierzący się z techniką olejną, której historia liczy sobie 400 lat. Jednocześnie po raz pierwszy pojawili się na konkursie twórcy interweniujący w zastaną przestrzeń oraz performerzy. To także tradycja: environment zawitał do Polski już w 1958 r. za sprawą Fangora i Zamecznika, a ostatnia wystawa w Galerii Bielskiej BWA znakomicie pokazała „radykalnych polskich performerów” z lat 1967-89. Nawet sztuka wideo, która także znalazła się w tegorocznym programie, dla 20-, 30-latków jest oczywistym środkiem wyrazu.
Dalej: w większości przypadków mamy do czynienia z twórczością dość intymną, częściej posługującą się szeptem niż krzykiem. Wreszcie, widać wyraźnie, że młodzi artyści zaczynają zastanawiać się nad materią sztuki, jej plastycznością, problemami, które język wizualny stawia sam w sobie.
Przyjrzyjmy się kilku autorom. Oto Magdalena Łazarczyk: urodzona w 1985 r. w Białymstoku, w Poznaniu studiowała fotografię, a w Warszawie nowe media. Zaproponowała cykl fotografii cyfrowych pt. „Funkcje”. Ascetyczna kompozycja, na którą składają się dość toporna w formie lampa biurowa i mebel, najpewniej z lat 60. – ni to biurko, ni to komoda, ni to barek na szeroko rozstawionych nogach. Lampa nie stoi na blacie, ale na podłodze, wdzierając się w otwartą, pustą przestrzeń. Czytać tę pracę można na różne sposoby, np. w kontekście konstruktywistyczno-surrealistycznym.
Dwa porządki – wydawać by się mogło: niemal nie do pogodzenia – w „rzeźbiarskiej” fotografii Łazarczyk dobrze się uzupełniają. Z jednej strony z łatwością można by obrysować tę surową kompozycję szkicem niemal architektonicznym. Z drugiej pozwala ona na budowanie opowieści niesamowitych. Czego światło lampy mogłoby szukać we wnętrzu biurka-komody? Jak układałyby się cienie, rzucane na ścianę przez ażurowy tył mebla?
Ta paradoksalność to punkt wyjścia dla dwóch sposobów myślenia.
Jeden z nich reprezentują Noemi Staniszewska i Piotr Depta. Gdańszczanka (ur. 1991) jest autorką akrylu na płótnie pt. „US 131”, obrazu równie dynamicznego co widowiskowego, wyćwiczonego w skomplikowanych równaniach matematyczno-fizycznych, a jednocześnie sugerującego, że oto mamy do czynienia z pejzażem miejskim. Czy nie jest to po prostu scena widoczna z okna samochodu wjeżdżającego na autostradę, z której nie widać już świata?
Szczecinianin Piotr Depta proponuje z kolei monumentalny i ascetyczny „Cmentarz Centralny” – rodzaj mapy czy też abstrakcyjnego zdjęcia z kosmosu, uporządkowanego liniami mierzącymi odległość między anonimowymi punktami (gwiazdami?). Odnajdujemy tu i metafizykę nauk ścisłych, i tajemnicę kwantów i wieloświatów.
W zupełnie odmienny zbiór można z kolei połączyć prace Marty Kłyszejko, Katarzyny Parejko, Joanny Francuzik, Karoliny Janikowskiej, Norberta Delmana i Xaverego Wolskiego. Wszyscy oni – choć na różne sposoby – penetrują rzeczywistość stricte biologiczną. W skali mikro i makro. Krótki film Katarzyny Parejko z Wrocławia pt. „Wiatr” skomponowany jest z trzech motywów: na przemian obserwujemy liście tańczące na trotuarach ulic, wyginające się konary drzew i klatkę piersiową młodego mężczyzny, napinającą się i rozluźniającą podczas kolejnego oddechu. Jest w tej analizie żywiołu powietrza sporo melancholii – i erotyzmu.
Podobny charakter ma animacja poklatkowa Joanny Francuzik pt. „Oddychaj!”. Znajdujemy się w pustym pomieszczeniu z umieszczonym wysoko oknem. Pojawiają się w nim suche gałęzie, które zdają się wprowadzać w ruch jaśniejące i gasnące światło. Czym jest natura dzisiaj, w świecie zdominowanym przez cywilizację? To praca refleksyjna, wymagająca zatrzymania się – i estetyczna. Dobrze koresponduje z nią tkanina Karoliny Janikowskiej, skamieniała w rdzawo-miedzianą grudę, swoisty pomnik Miedzianki, niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku, niemal całkowicie zniszczonej przez szkody górnicze.
A także environment Norberta Delmana, który w zrujnowanym pomieszczeniu, gdzie zachowały się tylko pojedyncze „wyspy” płytek podłogowych, umieścił instalację złożoną z rur pospinanych białymi „plastrami”. Przedmiot zamienia się w zamarłego pająka albo zimowe drzewo.
W bardziej organiczny, może nawet brutalny sposób oddziałuje „Lamella” Xaverego Wolskiego (urodzonego we Francji studenta krakowskiej ASP), praca wideo, w której biologia objawia się w pierwotnej, oślizgłej, dramatycznej formie. Życie jako nieustanny, nerwowy ruch i podział zapewniający nieśmiertelność. Bez kulturowych zasłon. Ogląda się to z trudem, ale i fascynacją.
Nie wiadomo, jak potoczą się ich losy. Kto znajdzie miejsce w prestiżowych galeriach i muzeach? O kim zapomnimy? Kto w ogóle zrezygnuje ze sztuki? Stworzą środowisko, czy pozostaną osobni? Nieważne. Warto kibicować wszystkim 25 finalistom.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, historyk i krytyk sztuki. Autorka książki „Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek” (2005).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]