To nie jest kraj 
dla małych dzieci

Zgodnie z nowelizacją ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, autorstwa posłów PiS, nie będzie można ulokować w jednym budynku bądź na jednym podwórku domu dziecka i domu pomocy społecznej.
Czyta się kilka minut
 / fot. Iwan Boin / FreeImages.com
/ fot. Iwan Boin / FreeImages.com

Zacznijmy od cytatu. „Wychowując się w otoczeniu starości, choroby i śmierci, stykają się na co dzień z dramatem samotności ludzi częstokroć pozbawionych wsparcia najbliższej rodziny. Funkcjonowanie w takim otoczeniu jest bardzo trudne dla osób dorosłych. Tym bardziej trudno je uznać za odpowiednie dla prawidłowego kształtowania postaw i rozwoju emocjonalnego dzieci”.

Nie, to nie wyimek z internetowego komentarza. To oficjalne uzasadnienie nowelizacji ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, autorstwa posłów PiS, zgodnie z którą nie będzie można ulokować w jednym budynku bądź na jednym podwórku domu dziecka i domu pomocy społecznej. Intencja? Aż nadto klarowna: człowiek młody nie powinien się ze starością stykać, bo „funkcjonowanie w takim otoczeniu” może mu zaszkodzić.

Ale to nie bezwstydny pokaz ageistowskich fobii niepokoi tu najbardziej. W 2011 r. dokonano – tak się zdawało – rewolucji w polskiej pieczy zastępczej, słusznie uznając, że istnienie sieci wielkich domów dziecka jest nie tylko anachronizmem, ale też cywilizacyjnym i moralnym skandalem. Za kilka lat – zapowiadały poprzednie rządy – opiekuńczo-wychowawcze molochy zaczną znikać, a zastępować je będzie rodzinna piecza zastępcza.

Dziś wiadomo, że z tych planów niewiele wyszło. Duże domy dziecka mają się dobrze, rodzin zastępczych nie przybywa (samorządy nie mają pomysłu, a czasem chęci, by je pozyskiwać), a dzieci do lat 6, czyli takie, które w domach dziecka nie powinny się już wedle prawa znaleźć, nadal są upychane w molochach (takich dzieci jest od kilku lat – niezmiennie – około 2 tys.).

Za przykład niech posłuży Łódź: „dom małego dziecka” przy ul. Drużynowej nie tylko nie zniknął, ale przyjmuje nawet niemowlaki. I choć dopuszczalna liczba miejsc wynosi tu 30, w ośrodku przebywa ponad pięćdziesiątka podopiecznych. Innego wyjścia – tłumaczą prowadzący dom – nie ma, bo brakuje rodzin zastępczych.

To nie ochroną najmłodszych przed starością powinien się zajmować nowy rząd, ale ochroną życia – dwumiesięcznych, rocznych czy trzyletnich dzieci, które trafiają do „biduli” rodem z połowy ubiegłego stulecia.  ©℗

Do sprawy wrócimy w jednym z następnych numerów „TP”.

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2016