Reklama

Teoria ewolucji Kościoła

Teoria ewolucji Kościoła

17.09.2018
Czyta się kilka minut
Wielu katolików obawia się nauki, wielu papieży miało z nią kłopot. A przecież istnieją sposoby, by pogodzić wiarę np. z teorią ewolucji.
Brat Guy Consolmagno, jezuita, dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, 2017 r. NADIA SHIRA COHEN / THE NEW YORK TIMES / EAST NEWS
M

Ma gęstą siwą brodę, krzaczaste brwi i ciepłe spojrzenie. Lubi czekoladę i „Harry’ego Pottera”, nie lubi gumy do żucia i wszystkowiedzących. Ukończył jedną z najlepszych uczelni – Massachusetts Institute of Technology. Jest planetologiem specjalizującym się w niewielkich obiektach kosmicznych. Jedna z planetoid niedawno została nazwana jego imieniem. Guy Consolmagno urodził się w USA 66 lat temu – ma włosko-irlandzkie korzenie. Mając 37 lat, w trakcie dobrze rozwijającej się kariery naukowej, wstąpił do Towarzystwa Jezusowego, odmówił jednak przyjęcia święceń kapłańskich – został bratem zakonnym. Przełożeni uszanowali jego naukowe zainteresowania i kompetencje. Szybko znalazł się w Watykańskim Obserwatorium Astronomicznym, którym tradycyjnie kierują jezuici.

Niedawno, będąc z odczytem w Edynburgu, brat Consolmagno wezwał katolików, by nie bali się nauki. „Moimi najważniejszymi...

15819

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

ja spróbuję podsumować: za jakieś 200-300 lat kościół katolicki [o ile będzie istniał] uzna w całości i bez zastrzeżeń teorię ewolucji, która jednak wtedy już nie będzie teorią, a w 100% naukowo udowodnionym faktem

W Pana komentarzu ujawnia się sedno opisanego w artykule powszechnego niezrozumienia istoty teorii naukowej. Teoria ewolucji jest tym, czym teoria grawitacji: modelem opisującym rzeczywistość, który jest najlepszy z dostępnych, choć zapewne jeszcze niedoskonały: jak w przypadku teorii grawitacji, w miarę prowadzenia badań, pojawiają się nowe obserwacje, które każą ją zmodyfikować (np. wprowadzenie relatywistycznej teorii grawitacji). W sensie potocznym przyciąganie ziemskie jest faktem, a nie teorią, natomiast mechanizm tego przyciągania opisany jest przez teorię. Tak samo, stopniowa zmiana gatunków w miarę powstawania mutacji, które mogą zostać utrwalone (lub nie) w populacji to (już udowodniony w 100%) fakt, jednak mechanizmy kierujące tymi procesami, które opisuje teoria ewolucji, są poznane dogłębnie, aczkolwiek nie całkowicie, a nowe odkrycia pojawiają się cały czas i prowadzą do modyfikacji tej teorii. Przykładem mogą być badania, które prowadzi grupa prof. Ryszarda Korony z UJ: mierząc tempo, różnorodność i powtarzalność powstawania zmian starają się oszacować znaczenie komponentów losowych, historycznych i adaptacyjnych w ewolucji biologicznej.

literalnie to Pani ma rację - teorie potwierdza się zgodnością z wynikami doświadczeń i badań, ja miałem na myśli odkrycie nieznanych dziś jeszcze szczegółowych mechanizmów i zasad ewolucji, jej ścieżek itepe - łącznie z np. możliwymi do prowadzenia eksperymentami w tym zakresie

„religia wynalazła naukę, nasze uniwersytety wynalazły naukę, uważając, że zajmowanie się nią jest poznawaniem Boga”. To nie jest prawda. Nauka jako poznawanie świata w sposób niezależny od teologicznych dogmatów jest pomysłem Greków już z okresu przedklasycznego, który żywotnie utrzymał się do końca okresu hellenistycznego, a w pewnych przejawach także do kryzysu imperium rzymskiego. W późnym średniowieczu nauka odrodziła się na nowo nie dzięki religii, ale wbrew niej i mimo niej. W czasach całkowitej dominacji teologicznej w myśli ludzkiej nie było innego sposobu na wskrzeszenie nauki niż poprzez oddanie kościelnemu "diabłu" ogarka. Opór w Kościele katolickim przeciw teorii ewolucji jest zrozumiały (co nie znaczy usprawiedliwiony). Bo czy ewolucję da się pogodzić z teologią, czy też nie, to jest to kwestia drugorzędna wobec faktu, że przyjęcie ewolucji przez Kościół oznacza równoczesne przyznanie, iż przez prawie 2000 lat tenże mylił się traktując dosłownie biblijne mity początku. A skoro mógł się mylić w tej jednej kluczowej sprawie, to może się także mylić w wielu innych i nie dysponuje żadnymi pewnymi narzędziami pozwalających odsiać fałsz od prawdy w swoich twierdzeniach.

że ludzką rzeczą jest błądzić, ale diabelską - trwać w błędzie. Kościół wziął to sobie to serca :) Z drugiej strony trzeba pamiętać, że nauka "świecka" ma w swojej historii równie spektakularne pomyłki. Tymczasem dzisiaj wiele naukowych faktów wydaje nam się tak oczywistych, że ze zdumieniem patrzymy na poglądy poprzedników. To pokazuje, jak bardzo ewoluuje ludzka wiedza. Nie martwię się więc, że raz Kościół a raz nauka gubią krok w objaśnianiu naszego świata. Ewolucja, jak zwykle, sobie z tym poradzi :) Pozdrawiam Szanownego Pana.

"dusza jest bowiem ­bezpośrednio stwarzana przez Boga – zatem pozostaje wyłącznie w gestii teologii". W kontekście tego twierdzenia (w związku z filozofią tomistyczną) Bertrand Russell w swojej "Historii filozofii zachodniej" zwrócił uwagę na następującą konsekwencję: jeśli każda dusza jest bezpośrednio stwarzana przez boga, to bóg jest bezpośrednio odpowiedzialny za tworzenie dusz z grzechem pierworodnym. Wszak - zgodnie z teologią katolicką - grzech jest obciążeniem duszy (a nie ciała), to dusza jest obmywana z grzechu podczas chrztu, a ludzie przekazują potomstwu ciało, a nie duszę.

wieki temu, tak trzyma po dziś dzień

powyżej zebrała. Grzech w tym pierworodny, to nie jest wybór Boga, tylko człowieka. Może obok Russella, drogi panie Gregg, warto sobie przypomnieć, pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju.

"Drogi" panie DRU, nie chcąc wchodzić w zbędne dywagacje (od lat wiadomo mi, że nie jesteś waść partnerem do żadnej rozumnej dyskusji), powtórzę wobec innych czytających to, co wyżej napisałem: jeżeli jest tak, że to bóg tworzy każdą nową duszę, i że obarczona jest ona od momentu stworzenia grzechem pierworodnym, to jak najbardziej jest to jego boski wybór, że duszę z taką właśnie cechą powołuje do istnienia. I jeśli nawet skłania go do tego grzech jakichś ludzi w przeszłości (opisany w Księdze Rodzaju czy innych mitologicznych historiach) - to i tak jest jego wyłącznym wyborem to, że daje się do tego skłonić. Za ten wybór ponosi pełną odpowiedzialność on sam, a nie żaden nieokreślony "człowiek", na którego nieustannie zrzucacie winę. Doświadczenie podpowiada mi, że wobec tej mojej odpowiedzi zaserwujesz jedynie kolejną porcję nic nie wnoszących dyrdymałów, na które musiałbym ponownie odpowiedzieć tym, co powyżej. Jeśli więc nie będzie kontynuacji po mojej stronie, znaczy to niechybnie, że taki właśnie scenariusz się ziścił.

...(relacji z Bogiem), co raczej"zadaniem"(zbudowania pełnej relacji)-spełnienia Miłości w akcie ofiary "pełnej i czystej". Jest to "zrodzenie Syna Bożego" w tym co zostało stworzone w akcie takiej samej ofiary ze strony Stwórcy, który nadał istnienie alternatywnej wielości w swym istnieniu. Logos, stojący na początku aktu stworzenia, daje początek tzw. polu racjonalności(kwantyfikacji i relacji proporcji). Relacja jest alternatywną formą istnienia dla "jedni", dlatego Bóg(Objawiony) jest nazywany "miłością" w unii hipostatycznej Ojca, Syna i Ducha Świętego. Relacja wynikająca z pola racjonalności(którą można nazwać "matematyką")jest "zaktualizowanym istnieniem" Jednego-Boga. Z Boga wynika racjonalność i istnienie stworzenia, a człowiek jako "stworzony na obraz Boży" w akcie intelektualnym odkrywa racjonalność, a przez to samego Boga jako przyczynę wszelkiego istnienia. Gdy zdobywa się na racjonalną pełnię (czyli "spełnia nakazy Boga"), staje się Synem Bożym zrodzonym z aktu wyboru jedności z Bogiem Ojcem. Dokonuje tego Izraelita Jezus z Nazaretu jako Chrystus-Mesjasz "odkupiciel rodzaju ludzkiego" i "alfa i omega wszelkiego stworzenia"-przyczyna i sens aktu stwórczego. Poza Izraelem nie ma synostwa Bożego, bo ze swej natury, człowiek "po grecku" trafia na aporię poznawczą, którą wyraża sokratejskie "wiem, że nic nie wiem" i poza logosem-matematyką i intuicją ponadmatematycznego boga-jedni, nie jest nic więcej dostrzec. Nie jest w stanie dostrzec pasji miłości, z której wynika Logos-Słowo jako akt woli istnienia w relacji, czyli miłości. Objawienie Logosu Słowa Izraelowi, a porzez Izraela(Jezusa Chrystusa Syna Bożego) całej ludzkości, daje fundament racjonalnej perspektywie rzeczywistości, czyli także i nauce tworzonej przez człowieka, która jest m.in. drogą "wychodzenia z grzechu pierworodnego"(o ile jest traktowana rzetelnie jako droga dochodzenia do prawdy...)

ale ja Panu w p r o s t y sposób wytłumaczę, czym jest grzech pierworodny - jedną wielką żałosną, absurdalną ś c i e m ą, której kościół używa jako jednego z elementów fundamentu konstrukcji teologicznej machiny manipulacji i zastraszenia dla swych poddanych

@eddiepolo, właśnie czytam analizę "filozofii" Hegla pióra Karla Poppera ("Open Society and It's Enemies"). Tu i tam - ten sam quasi-rozumny bełkot pretendujący do przedstawiania wyższego poziomu realności, który twórca jakoby pojął...

to przelewanie z pustego w próżne, jednak nie o odczucia tu chodzi. Pańska próżność powoduje, że nie potrafi pan logicznie myśleć. I owym brakiem nie wiedzieć czemu, obciąża pan Boga. To czego nie może pan zrozumieć, nazywa się konsekwencja wyboru. Jeżeli pana zamkną na przykład w wiezieniu, to przebywając w nim będzie pan niewątpliwie cierpiał. A pana bliscy? Będą albo cierpieć albo się cieszyć. Jednak to będzie, tylko konsekwencja pańskiego postępowania. Tej mojej prostej analizie nie potrafi pan zaprzeczyć, bo się tego nie da zrobić, nawet przy dobrych chęciach. Gdy ów przykład przeniesiemy na grzech pierworodny, to zaczyna się pan wić, jak biblijny wąż. Konsekwencje postępowania, Adama i Ewy odpadają a Bóg stwarzając nieśmiertelną duszę Kaina i wszystkich innych ludzi po nim, POWINIEN PANA ZDANIEM, stworzyć je tak, jak było to w przypadku Adama. Bo tylko wtedy i tylko wtedy Bóg byłby Bogiem. A ponieważ Bóg postąpił inaczej i wybrał KONSEKWENCJE, to zdaniem pana Gregga, przestaje być Bogiem, pisanym z dużej litery, a staje się, jakimś tam bogiem gorszego sortu. Taka jest logika ateisty. Smutno i straszno.

DRU, żal się człowiekowi robi, kiedy widzi poziom, do jakiego doszła twoja degrengolada umysłowa... Twoja całkiem nieudana analogia z więzieniem odnosiłaby się do omawianego problemu tylko wówczas, gdyby zamiast dorosłego przestępcy umieścić w więzieniu małe dziecko, a zamiast przestępczego czynu uwięzionego wziąć pod uwagę czyny jego przodków sprzed tysięcy lat. Ale ta prawdziwa analogia ukazałaby w pełnym świetle klęskę moralną twojej doktryny (i przedstawionego w niej boga), więc nie może dziwić, że przekręcasz rzecz niemiłosiernie. I to miałoby być coś, czemu nie mogę "zaprzeczyć, bo się tego nie da zrobić, nawet przy dobrych chęciach"? Wygłupiasz się, DRU... To godnościowe pitolenie o bogu pisanym z małej czy dużej litery ma na celu zakryć kompletną pustkę argumentacyjną po twojej stronie. Powtórzę inaczej (jeśli już nie do ciebie, to do innych, których mógłbyś zwieść swoimi manipulacjami): jeżeli wybór chrześcijańskiego Boga polegający na tym, że za winy starożytnych ludzi będzie brać odwet na nowo utworzonych przez siebie duszach ludzkich poprzez nakładanie na nie automatycznie jakiegoś grzechu - jeżeli nawet taki wybór określić pojęciem "konsekwencji" (albo jakimkolwiek innym pojęciem), to ta twoja definicyjna pokrętność w najmniejszym stopniu nie uwolni twojego boga od wyłącznej odpowiedzialności za powziętą decyzję i za jej skutki. I nie ma przy tym znaczenia, czy bóg posługuje się do wyciągania tych wymyślonych przez siebie "konsekwencji" jakimś mechanizmem obarczania winą całego gatunku ludzkiego z góry, czy też każdorazowo brudzi sobie rączki - w obu przypadkach on i tylko on za tym stoi. DRU, mam pełną świadomość, jak duże tożsamościowe interesy muszą się kryć za twoją niedorzeczną postawą, bo nie wierzę, abyś był z natury ograniczony intelektualnie. Tym bardziej potwierdzasz, że polemizowanie z tobą nadal nie ma najmniejszego sensu.

pan, świadomie tworzy wokół niej, slalom specjalny lub gigant, jak pan woli. A co ma do rzeczy pytam się (wyłączywszy aspekt moralny)czy do owego więzienia zamkniemy starego czy młodego Gregga? Czy konsekwencją owego zamknięcia, nie będzie cierpienie jednego czy drugiego? Czy następną konsekwencją nie będzie cierpienia bliskich i przyjaciół? Będzie drogi panie i dobrze o tym wiesz. Po co ten przykład? By uświadomić pańskie krętactwa w temacie Boga z dużej litery, drogi panie, z dużej. Bo nagle dzieje się rzecz dziwna. To czego doświadczamy my ludzie, bo moja więzienna metafora o Greggach, to tylko metafora, prawem Gregga i ich kumpli, przestaje obowiązywać Boga. Bóg nie może tak postąpić, by konsekwencjami grzechu pierwszych rodziców obciążać następne pokolenia. Chwilę! Czyżby Bóg był pozbawiony wolnej woli? Stary i młody Gregg, mają wolną wolę a Bóg nie może jej mieć> Ciekawe, bardzo ciekawe. A teraz wisienka, drogi panie.Zarzuty pana, względem Boga, pisanego z dużej litery, byłyby w jakiejś mierze zasadne ( dlatego pozwoliłem sobie w mojej więziennej analogii, umieścić coś w nawiasie), gdyby nie jeden fakt a właściwie FAKT. Tym czymś a właściwie KIMŚ, jest Jezus Chrystus. szatan który na drzewie zwyciężył, na drzewie został pokonany. Mówi to panu coś, to na kanwie, tej pana zdaniem mitologii....po mojemu Pisma Świętego. Inaczej - zbawienie świata, poprzez Bożego Syna Jezusa Chrystusa, dokonało się w wyniku Miłosierdzia Boga ( tego z dużej litry)wynikłego z grzechu pierwszych rodziców. I zostało to ogłoszone pierwszym rodzicom w mitologii, pana zdaniem oczywiście. Biblia to mitologia a Hegel to już nie? To tak na marginesie.......Teraz drogi panie, wykonuję ostatni ruch, królówka( broniona) pod Gregga. Owocem grzechu pierworodnego, który pana tak bardzo oburza, jest, jak napisałem wcześniej, przyjście w Ciele Jezusa Chrystusa, co spowodowało powołanie przez Niego uczniów, zwanych apostołami, którzy później zostali nazwani chrześcijanami. Nawet w tej pańskiej"mitologii" jest napisana nazwa tego miasta, gdzie się rzecz zdarzyła. Tak Powstał Kościół którego tak bardzo pan nie lubi. Na koniec drogi panie. Paradoksalnie gdyby nie grzech pierworodny Adama i Ewy, to nie byłoby Zbawienia, poprzez Jezusa Chrystusa, nie powstałby Kościół, itd, itp...... W takim razie, o czym Gregg i jego kumple pisaliby na różnych forach, by ludziom obrzydzić Boga, Kościół i wiarę??? Tak drogi panie Gregg, pańskie posty, to też jedna z KONSEKWENCJI grzechu pierworodnego Adama i Ewy. Ps. Szach Mat, drogi panie. Będziesz musiał z tym jakoś żyć, ale Miłosierdzie Pana Jezusa Chrystusa, jest Nieskończone.

będę musiał jakoś żyć z twoim kolejnym po latach wyimaginowanym triumfem polemicznym - tym pobożnym skutkiem niereformowalnego ignorowania i przekręcania argumentacji drugiej strony, odpowiadania patetycznymi kazaniami, które zamiast dotknąć problemu, próbują go tylko nieudolnie maskować. Pocieszam się w tej trudnej chwili myślą, że... przyjdzie mi to nader łatwo :)

Ingmar Bergman. Polecam w kwestii szachów. Ps. A gdybym był ksiąc to zaleciłbym jako pokutę medytacje nad Ps 2,7. Ps. 2 Dziwię się panu, że traci pan czas na te filozoficzne pierdoły.

...

Zdarzają się i "filozoficzne pierdoły" (wspomniany wyżej Hegel, którego po mistrzowsku obnażył Karl Popper, na pewno był jedną z nich). Co nie znaczy, że nie mogą one być groźne społecznie (kiedy uda im się wmówić w wyznawców rzekomą głębię ich myśli). Dlatego ogólnie warto poświęcić trochę czasu na demaskowanie ich sprzeczności i niemoralności. Ja się skupiam na katolicko-chrześcijańskim nurcie tego zjawiska jako najlepiej mi znanemu i najbardziej niebezpiecznemu w naszym pięknym kraju. Zachęcam do wejścia na tę ścieżkę. W odróżnieniu od szerokiej, gładkiej i prostej drogi wiodącej do katolickiego zatracenia, droga poszukiwania prawdy (przez małe "p") jest wąska, wyboista i kręta :)

" W odróżnieniu od szerokiej, gładkiej i prostej drogi wiodącej do katolickiego zatracenia, droga poszukiwania prawdy (przez małe "p") jest wąska, wyboista i kręta :)" Oj, kręta i wyboista, ta pańska droga ( i panu podobnym)i prowadząca do zatracania. Widzę jednak że "mitologia" odgrywa w pańskiej, krętej drodze do zatracenia, ważką rolę. Nawet większą, niż wspomniany Hegel. Mianowicie swoim sposobem manipuluje pan biblijne wersety. To oczywiście w imię, swoiście pojmowanej przez pana prawdy, przez małe p, jak sam pan pisze. Ewangelia św. Mateusza, rozdział 7 "(13) Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. (14) Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują. (15) Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. (16) Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi?" Czy można zebrać winogron z ciernia albo ostu? Nie, tylko płacz i nędze. Pozdrawiam szanownego pana, tak po katolicku. Zeby sie wam dazyło, jak mówia górale.

na logikę ci najgłośniej "wiarę wyznający" są odporni jak beton na podmuchy wiatru - pytanie czy to odporność wrodzona czy nabyta? - rozumu, ponoć wielkiego Bożego daru, używają co najwyżej tyle, ile trzeba do wiązania sznurówek [a i to nie na pewno]

Nie daj sobie antykatolickim oszołomom, pluć w twarz w temacie, nauka a Kościół. To właśnie KK a nie kto inny był mentorem kształtowania się Uniwersytetów nowożytnej Europy. Bolonia, Padwa, Paryż, Londyn i nasz Kraków. W Uniwersytecie Bolońskim - XI wiek, studiowano prawo rzymskie i prawo kościelne, Sorbona - połowa XIII wieku - nazwa Sorbona pochodzi od nazwiska ks.kanonika Roberta Sorbona, który tam właśnie się doktoryzował i był fundatorem. W czasie rewolucji francuskiej Uniwersytet sorboński, przestał działać i wznowił działalność, dopiero pod koniec XIX wieku. Ci co kiedyś zniszczyli Sorbonę, za naczelna dewizę mieli walkę z KK. Ich pogrobowcy, dzisiaj dalej walczą z KK lecz Sorbony już zamykać nie chcą. Więcej popierają naukę i badania naukowe w celu walki z Bogiem i Kościołem. Inaczej metody się zmieniły, cel nie.

módlcie się za DRU, o rozum i miłosierdzie Boże dla niego - na łaskę Pana nigdy nie jest za późno

takiego ojca, co zaraz po urodzeniu mnie obciąża i chce karać za grzechy przodków, co nawet jednej fotki po nich nie zostało, to ja mam głęboko w... no w nosie, niech będzie, niech mnie tamże pocałuje i żegnam +++ bardzo marnie żeście to, Szanowni Teolodzy i im podobni magicy ściemy, wymyślili - może działało tysiąc lat temu, może nawet sto, ale dziś już nie - pora najwyższa przerobić tę bajkę na bardziej strawną, bo niedługo nawet pies z kulawą noga się nią nie zainteresuje

Magikom ściemy nie przychodziło do głowy, że ludzie zaczną w przyszłości stosować wobec ich postulowanego bóstwa chociażby tylko to minimum etycznej odpowiedzialności, którą stosuje się powszechnie względem każdego prostego człowieka. Myśleli, że ICH bóg będzie traktowany zawsze na specjalnych warunkach. Sądzili, że anulują sprzeczność i niemoralność całego tworzonego przez siebie systemu teologicznego, umieszczając w nim centralnie opowieść o tym, jak to jeden bóg-nie-bóg odkupił swoim życiem u drugiego boga-nie-boga (wszystko w ramach jednego Boga o roztrojonej jaźni) winy ludzi, wynikające z boskiej nieudolności twórczej i celowych złych czynów Boga (np. obarczania nowopowstałych dusz złem). Tymczasem tylko je zaognili. Szczęśliwie te powszechnie nierozumne czasy odeszły do historii. Lecz i dziś jeszcze nie tylko pies z kulawą nogą, ale i mnóstwo ludzi z kulawą głową pozostaje zaślepionych tym horrendum. Ratujmy tych, których wciąż można uratować. :)

na całą tę pokrętną i absurdalną mitologię z boku i na trzeźwo - już się nie podda jej zaklęciom - pokolenie kulawogłowych powoli wymiera, i chyba tylko polskim biskupom wydaje się, że nic się nie zmienia - nb. oni akurat najskuteczniej ratują o których Pan pisze

Tak lubię schabowego

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]