Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Taktyk świetny, strateg przeciętny

Taktyk świetny, strateg przeciętny

03.08.2010
Czyta się kilka minut
Prof. Zygmunt Matuszak: Będąc Naczelnym Wodzem Piłsudski nie powinien stawać na czele grupy uderzeniowej znad Wieprza! Jego rola polegała na byciu w sztabie, przyjmowaniu meldunków i wydawaniu rozkazów. Rozmawiał Maciej Müller
Narada przed bitwą nad Niemnem. Marszałek Piłsudski w rozmowie z gen. Edwardem Rydzem-Śmigłym, Żytomierz, wrzesień 1920 r. / fot. Instytut Polski im. Gen. Sikorskiego w Londynie, KARTA
M

Maciej Müller: Józef Piłsudski, wódz naczelny w czasie wojny polsko-rosyjskiej, nigdy nie studiował nauk wojskowych. Czy miał wystarczające kompetencje do dowodzenia?

Prof. Zygmunt Matuszak: Był samoukiem. Czytał wiele dzieł o historii wojskowości, głównie o wojnach napoleońskich. Przyswoił sobie na tyle dużo specjalistycznej wiedzy, że napisał znakomitą książkę o powstaniu styczniowym. Dość powiedzieć, że w czasie II wojny światowej Niemcy na jej podstawie opracowali instrukcję działań przeciw partyzantom.

Piłsudski miał też ważne doświadczenie praktyczne z okresu Legionów. W czasie I wojny światowej był niezłym taktykiem - wystarczy wspomnieć sprawne dowodzenie i przeprowadzenie odwrotu pod Kostiuchnówką.

A jak sobie radził z dowodzeniem na wyższym szczeblu?

Niewątpliwie brakowało mu wiedzy operacyjnej do kierowania większymi jednostkami. Piłsudski nie planował strategicznie, ale stosował tzw. system "konkretnego przypadku": podejmował decyzje w reakcji na zaistniałe na froncie sytuacje. Ale w ten sposób można postępować na szczeblu kompanii, a nie operacyjnym... Naczelny wódz powinien planować operację na kilka ruchów do przodu, jak w szachach. W normalnym trybie sztab opracowuje działania na kilkanaście dni; pierwszy etap szczegółowo, dalsze w zarysie.

Kiedy się te braki Piłsudskiego w wiedzy operacyjnej objawiły?

Spójrzmy na ofensywę rosyjską w kwietniu 1920 r.: nieprzyjaciel przeprowadził tzw. uderzenie próbne na froncie białoruskim. Piłsudski rzucił tam wszystkie odwody i odparł Rosjan. Następnie polskie wojska ruszyły na Kijów. Wyprawa miała dwa cele, polityczny i militarny: poparcie rządu Petlury i rozbicie dwóch armii rosyjskich. Celu militarnego nie osiągnięto, bo Rosjanie się wycofali. Zresztą wyprawa kijowska była raczej marszem niż działaniem bojowym. Kijowa bynajmniej nie zdobywaliśmy - patrol szwoleżerów po prostu wjechał do miasta tramwajem, a Rosjanie byli już wtedy za Dnieprem. Celu politycznego też nie osiągnięto.

Piłsudski, planując wyprawę kijowską, nie przewidział, że na Białorusi zbiorą się nowe siły rosyjskie i że wkrótce ruszy stamtąd główne uderzenie na Warszawę. Obrony nie przygotowano jak należy i w rezultacie front północny się załamał. Piłsudski nie zdał egzaminu jako dowódca operacyjny, ponieważ uległ zapewnieniom dowódcy frontu gen. Stanisława Szeptyckiego, że pozycje zostaną utrzymane - i nie wsparł go odwodami. Generał wytrzymał dwa dni i nie obronił ani linii Niemna, ani linii starych okopów niemieckich. Tymczasem na południu generałowie Wacław Iwaszkiewicz i Edward Rydz-Śmigły dobrze sobie radzili, odwrót odbywał się w należytym porządku, Rosjanom zadawano straty. W rezultacie tej asymetrii w jakości dowodzenia południowy front zatrzymał się przed Lwowem, a północny doszedł aż do linii Wisły.

Niemniej manewr znad Wieprza był mistrzowsko zaplanowaną operacją autorstwa samego Piłsudskiego.

Plan tego uderzenia był rzeczywiście majstersztykiem. Przez lata Piłsudskiemu odmawiano jego autorstwa, przyznając je szefowi sztabu generalnego gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu. To opinia niesprawiedliwa. Praca sztabu wygląda tak, że wódz naczelny wytycza główne założenia kampanii, a sztab przekłada je na szczegółowe plany i rozkazy. Jeśli dowódca je podpisze, staje się ich autorem. Rozwadowski opracował więc plan na podstawie zamiaru Piłsudskiego. Brano pod uwagę dwa warianty: oskrzydlenie dwustronne (tzw. Kanny, od słynnego manewru Hannibala w 216 r. p.n.e.) i jednostronne; przyjęto ten drugi ze względu na brak dostatecznych sił.

Autorstwo planu przypisywał też sobie gen. Maxime Weygand, szef francuskiej misji wojskowej.

To konfabulacja. Weygand nie mógł się porozumieć z polskim sztabem, próbując promować koncepcję wojny pozycyjnej, co absolutnie wykluczał Piłsudski. Weygand wyjechał z Polski skłócony z wodzem naczelnym, a potem przypisywał sobie zasługę w zwycięstwie.

Wrogowie polityczni próbowali umniejszyć zasługę Piłsudskiego, nazywając zwycięstwo "cudem nad Wisłą".

To nie był żaden cud, tylko dobrze zaplanowana operacja, której podstawą była dokładna wiedza o rozmieszczeniu i ruchach wojsk rosyjskich. Polacy mieli znakomity wywiad radiowy; złamanie Enigmy w czasie II wojny światowej to nie jedyny nasz wkład w dzieje kryptologii. Wywiad rozszyfrowywał większość depesz rosyjskich - naczelny wódz wiedział o wszystkich ruchach dywizji wroga i znał ich liczebność. Dlatego przyszedł mu do głowy plan ryzykownego ataku z południa grupy uderzeniowej wydzielonej z 3. i 4. armii z odcinka lwowskiego.

Tu jednak popełnił duży błąd: będąc naczelnym wodzem nie powinien stawać na czele tej grupy! Jego rola polegała na przebywaniu w sztabie, przyjmowaniu meldunków i wydawaniu rozkazów. Od prowadzenia uderzeń są dowódcy armii i frontu, tamto powinien poprowadzić Rydz-Śmigły. Ta decyzja to znowu wynik braku wykształcenia wojskowego Piłsudskiego.

Czy plan udało się zrealizować zgodnie z zamierzeniami?

Warunek udanego manewru był jeden: należało utrzymać przedmoście warszawskie, linię Wisły i Modlina. O ile uderzenie przeprowadzono podręcznikowo, to sama bitwa na przedpolu warszawskim była pasmem błędów taktycznych. Na szczęście Rosjanie nie działali według ustalonego planu, inaczej byśmy przegrali! Zagrały u nich ambicje: rywalizowali o to, kto pierwszy wkroczy do Warszawy. W rezultacie ich jednostki się wymieszały, wchodząc sobie wzajemnie w pole działania. Głównie dlatego nasze wojska zdołały utrzymać pozycje.

Jakie błędy popełniali polscy dowódcy?

Przyjrzyjmy się bitwie pod Radzyminem, której przebieg jest bardzo dobrze udokumentowany. Miasto i okopy obsadziła polska 11. Dywizja, której żołnierze byli częściowo zdemoralizowani po kilku tygodniach odwrotu. 13 sierpnia Rosjanie zaskoczyli ich atakiem we mgle i zajęli Radzymin. Polacy kontratakowali i przyczółek kilkakrotnie przechodził z rak do rąk. W ogniu walk zaczęto ściągać oddziały odwodowe, ale nie wykorzystano ich zgodnie z zasadami. Należało zaatakować dwiema dywizjami naraz wzdłuż szosy z Warszawy na Radzymin, odrzucić przeciwnika, odtworzyć pozycję i ją utrzymać. Tymczasem skierowano do walki jedną dywizję, która tylko na krótko odzyskała Radzymin, potem skierowano drugą - a żołnierze pierwszej przyglądali się walce bezczynnie. Nie wykorzystano należycie broni pancernej. W tym obszarze Polacy dysponowali 22 czołgami - ale w bitwie o Radzymin wprowadzono do walki tylko trzy, z których jeden utknął na wykrotach, a drugi się zepsuł. Swoją drogą wartość bojowa tych czołgów, lekkich francuskich renault FT-17, była niewielka: np. samochód pancerny można było z jego działka jedynie uszkodzić.

Dopiero w ostatecznym natarciu 15 sierpnia Polacy uderzyli wszystkimi siłami naraz i wsparli atak większą liczbą czołgów - wtedy odzyskano pozycje. Rozpoczęto natarcie na Mińsk Mazowiecki, które zbiegło się z uderzeniem znad Wieprza, doprowadzając do zaskoczenia i paniki wśród Rosjan.

Historycy zarzucają często Piłsudskiemu, że miał problemy z zaufaniem do swoich podwładnych.

To prawda, ale jeszcze nie w tym okresie. To nastąpiło dopiero po wojnie, kiedy rozpoczął dużą wymianę kadry oficerskiej, wzmożoną po zamachu majowym. Zwolnił kilkuset wyższych oficerów, głównie wywodzących się z byłych armii: austriackiej i rosyjskiej. Wakaty obsadził dawnymi legionistami. To był błąd, który przyniósł wielką szkodę wojsku. Choć można próbować zrozumieć Piłsudskiego - generałowie wywodzący się z armii austriackiej byli szkoleni w prowadzeniu wojny pozycyjnej, a marszałek był niechętny tej strategii. Uważał, że na wschodzie Europy, na wielkich, słabo zurbanizowanych terenach z rzadką strukturą dróg, niemożliwe jest prowadzenie wielkich operacji w liniach, ale trzeba działać grupami, w sposób manewrowy. Na tej płaszczyźnie narastały konflikty.

Niemniej byli to jedni z najbardziej wykształconych i doświadczonych ludzi w armii.

Oficerowie legionowi im nie dorównywali?

Większość nie skończyła szkół oficerskich, najwyżej kurs w Legionach. Mieli jedynie praktyczne doświadczenie szczebla taktycznego. Nie posiadali niezbędnej wiedzy teoretycznej do dowodzenia związkami operacyjnymi. Przykład: legionowy generał Stefan Dąb-Biernacki, dowódca armii "Prusy" w kampanii wrześniowej 1939 r., nie przygotował żadnej obrony, układając jedynie plany natarcia, co spowodowało klęskę jego oddziałów.

Z drugiej strony zdarzało się, że Piłsudski, kiedy już ufał jakiemuś dowódcy, powierzał mu za dużo obowiązków.

Tak, np. Rydz-Śmigły na froncie ukraińskim był przejściowo dowódcą zarówno armii, jak i frontu. W normalnym trybie dowódca frontu ma pod sobą kilka armii. Decyzje Piłsudskiego burzyły struktury dowodzenia i powodowały chaos w sztabach, które wobec braków kadrowych miały i tak niewielką wydolność.

Gen. Stanisław Szeptycki oskarżał po wojnie Piłsudskiego, że w czasie wojny z bolszewikami ukrywał przed podwładnymi plany kampanii i nie przekazywał im wszystkich niezbędnych informacji.

Ta słynna w dwudziestoleciu międzywojennym afera zakończyła się dymisją Szeptyckiego i procesem o zniesławienie. Generał, który sam miał na sumieniu poważne błędy w dowodzeniu, próbował oczernić marszałka. Badałem w Centralnym Archiwum Wojskowym sprawozdanie z posiedzenia komisji Wojskowego Biura Historycznego w tej sprawie. Jasno z niego wynikało, że Piłsudski żadnych planów nie ukrywał. W tamtych czasach po prostu prymitywne, łatwe do podsłuchania środki łączności - przeciwnik też miał wywiad radiowy - nie pozwalały dowódcy na informowanie podwładnych o wszystkich decyzjach. Marszałek o swoich zamiarach informował w spotkaniach osobistych.

Tak więc zarzut Szeptyckiego był nieprawdziwy, a potwierdził to sąd.

Czy Piłsudski, w późniejszych latach odpowiedzialny za polskie wojsko, wykorzystywał w jego modernizowaniu doświadczenia z wojny 1920 r.?

Niestety, Piłsudski był wierny swojej koncepcji wojny manewrowej prowadzonej za pomocą piechoty i kawalerii ze wsparciem artyleryjskim i nie doceniał broni technicznej - lotnictwa oraz broni pancernej. Nie mając z tymi formacjami żadnych doświadczeń (nie licząc wykorzystania w 1920 r. pociągów pancernych), traktował je z nonszalancją; uważał, że w tym rejonie Europy ich wykorzystywanie mija się z celem. O pilotach mawiał, że "to fircyki, które latają sobie z folwarku do folwarku na bale". Stawiał na kawalerię, która rzeczywiście spełniła znakomicie swą rolę w wojnie polsko-bolszewickiej, po obu stronach. Dopiero w 1930 r. powstało Dowództwo Broni Pancernej, rozpoczęto produkcję m.in. znakomitego czołgu 7TP, pierwszego na świecie z silnikiem diesla - ale wtedy nasza armia była już zapóźniona względem np. niemieckiej.

Piłsudski - świetny taktyk i raczej średni dowódca szczebla operacyjnego - oraz jego generałowie-legioniści, głównie byli kawalerzyści, nie brali pod uwagę perspektyw rozwojowych wojskowości. Modernizację armii rozpoczął dopiero Rydz-Śmigły.

Zygmunt Matuszak jest historykiem wojskowości, profesorem Filii Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Kochanowskiego w Piotrkowie Trybunalskim. Pod jego redakcją naukową ukazały się książki "Bo wolność krzyżami się mierzy. Dzieje oręża polskiego 1939-1945" oraz "Obrona operacyjna w wojskowości polskiej w latach 1918-1939", jest współautorem tomów "Armia Czerwona w przededniu najcięższej próby" i "Armia Czerwona w latach 1940-1941". ?

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]