Ta miara rzeczy...

Parę dni po krakowskiej awanturze dokoła marszu tolerancji bardzo znany i popularny polityk zapytany został w radiowej dyskusji, czy jest homofobem. Było to ostatnie parę minut programu, a pytanie, trafnie zredagowane, pozwoliło politykowi wygłosić efektowną filipikę przeciwko łamaniu tabu kulturalnego przez upublicznianie najbardziej intymnej sfery człowieka (tak to mniej więcej brzmiało w streszczeniu), z czym oczywiście przeważająca większość słuchaczy zgodzić się mogła bez żadnych wątpliwości.
Czyta się kilka minut

Nie padło jednak (nie zdążyło paść?) żadne następne pytanie: ani o wnioski płynące z tego stwierdzenia, na przykład: czy w związku z tym polityk byłby za wydaniem zakazu marszu, ani o ocenę agresji przeciwników marszu. A sam się na ten temat nawet nie zająknął. Tak na pewno wygodniej, ale czy naprawdę jest to sposób na transmitowanie do opinii publicznej sądów tę opinię pogłębiających, czy tylko zabieg propagandowy?

Kolejna gorączka zapanowała po wydarzeniach łódzkich. Jest cały splot zagadnień i trosk wynikających ze śmierci dwóch osób podczas tłumienia nocnych zamieszek. Ale kiedy tonację podniecenia masowego dyktuje słowo “zbrodnia" i “morderstwo" (podczas gdy chodzi o skutek omyłkowego wydania amunicji ostrej), a znika geneza wydarzenia, jaką jest nocny atak bandziorów z bejsbolowymi kijami na miasteczko studenckie święcące juwenalia, nie ma nadziei na wnioski racjonalne i obiecujące zmianę na lepsze.

Patrzę na prasowe zdjęcie przedstawiające, jak głosi podpis, “marsz milczenia przeciwko przemocy, agresji i bandytyzmowi". Młodzi ludzie niosą transparent z napisem: “Studenci KUL solidaryzują się z Łodzią". Zaraz, to znaczy z kim? Czy przemoc, agresja i bandytyzm to sfera sprawców ataku, czy policji, oskarżanej o “mord" właśnie? Czy młodzi ludzie szukają przyczyn wydarzenia, czy tylko oburzają się na godne ubolewania pomyłki w akcji ze wszech miar, niestety, potrzebnej? Wydaje się, jak gdyby nikt nawet nie próbował sobie odpowiedzieć na żadne pytania, jeszcze zanim przygotuje transparenty i wymaszeruje. W Łodzi podczas podobnego marszu protestu niesiono napisy o solidarności z tragicznie zastrzelonym, ale wszak nie napadniętym, tylko napadającym dziewiętnastolatkiem... A ten sam popularny polityk pozwolił sobie na wygłoszenie w Sejmie zdumiewającego oskarżenia: “pierwszy raz w wolnej Polsce państwo dało policjantom ostrą amunicję i kazało strzelać do ludzi". Zwroty fałszywe, ale jakże efektowne.

O tym, że napad zaowocować mógł ofiarami następców Michała Łyska, zatłuczonego przecież też kijami bejsbolowymi, w tym kontekście pewnie nawet się nie próbuje pomyśleć. Miarą rzeczy staje się granie oburzeniem emocjonalnym, łatwym, nie dającym żadnego rozwiązania, pomocnym tylko graczom.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2004