Fra Angelico nie tylko religijny. Florencka wystawa przywraca mu miejsce w renesansie

Ponad 140 dzieł z całego świata, złożone po wiekach poliptyki i dwa miejsca — Palazzo Strozzi oraz klasztor San Marco. Wystawa Fra Angelico w Florencji jest najpełniejszą prezentacją twórczości mistrza.
z Florencji
Czyta się kilka minut
Fra Angelico, Tryptyk z Perugii, ok. 1437-43 r. . Galleria Nazionale dell’Umbria, Perugia // Dzięki uprzejmości Ministerstwa Kultury Republiki Włoskiej - Musei Nazionali di Perugia - Galleria Nazionale dell’Umbria, Perugia / Foto Tecnireco
Fra Angelico, Tryptyk z Perugii, ok. 1437-1443 r. Galleria Nazionale dell’Umbria, Perugia // Dzięki uprzejmości Ministerstwa Kultury Republiki Włoskiej - Musei Nazionali di Perugia - Galleria Nazionale dell’Umbria, Perugia / Foto Tecnireco

Kiedy mignęła mi wiadomość o wystawie Fra Angelico we Florencji, poczułem nerwową ekscytację. Przyszło mi nawet do głowy, żeby niezwłocznie kupić bilety, ale pomyślałem, że mam czas, i że jeszcze zdążę. Co więcej, byłem przekonany, że nie ma powodów do pośpiechu, bo – umówmy się – Fra Angelico to nie Mark Rothko ani Johannes Vermeer.

Spóźniona decyzja

Przekonywałem o tym sam siebie, wspominając informacje o tym, że zdobycie biletów na paryską wystawę Amerykanina było nie lada wyczynem, porównywanym z zarezerwowaniem wejściówek na wystawę Holendra w Amsterdamie. A Fra Angelico? To przecież tylko jeden z wielu utalentowanych Włochów. Dominikanin, który nigdy nie poprawiał własnych prac, bo uważał, że każde pociągnięcie pędzlem pochodzi od Boga, i żarliwie się modlił, zanim zabrał się do malowania. Do tego jego życiu nie towarzyszyły żadne skandale.

Zmarł w Rzymie mając sześćdziesiąt lat, nie wywołując fali plotek, a człowiekiem był łagodnym i pokornym, więc na wystawie nie będzie tłumów ani szkolnych wycieczek – pomyślałem. Miałem jeszcze jeden argument. Byłem jednym ze szczęśliwców, którym udało się kupić bilety na wystawę „Caravaggio 2025” w rzymskim Palazzo Barberini i to jeszcze zanim zapadła decyzja o jej przedłużeniu. Skoro tak, to i we Florencji się uda! Przezornie, a przynajmniej tak mi się wydawało, ustaliłem sam ze sobą, że poczekam chwilę i wstrzelę się w ostatnie dni wystawy, gdy już największe zainteresowanie zacznie przygasać. 

A potem, co było do przewidzenia, w nadmiarze wydarzeń i pracy zapomniałem o Florencji i Fra Angelico.

Zima w Toskanii i kolejka do Palazzo Strozzi

Przypomniało mi się dość nieoczekiwanie, gdy w grudniu świat sztuki obiegła informacja, że Palazzo Strozzi we Florencji szykuje wystawę Marka Rothko. I wtedy, nagle, wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsca.

Po wpisaniu w internetową wyszukiwarkę trzech słów Strozzi, mostra, Fra Angelico okazało się, że wystawa mistrza florenckiego renesansu, który był w stanie łączyć zasady sztuki renesansowej z religijnym mistycyzmem, zostanie zamknięta lada moment. Kolejki są olbrzymie, a godzina stania czeka każdego, kto zechce zobaczyć jego prace – kłuły mnie w oczy nagłówki we włoskiej prasie. 

Wpadłem jeszcze na pomysł rezerwacji biletów przez internet, ale nie byłem jedyny, bo o nabyciu wejściówek bez wstawania z wygodnego fotela można było jedynie pomarzyć. Informacja na stronie Palazzo Strozzi była czytelna: do rezerwacji przekazano tylko pewną pulę biletów, reszta jest dostępna w kasach. Wyglądało na to, że czeka mnie godzina marznięcia w kolejce. Wbrew pozorom, zima w Toskanii to czas lodowatych deszczów i jeszcze chłodniejszych wiatrów wiejących z północy.

Przygotowywałem się więc do obejrzenia wystawy, która powstała we współpracy z prawie setką instytucji kultury na całym świecie, i ruszyłem do Florencji. Przeklinając własną głupotę, podziwiałem działania współczesnych kuratorów wystaw, którzy sprawiają, że to, co wydawało się niemożliwe, staje się faktem. Średniowieczne i renesansowe malarstwo często opierało się na tworzeniu nastaw ołtarzowych składających się z wielu elementów. Przez wieki poliptyki dzielono na części i dziś bardzo rzadko zdarza się okazja, by móc zobaczyć je w całości, tak jak zaplanował je artysta w swoje pracowni. 

Na przykład Maestà, czyli przedstawienie Matki Boskiej w majestacie, którą Duccio di Buoninsegna namalował dla sieneńskiej katedry, była poliptykiem dwustronnym. Jej zasadniczą część można dziś oglądać w Muzeum Katedralnym w Sienie, ale druga strona została podzielona na kwatery, które odseparowano od części głównej nastawy. Jako cenione prace Duccia, fragmenty poliptyku rozeszły się po całym świecie. Twórcy wystawy „Siena: The Rise of Painting, 1300-1350”, w Londynie połączyli je po setkach lat ponownie, o czym przekonałem się, gdy dotarłem na wystawę do brytyjskiej stolicy.

Kim był Fra Angelico: od Mugello do Florencji

Teraz we Florencji miała się stać rzecz podobna, bo na czas trwania wystawy w całość połączono między innymi fragmenty ołtarza św. Marka namalowanego dla florenckiego klasztoru, który dziś jest współgospodarzem wystawy. W Palazzo Strozzi można obejrzeć siedemnaście z osiemnastu paneli ołtarza, które zjechały do Florencji z całego świata.

Dziękowałem w myślach kuratorom, którymi, jak doczytałem, byli Carl Brandon Strehlke, emerytowany kurator Muzeum Sztuki w Filadelfii, Stefano Casciu, dyrektor regionalny Narodowych Muzeów Toskanii, i Angelo Tartuferi, były dyrektor Museo di San Marco we Florencji.

Stojąc w rzeczonej kolejce, rozmyślałem o życiu Fra Angelico, którego rodzice nazwali zupełnie inaczej. Guido di Pietro urodził się pod koniec XIV w. Na początku uczył się gdzieś w jednym z miasteczek Mugello, doliny na północ od Florencji, by następnie zostać uczniem malarza i miniaturzysty Lorenza Monaco.

Obraz ołtarzowy, jedno z ostatnich dzieł Fra Angelico, 1450-1452 r. Museo di San Marco, Florencja // Dzięki uprzejmości Ministerstwa Kultury Republiki Włoskiej - Direzione regionale Musei nazionali Toscana – Museo di San Marco

We florenckich archiwach zanotowano, że po zakończonym szkoleniu pod jego okiem, Guido di Pietro wstąpił do klasztoru San Domenico w Fiesole i przyjął habit dominikański, składając śluby po rocznym nowicjacie w 1408 r. 

Z kolei w roku 1436 Kosma Medyceusz podarował dominikanom stary klasztor św. Marka we Florencji. Jego przebudową zarządzał  Michelozzo, a dekorację cel i krużganka powierzono Giovanniemu z Fiesole, bo w toskańskiej stolicy nikt nie mówił już na artystę Guido di Pietro.

Rzym, Orvieto i papieskie zlecenia

To właśnie dzięki wykonanym we Florencji freskom przedstawiającym wydarzenia z życia Chrystusa został okrzyknięty mistrzem. Zwrócił na siebie powszechną uwagę, więc nie można się dziwić, że został wezwany do Rzymu przez Eugeniusza IV. Miał ozdobić swoimi pracami kaplicę Sakramentu w Pałacu Watykańskim. Nie wiemy, jak poszło, bo kaplica niestety nie przetrwała.

Po zakończonej rzymskiej przygodzie Fra Angelico ruszył do Umbrii, by pracować w katedrze w Orvieto, gdzie wymalował część sklepienia kaplicy San Brizio. Część, bo znów nadeszło wezwanie od papieża. Mieszkańcy umbryjskiego miasteczka jednak nie narzekają, bo dekoracje katedry wziął na siebie pochodzący z Cortony Luca Signorelli i wywiązał się z tego zadania tak dobrze, że kaplicę San Brizio przyjeżdżali oglądać tacy artyści jak Michał Anioł i Leonardo da Vinci.

W Rzymie Mikołaj V zlecił Fra Angelico dekorację kaplicy św. Wawrzyńca, dziś znaną jako Cappella Niccolina. Artysta mistrzowsko wymodelował ludzkie ciało pod luźnymi fałdami draperii, ale kaplica zachwyca przede wszystkim głębią ekspresji. Pracował tam z uczniami, wśród których był Benozzo Gozzoli, późniejszy twórca wspaniałych fresków w kaplicy we florenckim Palazzo Medici Riccardi.

Czym wyróżnia się malarstwo Fra Angelico

Po wykonaniu zadania Angelico powrócił do Toskanii, gdzie został mianowany przeorem klasztoru San Domenico w Fiesole, zajmując miejsce swojego zmarłego brata. Przez kolejne lata pracował we Florencji i okolicach, tworząc na zlecenie Medyceuszy. 

Nastawa ołtarzowa znana jako Pala San Marco, wykonana dla klasztoru św. Marka, była poliptykiem i została zaplanowana jako główny ołtarz klasztoru. Zachwyca pięknem bogatych draperii, festonów, palm, tkanin i dywanów, odzwierciedlających prawdopodobnie wystawne procesje, które artysta oglądał w 1439 r. podczas Soboru Unii Kościołów Wschodnich z Rzymem, odbywającego się we Florencji.

W tym czasie Fra Angelico utrzymywał kontakty z trzema ważnymi kręgami artystycznymi, które rozkwitały we Florencji na początku XV w. Ważnym punktem odniesienia była dla niego szkoła florenckich miniaturzystów, istotną rolę pełnił również warsztat ostatnich uczniów rodziny Gaddich, wywodzących się ze szkoły Giotta. Cenił też grupę młodych rzeźbiarzy i architektów, którym pisana była wielka sława, czyli Jacopa della Quercia, Lorenza Ghibertiego, Filippa Brunelleschiego oraz Donatella.

W kolejnych latach powrócił do Rzymu, aby stworzyć liczne dzieła w kościele Santa Maria sopra Minerva, w którym do dziś posługują dominikanie. Namalował nastawę ołtarzową w ołtarzu głównym, prawdopodobnie przedstawiającą scenę Zwiastowania, z której zachowały się trzy sekcje predelli z historiami św. Dominika. Zmarł w 1455 r. i został pochowany w rzymskiej bazylice dominikanów, rzut beretem od Panteonu.

Dziś krytycy są zgodni. Pozostał klasą sam dla siebie. Wibrującym złotem rozświetlał niebo, ale jego kompozycje trzymają się geometrycznego rygoru. Badacze piszą, że mistrzowsko opanował perspektywę, że wspaniale operował światłem i budował relacje między postaciami, a jego sztuka jest medytacją nad relacją człowieka z sacrum

Twierdzą, że łączył elementy narracyjne z żywymi, efektownymi zindywidualizowanymi portretami. Jednocześnie jednak pozostawał wierny XIV-wiecznej tradycji, zestawiając ją z krystaliczną czystością koncepcji w formie i zachwycających odważnych kolorach, które zawsze będą charakterystyczne dla jego obrazów. 

Historycy podkreślają też, że czas najwyższy przywrócić mu właściwe miejsce w sztuce, bo choć o jego religijności krążą legendy, to czytanie jego twórczości tylko z tej perspektywy umniejsza jego rangę.

Na wystawie Fra Angelico we Florencji

Uzbroiwszy się w tę wiedzę, uznałem, że jestem przygotowany do tego, by obejrzeć wystawę. W butach miałem sucho, bo na szczęście nie padało. Z biletem w dłoni ruszyłem do klasztoru San Marco, współgospodarza wystawy. Tam wszystko zaczyna się od trzęsienia ziemi, jak w filmie Alfreda Hitchcocka, od dwóch fresków przestawiających „Ukrzyżowanie”. W krużganku Jezusowi umierającemu na krzyżu towarzyszy jedynie św. Dominik. 

„Ukrzyżowanie” w refektarzu zachwyca rozbudowaną ikonografią. W przeciwieństwie do klasycznych przedstawień, zamiast typowych postaci skupionych wokół krzyża, artysta przedstawił świętych żyjących w najróżniejszych czasach i miejscach. Tym samym, zamiast sceny narracyjnej, dał widzom medytację nad śmiercią Jezusa

Potem można obejrzeć wczesne prace mistrza, bizantyjskie w rodowodzie, z błyszczącym złotym tłem, a kawałek dalej w klasztornej bibliotece można przyjrzeć się detalom twórczości Angelica jako miniaturzysty.

Dłuższą chwilę spędziłem przy „Ukrzyżowaniu”, które przyjechało z Metropolitan Museum w Nowym Jorku, i porównywałem je z tym z Ashmolean Museum w Oxfordzie, ale wiedziałem, że druga część wystawy w Palazzo Strozzi czeka.

Mimo to zatrzymałem się przy Tabernakulum z Linaioli. Arcydzieło przedstawiające tronującą Marię z Dzieciątkiem w otoczeniu dwunastu muzykujących aniołów jest ogromne. Powstało na zlecenie siedziby Cechu Sprzedawców Bielizny i Towarów Używanych z Mercato Vecchio we Florencji, a marmurową ramę zaprojektował sam Lorenzo Ghiberti. 

Poczułem jednak napierający z tyłu tłum, więc nie bez żalu ruszyłem w kierunku Palazzo Strozzi.

Najsłynniejsze pejzaże w historii sztuki

Prace rozmieszczone w ośmiu salach pałacu pozwalają podążać za ewolucją malarską Fra Angelico. W scenie przedstawiającej zdjęcie z krzyża rzuca się w oczy przede wszystkim odrzucenie złotego bizantyjskiego tła. 

Tu każde pojedyncze drzewo, każdy budynek Jerozolimy Fra Angelico przemienia w jeden z najsłynniejszych – jak się w przyszłości okaże – pejzaży w historii sztuki. Jednocześnie kolejne sale pokazują, że totalne odrzucenie złotego tła na rzecz głębi nie było działaniem rewolucyjnym i stałym, bo Fra Angelico wracał do niego wielokrotnie.

Tryptyk Franciszkański, 1428–1429 r. // Dzięki uprzejmości Ministerstwa Kultury Republiki Włoskiej - Opificio delle Pietre Dure

Najwięcej czasu spędziłem przy „Zwiastowaniu” z San Giovanni Valdarno i towarzyszącemu mu obrazowi Filippa Lippiego o tym samym temacie. Byłem zaskoczony, bo wcześniej znałem dwie wersje tematu namalowane przez Fra Angelico. Tę prezentowaną dziś w Cortonie, pełną złotego światła, ze stropem w loggii przedstawiającym rozgwieżdżone niebo, i tę z madryckiego Prado, gdzie loggia ma sklepiony sufit. 

Trzecia wersja jest dużo bliższa tej, którą na co dzień można oglądać w Toskanii. Zaskakujące jest, że dwa prezentowane na wystawie „Zwiastowania”, to Angelico i to Lippiego, powstały w odstępie zaledwie kilku lat, bo stylistycznie dzieli je przepaść. 

Obraz Fra Angelico pełen jest religijnej symboliki. Widzimy zamknięty ogród nawiązujący do dziewictwa Maryi i wizji raju, wśród drzew rozpoznajemy palmę, symbol przyszłego męczeństwa Chrystusa, a wygnanie z raju, zerwanie między człowiekiem a Bogiem, jest grzechem, który Maria niweluje, godząc się na nowinę usłyszaną od Archanioła Gabriela. 

„Zwiastowanie” Lippiego, z centralną perspektywą zbieżną w jednym punkcie oraz rezygnacją z wszelkich gotyckich elementów, takich jak sterczyny, jest dziełem w pełni renesansowym, a przestrzeń, w której Marię zaskakuje Gabriel, prezentuje się, jakby zaprojektował ją na potrzeby Lippiego Filippo Brunelleschi.

Malarz nie tylko religijny: Fra Angelico jako artysta renesansu

Wystawa we Florencji, najpełniejsza prezentacja twórczości Fra Angelico, doskonale balansuje między tym, jak artysta jest postrzegany. Jej przesłanie wydaje się przestrogą. Kuratorzy zdają się twierdzić, że traktowanie malarza jako twórcy religijnego jest uzasadnione, ale nie wyczerpuje tematu. 

Fra Angelico przedstawiał sceny związane z życiem Jezusa i Marii, ale analiza jego prac pozwala zauważyć, że miał jednocześnie doskonałą podbudowę teologiczną do ich tworzenia.

Gerardo De Simone w katalogu podkreśla, że trzy anioły w tryptyku przedstawiającym sąd ostateczny są wyobrażone tak, jakby były stworzone z powietrza. To nie przypadek. Fra Angelico znał, zapewne nie tylko, twórczość św. Tomasza z Akwinu i jego „Summa Theologiae”. Scholastyk twierdził, że „natura anielska jest duchowa, eteryczna i ukazując się człowiekowi, wydaje się złożona ze światła lub powietrza”.

Takie odczytywanie uzasadnia nadany mu przez Vasariego przydomek Angelico, ale pomija niestety fakt, że był jednym z najważniejszych i najbardziej wszechstronnych malarzy włoskiego renesansu. Wystawa w Palazzo Strozzi, zorganizowana siedemdziesiąt lat po pierwszej poświęconej Fra Angelico, upomina się o przyznanie mu właściwego miejsca w sztuce jako wybornego renesansowego malarza, potrafiącego uchwycić naturę człowieka i jego relację ze wszechświatem. 

Muszę przyznać, że ponad 140 zgromadzonych na niej dzieł, które dotarły do Florencji z całego świata, potwierdza, że nie może być inaczej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 05/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Stworzone z powietrza