Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Szok i niedowierzanie

Szok i niedowierzanie

13.11.2017
Czyta się kilka minut
Na pierwszy rzut oka mijające dni pełne były zaskoczeń.
M

Można było się zdumieć, ot choćby obserwując, jak czołowe polskie feministki, szanowane kobiety kultury, znane pisarki, lubiani aktorzy i inne szalenie zacne osoby wzięły w obronę pisarza Rudnickiego, po tym, jak raczył był zwrócić się niezbyt parlamentarnie do dziennikarki. Pisały, że „ej sorry, ale” trzeba mieć dystans i luz, i że Janusz po prostu taki już jest (łaskawie pominę milczeniem publikowane w sieci opisy tego, jaki jest Janusz, bo to chyba nie przystoi w piśmie katolickim). Chór obrońców (z przewagą obrończyń) pisał, że zbiorowe oburzenie to granda i lincz, a tak naprawdę pisarz kobiety bardzo szanuje i wspiera. Tylko że na swój sposób. Tak – ta obrona mogła zaskoczyć, ale właściwie to nie. Od naszych chamów wara, bo są nasi. Naszość jest kategorią najwyższą, usprawiedliwia wszystko. Naszość oraz ironiczne cudzysłowy, które tak kochamy. Wszystko ujdzie, byle było...

4957

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jednocześnie budżet militarny na nadchodzący rok w USA został zatwierdzony wyższy nawet niż oczekiwał tego Pentagon. Podział jest taki, że może i tak z 55% jest mocno liberalna, ale te 45% jest znacznie lepiej uzbrojone. Po czyjej stronie stanie armia? Niby najstarsza nowożytna demokracja, aleeee, nic nie trwa wiecznie. Jeśli nie pojawi się ktoś kto pojedna pękniętą Amerykę szykuje się tam na coś strasznego. Spalenie pana Rudnickiego na stosie nic tu nie pomoże. Tym bardziej, że w Polsce proporcje są raczej odwrotne niż w USA. PiS się cieszy, bo dzięki tej całej akcji ich notowania jeszcze bardziej rosną, dlaczego? U nas wszyscy klną, nawet młode dziewczyny słyszałem jak do siebie wzajemnie (i to bynajmniej w geście sympatii, a nie wrogości) mówiły językiem Rudnickiego, i co? One też zagłosują na PiS, bo w tej chucpie każdy zdaje sobie sprawę, że w każdej chwili jemu tez coś się przypisze. Pani Szczuka wydaje mi się, że nie tyle broniła "swojego chama" ile raczej dostrzega różnicę pomiędzy faktycznymi problemami przemocy i molestowania, a zwykłą wulgaryzacją języka, no i że chyba nie tyle o chamstwo, ale o przestępców w tej całej akcji chodzić powinno? ale cóż, "rozjechano ją walcem", zatem . Nooooo skoro pani Szczuce się oberwało, to co dopiero ma myśleć cała reszta? Hmmmmm który z PiS-u akceptuje agnostyków? zaczynam nerwowo przeglądać listy wyborcze, bo przy PiS-ie się może jeszcze ostoję, ale jak lewackie szaleństwo zacznie tym krajem rządzić, to "stos" murowany, nawet pani Szczuka mnie nie obroni, przy odrobinie szczęścia może z nią wyląduję w jednym "obozie resocjalizacji" czy czymś podobnym?

Wrócę do sprawy pana Rudnickiego. Należę do studenckiego pokolenia PRL-owskiego, które kleło, piło wódkę z musztardówek, a akty galanterii wobec dziewcząt (całowanie w reke, puszczanie przodem etc.) traktowało jako obraźliwe. Moi koledzy jednak z czasem zajeli wysokie stanowiska m. in. w dyplomacji, nosili tytuły naukowe, a ich maniery były nieskazitelne, ponieważ byli inteligentnymi ludźmi z wyczuciem sytuacji. A więc nadal klęli, tyle ze w "swoim" gronie, a wódkę w musztardówkach zamienili na whisky w kryształach. Było jednak jedno "ale". Ten styl bycia wymagał o wiele większego wyczucia niż tradycyjna galanteria. Byłoby nie do pomyślenia, żeby nazwać "kulsonem" kobiete obecną przy tych zartach. Ale wszystko ostatnio psieje, zartobliwe przekleństwa tez. Znam, niestety, takich gości jak pan Rudnicki, którzy z pomocą niekonwencjonalnego, mówiąc oględnie, zachowania wzbudzają zachwyt głupich, bezrefleksyjnych kobiet. I będą próbować to robic dalej, póki będą istnieć odbiorczynie ich chamstwa

To, że Rudnicki realizuje pewne społeczne zapotrzebowanie dla ogółu uznawane za chamskie nie podlega wątpliwości. Pytaniem zasadniczym w tej kwestii jest jednak to, czy z tej okazji należy go linczować i niszczyć mu życie na równi z faktycznymi gwałcicielami? No bo jeśli bronimy złodzieja przed obcięciem ręki to jeszcze nie oznacza poparcia dla złodziejstwa, znaczy tylko tyle, że karę uważamy za rażąco nadmierną. Tymczasem broniące Rudnickiego przed linczem panie "rozjechano walcem" wmawiając im wszystko co najgorsze.

To, że Rudnicki realizuje pewne społeczne zapotrzebowanie dla ogółu uznawane za chamskie nie podlega wątpliwości." Zapotrzebowanie DLA ogółu? TO nie po polsku. Może bez "dla"? Ale wtedy to nieprawda, że pisarzyna Rudnicki takie zapotrzebowanie realizuje. W ogóle (no pun intended) uważam, że za wiele honoru mu oddajemy, zajmując się nim tak wiele. Potępić wyraźnie jego chamskie zachowanie, i koniec.Jaki jest nasteþny punkt porządku dziennego?

ale Ok, uznaję poprawkę, brakło przecinka? Chodzi oczywiście o to, że ogół uznaje takie zapotrzebowanie/słownictwo za chamskie, a nie o to, że jest to zapotrzebowanie ogółu. Potępić? Dlaczego? Podobno kiedyś wyraz "kobieta" był obraźliwy, dziś jest neutralny. W rodzinnych stronach mojego ojca starsi ludzie "dziwka" mówili po prostu na wszystkie młode dziewczyny, w ogóle bez obraźliwego znaczenia. Idzie nowe. Pewne sformułowania dla niektórych chamskie, dla innych są neutralne(czasem wręcz pozytywne). Czyli co? Wszystko co inne zniszczyć, zaorać, potępić? Tak?

Odyn był mędrcem, jak wiemy z Eddy, więc komuś, kto się ukrywa za imionami jego kruków też wypada być mądrym. A więc: dane słowo języka polskiego, ma swoje "standardowe" znaczenie i standardowy odcień stylistyczny i emocjonalno-oceniający, i zwykle parę niestandardowych, archaicznych, regionalnych itp. Człowiek kulturalny jest zobowiązany baczyć na te pierwsze, nie te drugie, chyba że kontekst sytuacyjny wskaże inaczej. Przeniesieni machiną czasu w epokę, kiedy krajanie Pana szanownego Rodziciela byli średnim pokoleniem, i do ich krainy, będziemy dziewczynę nazywali "dziwką" a (pardon) dziwkę jakoś inaczej, nie wiem jak, bo nie znam tej gwary. W autobusie czy kawiarni wielkiego miasta AD 2017 obowiązuje nas uzus "standardowy". Zwykle wystarcza odwołanie się do przyzwoitości i szacunku dla drugiego, jeśli nie to, to art. 141 k.w.

No właśnie, kontekst sytuacyjny. Jest jeszcze coś co możemy nazwać "prowokacją artystyczną". Mamy twórcę operującego określonym "warsztatem". Mam spotkać się z nim na płaszczyźnie zawodowej, dyskutować o jego twórczości (nieważne jak ocenianej). I co? Czego się spodziewamy? Artyści (jacykolwiek) nie są tak do końca "normalni". Każdy z nich ma w sobie jakiś błysk szaleństwa. Oczywiście możemy im tego zabronić, mają być "przyzwoici" i koniec. Ozzy Osbourne do psychiatryka a nie na estradę, czy tak?

Artysta ma oczywiście swe prawo do szaleństwa, ale nie powinien narażać na kontakt z nim (tym szaleństwem) tych, którzy nie życzą sobie podziwiać jego sztuki. Jeśli czyjś zawód przewiduje kontakty z tym przedstawicielem Muz, to cóż, życzę dużo odporności lub ... powodzenia w poszukiwaniu innego zawodu. Z pewnością znajdzie się ktoś, kto nas zastąpi.

no i Rudnickiego właśnie objęliśmy amnestią :)))

przepraszam? Muninn uczyni honor Swemu imieniu, przypominając mi to.

Tak na serio sam nie wiem, ale cały "żarcik" polega na tym, że to podobno jakiś pisarz lubujący się w wulgaryzmach i tym podobnych klimatach, który dziennikarkę która przyszła czynić z nim wywiad, pośrednio nazwał jak nazwał. Żarcik polega na tym, że jeszcze do niedawna (a być może nadal) jest to jedyna osoba wymieniona z nazwiska na tej sławetnej akcji MeToo (przez tą dziennikarkę właśnie). O ile w USA liczba złamanych karier i wymienionych nazwisk to chyba setki, to w Polsce nic. To sprawiało wielką frustrację wśród żądnych "stosów" miłośników tejże akcji, a że "na bezrybiu i rak ryba" to rzucili się na gościa niczym stado wygłodniałych wilków. Tak jakby co najmniej zbiorowo gwałcił przynajmniej co drugi dzień.

"Ale wszystko ostatnio psieje, zartobliwe przekleństwa tez. Znam, niestety, takich gości jak pan Rudnicki, którzy z pomocą niekonwencjonalnego, mówiąc oględnie, zachowania wzbudzają zachwyt głupich, bezrefleksyjnych kobiet. I będą próbować to robic dalej, póki będą istnieć odbiorczynie ich chamstwa". Proszę Pani, ja należę do pokolenia jeszcze starszego, które NIE klęło i nie klnie, i któremu takie zachowania jak tego pisarzyny nie przychodziły do głowy. Ja będąc w zamkniętym miejscu publicznym typu restauracja czy autobus zwracam uwagę każdemu, kto się głośno brzydko wyraża czy w ogóle niestosownie (w świetle moich pojęć) zachowuje, na ogół z dobrym skutkiem, i to nie dopiero wtedy, gdy wulgarne słowo jest użyte w odniesieniu do kobiety. Może to donkiszoteria, ale to jest mój kraj, i czuję się odpowiedzialny za jego obyczaje. Że są prymitywne, bezrefleksyjne kobiety, którym się podoba, że są lżone i poniżane i to publicznie, no cóż, co do tego nie mam wątpliwości, znając naturę ludzką, skażoną grzechem pierworodnym ... i tendencję współczesnej polskiej "kultury", tabloidów i vanity magazines, tego rodzaju prymitywizm i bezrefleksyjność szerzących. Ale, jak mówi wielki Tomasz Hobbes, "one doeth what one can against the Kingdom of Darkness".

Czoła chylę.

Są mężczyźni którzy lubią poczuć wbitą szpilkę (o pewien typ kobiecego obuwia chodzi) pod łopatkę, są kobiety które lubią posłuchać wulgaryzmów. To jest nie tylko pana kraj. Mamy prawo mieć swoje inne od pańskich upodobania i nie ma to nic wspólnego z faktycznym upokorzeniem czy lżeniem. Podstawowy problem by mieć pewne wyczucie i nikogo nie krzywdzić własnymi upodobaniami. Niemniej z pewnych pojedynczych nieporozumień czy pomyłek, nie widzę powodu by jakąś tragedię czynić. Przeprosić wystarczy, cały pozostały szum i wtrącanie się innych, to już pieniactwo.

Drogi Huginnie i Muninnie, Paro Przemądra Kruków! Jeśli o mnie chodzi, to niech sobie ci mężczyźni i te kobiety kultywują najdziksze upodobania, niech każa sobie wbijać szpilki, i ... jeszcze więcej. "Darwin Awards" czekają. I niech mówią plugawo, tak plugawo jak ten ubogi w plugawstwa język polski im pozwala. Byleby nie na moich oczach i uszach! Jeśli mogę uciec przed takim widokiem, to uciekam, choć przyznam nie zawsze, ale wtedy, gdy nie mogę /autobus, restauracja itp./ muszę coś powiedzieć. Zwykle z dobrym skutkiem. Jakże trafnie Pan zauważa, że "mój kraj" nie należy do mnie, ale nie należy też do tych ekscentryków, i niech kultywują swoje upodobania, z całym szacunkiem, gdy są wyłącznie własnym gronie i tak, by nie gorszyć nimi innych, mniej oryginalnych obywateli. Może ma kto zwyczaj pieszczotliwie nazywać swoją lubą wybrankę "brudną świnią", jeśli tak, i jeśli ona jest tym zachwycona, to wolno mu uszczęśliwiać ją tym jakże czułym i poetyckim określeniem w zaciszu ich sypialni (wolno-ć Tomku!...), ale w miejscu publicznym musi on wziąć pod uwagę, że taki epitet skierowany do KOGOKOLWIEK (nawet osoby mniej wytwornej, niż jego wybranka) nie zrobi na zgromadzonej publiczności budującego wrażenia. Część tej publiczności zdyskontuje ten epizod po stronie "uciążliwości związane z przebywaniem we wspólnym pomieszczeniem z osobnikami źle wychowanymi", a część -- zareaguje czynnie.

Na dobrą sprawę zgadzam się z panem, ale jest coś co mnie niepokoi (czytałem też zanim pan co nieco poprawił). Jest w nas coś takiego, że coś czego nie rozumiemy, nie akceptujemy rozumowo, ale boimy się, że moglibyśmy sami temu ulec, staramy sobie i innym przedstawić z jak najohydniejszej strony. Tak niektórzy mówią o homoseksualizmie. I słusznie nazywają to homofobią. Ja bym prosił, by inne formy ludzkich preferencji seksualnych, te które odbywają za zgodą uczestników, bez udziału nieletnich i w cywilizowanym świecie nie są uznane za nielegalne, nie deprecjonować i zachować neutralność w ich opisie. Czyli traktować tak jak cywilizowani ludzie traktują homoseksualizm.

Mówi Pan o koprolalii jako afrodyzjaku? Hm, na szczęście mnie to nie dotyczy, nie będę też wzywał policji na sąsiada, który ją praktykuje /zwłaszcza jeśli ku zachwytowi swojej żony czy partnerki!/. Wg znanych mi norm współżycia społecznego nie jest natomiast w porządku praktykowanie koprolalii w miejscu publicznym. Przepraszam bardzo, jeśli wydaję się Myśli i Pamięci nieco staromodny, ale spoko, problem rozwiąże się naturalnie, nastanie jakiś "brave new world", gdzie ludzie będą bez zahamowań publicznie obdarzać się słowami, które dziś jeszcze uchodzą za wulgarne. Te sprawy ze zgodą uczestników itp. są trudne, zależy jak dobrowolna jest to zgoda. Co do cywilizowanego świata to wystarczają mi znane mi polskie normy cywilizacyjne, o homoseksualistach nie przewidują one złego wyrażania się, o innych, hm, preferencjach -- co najwyżej z troską. Nie chodzi o to, by kogokolwiek potępiać, raczej o to, by pomóc mu odzyskać prawdziwą ludzką płciowość.

Co to jest ta prawdziwa? No i jeszcze raz, generalnie się z panem zgadzam, ale jeszcze raz, po co wartościować? oceniać? "pomagać" coś tam odzyskać? Skąd ta dziwna dążność by wszystko było takie jak my to sobie wyobrażamy? (Bogiem się nie zasłaniajmy, nie czarujmy się, nie mamy bladego pojęcia czego od nas oczekuje).

"po co wartościować? oceniać? "pomagać" coś tam odzyskać? Skąd ta dziwna dążność by wszystko było takie jak my to sobie wyobrażamy?" Kiedy widzę leżącego na ulicy, pochylam się nad nim dosłownie i w przenośni. Ale istotnie być może, że on ma tylko taką ekscentryczną preferencję w zakresie obioru miejsca spo- czy odpoczynku... Następnym razem przepływając koło wyspy Juan Fernandez i widząc na jej brzegu niewiarygodnie obdartego i zarośniętego Szkota, jak podskakuje i wymachuje do mnie rozpaczliwie odmacham mu tylko myśląc sobie "jakiż ci wyspiarze mają sympatyczny folklor!" Albo widząc płomienie buchające z okna na 4. piętrze pomyślę "aj, jak to wesoło mają ci mieszkańcy budynku wielkopłytowego gromadząc się z gitarami wokół ogniska rozpalonego w ich M-3, wesołej zabawy, kochani!" Kim ja jestem, bym miał ich osądzać? Podobnie, obywatel, którego życie miłosne sprowadza się do serii samogwałtów w publicznych toaletach (czy miał Pan kiedy w ręku podręcznik seksuologii?) wzbudzi we mnie tylko ciepłe życzenia spełnienia osobowego w tej formie "kochania inaczej", w nadziei, że z Trystanem i Izoldą lub Romeem i Julią pójdzie w paragon ten pan z jego snami śnionymi w wiadomym przybytku w podziemiach Centralnego /lewe skrzydło/, o ile, oczywiście, Bozia obdarzyła go talentem literackim....

Teraz ja będę panu tłumaczył, grzecznie, powoli, jak dziecku, że wszystko zależy od kontekstu, a przede wszystkim od tego czy ktoś pomocy od nas oczekuje, czy nie. Czy też żyje własnym cyklem, nikomu nie szkodzi, a jedyne czego chce i oczekuje od tego świata chcącego go niewiadomo na co naprawiać, to tego, żeby się od niego od3,14... itd. Pan w swej gorliwości pewnikiem chciałby "pomóc" każdemu, każdemu kto pragnie seksu innego niż tylko dostojnego, romantycznego, po ciemku w pozycji na misjonarza itd. Przynajmniej takie zaczynam odnosić wrażenie. Czyli tych wszystkich "zboków" najlepiej do zamkniętych ośrodków, razić prądem, aż odkryją w sobie "prawdziwą" seksualność, czy tak? Ewentualnie sycić się własną doskonałością i "prawdziwością" patrząc z wyższością na te "zboczone godne politowania indywidua" (odnoszę wrażenie, że ten wariant też pana zadowala, choć jak na mój gust, też zahacza to o jakiś fetysz). ps. Są różne podręczniki seksuologi, w tych naprawdę starych faktycznie pojawia się czasem "leczenie" elektrowstrząsami.

"żyje własnym cyklem, nikomu nie szkodzi, a jedyne czego chce i oczekuje od tego świata chcącego go niewiadomo na co naprawiać, to tego, żeby się od niego od3,14... itd." A wie Pan dlaczego nic innego nie oczekuje? Bo twarde społeczeństwo polskie niczego innego go oczekiwać nie nauczyło... jak tylko tego, że po pożal się boże pomocy (jeśli taka nastąpi) będą dalsze szykany. Tacy jesteśmy my, Polacy, wiem o tym jako ciężko chory starzec aż nadto dobrze! Jesteśmy jednym z najbardziej tolerancyjnych społeczeństw Europy, ale też jednym z najbardziej nieczułych i znieczulonych. Tolerancja i obojętność to dwie siostrzyce syjamskie, zdawałoby się... przynajmniej w ojczyźnie Jana Pawła II, ale to inny temat. Całą resztę Pana wypowiedzi, łącznie z niesmacznymi insynuacjami pomijam milczeniem. Dodam tylko, że ile mojej wiedzy to elektrowstrząsy były jeszcze w latach "zerowych" (2000-2010) uznanym i stosowanym środkiem terapeutycznym w polskiej psychiatrii, znam nawet kogoś, komu pomogły na jakieś zaburzenie afektywne, nie należy sugerować się znaną powieścią Keseya, to "tylko" literatura. Ale to znów inny temat.

Sam pan się prosił, przyrównując sytuacje gdy ktoś wręcz błaga o pomoc, z sytuacjami gdy ktoś wbrew własnej woli jest na siłę "prostowany". Co gorsza dalej pan nie przyjmuje do wiadomości, że pewne postawy jeśli innym nie szkodzą, pomocy nie potrzebują, to ich "prostować" nie należy. Bo skąd pan wie dlaczego nic innego nie oczekują? Owszem, być może czasem jest tak jak pan pisze, ale często jest inaczej. Oczywiście otwiera się pole do dyskusji kto tej pomocy potrzebuje? Czy tylko ten który o nią się zwraca? Oczywiście nie tylko ten, ale ja bym zastosował inne kryterium. Pomocy potrzebuje głównie nieszczęśliwy. Nieszczęście będące formą zła, tak jak każde zło ma swoje korzenie w niedostatku (nie tyle materialnym ile w braku dobra jako wartości samej w sobie). Tylko jak określić kto jest szczęśliwy a kto nie? I byleby nie "uszczęśliwiać na siłę".

Zgadzam się, że pomagać trzeba taktownie. I że jest ryzyko, że nasz takt zostanie niewłaściwie oceniony przez tego, komu chcemy pomóc. To ryzyko musi być uwzględnione przez pomagających/chcących pomagać. Co do nieszkodzenia, to są różne zdania, jedne np., że leżący na ulicy w okolicznościach wskazujących, że taki oryginalny wybór miejsca odpoczynku nie był całkowicie i stuprocentowo dobrowolny i przemyślany, nikomu oprócz może siebie nie szkodzi, inne, że owszem, bo daje zły przykład i gorszy, wystawiając na szwank człowieczeństwo w swojej osobie, by nie powiedzieć pomiatając nim, albo pośrednio zachęcając, by nim pomiatano. To do pewnego stopnia sprawa kultury, w krajach o surowej kulturze protestanckiej taki przypadek jest traktowany surowiej, niż w tolerancyjnej i znieczulonej Polsce. Poza tym jeszcze kwestia: kto za to zapłaci, jeśli od takiego leżenia zachoruje? On sam? Wspólnota lokalna? Vide ostatnia historia z polskimi bezdomnymi w Berlinie...

Nie ma czegoś takiego, jak "pozycja na misjonarza", najwyżej "misjonarska", tj. rzekomo propagowana przez niektórych misjonarzy. Jest to jednak podobno atrybucja błędna. W niemieckiej WP jest dość szczegółowe wyjaśnienie genezy tej nazwy (niem. "Missionarsstellung").

nie ma sensu roztrząsać sformułowań które zostały użyte symbolicznie.

Ciekawa sama w sobie jest geneza tego wyrażenia.

"Kolejna transpłciowa kobieta, w DODATKU czarna, Andrea Jenkins, wygrała właśnie wybory do rady miasta Minneapolis..." Hmm, pada tu sugestia (by nie rzec: insynuacja) że rasizm jest nieodłącznym elementem tożsamości tzw. tradycyjnych wartości amerykańskich. Może tak jest(?) Ale gbyby chodziło tu o wzmocnienie negatywnego przekazu, to przypominam, że minus DODAĆ minus, daje plus. Czyli efekt odwrotny od zamierzonego...W RP podobne konstrukcje: Pisiora-Faszysty, czy Kaczora-Imperatora, nie odstręczyły Suwerena od zagłosowania na PiS. A "nazistowska" AfD świętuje w Niemczech polityczny sukces. Takimi metodami "wzmocnionej" negacji, to przemożenie "prawackiej tyranii", bedzie krecią robotą na całe pokolenia-o ile ruch na Drodze Postepu musi być koniecznie lewostronny...

rzez minus daje plus

Jarek do szkoły!

A pan Kaczyński wobec kobiet jest staroświecko-szarmancki, nieśmiały taki. I dla zwierząt ma serce. Ale to niestety nie jest "nasz" człowiek. I nawet to, że jest krypto-gejem nic mu nie pomoże.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]