Pewnego razu święta Brygida, założycielka słynnego klasztoru w Kildare, spotkała grzeszną mniszkę, która uległa pożądliwości i zaszła w ciążę. Ale nie czyniła jej wyrzutów ani nie wymierzyła kary za złamanie ślubów. Zamiast tego pobłogosławiła kobietę – a gdy tylko to uczyniła, ciąża znikła „bez porodu czy bólu”. Mniszka, „uzdrowiona”, powróciła do życia zakonnego. Historia opisana została w żywocie świętej patronki Irlandii. Tylko dlaczego „cud zniknięcia ciąży” uznany został za dowód jej świętości?
Nie jest to odosobniony epizod. Nie da się go wytłumaczyć pomyłką czy niefrasobliwością skryby. Podobne historie znajdziemy także w żywotach trzech innych wczesnośredniowiecznych irlandzkich świętych – Áeda mac Bricca, Kiarana z Saigir oraz Kanizjusza z Aghaboe – zaliczanych do grona dwunastu apostołów Irlandii. Choć żywot św. Brygidy, autorstwa Cogitosusa, mnicha z Kildare (VII w.), jest prawdopodobnie źródłem tego niezwykłego cudu i stamtąd przeniknął w późnym VIII lub IX w. do żywotów trzech pozostałych świętych, gdzie następnie był modyfikowany i rozbudowywany.
Święty Áed mac Bricc w swoich wędrówkach często odwiedzał żeńskie wspólnoty. Wedle żywota: „będąc w gościnie w siedzibie mniszek w Druimard, spostrzegł, że usługująca mu przy stole zakonnica spodziewa się dziecka; widząc to święty natychmiast się oddalił bez słowa, mniszka zaś wyznała wobec wspólnoty, że w sekrecie zgrzeszyła i uczyniła pokutę; wówczas święty Áed pobłogosławił jej łono i natychmiast dziecko zniknęło, jakby nigdy nie istniało”.
W żywocie św. Kanizjusza z Aghaboe sama grzeszna mniszka niejako inicjuje cud, prosząc świętego o błogosławieństwo i „uzdrowienie”: „pewna dziewica żyjąca nieopodal w sekrecie zgrzeszyła i zaszła w ciążę; poprosiła świętego, żeby pobłogosławił jej łono, jak gdyby wzbierało od jakiejś choroby; kiedy to uczynił, dziecko w jej łonie zniknęło bez śladu”.
Natomiast w żywocie św. Kiarana z Saigir bohaterka i fabuła cudu ulegają jeszcze istotniejszej zmianie. Zgodnie z relacją żywociarza: „we wspólnocie zakonnej żyła piękna panna szlachetnego rodu o imieniu Bruinech; gdy wieść o niej dotarła do miejscowego króla, Dimmy, uprowadził ją z klasztoru; święty zażądał jej wydania, na co król przystał, ale pod warunkiem, że następnego dnia obudzi go kukanie kukułki, co było mało prawdopodobne w środku zimy; o brzasku kukułka obudziła Dimmę, ten zaś dotrzymał słowa i święty odzyskał Bruinech; po powrocie do klasztoru kobieta wyznała, że poczęła, a święty, uniesiony pragnieniem sprawiedliwości i nie chcąc, by nasienie węża ożyło, uczynił znak krzyża nad jej brzuchem i sprawił, że opróżniał”.
Niechciana ciąża jako choroba duszy
Do wszystkich tych epizodów – pomimo różniących je szczegółów – przylgnęło w historiografii miano cudów aborcyjnych. Ich interpretacja nastręcza wiele problemów, a w bogatej literaturze hagiograficznej średniowiecza trudno je z czymkolwiek porównać. Najbliżej im chyba do słynnej historii o gilbertyńskiej mniszce z Watton, o której pisał cysterski opat Aelred z Rievaulx (ok. 1160 r.). Wedle jego relacji zamkniętą w klasztornym więzieniu ciężarną mniszkę odwiedził w ciemności nieżyjący świątobliwy arcybiskup Henry Murdac. Zakrył jej oczy swoim paliuszem, a następnie wyszedł z celi wraz z dwoma aniołami niosącymi niemowlę. Następnego ranka na ciele kobiety nie znaleziono żadnych śladów ciąży, dziecko również znikło.
Znacznie później, w 2. poł. XIV w., podobny motyw cudownych narodzin i zniknięcia dziecka pojawia się kilkakrotnie w islandzkich sagach. Tym razem z udziałem Maryi oraz świątobliwych biskupów Guðmundura Arasona i Þorlákra. Dziecko jest tu czasem owocem grzechu, czasem nienaturalnie długotrwałej ciąży, bywa też, że nie pojawia się żaden kontekst poza oczywistym osamotnieniem ciężarnej.
Nawet jeśli przyjmiemy, że motyw cudownego zniknięcia ciąży z wczesnośredniowiecznych irlandzkich żywotów był jakoś powiązany z późniejszymi realizacjami z Anglii i Islandii, cuda tego typu są nader nieliczne i nie opisywano ich w Europie kontynentalnej. Trudno też znaleźć oczywisty klucz do ich zrozumienia. Znaczące jest jednak konsekwentne przedstawianie interwencji świętego w kategoriach uzdrowienia, jak w żywocie św. Brygidy „Vita prima”, gdzie cały wątek zamykają słowa „została uzdrowiona i dziękowała Bogu”.
Nie znaczy to oczywiście, że ludzie średniowiecza postrzegali ciąże grzesznych mniszek jako chorobę w nowożytnym, medycznym znaczeniu. W ówczesnym świecie istniał ścisły związek pomiędzy grzechem i chorobą, więc uzdrowienie mogło mieć istotny wymiar duchowy, związany z wymazaniem fizycznych konsekwencji grzechu.
Zniknięcie ciąży jako znak miłosierdzia dla kobiet
Fizyczny wymiar tych cudów budził w XIX w. takie zakłopotanie, że niekiedy po prostu usuwano je z edycji źródłowych. W czasach dzisiejszych szokują nieco mniej, nadal jednak pozostają zagadką. David Herlihy widział w nich archaiczny relikt pogańskich tradycji i zwyczajów, Sean Connolly zaś – naiwność autorów. Wedle Lisy Bitel dowodzą, że we wczesnośredniowiecznym Kościele irlandzkim panował pobłażliwy stosunek do aborcji.
Podobnego zdania była Maeve B. Callan, której zdaniem aborcja we wczesnym średniowieczu nie była utożsamiana z morderstwem, a antyaborcyjne stanowisko współczesnego Kościoła irlandzkiego nie ma związku ze średniowiecznym dziedzictwem, w którym przewiny seksualne traktowane były pobłażliwie, zarówno przez teksty hagiograficzne, jak i tzw. księgi pokutne, zawierające wskazówki dla spowiedników co do wysokości pokut. Z kolei Zubin Mistry odczytuje te historie jako opowieść o boskim miłosierdziu, wybaczeniu i przywróceniu do wspólnoty zakonnej, co wydaje się najbardziej przekonujące.
Oczywiście nie jesteśmy w stanie ustalić, w jaki sposób rozumieli te opowieści współcześni – i to zarówno ludzie Kościoła, którzy je spisywali, jak i odbiorcy. Trudno jednak wierzyć, że umieszczono je w żywotach świętych przez przypadek i błogą prostoduszność. Średniowieczne teksty hagiograficzne zbierały świadectwa świętości, ale miały też wyraźne cechy dydaktyczne. Dowodziły wszechmocy Boga działającego poprzez swoich świętych, budziły podziw dla ich heroicznych cnót, a jednocześnie zachęcały do naśladowania. Ponieważ bohaterkami wszystkich irlandzkich cudów są mniszki, w ich historiach należy widzieć pochwałę życia monastycznego i obronę czystości, kluczowej cnoty w ówczesnym rozumieniu żeńskiej monastycznej pobożności.

Kto czyhał na konsekrowane dziewice
Kobiety we wczesnośredniowiecznej Irlandii, jak zresztą w całej ówczesnej Europie, były definiowane przez seksualność. Płodność odróżniała mężatki, wedle słów św. Pawła zbawiane przez rodzenie dzieci, od mniszek, które poprzez heroiczną czystość uwalniały się od przekleństwa Ewy, trudów brzemienności i bólu rodzenia dzieci. Macierzyństwo – jak przekonywali autorzy głoszący wyższość życia konsekrowanego nad małżeńskim – wiązało się bowiem z ryzykiem i cierpieniem podczas porodu, z chorobami i przedwczesną śmiercią dzieci, z utratą i rozpaczą matek. Ten aspekt macierzyństwa zauważa również autor żywota św. Brygidy, pisząc, że święta uwolniła grzeszną mniszkę od ciąży i przywróciła do życia we wspólnocie „bez porodu czy bólu” i bez śladu na ciele kobiety.
Lecz czystość była w średniowieczu krucha i wiązała się z ryzykiem. Na konsekrowane dziewice czyhali wrogowie zewnętrzni w postaci rozmaitych nikczemników w rodzaju króla Dimmy. Ponadto ludzkie ciała pozostawały podatne na grzech i nieustannie mogły zatriumfować nad wolą i rozumem. Dotyczyło to zwłaszcza ciał kobiet, które uchodziły przecież za moralnie i intelektualnie słabsze. Ich czystość nie była ani statyczna, ani dana raz na zawsze. Wymagała nieustannej ochrony i łatwo ją było utracić, z własnej winy lub nie. Konsekwencje tej utraty były dla mniszek niezmiernie dotkliwe.
Pokuta za aborcję: inna dla mniszek, inna dla kobiet świeckich
Nie zaskakuje więc, że współcześni irlandzcy autorzy tak wiele uwagi poświęcali seksualności osób duchownych i w penitencjałach szczegółowo opisywali ich możliwe grzechy wraz z odpowiednimi pokutami. W jednej z najstarszych, pochodzącej z 2. poł. VI w. irlandzkiej księdze pokutnej zawarto znamienną przestrogę, że ludzie Kościoła mają więcej obowiązków, a ich sekretne grzechy po ujawnieniu stają się publicznym zgorszeniem, zatem należy je karać surowiej niż grzechy świeckich. Za aborcję lub dzieciobójstwo przewidziano tu dla świeckiej kobiety półroczną pokutę, lecz dla konsekrowanej dziewicy, której grzech stał się jawny, aż 6 lat.
Ale celem pokuty nie było po prostu ukaranie grzesznika, tylko oczyszczenie, odpuszczenie grzechów i powrót do wspólnoty. Wedle słów penitencjału, po odprawieniu pokuty mniszka znów mogła stanąć przed ołtarzem i zostać ogłoszona dziewicą, co oczywiście należy rozumieć symbolicznie, jako że dziewictwo wiązało się wówczas nie tyle z fizjologią, co ze sposobem życia. Niemniej także ówczesne teksty hagiograficzne podkreślają znaczenie cnoty miłosierdzia, a grzeszne mniszki po odprawieniu pokuty najczęściej przyjmowano z powrotem do klasztorów, niekiedy nawet z dziećmi.
Jak w średniowieczu rozumiano aborcję
Natomiast sprzeciw wobec aborcji i dzieciobójstwa bardzo wcześnie – już wówczas, gdy pierwsze pokolenia uczniów Jezusa walczyły z pogańskim wizerunkiem chrześcijaństwa jako sekty mordującej dzieci i uprawiającej rytualny kanibalizm – stał się częścią tradycji chrześcijańskiej. Niemniej ta dawna koncepcja aborcji była inna od naszej i kształtowało ją kilka różnych tradycji, dość odległych od naszego doświadczenia.
Z literatury i prawa rzymskiego średniowiecze przejęło przeświadczenie o popularności trujących i magicznych napojów powodujących aborcję, uznanie aborcji za typową kobiecą zbrodnię oraz afirmację praw ojców, którzy mogli decydować o losie potomstwa. W tej perspektywie nie zajmowano się kobietami, które z przyzwoleniem czy na polecenie mężów dokonały aborcji, tylko aborcjami dokonanymi przez osoby spoza rodziny. Aborcję bądź doprowadzenie przemocą do poronienia widziano tutaj jako szkodę wyrządzoną mężom lub ich rodowi, podlegającą rekompensacie finansowej.
Z kolei w perspektywie kościelnej aborcja była grzechem, którego odpuszczenie zależało od skruchy, odprawienia pokuty i intencji powstrzymania się od grzechu w przyszłości. Istotnym dziedzictwem irlandzkich penitencjałów jest przeświadczenie, że grzech ten i pokuta z nim związana winny być takie same, bez względu na to, kto i z jakiego powodu popełnił grzech – z uwzględnieniem różnicy pomiędzy świeckimi i ludźmi Kościoła – podczas gdy w prawach zwyczajowych wartość rekompensaty finansowej zależała od statusu matki, płodu i sprawcy.
Uduchowienie – kiedy płód staje się człowiekiem
Ale wiedza o fizjologii ciąży była znikoma, ludzie nie mieli więc pewności, kiedy zaczyna się życie. Dla Kościoła kluczowa była kwestia, kiedy płód uzyskuje duszę.
W średniowieczu przeważyła koncepcja tzw. animacji opóźnionej. Najczęściej przyjmowano za Arystotelesem, że uduchowienie następuje około 40. dnia w przypadku chłopców i 80. dnia w przypadku dziewczynek. Aborcja pozostawała grzechem bez względu na etap ciąży, lecz najczęściej tylko po uformowaniu się płodu i uduchowieniu zrównywano ją z zabójstwem – i ta koncepcja została włączona do prawa kanonicznego i nauczania papieskiego. Być może właśnie do niej nawiązywał autor żywota św. Kiarana z Saigir, a wzmianka o nasieniu węża w łonie Bruinech, które za sprawą świętego nie ożyło, ma sugerować, że nie doszło do uduchowienia.
Znano wreszcie w średniowieczu perspektywę karną, wedle której aborcja stanowi przestępstwo podlegające postępowaniu z urzędu i karze wymierzanej przez publiczny wymiar sprawiedliwości. Jednakże ta koncepcja, dominująca w naszym dyskursie publicznym, według przekonującej analizy Wolfganga P. Müllera wykształciła się na długo po spisaniu irlandzkich cudów. Dopiero w XII w. włoscy prawnicy zaczęli formułować rozróżnienia pomiędzy grzechem, szkodą a przestępstwem. Autorzy żywotów irlandzkich świętych jeszcze tej koncepcji nie znali i raczej nie usiłowali się włączyć w debatę o początkach życia czy kryminalizacji aborcji, bo ta jeszcze nie stała się przestępstwem w nowożytnym znaczeniu.
Średniowieczny Kościół i Boże miłosierdzie
Duchowni spisujący irlandzkie cuda byli natomiast przekonani, że to Bóg włada płodnością, co nie znaczy, że czynili z wiary odpowiednik aborcyjnego napitku. Przeciwnie, bardzo starannie dobierali słowa, by opisywać nie aborcję, która dla współczesnych wiązała się z truciznami, magicznymi napitkami, krwią, przedwczesnym porodem i dzieciobójstwem, tylko cudowne przywrócenie czystości kobietom, które wybrały czystość jako ścieżkę zbawienia. Nie koncentrowali się na winie i karze, stanowiących kluczowy element debaty w naszych czasach. Przekonując czytelników i słuchaczy, że dzięki błogosławieństwu świętych i „mocy ich najgłębszej wiary” zniknęły konsekwencje grzechu, snuli opowieści o przebaczeniu, o miłości Bożej i powrocie grzeszników do wspólnoty.
Propagowali wartość życia konsekrowanego i związanej z nim cnoty czystości, lecz zarazem pod powierzchnią opowieści o zniknięciu niechcianej ciąży kryła się obietnica, że Bóg jest potężny i pełen miłosierdzia, a każdy grzesznik może być zbawiony.
Anna Brzezińska jest mediewistką, autorką wielu książek historycznych i powieści fantasy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















