Świat naszych pragnień: jakie formy przybiera obecnie duchowość

Można nie uważać się za katolika, ale regularnie chadzać na pielgrzymki, aby w grupie, w modlitewnej medytacji i w zmęczeniu znajdować to, czego duszy nie zapewnia nic innego.
Czyta się kilka minut
Marek Rabij
Marek Rabij

Na pierwszych stronach najnowszego, aż stustronicowego wydania „Tygodnika” znajdą Państwo kilka liczb, które mogą wywrócić – jeśli oczywiście takowe macie – Wasze wyobrażenia o Polsce odchodzącej od praktyk duchowych. W takim miejscu w debacie publicznej zazwyczaj padało słowo „laicyzacja”, tym razem jednak jest ono kompletnie nie na miejscu. Duchowość i religijność, jak zauważa w Temacie Tygodnika Jarema Piekutowski, funkcjonują dziś bowiem jako dwa zjawiska. Jeśli zbieżne, to tylko w tym znaczeniu, że to drugie stało się podzbiorem tego pierwszego, wycinkiem większego zjawiska.

Świat naszych pragnień: postreligijność i postduchowość

„Nie można być wierzącym i zarazem niepraktykującym” – polscy księża powtarzają to zdanie od dekad kolejnym pokoleniom katechizowanej dziatwy. Trend, który opisujemy w tym wydaniu, dowodzi nie tylko nieskuteczności wspomnianej taktyki sklejania potrzeb duchowych z przynależnością do jednego wyznania. Pokazuje przede wszystkim, że są one głębsze i powszechniejsze, niż chcieliby to przyznać i księża, i niektórzy komentatorzy polskiej rzeczywistości, którym z Kościołem na co dzień bardzo nie po drodze.

Świat naszych pragnień, proszę wybaczyć banał, nie kończy się na przysłowiowej już ciepłej wodzie w kranie i zakupach. Czasem natomiast bliżej tej sferze do czegoś, co można nazwać kosmetyką duszy (ducha) niż tradycyjnej religijności. Niekiedy przybiera ona z kolei formę synkretycznej postreligijności czy postduchowości, polegającej na łączeniu elementów z różnych wyznań czy praktyk w pakiecik idealnie przemawiający do odbiorcy.

Można więc nie uważać się za katolika, ale regularnie chadzać na pielgrzymki do Częstochowy, aby w grupie, w modlitewnej medytacji i w zmęczeniu znajdować to, czego duszy nie zapewnia nic innego. Albo pościć w Wielki Piątek, bo to dobrze robi temu fragmencikowi człowieczeństwa, który starożytna tradycja orficko-platońska opisywała jako punkt styku somasema, tego, co cielesne, z tym, co niematerialne.

O tym, „gdzie błądzi duch” traktuje także inny materiał, którego nie mogę Państwu nie zarekomendować. Tomasz Stawiszyński wita w nim nowe wydanie słynnej „Potęgi mitu” Josepha Campbella. Czytajcie, a znajdziecie.
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2025