Reklama

Ładowanie...

Steinmeier na kolanach

Steinmeier na kolanach

22.08.2016
Czyta się kilka minut
Gdy tego chce, Frank-Walter Steinmeier wychodzi z roli dyplomaty.
T

Tuż przed szczytem NATO niemiecki minister spraw zagranicznych zaatakował Polskę, kraje bałtyckie i Sojusz za organizowanie manewrów wojskowych; padły słowa o „potrząsaniu szabelką” i „wojennych okrzykach”, które tylko „podgrzewają sytuację”. Zamiast tego, przekonywał minister, potrzebny jest dialog z Rosją i „oferty współpracy”. Z kolei niedawno Steinmeier skomentował kampanię wyborczą w USA: nazwał Donalda Trumpa „kaznodzieją nienawiści”, a swojej rzeczniczce zlecił oznajmić, iż on, minister, „trwoży się” na myśl o tym, „co stanie się ze światem”, jeśli Trump zostanie prezydentem USA.

Kilka dni później Steinmeier udał się do Jekaterynburga na Uralu, aby przed studentami tamtejszego uniwersytetu wygłosić „zasadnicze” (jak zaznaczył) przemówienie o relacjach niemiecko-rosyjskich „w kontekście tego, co dzieje się na świecie, a co – z punktu widzenia obu naszych krajów – jest coraz mniej przejrzyste, coraz bardziej skomplikowane i niestety także groźne oraz pełne konfliktów”.

Czytając ten tekst, można sobie wyobrazić, że rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow (dla Steinmeiera: ,„drogi Siergiej”), obecny wśród publiczności, musiał być szczęśliwy. Powiedzieć, że było to wystąpienie koncyliacyjne, wychodzące naprzeciw słuchaczom – to jeszcze nic nie powiedzieć. W gruncie rzeczy Steinmeier upadł przed Rosjanami na kolana. Nie tylko dlatego, że są w jego wystąpieniu fragmenty na tyle dwuznaczne, iż rosyjscy studenci (czy tylko oni?) mieli prawo odebrać to tak, jakby niemiecki polityk uznawał zasadność stanowiska Rosji – chodzi np. o sposób, w jaki przedstawił genezę konfliktu na Ukrainie lub zestawianie aneksji Krymu z zachodnimi interwencjami w Kosowie i Libii. Przede wszystkim jednak: ubolewając nad pogorszeniem relacji między Rosją i Zachodem czy sytuacją w Syrii, Steinmeier przedstawił taki obraz świata, jakby wszystkie jego dramaty brały się znikąd. Nie ma przyczyn, nie ma winnych. Np. sytuacja mieszkańców Aleppo jest „nie do zniesienia”. Ale dlaczego? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że gdy wojna się skończy, wtedy „szczególnie Niemcy i Rosja powinny ręka w ręka pracować” nad odbudową Syrii.

Osią swego przemówienia Steinmeier uczynił postać Lwa Kopielewa. Rosyjscy studenci, którzy pewnie nigdy o nim nie słyszeli, dowiedzieli się, że walczył on podczas II wojny, a potem „żył w Moskwie i później w Kolonii”, gdzie wydał 10-tomową serię o historii Niemiec i Rosji, oraz że „nikt nie zajmował się tak intensywnie jak on wyobrażeniami, jakie Rosjanie i Niemcy mają o sobie nawzajem”. Nie dowiedzieli się, że Kopielew był dysydentem, walczył o prawa człowieka i spędził 10 lat w łagrach, a do Kolonii trafił nie z wyboru, lecz dlatego, że Kreml go wygnał i pozbawił obywatelstwa.

Zawłaszczenie tej postaci, ale z ocenzurowaną biografią (czy po to, by nie urazić kogoś zbędnymi aluzjami?) – to symboliczne podsumowanie „hołdu jekaterynburskiego” Steinmeiera. Lew Kopielew powinien obracać się w grobie.

A my? Czy powinniśmy się trwożyć, co się stanie, jeśli w przyszłym roku Steinmeier zostanie prezydentem Niemiec? ©℗

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]