Sojusznicze kompleksy

Informacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce blakną przy informacjach spod krzyża. Tymczasem w świecie temat metod, jakimi USA i sojusznicy walczą z terroryzmem, nie schodzi z agendy.
Czyta się kilka minut

Teraz wywołały go wspomnienia Tony’ego Blaira, będące m.in. próbą usprawiedliwienia decyzji o wysłaniu wojsk na Bliski Wschód. Blair napisał to, co mówił wielokrotnie, choćby w styczniu przesłuchiwany przez komisję śledczą badającą sprawę inwazji: jest przekonany o słuszności swego postępowania. Gdy rządził, przez Londyn przechodziły wielotysięczne demonstracje, teraz, promując książkę, jest obrzucany jajkami.

W Polsce ani iracka wojna, ani kolejne rewelacje o działaniach agentów CIA (miały miejsce już przed wojną) nie wywołały społecznych emocji. Teraz Aleksander Kwaśniewski przyznał, że samoloty amerykańskie lądowały u nas - ale to, co działo się w związku z tymi lotami, jest odpowiedzialnością Waszyngtonu. To znamienne stwierdzenie, sugerujące, że polskie władze nie kontrolują tego, co dzieje się na podległym im terytorium. Jeśli Kwaśniewski rzeczywiście należał do osób decydujących o obecności CIA w Polsce, musi mieć nie lada zaufanie do amerykańskich sojuszników, że nigdy nie ujawnią interesujących polską prokuraturę szczegółów.

W tym leży polityczne sedno problemu. Blaira - jak wszystkich brytyjskich przywódców - z USA łączyły szczególne więzy (pomijam trop, jaki zasugerował Roman Polański w niedawnym filmie "Ghost Writer"). Polacy zawsze marzyli o takim współudziale w działaniach aliantów, który zamazałby traktowanie nas przedmiotowo, jak w czasach Jałty. Zwłaszcza chcieli się wykazać politycy obciążonej przeszłością lewicy: zaprosili płk. Kuklińskiego i stanęli obok anglosaskich sojuszników w Afganistanie i Iraku.

Kłopot w tym, że agenci Albert i Mike oraz ich przełożeni znów narazili Polaków na problemy. Kłopot, bo wciąż nie potrafimy odróżnić sojuszu od służalczości. Nie rozstrzygając o słuszności wojny w Afganistanie i Iraku - trzeba zapytać (i powinni to zrobić nasi przywódcy), czy naprawdę przedstawiciele największego mocarstwa na świecie muszą używać wiertarek akurat w polskiej głuszy?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2010