Reklama

Smutna opowieść

Smutna opowieść

02.08.2006
Czyta się kilka minut
W swojej najnowszej książce Paweł Smoleński niczym skalpelem rozcina w kilku miejscach powłokę państwa Izrael, byśmy mogli przyjrzeć się, jak płynie krew codziennego życia. Nie tylko Żydów, ale także Palestyńczyków - bo Smoleński słucha i drugiej strony konfliktu, choć nietrudno wyczuć, po której stronie leży jego sympatia.
Z

Zresztą opozycja Żydzi-Palestyńczycy chyba nie jest najlepsza. Chodzi raczej o przeciwstawienie tych, którzy żyją konfliktem i tych, którzy starają się żyć normalnie mimo konfliktu. Do tych drugich z pewnością należy na przykład palestyński profesor Fajed czy palestyńska działaczka społeczna Fatima. I po ich stronie opowiada się Smoleński.

Autor kocha Izrael, ale jego książka nie jest opowieścią o maleńkim i niezłomnym państwie żydowskim pośród wrogiego arabskiego morza. Opowiada o sfrustrowanych, zmęczonych, zmartwionych ludziach, z których kilkoro to najprawdziwsi wariaci.

Smoleński ma coś z gawędziarza - chodzi po łemkowskich wioskach, ulicach Bagdadu albo Jerozolimy, słucha, a potem opowiada, co usłyszał i zobaczył. Robi to z takim wdziękiem, że chcemy go słuchać nawet wtedy, gdy wciska nam reporterski banał w postaci opisu zapachów ulicy czy rozmowy z taksówkarzem. Jakby bojąc się uronić cokolwiek ze swojej izraelskiej przygody, relacjonuje wszystko, co spamiętał, a jeśli czegoś nie spamiętał, to zapewne dopowiada to, co mógłby spamiętać, gdyby usłyszał. A kto da głowę, że nie mógł usłyszeć?

Konstanty Gebert, który ma na swym koncie imponującą "Wojnę czterdziestoletnią" (Warszawa 2004), w recenzji z książki Smoleńskiego zauważa, że niektóre postaci wydają się bardziej kreacjami literackimi, przez co całość traci na dziennikarskiej wiarygodności. Być może. Ale taka jest rola gawędziarza, a nie kronikarza. Choć jeśli ktoś powie, że robienie opowieści z każdego spotkania broniłoby się może w reportażu sprzed trzydziestu laty a dziś już nie bardzo, też będzie miał rację.

Smoleński pokazuje inną, bardziej przyziemną i ludzką stronę konfliktu, o którym pisał Gebert. Wszyscy bohaterowie tych reportaży na dobrą sprawę mówią tylko o dwóch rzeczach: że Izrael nie jest tym, czym miał być, i o konflikcie palestyńsko--żydowskim. W koło Macieju przez bez mała trzysta stron! A jednak słuchamy ich argumentów bez znużenia. Przytakujemy, gdy mówią Izraelczycy i kiwamy ze zrozumieniem, gdy o swoim nieszczęściu opowiadają Palestyńczycy. Kręcimy głowami z politowaniem, słuchając o dziwactwach żydowskich radykałów, i wściekamy się na arabskich dygnitarzy, którzy próbują nam wciskać kłamstwa. A jednak za nic w świecie nie dowiemy się, kto ma rację. Bo czy w tym konflikcie jest jakaś racja? Być może tylko taka, że Izrael to jednak państwo demokratyczne, w którym, jak mówi jeden z rozmówców Smoleńskiego, możesz nawet kochać wrogów. W Autonomii możesz jedynie nienawidzić.

Najbardziej przekonujące jest chyba świadectwo Etgara Kereta, znanego i u nas izraelskiego pisarza młodego pokolenia. "Izrael - mówi Keret - to najbardziej niezwykłe i szalone miejsce na świecie. Środek Bliskiego Wschodu, serce pustyni, czterdzieści stopni w cieniu, a ludzie chodzą w garniturach, słuchają muzyki klasycznej, śpiewają w konkursach Eurowizji, przegrywają mecze piłkarskie w Pucharze UEFA i myślą, że mieszkają w Europie, gdzieś między Francją a Polską. Nie zauważają, że otoczenie jest kompletnie inne: inne jedzenie, inna mentalność, inne poczucie czasu. Większość młodych ludzi w Izraelu jako drugi język w szkole po angielskim wybiera francuski. Po co komu w Izraelu francuski? Prawie nikt nie uczy się arabskiego, choć sąsiedzi mówią po arabsku. I to wcale nie wynika z lenistwa. Chodzisz do szkoły dwanaście lat, znasz na pamięć Gogola i Czechowa, a przecież przez okna oglądasz wielbłądy. Znasz Dostojewskiego, a nie wiesz nic o tym miejscu".

To wszystko zdaniem pisarza ciąży na relacjach z Palestyńczykami. Gdy Ehud Barak negocjował z Jaserem Arafatem, nie mogli się porozumieć, bo "Barak komplementował Arafata, a ten myślał, że jest atakowany. Chciał załatwić sprawę w pięć minut, ale dla Arafata czas ma zupełnie inną wymowę. Wreszcie mówił o zwrocie ziemi tak, jakby chciał dać Palestyńczykom prezent gwiazdkowy. Ale prezentem nie może być coś, co powinno do ciebie należeć".

Najsmutniejsze jednak są te fragmenty książki, które mówią nie o tym, co Palestyńczyków z Żydami różni i dzieli, ale o tym, co ich łączy. Dziwna zasada mimikry sprawia, że oba narody upodabniają się wzajemnie, biorąc od siebie jedynie najgorsze cechy. Takich opinii w książce znajdziemy wiele - być może są to sądy jednostkowe i subiektywne, ale trudno im odmówić jakiejś części racji.

Smutne jest jeszcze jedno - portret Fatmy. Fatma to młoda, zbuntowana Palestynka ubrana nowocześnie i opowiadająca się za emancypacją kobiet w islamie. Hamasu nienawidzi - jego bojowników uważa za ciemnogród, ale do Żydów też ma jedynie pretensje. Jeżeli Fatma i jej rówieśnicy są przyszłością Palestyny, to szanse na pokój w przyszłości są równie niewielkie jak dziś.

Paweł Smoleński, "Izrael już nie frunie", Wołowiec 2006, Wydawnictwo Czarne.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Publicysta, dziennikarz, historyk, ekspert w tematyce wschodniej, redaktor naczelny „Nowej Europy Wschodniej”. Wieloletni dziennikarz, a obecnie współpracownik „Tygodnika”. Autor i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]