Schröder: koniec self-made mana

Kiedy 6 lat temu obejmował władzę mówiono, że trudno z nim polemizować, gdyż krytykowanie jego poglądów przypomina “przybijanie budyniu gwoździem do ściany", bo on gotów jest na każdy kompromis. Mówiono, że perfekcyjnie funkcjonuje w “demokracji telewizyjnej"; że mediom i właśnie pragmatyzmowi (co w oczach starych niemieckich socjaldemokratów równało się bezideowości) zawdzięcza, iż został kanclerzem z ramienia SPD, choć nie był szefem partii.
Czyta się kilka minut

Kariera Gerharda Schrödera, typowego self-made mana, dowodzi, że w demokracji przywódcą zostać może ktoś z nizin społecznych. Bo Schröder (ur. 1944), pochodził z rodziny ubogiej: ojciec zginął na wojnie, matka utrzymywała pięcioro dzieci, wiążąc koniec z końcem jako sprzątaczka i służąca. Gerhard walczył o edukację. Jego biograf pisał: “wykształciła się u niego niesłychanie silna osobista ambicja, która kształtowała całą jego karierę; odtąd brał swój los we własne ręce". Gdy rówieśnicy demonstrowali w 1968 r., on robił zaocznie maturę, a studia finansował, pracując. W SPD karierę zrobił w sposób odmienny niż np. Kohl, który przeszedł modelowo wszystkie szczeble w CDU, i dla którego partia była ostoją. Schröder inaczej: awans budował wbrew aparatowi SPD, balansując między partyjną “prawicą" a “lewicą". Jako kanclerz obiecywał, że unowocześni gospodarkę i systemy socjalne, pamiętając o sprawiedliwości społecznej. Obietnic nie spełnił. Reformy były połowiczne, wybory w 2002 r. wygrał dzięki Bushowi (którego kreował na przeciwnika, choć nikt nie żądał, by Bundeswehra szła na Bagdad). Dziś Niemcy są w stagnacji, a polityka zagraniczna jest jak stos rozbitych skorup.

Czy czas przeszły jest uzasadniony? Czy Schröder jest u kresu? On sam przekonuje, że ustąpienie z funkcji szefa SPD w miniony piątek to strategia: chce uwolnić się od spraw partyjnych i poświęcić rządzeniu. Prawda wygląda inaczej. SPD okazuje się niezdolna do zreformowania państwa. Gdyby wybory odbywały się dziś, opozycyjna chadecja dostałaby prawie 50 proc. głosów, a SPD 24 proc. - i jest to historyczny “niż". Jakby tego było mało, w 2004 r. Niemcy czeka maraton: w rożnych regionach wyborcy kilkanaście razy pójdą do urn, by wyłaniać władze samorządowe i parlamenty landowe. Popularność Schrödera i SPD może spadać dalej. Czas pracuje na korzyść opozycji, która zyskuje, choć nie przedstawia alternatywy. Otwarta jest tylko kwestia, czy Schröder dotrwa do końca kadencji, czyli do jesieni 2006 roku.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2004