Sacharynowe malarstwo: jak wygląda sztuka w czasach tyranii

Kicz totalitarny zakłada, że odbiorca jest – lub docelowo ma być – głupi. To zjawisko szersze niż murale rosyjskich okupantów w Mariupolu.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Tyran, który próbuje się przypodobać ludziom przezeń sterroryzowanym, to jedno z najwstrętniejszych zjawisk, jakie tyranii towarzyszą. Może trudno to zresztą nazwać przypodobaniem, agresor bowiem dekretuje raczej bez dyskusji, że od dziś będzie tym dobrym, a w ogóle przecież od zawsze miał w sercu jedynie powszechną miłość i zgodę. To połączenie szantażu i przekupstwa: z jednej strony: „a teraz macie się cieszyć albo was pozabijam”, a z drugiej: „kiedy będą mnie rozliczali, przypominam, że dbałem też o wasze rozrywki”.

Uruchamianie odtwarzacza...

Znakomity artysta i pisarz Maciej Sieńczyk, kolekcjoner wydawniczych osobliwości, opowiadał kiedyś o szczególnym rodzaju odrazy, jaki towarzyszy kontaktowi z błahymi kolaboracyjnymi pisemkami wydawanymi po polsku w czasach okupacji niemieckiej. Takie materiały parzą dłonie bardziej niż zwyczajna, toporna, nienawistna propaganda, bo przyczyniają się do budowania pozorów, że napastnik dba o tych, których zaatakował, a wręcz jest ich dobroczyńcą, który animuje nawet czas wolny. Nie taki zły ten terror – próbują zalotnie mrugać okiem.

W okupowanym przez Rosję Mariupolu agresorzy zniszczyli dzieła sztuki monumentalnej, które – choć powstawały w czasach sowieckich – były tworzone często przez artystów dysydenckich, starających się wywalczyć maksymalną niezależność. Taki los spotkał mozaiki Ałły Horskiej, artystki bliskiej niezależnemu ruchowi Szistdesiatnyky, za której tajemniczą śmierć w 1970 r. prawdopodobnie odpowiadało KGB. Zniszczyli również ukraińskie murale, nie oszczędzając nawet sympatycznej rękawiczki z ludowej bajki, namalowanej kiedyś przez artystów japońskich.

Dzisiaj uzurpatorzy podający się za wyzwolicieli umajają Mariupol muralami, które przypominają połączenie poetyki socrealizmu z wątpliwą urodą wyrobów graficznych z ChataGPT. Robotnik o łagodnym wejrzeniu odbiera od promiennej rolniczki krągły chleba bochen, radosna para zmierza naprzód, oczywiście pod rosyjską flagą. Jest w nich kłamliwie dobrodziejski ton tyrana, który stara się siłą wymusić dobre samopoczucie, ale przede wszystkim uwłaczająca landrynkowość.

O „cywilnym” malarstwie czasów III Rzeszy, tych scenkach rodzinnych i zalotnych aktach, pisano niegdyś, że jest „sacharynowe”: przesłodzone, erzacowe, sztuczne. Przypominają się stare zapiski historyka sztuki Andrzeja Banacha, który pisał, że kicz to taki rodzaj produkcji artystycznej, który zazwyczaj jest tworzony przez zawodowców, profesjonalnie, lecz w sposób pozbawiony szacunku dla publiczności. Tyranie są królestwem kiczu, a kicz totalitarny zakłada, że odbiorca jest – lub docelowo ma być – głupi. Oryginalna myśl i ekspresja jest dla takiego ustroju nie do zniesienia. Dlatego podsuwa prostackie apoteozy, którymi stara się uwodzić: jeśli pokazujemy siłę, to w postaci karykaturalnie przerysowanego, kanciastego mocarza, jeśli piękno, to ma to być kobieta z rozwianymi włosami. Nawet gdy są konwencjonalnie ładne, a zazwyczaj są, wszak tworzą je fachowcy – to zza tej politury wyziera coś gorszego niż fałsz, czyli dobrowolna zgoda na ograniczenie swobody wypowiedzi. Ma ci się podobać, bo jak nie, to będzie z tobą źle.

Współczesnym muralom tworzonym w krajach zachodnich zarzuca się dzisiaj często – i nie bez słuszności – zbyt łatwą, banalną urodę, sztampę „z okazji” czy „na zamówienie”. Często trudno już nazywać je sztuką ulicy, bo nieraz tracą zupełnie oryginalność pomysłu autorskiego i stają się zwyczajną graficzną przeróbką fotografii. To jednak nie czyni ich propagandą ani kiczem, a po prostu ładną dla wielu miejską tapetą. Konwencjonalne obrazy nie są same w sobie czymś negatywnym, podobają się i stanowią szkielet kultury popularnej. Jest jednak konwencja i konwencja, a różnicę między nimi stanowi – jak pisał niegdyś Stanisław Barańczak – czynnik szacunku dla umiejętności myślenia odbiorcy.

Kto wie, może i gdzieś w jakimś nieokupowanym przez żadne wrogie siły mieście maluje się murale z dziewczyną z chlebem czy parę idącą z flagą, lecz nie mają one w sobie tego posmaku przemocowo-lizusowatej sacharyny produkcji rosyjskiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Sacharynowe malarstwo