Reklama

Rzeczy, rzeczy, rzeczy

Rzeczy, rzeczy, rzeczy

26.07.2021
Czyta się kilka minut
R

Raczej gromadzę. Nie bardzo, ale jednak. Nie żebym miała jakieś poważne kolekcje. W końcu jako dziecko niedoboru lat 90. nawet karteczek na poważnie nie zbierałam, bo wstyd byłoby prosić rodziców o kasę na coś tak błahego. W poszukiwaniu bardziej ekonomicznego zbieraczego doświadczenia poszłam w kamienie. Te z wakacji, które można mieć za darmo. Wystarczy dostrzec w nich coś szczególnego, a stają się bezcenne. Wyłowione z jeziora, wykopane, znalezione na brzegu morza. Z odludnej plaży można też przywlec czarną boję i kawał czerwonej liny z supłem. Największe skarby. Ciekawe, czy tata potyka się jeszcze o nie w garażu.

Byłam przekonana, że znajduję cuda i skarby. Choć pewnie trochę kompensowałam brak pokaźnej kolekcji bardziej chodliwej natury. A tak, co mi wręczyli rodzice przy wyprowadzce z rodzinnego domu? Notatki ze studiów i kosze kamieni. I choć wydawało się, że dorosłym...

4599

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

dlatego podróżują i przywożą stamtąd pamiątki. Ja nie nie jestem ciekaw obcych miejsc, dlatego nie podróżuję i... wysyłam pamiątki od siebie w obce miejsca :) Jednak nagromadzonych przedmiotów i tak nie ubywa :) Pozdrawiam serdecznie Autorkę.

W kwestiach rzeczywiście istotnych pani Radzik pisuje w sposób odpychająco poprawny, powtarza banały i znane stereotypy. Przykład. Dziś sobie rozmawiałem z kolegą, który mnie przekonywał, że w USA dość powszechne było to, ze "Czarni" mieli swoich własnych niewolników. A ja mu na to, ze fantazjuje i opowiada jakieś głupstwa. Przed chwilą jednak, tak na wszelki wypadek postanowiłem zweryfikować w oparciu o dostępne w internecie źródła jak to rzeczywiście niegdyś było. I oto co znalazłem w Rzeczpospolitej: "Z urzędowych statystyk wynika, że wśród 260 tys. wolnych czarnych mieszkańców Południa praktykowanie niewolnictwa nie było wcale zjawiskiem marginalnym i choć rozpowszechniło się głównie w Luizjanie, znane było też w innych stanach. Wedle spisu z 1830 r. aż co czwarty wolny Murzyn w Karolinie Północnej był właścicielem co najmniej 10 niewolników, a ośmiu miało ich powyżej 30. Prawdziwi czarni potentaci zaś, tacy jak Justus Angel lub mieszkanka hrabstwa Colleton, niejaka L. Horry, bywali właścicielami nawet 80 ludzi. W Luizjanie do takich feudałów należała m.in. czarna rodzina Richardsów, której własnością było aż 152 niewolników, oraz wspomniany Antoine Dubuclet. Do historii Karoliny Południowej przeszedł zaś Joseph Pendarvis, który już w końcu XVIII w. miał plantację ze 123 niewolnikami. Tymczasem właściciele więcej niż 50 niewolników nawet wśród białych uchodzili za magnatów, nie było ich bowiem więcej niż 1 proc., a tylko co dwudziesty biały mieszkaniec Południa posiadał choćby jednego." Dobrze mieć kolegów. Od pani Radzik nigdy bym się tego nie dowiedział.

Pamiętam naszą rozmowę... i szczęśliwej drogi "trzymając w ręku kamyk zielony"

Bardzo się pani Zdzieborska napracowała aby opisać problem niewolnictwa w USA. I tu też temat czarnych właścicieli niewolników okazał się zbyt trudny do podjęcia jako kompletnie psujący postawione tezy. https://www.tygodnikpowszechny.pl/rzez-wolnych-ludzi-168090

Kilka dni temu TV PIS pokazała dokumentalny film produkcji holendersko-amerykańskiej o niewolnictwie w USA. Tam też nie padło ani jedno słowo o tym, ze czarny amerykanin mógł być właścicielem niewolników.

W imię poprawności politycznej nie pisze się, że bywali czarni właściele niewolników. Z tego samego powodu nie rozpowszechnia się informacji na temat zabójstw Czarnych Amerykanów przez innych Czarnych. W Chicago, które jest "amerykańską stolicą morderstw", 90% Czarnych Amerykanów jest mordowanych przez innych Czarnych, którzy przeważnie są członkami gangów narkotykowych. Takich informacji nie poruszają amerykańskie media, nie piszą na ten temat polskie media i dot. to także korespondentów TP. Wszystkie korespondencje są pisane w stylu lewackim, antyamerykańskim i aby tylko dołożyć partii republikańskiej. Ciekaw jestm, czy ktoś w Polsce napisze o trwającej obecnie w USA rewolucji kulturalnej w stylu maoistowskim, która przybiera niebezpieczne rozmiary.

Przejść od felietonu pani Rudzik do niewolnictwa w USA to zaprawdę nie lada sztuka. Sam wracając z wakacji dźwigając rodzinną torbę, zdziwiony byłem jej ciężarem. Oburkiwałem pod nosem żonkę, ale okazało się, że chłopaki kamyków nazbierały i przezornie, by nie obciążać własnych plecaków, podrzuciły toto ojcu. Nigdy bym tego faktu nie powiązał z murzynem jako właścicielem niewolników. Tam za oceanem i tak było fajowo, bo czarni nie niewolili białych, choć pewien nie jestem. Po wsi pamiętam, chodzili kiedyś domokrążcy, zbierając kasę na wykup Izaury z niewoli Leoncja. Kto ma swoje lata pamięta w czym rzecz. Pobłocki Kacper postanowił uświadomić nas w książce "Chamstwo" o naszych rodzimych pańszczyźnianych klimatach. Kto kogo niewolił i kim się posługiwał, dajmy spokój murzynom, wszak nie gęsi jesteśmy i swe podwórko mamy. Z pisorskiej telewizji też się tego nie dowiemy.

Tu na Forum tak już jest, że komentarze rzadko precyzyjnie podejmują temat przewodni. Generalnie większość komentarzy do każdego niemalże tematu można opisać krótko "PIS be" lub "prezes be". A mnie natchnęła uwaga kolegi o niewolnictwie w USA i chciałem się moją nowo nabytą wiedzą podzielić. Chciałem też zachęcić panią Radzik aby mniej oszczędnie gospodarowała prawdą. A pan to wiedział, że Murzyni w USA mieli swoich niewolników ?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]