Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rozmowy w kryjówce

Rozmowy w kryjówce

14.12.2010
Czyta się kilka minut
To nie jest biografia, ale nieskodyfikowany dotąd gatunek literacki, który nazwałabym "spotkaniem". Zapis skomplikowanego procesu zbliżania się do siebie autorki i bohaterki.
O

Od początku wiadomo było, że książka Agaty Tuszyńskiej poświęcona Wierze Gran - wschodzącej gwieździe przedwojennych kabaretów, która podczas wojny śpiewała w "Sztuce", znanej kawiarni warszawskiego getta, i którą po wojnie posądzono o kolaborację z Niemcami - musi wzbudzić poruszenie. Jednak kiedy słucha się komentarzy na temat

"Oskarżonej: Wiery Gran", można odnieść wrażenie, że pozostają one niejako obok książki. Albo raczej, że stanowią ciąg dalszy "sprawy" - jak się okazuje, niezakończonej przed trzema laty wraz ze śmiercią śpiewaczki.

Joanna Szczęsna wyjaśnia na łamach "Gazety Wyborczej" meandry powojennych oskarżeń. Pierwszym, który je zgłaszał, był Jonas Turkow, niegdyś dyrektor teatrów żydowskich w Wilnie, Krakowie i Warszawie, w getcie szef Centralnej Komisji Imprezowej. Pod wpływem jego sugestii Władysław Szpilman, który podczas wojny akompaniował Wierze Gran, nie zatrudnił jej w Polskim Radiu. Losem śpiewaczki bardzo interesował się na starość Marek Edelman, który w getcie nie odwiedzał "Sztuki" - lokalu dla tych, którzy wtedy mieli jeszcze pieniądze, ale krótko po wojnie potwierdził, że słyszał jakieś pogłoski o jej kontaktach z gestapo, choć jednocześnie podkreślał, że w getcie znana była jej działalność społeczna.

Wiera Gran, zapewne w geście samoobrony, powtarzała, także w rozmowach z Agatą Tuszyńską, że widziała w getcie Szpilmana w czapce żydowskiego policjanta, jak wpychał ludzi do transportu. Syn muzyka, Andrzej Szpilman, po wydaniu książki zapowiada wniesienie sprawy o zniesławienie pamięci ojca. Jeśli do tego dojdzie, odbędzie się kolejny - który to już z rzędu? - sąd nad historią Wiery Gran, tym razem już pośmiertny. Czy jednak rzeczywiście książka Tuszyńskiej jest kontrdenuncjacją, aktem pośmiertnej "obrony sycylijskiej" - poprzez atak? Absolutnie nie.

"Moje rozważania są rozmową z pamięcią, nie z prawdą. Bo w sytuacjach granicznych nie ma jednej prawdy. Są jej indywidualne odsłony" - pisze autorka. Po pierwsze więc: to nie jest biografia, ale nieskodyfikowany dotąd gatunek literacki, który nazwałabym "spotkaniem". Nie chodzi w nim o archiwistyczne śledztwo, niemożliwą do pokonania matematykę równań, konfrontujących zeznania i dokumenty, prowadzących do czegoś tak nieoczywistego w tym przypadku jak "prawda obiektywna". "Spotkanie" to zapis skomplikowanego procesu zbliżania się do siebie autorki i bohaterki - niewolny od gniewu, niechęci i zmęczenia (z obydwu stron).

Kiedy Wiera Gran zdecydowała się wreszcie na spotkanie z Agatą Tuszyńską, wystawiła stołek przed drzwi paryskiego mieszkania. Światło na zimnej klatce schodowej gasło w regularnych odstępach. Zdaniem lokatorki, pogrążającej się w manii prześladowczej, należało uważać na dozorczynię (hydraulika, arabską sprzątaczkę...). Któregoś dnia stara kobieta w szlafroku uchyliła wreszcie drzwi do mieszkania, w którym, jak twierdziła, od lat założone są podsłuchy i które wieczorami nawiedzane jest przez zbrodniczego "Pałkę" (ciekawe, kogo jej przypominał?) i jego ludzi. Kolejne rozmowy prowadzone są przy zasłoniętych jak podczas wojennego zaciemnienia oknach. I ostatni obraz, już z domu opieki dla polskich emigrantów w Lailly-en-Val: Wiera Gran unika fotografii. Agata Tuszyńska również: patrzą na siebie nawzajem zza rozsuniętych palców.

To właśnie wybija się w tej książce najbardziej: proces zbliżania się do siebie dwóch kobiet: inteligentnej, atrakcyjnej, poddanej własnym emocjom pisarki i schowanej w swojej norze, nadal w ukryciu, zapadającej się w sobie wielkiej śpiewaczki. Pokonanej przez cudze oskarżenia i własne widma. Ich głosy brzmią równolegle. Słuchamy wspomnień, ale i chorobliwych rojeń Wiery Gran, a jednocześnie słuchamy słuchania Agaty Tuszyńskiej, jej zmagania się z tym, czego się dowiaduje. Co jest prawdą, a co wyobrażeniem? Dlaczego wątki urywają się, mieszają, wykluczają nawzajem? Jak można tak beznamiętnie opowiadać o śmierci własnego dziecka? O mężu, któremu zawdzięcza się życie, a z którym nie wiąże - jak się zdaje - nawet wdzięczność? I z taką pasją o prześladowcach?

To samo dotyczy setek, a może tysięcy dokumentów, przez które przekopała się Tuszyńska: listów, pism kierowanych do sądów i gazet, prywatnych pamiątek... Autorka przyznaje: także na ich podstawie nie da się powiedzieć, kim naprawdę była wielka, choć zapomniana dziś pieśniarka. Jedno jest pewne. Przylgnęła do niej łata "gestapówki", "zdrajczyni", "dziwki puszczającej się z Niemcami". W Izraelu, do którego zamierzała wyemigrować, grożono nawet, że jeśli dojdzie do jej występu, publiczność pojawi się w obozowych pasiakach. Mimo że tak naprawdę istniało jedno tylko świadectwo kobiety, która na gestapo widziała cień człowieka i której (być może po to, by namówić ją do współpracy) konwojujący ją gestapowiec powiedział, że to Wiera Gran - na wolności. Mimo że tylko raz - przymuszona - zaśpiewała na gestapowskim przyjęciu. Mimo że powojenny sąd ją uniewinnił. Czy przeżyłaby, gdyby wtedy odmówiła?

"Oskarżona: Wiera Gran" to także opowieść o kodeksie moralnym czasu okupacji: innym po aryjskiej stronie, innym w świecie za murem. Struktury państwa podziemnego uznały, że "tylko świnie siedzą w kinie, co bogatsze - to w teatrze", wielu artystów podjęło pracę jako portierzy lub kelnerzy, by nie uczestniczyć w propagandzie niemieckiej. Nie odnosiło się to jednak do getta, gdzie sztuka miała być namiastką normalności.

Tuszyńska: "Wszyscy jesteśmy kolaborantami. Na małą lub większą skalę, w planie jednego dnia i planie całego życia. Różnią nas jedynie doświadczenia i okoliczności, w jakich możemy sprawdzić, jak daleko sięgają granice naszych kompromisów. (...) Collaboration - po francusku i angielsku - oznacza współpracę. Można było być współpracownikiem, kolaborantem, kolaboracjonistą. Agentem. Od kolaboranta różni go pobieranie stałej zapłaty za swoje usługi. To funkcjonariusz policyjny. Jest jeszcze zdrajca".

Po wojnie rozpoczęła się gorączka weryfikacji - na przykład nazwisko Adolfa Dymszy, który występował w oficjalnych teatrach po aryjskiej stronie, zastępowano na plakatach trzema kropkami, nie wolno mu było występować w Warszawie. Książka Tuszyńskiej komplikuje sprawę: czym innym była przecież w czasie wojny np. postawa Haliny Rapackiej, która napisała w 1942 r. - na konkurs ogłoszony przez Urząd Propagandy Rzeszy - antysemicką sztukę pt. "Kwarantanna", czym innym zaś los Kazimierza Junoszy-Stępowskiego (przedwojennego Profesora Wilczura), który po prostu nie umiał nie grać w teatrze, ale który nie przyjmował ról w spektaklach propagandowych, a zginął latem 1943 r., zasłaniając żonę, skazaną na śmierć wyrokiem sądu podziemnego. Zresztą teatry miały komplet publiczności. Być może kiedyś właśnie pod tym kątem - zachowując wszelkie proporcje - warto będzie kiedyś przyjrzeć się np. gorączce lustracyjnej po 1989 roku.

Czymś jeszcze innym była powojenna weryfikacja wśród ocalałych Żydów. Sprawa Wiery Gran toczyła się w Sądzie Społecznym przy Centralnym Komitecie Żydów Polskich od grudnia 1946 do stycznia 1949 roku. Przesłuchano ponad pięćdziesięciu świadków, składających sprzeczne zeznania. Zapadł wyrok uniewinniający, ale jak pisze autorka książki, "nikt nikogo nie przekonał, nikt nie zmienił niczyjej pamięci. Nie wiem, czy komukolwiek, poza oskarżoną, na tym zależało. Nawet po ponad pół wieku sprawa ta budzi niesmak. Wikła się w meandrach niedopowiedzeń i insynuacji".

Tuszyńska pisze - bardzo emocjonalnie - o swoim wrażeniu po lekturze dokumentacji procesowej, że komuś zależało na podgrzewaniu wrogich nastrojów wobec Gran, sugerując, że być może ten ktoś sam miał coś do ukrycia. A może chodziło o zjawisko, które - w kontekście izraelskim - opisuje Idith Zertal w książce "Zagłada w dyskursie i polityce Izraela", wydanej ostatnio przez Universitas? O jakąś zbiorową psychodramę, potrzebę "oczyszczenia" po przebytej traumie. Innymi słowy - o znalezienie kozła ofiarnego, który uwolni ocalałych (a przynajmniej taką ma się przez chwilę nadzieję) od poczucia winy, biorącego się właśnie z faktu ocalenia.

Agata Tuszyńska, Oskarżona: Wiera Gran, Kraków 2010, Wydawnictwo Literackie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, historyk i krytyk sztuki. Autorka książki „Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek” (2005).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]