Równowaga pogardy

Optymistyczne diagnozy i obiecujące przewidywania, które pozwalałem sobie przedstawiać w minionych tygodniach, wyglądają na kompletnie chybione. Nie minęło dziesięć dni od wyborów, a zmaterializować zdążyły się najgorsze obawy, zrodzone tuż po katastrofie smoleńskiej.
Czyta się kilka minut

Wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego czy Joachima Brudzińskiego można wyjaśniać ich emocjami - wyjaśniać, lecz nie usprawiedliwiać. I są one politycznym błędem. Z ust obu polityków nie poznaliśmy nowych faktów. Nie zostały postawione pytania, które nie byłyby postawione wcześniej. Pojawiające się oskarżenia dotyczą spraw drugorzędnych i wątpliwych - jak choćby "wyścig" kolumny premiera na miejsce katastrofy czy przebieg rozmowy z ministrem Sikorskim. To nie są sprawy mogące diametralnie zmienić ocenę czegokolwiek - poza oceną samej osoby Jarosława Kaczyńskiego. Kluczowa różnica polega bowiem na tonie, w jakim wszystko to jest wypowiadane. Podobnie rzecz się ma ze sporem o krzyż pod Pałacem Prezydenckim. "Wiem, ale nie powiem", "gardzę, ale przemilczę dlaczego" oraz "kto nie podziela naszego zdania, nie jest godny szacunku, bo nie uznaje oczywistych wartości" - taka argumentacja w największym stopniu przyczynia się do negatywnych emocji, które Kaczyński potrafi wzbudzać jak mało kto.

Ten odwrót jest czymś, co na pewno niezwykle ucieszyło jedną osobę - lubelskiego lidera PO. Gwałtownie zmniejszył szansę na wypchnięcie Palikota na margines polityki - tam, gdzie powinna go sytuować świadoma pogarda dla elementarnych norm. Ostry zwrot PiS natychmiast wyzwolił w PO te siły, które walką z Jarosławem Kaczyńskim starają się usprawiedliwić wszystkie własne zagrania poniżej pasa - jak choćby przejęcie kontroli nad mediami publicznymi.

Cóż, znów jesteśmy w dołku. Jednak kilka spraw pozostaje aktualnych i nie można ich stracić z zasięgu wzroku. Katastrofa smoleńska jest sprawą zbyt poważną, by miała stać się tylko narzędziem okładania się rządu z opozycją. Podobnie z kontrolą rządzących. Jeśli nawet Kaczyński postanowił maksymalnie utrudnić sobie walkę o przejęcie władzy w przyszłym roku, to naprawdę wystarczającą szkodą dla kraju jest to, że w ten sposób zapewne zdemobilizuje Donalda Tuska i kolegów. Wszyscy ci, którym zależy, by rząd starał się bardziej niż mniej, powinni w tej sytuacji przyglądać się mu uważniej. Niepewność w oczach polityków PO, którą można było dostrzec po pierwszej turze, była dla nich bardzo mobilizująca. Starali się jak chyba nigdy przedtem (spotkałem utytułowanego weterana, którzy przyznał się, że pierwszy raz w życiu rozdawał ulotki o 6 rano).

Ta sytuacja to najcięższa próba dla polityków umiarkowanych skrzydeł obu partii. Jednym próbują podciąć skrzydła, drugim - zamknąć usta. Czy dadzą się znów ustawić w karnych szeregach toczących totalną wojnę?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2010