Viktor Orbán wpadł we własne sidła. Na nic zdały się wszystkie pułapki, które na opozycję przyszykował, chcąc zabezpieczyć swoją władzę. Zdobycie przez ugrupowanie Pétera Magyara większości konstytucyjnej pozwala sobie z nimi poradzić. Taka skala sukcesu nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie najważniejsza zmiana, którą Fidesz wprowadził ponad dekadę temu, jeszcze podczas swojej pierwszej kadencji.
Ordynacja wyborcza tym razem nie pomogła
Przed równo 12 laty, podsumowując pierwszą udaną reelekcję Orbána, pisałem o nowym prawie wyborczym na Węgrzech, że wyostrza ono przewagę zwycięzcy nad podzieloną konkurencją. Pozwoliło to wtedy utrzymać większość konstytucyjną Orbánowi, pomimo zauważalnego spadku poparcia dla Fideszu.
Ten schemat powtarzał się cztery i osiem lat później. Lecz nosił wilk razy kilka, a dzisiaj przyszedł czas, że ponieśli i wilka. Brutalna ordynacja nie tylko wymusiła w końcu zjednoczenie opozycji. Gdy nadzwyczajna mobilizacja „przerzuciła wajchę” na drugą stroną, cała brutalność tego systemu zadziałała na korzyść nowego lidera.
W żadnym systemie wyborczym, stosowanym w porównywalnych krajach Unii Europejskiej, Tisza nie dostałaby takiej nagrody. Obecna przewaga 77 mandatów przy polskiej ordynacji stopniałaby do mniej niż połowy – do 36 mandatów. Natomiast w niemieckim wariancie ordynacji mieszanej tylko do 21 – niewiele ponad ćwiartki. Wtedy konstytucyjne blokady pozostawione przez Orbána wiązałyby nowej większości ręce.
Władza, która manipuluje regułami, sama wpada w pułapkę
To wisienka na torcie w święcie demokracji, którą stały się węgierskie wybory. Nie chodzi przy tym o taki czy inny profil ideowy – to może być łudzące. Kluczowa jest lekcja o takiej samej treści jak ta, którą odrobiliśmy w Polsce podczas wyborów w 2023 r.
Władza nadużywająca swych uprawnień – a w szczególności kopiąca dołki pod opozycją, czy to przez manipulacje regułami, czy przez straszenie powiązaniami z zewnętrznym wrogiem – sama finalnie w takie dołki wpada.
Dla obozu rządzącego obecnie w Polsce to może być przypomnienie własnych doświadczeń z lat 2024-2025, o których chciałby pewnie zapomnieć – czy to odbieranie subwencji głównej partii opozycyjnej, czy szarża premiera w tygodniu przed wyborami prezydenckimi, nie dały zysków Rafałowi Trzaskowskiemu, lecz tylko straty.
Klęska Orbána jako ostrzeżenie dla wszystkich rządzących
Spektakularna porażka Viktora Orbána powinna być traktowana jako nauczka nie tylko dla tych, którzy uwierzyli, że lud będzie zawsze po stronie jego samozwańczych obrońców.
Wszak przed 16 laty Fidesz z przytupem odsuwał od władzy naprawdę skorumpowaną i skompromitowaną ekipę, jaką stali się węgierscy socjaliści. Czy ktoś się wtedy spodziewał, jak bardzo Orbán wejdzie potem w ich buty?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















