Organizatorem krzykliwej imprezy, która odbyła się w Moskwie w dniach 9-10 czerwca, był Konstantin Małofiejew, właściciel czarnosecinnej TV Cargrad i think tanku o tej samej nazwie, „prawosławny oligarcha”, sponsor agresji Rosji na Ukrainę. Dołożył starań i pieniędzy, aby ściągnąć do Moskwy bajkopisarzy różnej maści.
Jeffrey Sachs i Errol Musk na balu u szatana
Na liście gości i mówców znaleźli się między innymi: amerykański dziennikarz Max Blumenthal (od lat współpracujący z rosyjskimi tubami propagandowymi); propagandysta Dmitri Simes (w komsomolskiej moskiewskiej młodości Dmitrij Simis, później w czasach amerykańskiej „delegacji służbowej” lobbysta interesów Rosji); zwolennik terapii szokowej ekonomista Jeffrey Sachs; brytyjski polityk George Galloway (znany z niestandardowych akcji, jak uściski z Saddamem Husajnem, deklarujący żal po rozpadzie Związku Sowieckiego); amerykański dziennikarz, popularyzator teorii spiskowych Alex Jones (od dawna udziela się w TV Cargrad); influencer Jackson Hinkle, popierający stanowisko Moskwy w wojnie z Ukrainą. Wisienką na tym torcie złożonym z freaków był Errol Musk, ojciec Elona.
Wokół przyjazdu Muska seniora zrobiono wielkie propagandowe show. Oto ojciec najbogatszego człowieka świata, który zajął ważne miejsce w amerykańskiej administracji, zawitał do „przyszłej stolicy świata – Moskwy” i zachwycił się jej urodą i rozmachem. Zaproszenie człowieka, który wsławił się kilkoma skandalami obyczajowymi (rozwody, przemoc domowa, spłodzenie dziecka z pasierbicą), na forum lansujące tradycyjne wartości trwałej rodziny opartej na wierze prawosławnej jest kwintesencją obłudy rosyjskich inżynierów dusz.
W wypowiedziach Errola Muska zwróciło uwagę strofowanie Elona za to, że zbyt się rozbrykał w pierepałce z prezydentem Trumpem (w międzyczasie komentowana na całym świecie ostra wymiana zdań na linii Musk–Trump weszła w fazę złagodzenia, Musk junior przeprosił za wyskok i wycofał się na z góry upatrzone pozycje). Notabene stosunki pomiędzy ojcem a synem do różowych nie należą – Elon krytykował publicznie okrutnego rodzica, nazywając go sadystą. A teraz organizatorzy forum stawiają Errola za wzór i pytają go o to, jak właściwie wychowywać dzieci.
Frustracja Siergieja Ławrowa
Honory domu pełnili minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa, Aleksandr Dugin, pozujący na filozofa ideolog wojującego putinizmu, i gospodarz wydarzenia Konstantin Małofiejew. I jeszcze gromadka polityków z czwartego szeregu, w tym z okupowanych terytoriów Ukrainy.
Ławrow przemawiał przez godzinę. Przyganiał podłym zachodnim politykom i opowiadał o tym, jak to gołąbek pokoju Putin został zmuszony do zaatakowania Ukrainy, choć w życiu nie miał tego w planie. Przywołał również starą tezę rosyjskiej propagandy, że opozycjonista Aleksiej Nawalny został otruty w Niemczech podczas leczenia (a nie przez komando FSB nowiczokiem podczas podróży po Rosji). Wygłosił dyżurny zestaw kłamstw w żywe oczy, w tonie obraźliwym i w pozie obrażonego.
Omawianie takich wystąpień nie miałoby sensu, gdyby nie pewna okoliczność. Mianowicie pojawienie się Ławrowa – federalnego ministra, jednego z architektów oficjalnej polityki zagranicznej – na dziwnej imprezie nawiedzonych i kupionych za ruble pożytecznych idiotów Kremla można odczytać jako wyraz jego frustracji. Takie forum to nie jego szczebel, za niski, zbyt mało ważny. Być może Ławrow czuje się niesłusznie odsunięty od najważniejszych akcji, jakie dzieją się w zagrywkach Moskwy na forum międzynarodowym, w szczególności od układania nowych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Bo oto do rozmów o przyszłym kształcie wspólnych biznesów delegowany jest Kiriłł Dmitrijew, człowiek w polityce nowy, bez dyplomatycznej ostrogi, a do Stambułu na spotkania z delegacją ukraińską wysyłany jest Władimir Miedinski, człowiek spoza MSZ, Ławrow nie ma na niego wpływu. I może nawet dotychczasowe wpływy utracił.
Komentatorzy przecieków z Kremla bawią się teraz w grę „kto zyskuje, kto traci”. Według nieautoryzowanych enuncjacji górę bierze teraz grupa opowiadająca się za wyciszeniem/ograniczeniem wojny i skorzystaniem z otwartego przez Trumpa okna możliwości, by dobić targu z Waszyngtonem. Grupa jastrzębi ma natomiast lobbować za kontynuacją działań wojennych i dalszym zbliżaniem się z Chinami. To temat na oddzielną rozprawę. Tymczasem wróćmy na forum.
Niezwykła przyszłość nadzwyczajnej Rosji
Głównym punktem obrad było wystąpienie Małofiejewa: przez 45 minut streszczał on swój manifest o przyszłości Rosji. W podniosłej formie wykładał punkt po punkcie, na czym polega nadzwyczajna misja historyczna tej specyficznej cywilizacji, która nie jest ani Wschodem, ani Zachodem. Owa misja, powierzona Rosji przez Boga (jakżeby inaczej), polegać ma na „powstrzymaniu Antychrysta, sił zła i zachowaniu wiary chrześcijańskiej”.
W roli Sodomy i Gomory została obsadzona Europa. W roli pozytywnego bohatera: rozkwitające Chiny. Zdaniem Małofiejewa przyszłość globu to podzielone po równo strefy wpływów trzech gigantów: Rosji, USA i Chin. Rosja ma nad czym pracować: musi przede wszystkim zwiększyć przyrost naturalny. To pozwoli jej dokonać skoku cywilizacyjnego i wszelkiego innego. A jak zwiększyć dzietność? Małofiejew i na to ma receptę. Państwo ma mieć strukturę korporacji. Na jej czele stanie autorytarny władca, wielkie miasta przekształcone zostaną w rozległe aglomeracje złożone z małych domów. A w tych małych domach młode stadła małżeńskie będą się masowo zajmować prokreacją (dziewczyny nie muszą się uczyć, powinny wcześnie wychodzić za mąż i rodzić średnio po siedmioro dzieci), aby za 20-30 lat dostarczyć nowe pokolenie chętnych do obrony władcy i zapewniających gospodarce wymarzony wzrost. Obowiązywać ma bezwzględny zakaz aborcji.
No i jeszcze trzeba podnieść wydajność z jednego hektara i przenieść go na drugi hektar. Żeby tę rosnącą trzódkę wykarmić.
Mars, patriarchat i roboty z Puszkinem w głowie
Było też o postępie i kosmosie. Errol Musk przydał się w tym kontekście jak znalazł. Małofiejew i spółka chcieliby bowiem pospołu z Muskiem juniorem zrealizować plan misji na Marsa w 2050 roku. I generalnie z przedstawionym powyżej obrazkiem patriarchalnej, rustykalnej, podporządkowanej i uporządkowanej Rosji trzeba jakoś pożenić wizję wielkiego rozwoju nauki i technologii. Mniej prawników i filologów, więcej inżynierów i komputerowców.
Autorskim pomysłem Małofiejewa jest stworzenie „dobrych rosyjskich robotów” (przecież rosyjski robot nie może być zły), które w procesie produkcyjnym zajmą miejsce 20 mln deportowanych migrantów. Zaprojektował nawet wygląd robotów – zgodnie z wytycznymi o wprowadzeniu jednolitego „rosyjskiego stylu” mają one wyglądać jak wyroby tradycyjnej ceramiki Gżel (motywy ludowe). „Roboty powinny mieć w głowie Puszkina i Dostojewskiego, Mendelejewa i Ciołkowskiego. Powinny posługiwać się kategoriami myślowymi Dugina, a nie Juwala Noacha Harariego czy Fukuyamy”.
„Całe to forum wymyślone zostało po to, aby przedstawić Putinowi manifest Małofiejewa – koncepcję »Rosja 2050. Wizja przyszłości«. To bardzo prosty pomysł: Małofiejew apeluje: »Dajcie mi pieniądze na Rosję w parterowych domkach«, by móc kontrolować program rozsiedlania ludzi wokół wielkich miast. Bo na tym można dużo zarobić” – ocenia ekspert Nikołaj Mitrochin, cytowany przez „Nową Gazetę. Europa”.
Według Mitrochina Małofiejew od dwóch lat próbuje dotrzeć ze swoją koncepcją do Putina, ale dotychczas mu się to nie udało. „I nie wydaje mi się, aby trafił w gust Putina. Państwo rosyjskie, a konkretnie Putin, kocha nie domki jednorodzinne, tylko pieniądze na zbrojeniówkę i armię. Ponieważ rosyjski budżet nie jest z gumy, to środki na budownictwo mieszkaniowe znajdą się nieprędko. Jeśli w ogóle się znajdą”.
Jaka zatem ma być ta „Rosja 2050” według uczestników forum? Jednocześnie staroświecka i nowoczesna, jednomyślna we wszystkim, co robi, podporządkowana ideom wyznawanym przez autokratycznego władcę (który narzuca swoją wolę nie tylko swoim poddanym, ale także otaczającemu światu, a zatem zawsze musi być gotowy do prowadzenia wojen), prawosławna.
W antyutopii „Moskwa. 2042” – powieści Władimira Wojnowicza – rządzący idealnym państewkiem Genialissimus doprowadza system do absurdu: fasadowość i kłamstwo są fundamentami jego władzy, komunizm współgra z udawanym prawosławiem, zło imituje dobro, głoszona wolność jest pełnym podporządkowaniem itd. Wszystko wydaje się wieczne, ale pada w okamgnieniu. Potem jednak stara forma dyktatury płynnie przechodzi w nową formę. Istota pozostaje ta sama.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















